LBnD -2 "rzeczywiście"
Siadam przy barze. Osiemdziesiąt centymetrów ponad chodnikami, nietaktownie, choć wat tysiąc dwieście nad głową. A ona stoi i czeka. Pod ścianą, w drżeniach - wariatka - wydmuchuje mi prosto w serce, po pół kahluy i absyntu.
Wszystko jest nie tak, krztuszę się pomiędzy jej palcami, wypluwam płuca na blat. Barmanka ściera je brudną szmatą wraz z kurzem i poździeranymi paznokciami - pod. Potem wylewa mi na dłonie swój biust, mówi "weź, weź trochę", więc biorę. Sączy mi do ust meniski, wszystkie księżyce - mnie mdli.
Jak kot rzygam, od posrebrzanych refleksów. Już po drugiej stronie luster. Ktoś głaskałby mnie po głowie, ktoś po grzbiecie.
Komentarze (11)
Księżyc z kotem, lustrem, magia przejścia.
Chociaż z odruchem zwrotnym.
Nie do końca rysuje się postać, może on jak mój Lokaj, bezcielesny. 😁
Ta postać ma być taka właśnie "bez" (ale nie tylko cielesna).
Dzięki za zajrzenie :)
Finalnie, utrata ludzkiego wymiaru, i sprowadzenie do zwierzęcych potrzeb.
To jest mocne. I tak to wygląda, w rzeczywistości.
O niektórych nie umiem pisać bardziej niż to co w nich, więc zostawię Cię z takim komentarzem.
Dziękuję :)
Prawda, Amor?
Oryginalnie i celnie.
5.
Prawda, prawda. I dziękuję.
A teraz popatrzę na siebie jak na odbicie miłości i może zrozumiem coś więcej :)
Nie, nie zajrzę... uciekam
Nie chciałam przerażać, bardziej wzbudzić dyskomfort, no ale cóż... jak coś się musi napisać, to pisze się jak musi.
Dzięki, że chociaż zerknęłaś.
Mam nadzieję, że się spodobało. Dzięki za zajrzenie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania