Poprzednie częściKrew na pościeli I "Oni"  

Krew na pościeli II

Jasnowłosa dziewczyna siedziała na krześle lekko się trzęsąc. Oddychała ciężko. Po chwili do pokoju weszła jej matka.

- Arlene - powiedziała cicho, dotykając jej ramienia. Blondynka wzdrygnęła się.

- Nie bój się, kochanie - powiedziała kobieta - To tylko ja.

- Ustalono jej tożsamość? - spytała dziewczyna, nerwowo drapiąc krzesło - Od przesłuchania nie daje mi to spokoju.

- Podobno to Michaela Kinsey - odparła jej matka - Cierpiała na ciężką chorobę psychiczną, uciekła ze szpitala.

Arlene westchnęła, spuszczając wzrok. Siedziała przez chwilę dotykając swoich rąk na których można było dostrzec siniaki układające się w kształt palców. W jej głowie kłębiło się wiele myśli. Nie wiedziała czy bardziej przerażał ją fakt, że ktoś mógł zrobić to tej biednej kobiecie czy to, że sama mogła sobie zrobić coś takiego. Słowa wypowiedziane przez nią i widok obrażeń powracały w głowie młodej blondynki jak koszmar.

************

Arlene obudziła się, czując na swej twarzy promienie słońca. Spojrzała na zegarek, mrużąc przy tym oczy. Była szósta. Przewróciła się na drugi bok, próbując chociaż na kilka minut zamknąć zmęczone oczy. Leżała przez chwilę po czym usiadła na łóżku, spoglądając w ścianę. Nadszedł ten dzień... Dzień powrotu do szkoły. Sama nie wiedziała co powinna ze sobą zrobić. Nigdy nie była strachliwa jednak to czego doświadczyła wprowadziło do jej życia niepokój. Chociaż minęło już trochę czasu wciąż nie mogła się pozbierać. Co jeśli w jej rodzinnym, spokojnym mieście jest psychopata? Pocieszała ją jedynie myśl o tym, że jest prowadzone śledztwo. Miała nadzieję, że ta sprawa się wyjaśni.

Arlene usiadła przy toaletce i zaczęła robić makijaż. Podkreśliła swoje niebiesko-zielone oczy brązowym i czarnym cieniem, nałożyła na usta odrobinę czerwonej szminki. Następnie ubrała się w lekkie, letnie ubrania i ułożyła włosy. Wzięła do ręki torbę, spakowała potrzebne zeszyty. Ruszyła prędko w stronę drzwi. Otworzyła je i prawie podskoczyła, widząc że ktoś za nimi stoi.

Pokiwała głową z uśmiechem.

- Co tu robisz? - spytała.

- Pff tak mnie witasz?Przyszłam do ciebie, twoja mama mnie wpuściła. Może zechcesz pójść ze mną do szkoły? Albo chociaż zrobisz ze mną naleśniki?

Arlene zaśmiała się po czym przytuliła niziutką brunetkę o wielkich kocich oczach.

- Jasne z tobą wszystko, Joana - uściskała ją jeszcze mocniej.

Ciemnowłosa popatrzyła w jasne oczy przyjaciółki. Spoważniała.

- Jak się trzymasz? - pogładziła ją po ramieniu.

- Sama nie wiem... Staram się jakoś się trzymać - zaśmiała się lekko Arlene - Najpierw Raphael, potem uciekłam z mojego własnego urodzinowego przyjęcia na zadupie a potem znalazłam tą kobietę... Powiem ci, że nigdy nie przeżyłam bardziej szalonego dnia.

- Pytał mnie o ciebie - wyznała brunetka - Naprawdę źle z nim... Myślałam, że żałuje ale nadal do niczego się nie przyznaje

- Żałosne - parsknęła niebieskooka - Mógłby chociaż przyjąć konsekwencje swojego działania a nie zachowywać się jak dzieciak. Gdy o nim myślę nie mam ochoty wracać do szkoły.

- Nie przejmuj się nim, Arlene - Joana złapała przyjaciółkę za rękę - Wielu chłopaków dałoby wszystko za tak wspaniałą dziewczynę jak ty, to jego strata i jego błąd.

- A ja kiedyś również dałabym za niego wszystko - dodała blondynka w myślach.

- Chodźmy na dół - westchnęła jasnowłosa - Powinnyśmy się pospieszyć jeśli chcemy zjeść naleśniki i nie spóźnić się do szkoły.

**********

Droga do szkoły minęła dość szybko, jednak przez cały ten czas dziewczyna odczuwała niepokój. Liceum znajdowało się niewiele ponad kilometr od domu a kilka razy wydawało jej się, że wyczuwa czyjąś obecność. Oczywiście... Była z nią przyjaciółka, jednak odczuwała coś czego sama nie była w stanie określić. Pewien rodzaj niepokoju który z każdym oddechem zdawał się być coraz większy. Wsłuchiwała się w każdy dźwięk, każdy szelest, szum i świst. Miała wrażenie, że słyszy ich coraz więcej i są one coraz głośniejsze, coraz bardziej nieznośne. Nie potrafiła wyjaśnić tego czemu wszystko wydawało się być szybsze, przyspieszać z każdym krokiem który stawia i z każdym podmuchem wiatru. Zaczynała obawiać się o siebie i o swoje zdrowie psychiczne jak i fizyczne... Czyżby aż tak mocno wpłynęły na nią te wydarzenia?

W pewnym momencie złapała za przedramię przyjaciółkę i zatrzymała się. Zrobiło jej się słabo.

- Wszystko w porządku? - przerażona Joana popatrzyła na twarz jasnowłosej która pobladła.

- Nie wiem... - wydusiła Arlene - Słabo mi.

- Dasz radę iść? - brunetka była coraz bardziej zaniepokojona. Jej towarzyszka pokiwała tylko niepewnie głową, po czym obie zawróciły. Arlene czuła, ciepło i zimno jednocześnie. Czuła pot spływający po jej karku i twarzy oraz straszne, nasilające się pragnienie. Głowa wydawała jej się coraz cięższa a świat wirował. Miała ochotę płakać, śmiać się i krzyczeć jednocześnie. Zamknęła mimowolnie oczy, czując jak to wszystko doprowadza ją do szału... A następnie kompletnie rozpływa się, jakby we mgle, tworząc przed jej oczami obraz rozmytych, czerwonych loków.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić opowiadanie

Komentarze

  • Bajkopisarz tydzień temu
    Niezłe, niezłe. Czuć klimat małego szaleństwa.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania