KRYPTONIM: „ŚMIERTELNY ZANURZ”
OBSADA:
Kapitan Jan Kaniowski – elegancja, cyniczny uśmiech, papieros Pali w ustach i absolutna precyzja w dedukcji.
Porucznik Mieczysław Jaszczuk – służbista do bólu, złośliwy, podejrzliwy, obsesyjnie trzymający się procedur i regulaminu. Często szybciej wyciąga pochopne wnioski, niż pomyśli, ale szczerze oddany służbie.
Porucznik Ewa Grzejszczak – inteligencja, opanowanie i łagodzenie spięć na linii Kaniowski–Jaszczuk.
Major Henryk Zubrewicz – cierpliwy przełożony, zirytowany ciągłymi utargami swoich podwładnych.
SCENA 1: PRZYSTAŃ PTTK, JEZIORO ZEGRZYŃSKIE – PORANEK
Mgła gęsta jak śmietana unosi się nad szarą wodą. Na brzegu stoją dwa radiowozy milicyjne. Z czerwonej Nysy wysiada Porucznik Mieczysław Jaszczuk – ma na sobie za duży prochowiec, a w ręku trzyma skórzaną teczkę. Dmucha w zimne dłonie i podchodzi do stojącego przy pomostach Kaniowskiego.
– No i po co te nerwy, Kaniowski? – burczy Jaszczuk, ciągnąc z nosa. – Topielec jak topielec. Zwykły wypadek po pijanemu. Wypił dwie setki Żytniej, wsiadł w kajak i fikołek. Procedura jest prosta: sprawa zamknięta, pisać protokół i wracamy na komendę. Szkoda paliwa na stanie w rosie.
Kaniowski nawet na niego nie patrzy. Wypuszcza dym z papierosa i czubkiem eleganckiego buta szturcha leżącą na deskach płetwę nurkową.
– Jaszczuk, gdybyś chociaż raz w życiu przeczytał coś oprócz Regulaminu Służby Wewnętrznej, to wiedziałbyś, że w pełnym akwalungu nie pływa się po pijanemu kajakiem.
– A skąd ty wiesz, w czym on pływał?! Może na ryby jechał!
– Bo denat – Kaniowski wskazuje na wyciągnięte z wody ciało w czarnym piankowym kombinezonie – to dr Ryszard Nawrocki, główny hydrobiolog z instytutu badawczego. A na zaworze jego butli z tlenem ktoś zapomniał odkręcić gaz. Ktoś go wpuścił do wody z zakręconą butlą, Mieciu. To się nazywa morderstwo.
Jaszczuk mruży oczy, wyraźnie niezadowolony, że jego prosta teoria o pijanym wędkarzuła rozsypała się w pył.
– No dobrze, dobrze... Nie ucz ojca dzieci robić, Kaniowski. Zobaczymy, co na to sekcja. Ale ja i tak uważam, że to błąd użytkownika. Sam sobie nie odkręcił.
SCENA 2: GABINET MAJORA ZUBREWICZA – POPOŁUDNIE
Major Zubrewicz przeciera okulary szmatką. Na biurku leżą akta dr. Nawrockiego. Obok biurka stoją Kaniowski i Jaszczuk.
– Nawrocki pracował nad poufnym raportem dotyczącym skażeń wód przy nowej fabryce chemicznej – wyjaśnia Ewa, wchodząc do gabinetu i kładąc kolejne papiery. – Raport miał trafić do ministerstwa jutro.
– I pewnie trafił, ale do rąk kogoś, komu ta fabryka przynosiła ładne dewizy – dodaje Kaniowski.
– Nie przesadzajmy z tą szpiegowską spiskową teorią! – wtrąca się gwałtownie Jaszczuk, machając ręką. – Ja prześwietliłem jego sąsiadów z działki! Nawrocki miał konflikt z dyrektorem stacji benzynowej, niejakim Bareckim. Kłócili się o miedzę i stary płot! Barecki to typ spod ciemnej gwiazdy, w zeszłym roku dostał naganę za mieszanie benzyny z naftą. Mam go zatrzymać na czterdzieści osiem?
– Jaszczuk... – Kaniowski wznosi oczy do sufitu. – Czy ty naprawdę myślisz, że człowiek morduje wybitnego naukowca za pomocą sprzętu do nurkowania, bo mu gałęzie jabłoni wystawały za płot?
– A dlaczego nie?! Ludzie za głupsze rzeczy zęby sobie wybijają! Procedura nakazuje sprawdzić wątek najbliższego otoczenia!
– Cicho bądźcie obaj! – uderza dłonią w stoł Major Zubrewicz. – Jaszczuk, sprawdzisz tego Bareckiego, ale bez aresztowań. Kaniowski, wy z Ewą jedziecie do instytutu. Daję wam dwadzieścia cztery godziny.
SCENA 3: RESTAURACJA „RIVIERA”, ZEGRZE – WIECZÓR
Dancing. Gra orkiestra, na parkiecie pary w kreszowych dresach i eleganckich garniturach. Przy stoliku pod oknem siedzi docent Walczak – zastępca zmarłego Nawrockiego. Jest widocznie zdenerwowany, nerwowo obraca w palcach kieliszek z koniakiem.
Kaniowski dosiada się bez pytania.
– Panie docencie... Piękny wieczór na świętowanie awansu, prawda?
– O co panu chodzi, kapitanie? Ja przeżywam tragedię! Ryszard był moim przyjacielem!
– Tak wielkim przyjacielem, że już dzisiaj rano złożył pan w dyrekcji wniosek o przejęcie jego katedry i wyjazd na stypendium do Wiednia?
W tym samym momencie do restauracji wkracza Porucznik Jaszczuk. Ma na sobie za dużą, wzorzystą marynarkę i głośno chrząka, zwracając na siebie uwagę całego lokalu. Podchodzi do stolika, wyciągając legitymację.
– Oho! Obywatelu Walczak! Przyjechaliśmy z ramienia Milicji Obywatelskiej! – głosi na cały głos Jaszczuk. – Mam tu nakaz przeszukania pana szafki w instytucie! Papiery mówią same za siebie!
– Mieciu, usiądź i nie drzyj się jak na meczu Legii – szepcze wściekły Kaniowski, przymykając oczy. – Płoszysz mi rybę.
– Ja działam zgodnie z przepisami, Kaniowski! – oburza się Jaszczuk. – A ty tu kawki pijesz, kiedy sprawca siedzi przed nami!
Walczak blefuje. Korzystając z zamieszania i wywołanej przez Jaszczuka sceny, podrywa się z krzesła, przewraca stolik z kieliszkami i rzuca się do ucieczki przez zaplecze kuchenne!
SCENA 4: ZAPLECZE KUCHNIE I PRZYSTAŃ – POŚCIG
– Łapać go! Stój, bo strzelam! – wrzeszczy Jaszczuk, ciągnąc za pistolet P-64, ale niefortunnie zaplątuje się w obrus i z hukiem wywraca na kelnera niosącego tacę z śledziami.
Kaniowski nie czeka. Przeskakuje nad leżącym Jaszczukiem i wpada do kuchni. Walczak wypada przez drzwi dostawcze wprost na ciemny pomost.
Deszcz zaczyna siąpić. Walczak dopada do motorówki, próbuje odpalić silnik. Kaniowski dopada do krawędzi pomostu.
– Walczak! Zostaw tę manetkę! Nie dopłyniesz do wiednia tą łupiną!
Walczak wyciąga z kieszeni mały pistolet czeski i oddaje strzał. Pocisk gwiżdże Kaniowskiemu koło ucha, rozbijając latarnię na przystani. Kaniowski robi szybki przewrót po mokrych deskach, chroniąc się za drewnianą budką strażnika. Wyciąga swoją broń.
– Ostatnie ostrzeżenie!
Walczak strzela po raz drugi, ale w tym momencie na pomost wpada zasapany Jaszczuk. Widząc celującego uciekiniera, bez zastanowienia potyka się o cumę i z dzikim okrzykiem uderza barkiem w drewniany słupek. Słupek pęka, a wielka, ciężka spławikowa boja z liną wpada wprost na obracającą się śrubę motorówki Walczaka!
Lina wkręca się w silnik z przeraźliwym zgrzytem. Maszyna gaśnie z głośnym parsknięciem. Walczak gubi broń i siłą odrzutu wpada głową wprost w miękkie, muliste sitowie przy brzegu.
Kaniowski powoli podchodzi, trzymając broń w gotowości. Wyciąga mroczonego, umazanego błotem docenta za kołnierz.
– No i po co te nerwy, panie docencie? – mówi Kaniowski, po czym odwraca się do leżącego na deskach, posiniaczonego Jaszczuka.
EPILOG: KOMENDA STOŁECZNA – NASTĘPNY DZIEŃ
W gabinecie Majora Zubrewicza panuje wyjątkowo dobry nastrój. Raport o skaźnikach i fałszowaniu badań trafił do prokuratury, a Walczak przyznał się do zabójstwa Nawrockiego za łapówkę od dyrekcji kombinatu.
Major patrzy na dwóch poruczników.
– No, Panowie... Dziwna to była akcja, ale skuteczna. Kaniowski, doskonała dedukcja z tym stypendium w Wiedniu. A ty, Jaszczuk... – Major patrzy na zabandażowany nadgarstek Jaszczuka. – Twój... niekonwencjonalny manewr ze słupkiem i boją zablokował ucieczkę. Prawdziwe poświęcenie.
Jaszczuk prostuje się dumny jak paw, poprawiając krawat.
– Służba nie drużba, panie majorze! Ja od początku wiedziałem, że trzeba odciąć mu drogę wodną! Procedura taktyczna oparta na elementach zaskoczenia!
Kaniowski przypala papierosa, ukrywając uśmiech za kłębami dymu.
– Oczywiście, Mieciu. Twoje potknięcie przejdzie do historii taktyki MO. A teraz, jeśli wybaczycie, idę na kawę. Ewa obiecała mi opowiedzieć, jak dokładnie Jaszczuk lądował w śledziach.
– Kaniowski! To były naruszenie nietykalności funkcjonariusza na służbie przez czynniki obiektywne! – krzyczy za nim Jaszczuk, ale Kaniowski tylko macha ręką i z cynicznym uśmiechem znika na korytarzu.
PLANSZA: KONIEC ODCINKA
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania