Krótki wywiad z paskudnym człowiekiem #49

„Zanim zdąży się wydarzyć”

PYTANIE: Kochał ją pan?

ODPOWIEDŹ: Nie.

To znaczy właśnie dlatego to zakończyłem.

PYTANIE: A gdyby ją pan kochał?

ODPOWIEDŹ: Wtedy prawdopodobnie też bym to zakończył, tylko z innych powodów.

---

Poznałem ją niedługo po rozstaniu z żoną.

„Niedługo” jest oczywiście pojęciem względnym.

Po rozpadzie małżeństwa czas przestaje być liniowy. Możesz być trzy miesiące po wyprowadzce i jednocześnie trzynaście lat po pierwszym momencie, kiedy zrozumiałeś, że coś jest nie tak. Możesz siedzieć sam w mieszkaniu i czuć się wolny, a godzinę później kupować płyn do zmywarki i nagle odkryć, że przez połowę dorosłego życia płyn do zmywarki był elementem jakiegoś systemu, którego już nie ma.

Małżeństwo jest między innymi ogromnym systemem automatyzacji drobnych decyzji.

Kto kupuje papier.

Kto dzwoni do hydraulika.

Gdzie jedziecie na święta.

Czy macie jeszcze musztardę.

Po rozstaniu odzyskujesz wolność w rozmiarze XXL i natychmiast odkrywasz, że trzeba nią zarządzać.

To wyczerpujące.

---

PYTANIE: I wtedy pojawiła się ona?

ODPOWIEDŹ: Tak.

Była żywa.

To pierwsze słowo, które przychodzi mi do głowy.

Żywa w sposób, w jaki ludzie wydają się żywi komuś, kto przez dłuższy czas funkcjonował bardziej jako administrator własnego życia niż jego uczestnik.

Śmiała się.

Piła.

Słuchała muzyki.

Przeklinała.

Urządzała mieszkanie.

Miała problemy w pracy i jednocześnie jakąś zupełnie nieprzyzwoitą ochotę na życie.

Powiedziała mi kiedyś, że ma ogromną chcicę na życie.

Bardzo mi się to podobało.

Takie zdanie jest niesłychanie atrakcyjne dla człowieka, który sam zaczął podejrzewać, że jego główną kompetencją życiową jest odpowiedzialne amortyzowanie środków trwałych.

---

Flirtowaliśmy.

Lekko.

Naturalnie.

Bez planu.

To znaczy ja oczywiście miałem plan, ale polegał na tym, żeby nie mieć planu.

To była jedna z pierwszych rzeczy, których nauczyłem się po małżeństwie:

nigdy więcej wielkich projektów.

Żadnego budowania przyszłości.

Żadnego „dokąd to zmierza”.

Żadnych wspólnych rachunków.

Żadnych decyzji podejmowanych w liczbie mnogiej.

Chciałem pojedynczej liczby.

Ja.

Moje mieszkanie.

Moje książki.

Moja muzyka.

Moje łóżko.

Moja katastrofa.

---

Potem poszliśmy do łóżka.

Nie pamiętam, który raz był pierwszy w sensie chronologicznym.

Pamiętam za to bardzo dokładnie uczucie następnego ranka.

Nie było romantyczne.

Nie było też poczucia winy.

Było coś znacznie bardziej charakterystycznego dla mnie.

Analiza ryzyka.

---

PYTANIE: Bezpośrednio po seksie?

ODPOWIEDŹ: Nie bezpośrednio.

Bezpośrednio po seksie jestem jednak ssakiem.

Dopiero trochę później wracają funkcje zarządcze.

---

Leżała obok.

Było przyjemnie.

To właśnie stanowiło problem.

Gdyby było źle, wszystko byłoby proste.

Zły seks jest fantastycznym narzędziem klarowania sytuacji.

Dobry seks natomiast zaciera granice organizacyjne.

Pojawia się śniadanie.

Potem wiadomość.

Potem zdjęcie.

Potem piosenka.

Potem prywatny żart, którego nie rozumie nikt poza dwojgiem ludzi.

I zanim się zorientujesz, ktoś pyta, czy będziesz w sobotę.

Sobota jest bardzo niebezpieczna.

Sobota jest początkiem instytucji.

---

PYTANIE: Przesadza pan.

ODPOWIEDŹ: Właśnie tak powstają związki.

Ludzie wyobrażają sobie, że związek zaczyna się od deklaracji.

Nie.

Deklaracja przychodzi zazwyczaj dużo później, kiedy infrastruktura już istnieje.

Najpierw zostawiasz szczoteczkę.

Potem masz swoją stronę łóżka.

Potem jej kot zaczyna cię rozpoznawać.

Potem orientujesz się, że w jej lodówce znajduje się piwo kupione specjalnie dla ciebie.

I wtedy jest właściwie po wszystkim.

Państwo zostało ustanowione.

Granice istnieją.

Jest flaga.

Trzeba płacić podatki.

---

Spotkaliśmy się więc drugi raz.

Potem kolejny.

Za każdym razem było dobrze.

Śmialiśmy się.

Rozmawialiśmy o pracy.

Słuchaliśmy muzyki.

Jedliśmy.

Pieprzyliśmy się.

To był, gdyby spojrzeć obiektywnie, bardzo dobry układ.

I właśnie dlatego zacząłem się bać.

---

PYTANIE: Czego?

ODPOWIEDŹ: Że znowu będę miał dziewczynę.

PYTANIE: Przecież właśnie pan powiedział, że było dobrze.

ODPOWIEDŹ: Jedno nie wyklucza drugiego.

---

Może pan tego nie zrozumieć, jeżeli nigdy nie był pan w wieloletnim związku, który zaczął się kiedyś od czegoś bardzo podobnego:

jest fajnie.

Spotkajmy się jeszcze raz.

Zostań na noc.

Kupmy coś na śniadanie.

Może pojedziemy gdzieś na weekend.

Poznaj moich znajomych.

Zostaw tę koszulę tutaj.

A potem pewnego dnia orientujesz się, że minęła dekada.

Nie twierdzę, że moje małżeństwo było przypadkiem.

To byłoby nieuczciwe.

Ale kiedy już się rozpadło, zacząłem patrzeć wstecz i dostrzegać, jak ogromna część życia powstaje nie z wielkich decyzji, lecz z braku decyzji.

Nie wybierasz życia.

Kontynuujesz wtorek.

Wtorek przechodzi w środę.

Środa w następny weekend.

A potem kupujesz razem pralkę.

---

I nagle zobaczyłem przed sobą cały ciąg.

Kasia.

Seks.

Muzyka.

Kanapa.

Weekend.

Szczoteczka.

Wakacje.

Obiad z kimś.

Święta.

Następna kanapa.

I poczułem niemal fizyczny lęk.

Nie dlatego, że tego chciała.

Tego wtedy jeszcze nawet nie wiedziałem.

Dlatego, że tak mogłoby się wydarzyć.

---

PYTANIE: Czyli przestraszył się pan scenariusza, który sam pan napisał?

ODPOWIEDŹ: To trochę złośliwe.

PYTANIE: Ale trafne?

ODPOWIEDŹ: Kontynuujmy.

---

Najgorsze było to, że ona była sympatyczna.

Gdyby była zaborcza, sprawa byłaby banalna.

Gdyby pytała, gdzie jestem.

Gdyby chciała wiedzieć, „co to dla mnie znaczy”.

Gdyby zaczęła używać określenia „my”.

Mógłbym wtedy zrobić coś heroicznego.

Obronić granice.

Powiedzieć:

— Przepraszam, ale nie jestem gotowy.

I wyglądałbym przy tym jak człowiek dojrzały.

Problem polegał na tym, że ona właściwie niczego takiego nie robiła.

To komplikowało moją rolę.

Nie mogłem uciekać przed jej oczekiwaniami.

Musiałem uciekać przed swoimi wyobrażeniami o jej przyszłych oczekiwaniach.

To wymaga znacznie większej wyobraźni.

Na szczęście mam jej pod dostatkiem.

---

Pisaliśmy do siebie.

O kanapie.

O pracy.

O muzyce.

O tym, że powinienem może pojechać do Kanady albo zamknąć się w klasztorze.

Ona stanowczo sprzeciwiała się klasztorowi.

To było miłe.

Zabawne.

Lekkie.

A jednak zacząłem dostrzegać pewne sygnały.

---

PYTANIE: Jakie?

ODPOWIEDŹ: Na przykład napisała „mój Ty”.

PYTANIE: To był sygnał?

ODPOWIEDŹ: Proszę nie udawać, że język nie ma znaczenia.

PYTANIE: A pan wcześniej napisał do niej „królowo moja”.

ODPOWIEDŹ: To był żart.

PYTANIE: A jej „mój Ty”?

ODPOWIEDŹ: Właśnie próbowałem ustalić.

---

To jest bardzo ważna różnica pomiędzy własnym flirtem a cudzym flirtem.

Własny flirt jest lekki, spontaniczny i niezobowiązujący.

Cudzy może być początkiem roszczenia.

---

PYTANIE: Nie widzi pan tutaj pewnej asymetrii?

ODPOWIEDŹ: Widzę mnóstwo asymetrii.

Cała intymność jest asymetryczna.

Ludzie nigdy nie czują dokładnie tego samego dokładnie w tym samym momencie.

Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy udawać, że czują.

---

Potem przez kilka dni się nie odzywałem.

Musiałem pomyśleć.

To znaczy oczywiście mogłem napisać:

„Potrzebuję kilku dni, żeby sobie to poukładać”.

Ale wtedy musiałbym dopuścić ją do procesu.

A ja chciałem najpierw przeprowadzić proces wewnętrznie, osiągnąć wynik i dopiero potem przekazać komunikat.

Jest to sposób rozwiązywania spraw bardzo skuteczny w organizacjach.

Nieco gorszy w stosunkach międzyludzkich.

---

Ona napisała pierwsza.

Przesłała muzykę.

Bonobo.

Napisała, że ma nadzieję, że wszystko u mnie w porządku.

A potem zdanie, które mnie uderzyło:

że zdaje sobie sprawę, iż jej życie nie pasuje do mojego idealnego.

---

PYTANIE: Miał pan idealne życie?

ODPOWIEDŹ: Absolutnie nie.

Natychmiast jej to wyjaśniłem.

PYTANIE: Ale ona tak pana widziała.

ODPOWIEDŹ: Ludzie projektują.

PYTANIE: Pan nie?

ODPOWIEDŹ: Oczywiście, że projektuję. Po prostu staram się być tego świadomy.

PYTANIE: To znowu to samo.

ODPOWIEDŹ: Co?

PYTANIE: Uważa pan świadomość własnej wady za coś bardzo podobnego do jej nieposiadania.

---

Usiadłem więc i napisałem wiadomość.

Długą.

Bardzo staranną.

Chciałem być uczciwy.

To jest jedno z tych zdań, które powinny wywoływać natychmiastową ewakuację ludzi z budynku:

chciałem być uczciwy.

---

Napisałem, że nie jestem gotowy na związek.

Że nie potrafię się trwale zaangażować.

Że nie chcę brać odpowiedzialności za jej emocje.

Że nie możemy przecież wyłącznie cieszyć się seksem, muzyką, jedzeniem i przyjemnościami, ponieważ wcześniej czy później przyjdzie codzienność.

Napisałem, że wolę być pół-mnichem i pół-satyrem.

Byłem szczególnie zadowolony z pół-mnicha i pół-satyra.

To bardzo dobra figura.

Autoironiczna.

Literacka.

Pozwala człowiekowi zerwać z kobietą i jednocześnie pozostać przez chwilę interesującym bohaterem własnego listu.

---

PYTANIE: Czy nie mógł pan po prostu napisać: „Nie chcę się z tobą dalej spotykać”?

ODPOWIEDŹ: To byłoby brutalne.

PYTANIE: A napisać jej esej o odpowiedzialności za jej przyszłe uczucia było mniej brutalne?

ODPOWIEDŹ: Było uczciwsze.

PYTANIE: Czy ona prosiła pana o odpowiedzialność za swoje uczucia?

Pauza.

ODPOWIEDŹ: Jeszcze nie.

---

To „jeszcze” jest chyba ważne.

Bo ja nie reagowałem na sytuację.

Ja reagowałem na prognozę.

Byłem jak człowiek, który widząc pierwszą chmurę na horyzoncie, sprzedaje dom z powodu przewidywanej powodzi.

I oczywiście może kiedyś nadejść powódź.

To właśnie czyni decyzję racjonalną.

---

Wysłałem wiadomość około północy.

Nie wiem, dlaczego około północy.

Prawdopodobnie dlatego, że poważne decyzje sentymentalne najlepiej wyglądają w ciemności.

Potem poszedłem spać.

---

Odpisała rano.

Bardzo krótko.

Napisała mniej więcej, że rozumie.

Że jej również daleko do związku.

I żebym tylko nie zamykał się w klasztorze.

---

PYTANIE: Jak się pan wtedy poczuł?

ODPOWIEDŹ: Z ulgą.

PYTANIE: Tylko?

ODPOWIEDŹ: Nie.

---

Bo widzi pan, istnieje szczególny rodzaj upokorzenia, kiedy człowiek zrywa z kimś, żeby ocalić tę osobę przed związkiem, którego ona też nie zamierzała z nim mieć.

To trochę jak dramatycznie odrzucić propozycję małżeństwa, po czym odkryć, że druga osoba pytała tylko, czy może pożyczyć ładowarkę.

---

I wtedy po raz pierwszy przyszła mi do głowy możliwość, że może nie przerwałem rodzącego się związku.

Może po prostu przerwałem przyjemną znajomość.

---

PYTANIE: Dlaczego?

ODPOWIEDŹ: Żeby nie stracić kontroli.

PYTANIE: Nad czym?

ODPOWIEDŹ: Nad swoim życiem.

PYTANIE: A dokładniej?

---

Długa pauza.

---

ODPOWIEDŹ: Nad tym, kto kogo opuszcza.

---

Po rozpadzie małżeństwa bardzo trudno jest zaufać przypadkowi.

Przypadek wydaje się niebezpieczny.

Przecież właśnie przypadek jest tym, z czego składa się ogromna część miłości.

Spotykasz kogoś.

Zostajesz godzinę dłużej.

Idziesz do łóżka.

Potem jeszcze raz.

Zaczyna cię obchodzić, czy ta osoba bezpiecznie dojechała.

Nie podjąłeś żadnej strategicznej decyzji.

A jednak jesteś już kawałek dalej.

To jest przerażające dla człowieka, który właśnie odzyskał kontrolę nad własnym życiem.

Bo miłość, jeśli jest czymkolwiek poważnym, jest między innymi zgodą na to, że nie wszystko zostanie zatwierdzone przed wdrożeniem.

---

Ja chciałem zatwierdzenia przed wdrożeniem.

Chciałem wiedzieć z góry:

Czy ją kocham?

Czy będę ją kochał za rok?

Czy pasujemy?

Czy warto?

Czy nie powtarzam błędu?

Czy to na pewno wybór, a nie bezwład?

Chciałem due diligence uczuć.

Tylko że uczucia mają fatalną dokumentację.

---

PYTANIE: Czyli uważa pan teraz, że popełnił błąd?

ODPOWIEDŹ: Nie wiem.

To jest najgorsze.

Gdybym wiedział, że popełniłem błąd, miałbym przynajmniej historię miłosną.

A gdybym wiedział, że postąpiłem słusznie, miałbym historię o dojrzałości.

Tymczasem mam tylko sytuację.

Poznałem kobietę.

Było nam dobrze.

Przestraszyłem się tego, co mogłoby z tego wyniknąć.

I odszedłem.

Koniec.

Literatura bardzo nie lubi takich zakończeń.

Życie stosuje je bez przerwy.

---

PYTANIE: A dlaczego właściwie uznał pan, że brak miłości w tamtym momencie oznacza, że nie powinien pan się dalej z nią spotykać?

ODPOWIEDŹ: Bo nie chciałem jej oszukiwać.

PYTANIE: Czy powiedziała, że pana kocha?

ODPOWIEDŹ: Nie.

PYTANIE: Czy powiedziała, że chce związku?

ODPOWIEDŹ: Nie.

PYTANIE: Czy domagała się wyłączności?

ODPOWIEDŹ: Nie.

PYTANIE: Czy planowała wspólne życie?

ODPOWIEDŹ: Nie.

PYTANIE: Więc kogo pan właściwie chronił?

---

Pauza.

---

ODPOWIEDŹ: Siebie.

---

To byłoby chyba najbardziej uczciwe zdanie.

Nie chciałem skrzywdzić jej.

Naprawdę.

Ale przede wszystkim nie chciałem po raz kolejny znaleźć się w miejscu, w którym pewnego dnia patrzę na osobę obok i myślę:

Jak właściwie tu trafiłem?

Bałem się nie złej kobiety.

Nie toksycznego związku.

Nie zdrady.

Nie kłótni.

Bałem się bezwładu.

Bałem się, że przyjemność stworzy przyzwyczajenie, przyzwyczajenie stworzy bliskość, bliskość stworzy odpowiedzialność, a odpowiedzialność któregoś dnia zostanie przemianowana na miłość, ponieważ wszyscy będą już zbyt zmęczeni, żeby sprawdzać różnicę.

---

I może miałem rację.

To trzeba powiedzieć.

Ludzie rzeczywiście potrafią wejść w związki dlatego, że łatwiej było zostać niż odejść.

Potrafią pomylić dobry seks z dopasowaniem.

Przywiązanie z miłością.

Lęk przed samotnością z potrzebą drugiego człowieka.

Ja to wszystko wiedziałem.

Problem polegał na tym, że wiedziałem również zbyt dużo.

---

Wiedza też może być formą tchórzostwa.

Można być tak świadomym wszystkich sposobów, na jakie coś może się nie udać, że przestaje się pozwalać czemukolwiek zacząć.

Można nazwać to dojrzałością.

Selektywnością.

Świadomością własnych potrzeb.

Stawianiem granic.

I wszystkie te określenia mogą być prawdziwe.

A pod nimi może siedzieć bardzo mały człowiek, który mówi:

tym razem wyjdę pierwszy.

---

PYTANIE: Żałuje pan?

ODPOWIEDŹ: Nie.

PYTANIE: To dlaczego rozmawiamy o tym sześć lat później?

Długa pauza.

ODPOWIEDŹ: Bo pamiętam.

PYTANIE: Co?

ODPOWIEDŹ: Jej energię.

Muzykę.

Śmiech.

To, że chciała żyć.

I tę cholerną kanapę, na którą trzeba było czekać do marca.

---

PYTANIE: To niewiele.

ODPOWIEDŹ: Właśnie.

Czasami człowiekowi zostaje bardzo niewiele po kimś, kogo odpowiednio wcześnie zabezpieczył przed możliwością stania się dla niego ważnym.

---

PYTANIE: Gdyby mógł pan wrócić do tamtego wieczoru, wysłałby pan tę wiadomość?

ODPOWIEDŹ: Prawdopodobnie tak.

PYTANIE: Dlaczego?

ODPOWIEDŹ: Bo nadal potrafię bardzo przekonująco wyjaśnić, dlaczego miałem rację.

PYTANIE: A to znaczy?

ODPOWIEDŹ: Że prawdopodobnie nadal jestem tym samym człowiekiem.

---

Chwilę milczy.

Potem dodaje:

ODPOWIEDŹ: Tylko dzisiaj trochę lepiej rozumiem, przed kim wtedy uciekłem.

PYTANIE: Przed Kasią?

ODPOWIEDŹ: Nie.

Przed człowiekiem, którym mógłbym przy niej zostać.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania