LBnP -8 Ostatnia przygoda
Osiemdziesięciodwuletnia Melania Połczyńska pewnym krokiem wmaszerowała do jadalni Domu Spokojnej Starości „Złoty Azyl”, wnosząc ze sobą energię, wigor, śmiałość oraz niewątpliwy, acz trudny do zdefiniowania potencjał. Jej młodsze o rok koleżanki – Halinka i Helenka – poczuły na skórze dreszcze ekscytacji. Życie było nadal pełne możliwości.
Melania podeszła do ekspresu do kawy i wybrała na wyświetlaczu maszyny podwójne espresso. Stojący obok ekspresu pielęgniarz Mateusz już-już otwierał usta, żeby zwrócić jej uwagę, ale Melania zgromiła go wzrokiem, jednocześnie unosząc wyzywająco brwi, jakby chciała powiedzieć: „no, spróbuj tylko”. Następnie zabrała swoją filiżankę i ruszyła z nią do stolika koleżanek. Mateusz milczał, bo się wystraszył.
– Jest akcja – oznajmiła bez wstępów Melania, siadając na krześle między Halinką a Helenką.
Kobiety spojrzały na nią z zainteresowaniem.
– Byłam wczoraj na strychu – ciągnęła Melania. – I znalazłam mapę.
– Na strychu? – zdziwiła się Helenka i podrapała się po głowie spowitej w chmurę srebrzystych loczków. – Tu jest jakiś strych?
– No jest – Melania niecierpliwie machnęła ręką. – Ale strych nieważny. Mapa ważna.
– Jaka mapa? – zapytała Halinka.
To pytanie zdecydowanie bardziej przypadło Melanii do gustu.
– No właśnie bardzo dziwna. Niby mapa miasta, ale jakby nie do końca – powiedziała, po czym wyciągnęła z kieszeni spódnicy złożony na czworo arkusz grubego papieru i rozłożyła go na stole między talerzami i filiżankami.
– Faktycznie mapa – przyznała Halinka, kiwając intensywnie głową, na czubku której tkwił siwy koczek. – Starodawna taka. I jakby ręcznie rysowana?
– Może to mapa do skarbu? – zasugerowała z entuzjazmem Helenka.
– Nie do skarbu, a do stacji kolejowej – sprostowała Melania.
– Znaczy się do dworca głównego? – Halinka zmrużyła oczy przyglądając się rysunkom na mapie. – Coś mi tu nie pasuje, dworzec jest przecież po drugiej stronie rzeki.
– Wcale że nie do dworca! – zawołała triumfalnie Melania, podnosząc do góry palec. – To, moje drogie, jest mapa do stacji kolejowej "Ostatnia przygoda". I sądzę, że nie znalazłam jej przez przypadek.
Zamyśliła się, po czym spojrzała na twarze koleżanek, na których malowała się niepewność.
– Nie znam takiej stacji – powiedziała cicho Helenka.
– Ja też jeszcze nie znam – zgodziła się Melania. – Ale co wy na to, żeby wybrać się po śniadaniu na wycieczkę i to zbadać?
– No, nie wiem – zastanowiła się Halinka.
– Bo co? – Melania spojrzała na nią wyzywająco.
– Bo to brzmi... bardzo ostatecznie. Złowieszczo wręcz. Nie wiem, czy chcę dzisiaj przeżyć swoją ostatnią przygodę.
Melania tylko prychnęła.
– Moja ostatnia przygoda będzie wtedy, kiedy sama tak postanowię. Co nie zmienia faktu, że tajemniczą stację chętnie obejrzę. A wy nie?
Halinka i Helenka wymieniły spojrzenia, po czym skinęły głowami. Nie potrafiłyby odmówić Melanii nawet, gdyby chciały.
*
Trzy pensjonariuszki Domu Spokojnej Starości „Złoty Azyl” maszerowały dziarsko ulicą ciągnącą się wzdłuż leniwie płynącej rzeki. Blade jesienne słońce niezbyt skutecznie próbowało przebić się przez ciężkie, granitowoszare chmury. Deszcz lunął akurat w momencie, kiedy – kierując się mapą – dotarły pod secesyjny, nieco bajkowy budynek dworca kolejowego "Ostatnia przygoda".
– Dziwne – skomentowała krótko Melania, po czym pchnęła mosiężne drzwi i weszła do środka. – Tego budynku chyba nigdy tu nie było.
– Nie było – zgodziły się chórem Halinka i Helenka i weszły za nią do chłodnego, ciemnego wnętrza.
Wąsaty konduktor jakby wyrósł przed nimi spod ziemi.
– Witam piękne podróżniczki – zaczął szarmancko. – Panie zapewne ze „Złotego Azylu”?
– Skąd pan wie? – nadąsała się Helenka. – Że niby tak staro wyglądamy?
– Ależ skąd znowu – pospieszył z zapewnieniem konduktor. – Po prostu mało kto do nas trafia oprócz ludzi od was. Regularnie podrzucamy nasze mapy na wasz strych, bo jest spore zainteresowanie wśród pensjonariuszy. A bez mapy nie da się tu dotrzeć.
– Zainteresowanie czym właściwie? – chciała wiedzieć Melania. – Co to za miejsce, panie...?
– Krzysztof Kolejarczyk – przedstawił się konduktor z uprzejmym ukłonem. – A to miejsce to jedyna w swoim rodzaju stacja, z której odjeżdżają pociągi do przeszłości.
– Żartuje pan? – Halinka przyjrzała mu się nieufnie.
– Nie żartuję – zapewnił ją Krzysztof Kolejarczyk. – Mogą panie już za chwilę wsiąść do pociągu i wybrać się w podróż w czasie.
– Ale dokąd konkretnie? Znaczy się: do kiedy? – zainteresowała się Helenka, która pracowała dawniej jako nauczyielka historii. – Gdzie nam się spodoba? Bo ja to bym chciała do epoki renesansu. Albo może do starożytnej Grecji...
– Niestety nie – pokręcił głową konduktor. – Można przenieść się tylko do własnej przeszłości. Wybieramy rok, który nas interesuje, wsiadamy do odpowiedniego wagonu... i po chwili jesteśmy znów w swoim dawnym życiu. A teraz najlepsze, posłuchajcie panie tego: można w tej przeszłości podjąć inaczej jakąś decyzję. Ale tylko jedną! I zobaczyć, co z tego wyniknie. Więc jeśli kiedykolwiek zastanawiały się panie „co by było gdybym wtedy zrobiła inaczej niż naprawdę zrobiłam?”, to to jest właśnie wasza szansa, żeby się dowiedzieć, co by z tego wynikło.
Wszystkie trzy kobiety wpatrywały się w konduktora z mieszaniną niedowierzania, zaciekawienia i obawy.
– Ale że jak? – drążyła Halinka. – Mamy tam zostać i zobaczyć, jak potoczy się dalej nasze życie?
– Niestety, nie możecie zostać – powiedział ze smutkiem konduktor. – Macie dwadzieścia cztery godziny na załatwienie w przeszłości swoich spraw, a potem wsiadacie z powrotem do pociągu i mkniecie przez kolejne lata w przód, patrząc na alternatywną wersję swojego życia jak na pejzaż za oknem.
– A potem wracamy tu? – upewniła się Melania. – Do tej wersji rzeczywistości?
– Tak jest – potwierdził konduktor.
– To po co to wszystko właściwie? – zasępiła się Helenka. – Skoro i tak nic się nie zmieni?
– No cóż. Wielu ludzi chciałoby się pod koniec życia dowiedzieć, co by było gdyby. Tak z ciekawości – wyjaśnił mężczyzna. – Dlatego zresztą nazwaliśmy tę stację „Ostatnia przygoda”. Większość już potem nie ma ochoty na kolejne.
Krzysztof Kolejarczyk wyprowadził pensjonariuszki na peron, gdzie stał już najdłuższy pociąg, jaki kiedykolwiek widziały. Na tabliczkach przyczepionych do drzwi wagonów wielkimi czerwonymi cyframi wypisane były kolejne lata ich życia.
– Wsiadają panie?
– No nie wiem – Melania z zamyśleniem wpatrywała się w tabliczkę z datą 1970. Myślała o pewnym lekarzu, który wykonał wtedy zabieg szybko, sprawnie i profesjonalnie, nie komentując, nie pouczając i nie zadając żadnych zbędnych pytań. Była pewna swojej decyzji i nigdy jej nie żałowała – więc czy aby na pewno chciała teraz wiedzieć, co by było gdyby?
Helenka zatrzymała się przy kolejnym wagonie. Rok 1971 – to właśnie wtedy skończyła studia i niemal natychmiast wyszła za mąż, bo miała wrażenie, że od jakiegoś już czasu oczekiwali tego od niej absolutnie wszyscy: matka, babka, dwie ciotki, narzeczony, rodzice narzeczonego, najlepsza przyjaciółka i jeszcze wszystkie sąsiadki. Nawet, gdyby spróbowała, na pewno nie znalazłaby w sobie siły, by oprzeć się tak zwartemu frontowi obrońców status quo. Co z tego, że nie była do końca przekonana? Jej wątpliwości nikogo nie interesowały; w tym wieku po prostu należało wyjść za mąż i założyć rodzinę. Więc się dostosowała, bo co innego miałaby zrobić? Ale do dziś pamięta tę profesorkę, która próbowała ją wtedy namówić na studia doktoranckie. Ciekawe, jak by to było zostać na uczelni? Czy ma odwagę się przekonać? A co, jeśli ominęło ją życie tak ciekawe, satysfakcjonujące i twórcze, że od samego widoku pęknie jej serce?
Halinka wlepiała wzrok w wagon z datą 1964 i myślała o Romku. Czy to była prawdziwa miłość? Na pewno pierwsza. I skończyła się tak nagle. Romek tuż po maturze dostał możliwość wyjazdu do Francji. Miał tam ciotkę, która przysłała zaproszenie i Romek postanowił jechać i zdawać na studia w Paryżu. Zaproszenie było dla dwojga. Romek namawiał. Halinka płakała i przez miesiąc nie mogła spać. Ale w końcu uznała, że jednak za dużo ją trzyma w kraju. Nie pojechała. A Romek nigdy nie wrócił.
– To jak? Wsiadamy? – zapytała Melania, wyrywając koleżanki z zadumy.
Wszystkie trzy spoglądały po sobie niepewnie.
Pociąg czekał.
Komentarze (2)
W czasie wakacji takie poszukiwania i odkrycia nie są niczym dziwnym...
A może to był złoty pociąg z bursztynową komnatą i bezcennymi dziełami Lenina?🤪
Tak jest! I skarb Templariuszy tam wieźli jeszcze...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania