LBnProzę- Szepty duszy

 

 

Nigdy nie wiadomo, kiedy życie zmienia się na zawsze. Zazwyczaj moment, w którym to się dzieje jest niezauważalny, banalnie nijaki. Marysia była bohaterką, nie tylko zmian ale i własnego życia.

 

Nie zauważyła momentu, kiedy jej życie się zmieniło ale dzielnie stawiła temu czoła. Pamięta, że babcia kazała założyć jej sukienkę komunijną, na długo zanim wybrała się w niej do kościoła. Była jeszcze zima, mama chorowała już od zawsze. Babcia powiedziała by założyła sukienkę i poszła do pokoju mamy z nią porozmawiać. Marysia nie lubiła tego pokoju i nie lubiła jego zapachu. Najbardziej jednak nie lubiła świadomości, że to nie pokój tak śmierdzi a jej mama. Marysia nie lubiła siebie za to, że czuła ten zapach.

 

Ubrała się więc w sukienkę, która wtedy była jeszcze trochę za duża. Przeglądając się w lustrze, uśmiechała się do siebie. – Ładnie wyglądam – myślała, patrząc na falbany przy ramionach i delikatne koronki wokół szyi. To była najpiękniejsza sukienka na świecie. Marysia z czułością dotykała delikatnego materiału, który wydawał się być chmurką otulającą jej ciało. Nigdy wcześniej Marysia nie czuła się taka piękna i taka szczęśliwa. Nie szkodzi, że rękawy są jeszcze trochę za długie, do komunii jest jeszcze dużo czasu a ręce urosną.  I wtedy Marysia przypomniała sobie zapach pokoju mamy i bardzo się przestraszyła.  – Moja sukienka też tak będzie śmierdziała, kiedy tam wejdę. Sukienka zje zapachy, tak jak mój sweter kiedy przychodzi wujek i pali fajkę w kuchni i potem mój sweter pachnie tytoniem. Na pewno moja sukienka zje zapach pokoju mamy – i wtedy łzy same zaczęły lecieć z jej oczu. Zrobiło się jej bardzo żal tej pięknej sukienki, tak bardzo żal, falban i tych koronek. Marysia wyobraziła sobie jak sukienka z sekundy na sekundę pochłania zapach, jak z czasem staje się szara zamiast bielusieńka. Chciała zawołać babcię i jej to powiedzieć, ale wiedziała już wtedy, że nie może tego zrobić. Jak babcia kazała, to nie ma innej możliwości. Trzeba robić tak jak ona chce, inaczej będą kłopoty i siniaki na tyłku, czasami też na buzi.

 

 - Długo się będziesz jeszcze tam gramolić?- głos babci słychać było w całym domu. Marysia zamarła, przez głowę przemknęła jej myśl o byciu niewidzialną, ale to się nie udaje. Już kiedyś próbowała i skończyło się awanturą i porządnym laniem. Lustro, w które patrzyła, było przyczepione do drzwi szafy, przez okno wlatywało oślepiające zimowe słońce i wtedy Marysia zamiast siebie w tym lustrze, ujrzała kogoś innego. Przez chwilę, nie wiedziała kto na nią patrzy, słońce i łzy przeszkadzały jej zobaczyć twarz, nie pozwalały dostrzec sylwetki. Ale ktoś w tym lustrze był i na pewno, nie była to Marysia.

 

- Wychodź stamtąd! Słyszysz, bo zaraz pójdę po ciebie a lepiej dla ciebie żebym tego nie robiła. 

 

Marysia wiedziała, że lepiej dla niej żeby babcia nie zobaczyła jej zapłakanej. Kiedy wcześniej zdarzało jej się płakać, tak bez powodu według babci, zawsze słyszała – Czego ryczysz? Jak natychmiast nie przestaniesz, to za chwilę będziesz mieć porządny powód. Natychmiast przestań! Słyszysz, przecież nie chcesz żebym się zdenerwowała! – Babcia zawsze wiedziała, czego Marysia nie chce.

 

- Już wychodzę – zdołała wyjąkać na tyle głośno, by babcia nie musiała dłużej się denerwować brakiem oznak życia z jej strony. Przez chwilę starała się uspokoić oddech i wysuszyć łzy rękawem. Nie patrzyła już w lustro, bała się. Wiedziała, że ktoś jest w tym lustrze a ona tego kogoś nigdy wcześniej nie spotkała. A osoby, których nigdy wcześniej się nie spotkało bywają niebezpieczne – jak mawia babcia.

 

Po chwili znalazła się pod drzwiami pokoju mamy. Drzwi były ciężkie. W niektórych miejscach odpryskiwała od nich farba. Marysia znała te odpryski na pamięć. Często patrzyła na te drzwi. Kiedy wracała ze szkoły, na nie pierwsze po wejściu do domu zwracała uwagę. Do pokoju mamy szło się przez kuchnię. A do domu wchodziło się z dworu do kuchni. Kiedy jadły z babcią obiad, albo kiedy odrabiała lekcje przy kuchennym stole – zawsze patrzyła na te drzwi. A one zawsze były zamknięte i od zawsze odpryskiwała od nich farba.

 

- No już dalej, mama nie będzie wiecznie na ciebie czekać – babcia powiedziała to jakoś dziwnie. Bez złości, nawet jakby szeptem. Stała tuż przy niej i położyła jej rękę na ramieniu. W świecie babci tak wygląda przytulanie. Marysia się uśmiechnęła i na nią spojrzała. Odrazu tego pożałowała, bo zobaczyła obok siebie bardzo starą kobietę, nigdy wcześniej babcia nie była taka stara i obca. Zachciało jej się płakać ale w tej samej chwili, babcia nacisnęła klamkę i lekko ale stanowczo pchnęła ją do środka.

 

Kiedyś Marysia często przychodziła do mamy. Siadała na jej łóżku i opowiadała jej różne historie. Mama słuchała i śmiała się  z jej opowieści. Lubiła słuchać jak Marysia mówiła a ona lubiła opowiadać. Czasami zmyślała a czasami mówiła prawdę. Mama chyba tego nie zauważała. Kiedyś opowiedziała jej o Królu Elfów, którego spotkała w drodze ze szkoły. Na początku bała się, że mama ją skrzyczy, bo babcia zawsze krzyczy, kiedy Marysia wraca ze szkoły przez zagajnik, ale nie, mama zapytała jak on wyglądał. Więc Marysia go opisała.

 

- No więc miał długą brodę.

 

– Siwą? – dopytywała mama.

 

-  Tak, raczej siwą mamo i był niewiele wyższy od paproci przy drodze.

 

– A nie bałaś się na niego patrzeć, Ogniku?

 

- Nie mamo, był sympatyczny. Pokazał mi jak przywołuje kwiaty z łąki a one biegną do niego tańcząc w promieniach słońca, ślizgających się między gałęziami drzew. Bo wiesz mamo, promienie zrobiły sobie ślizgawkę z drzew. I bawią się na nich cały dzień.

 

- A co powiedział Król Elfów do ciebie?

 

- Nic nie powiedział, po prostu był.

 

- Król Elfów, który po prostu był?- mama spojrzała na Marysię z zaciekawieniem- a nie powiedział ci może, że jesteś najcudowniejszą istotą, którą spotkał poza swoim królestwem?

 

- Nie- odpowiedziała Marysia trochę zawiedziona, że tego nie powiedział

 

- To chyba tylko dlatego, że odebrało mu mowę na twój widok- mówiąc to mama zrobiła minę osoby, która wie co mówi i stanowczo zna te momenty, w których elfom odbiera mowę.

 

Innym razem rozmawiały o babci. Marysia coś nabroiła, szczerze powiedziawszy, nie wiedziała co, ale babcia wiedziała i była na nią zła. Nie uderzyła jej wtedy, choć do lania od babci Marysia przywykła. Zaczęło się po powrocie ze szkoły. Powroty Marysi ze szkoły trwały dłużej niż innych dzieci, ale inne dzieci nie spotykały w zagajniku elfów.

 

A więc, kiedy Marysia otworzyła wejściowe drzwi i do domu wraz z nią wpadły rozbrykane czerwone liście, zalewając podłogę kuchni swoim jesiennym wrzaskiem, babcia spojrzała na Marysię a potem na liście i z jej oczu pociekły łzy wielkości grochu.

 

– Tak właśnie było mamo, przysięgam! Normalnie grochy – relacjonowała potem Marysia mamie.

 

Mówiła też, że babcia na nią dziwnie patrzyła i nic nie mówiła i że jest na nią chyba bardzo zła, skoro nie mówi, tylko płacze. A ona przecież nic takiego nie zrobiła. No może trochę zabłociła buty no i spódniczka trochę się pobrudziła, bo się przewróciła w zagajniku, w którym nigdy dziury nie było a dzisiaj była, ale za brudne ubranie to Marysia dostaje po tyłku, a dziś nie dostała. Nawet nie musiała słuchać, że babci wstyd, że ma tak niechlujną wnuczkę. Nic z tych rzeczy, tylko łzy jak grochy.

 

- Mamo, dlaczego babcia jest na mnie zła? – pytała Marysia, kiedy poszła się przytulić do mamy na dobranoc. Kiedyś mogła to robić. To było dawno temu

 

- Ogniku, babcia nie jest zła na ciebie. Jest zła na mnie.

 

Odpowiedź mamy zaskoczyła Marysię. Nie mogła sobie nawet wyobrazić, jak ktokolwiek może być na mamę zły. Przecież ona nic nikomu nie robi. Leży tylko w tym łóżku i choruje. Nie brudzi spódniczek, nie wnosi błota do domu.  Nie pyskuje, nie zapomina o lekcjach i nigdy, przenigdy nie wraca dłużej do domu, niż powinna wracać grzeczna dziewczynka.

 

- Ogniku, dorośli czasami bywają na siebie źli, kiedy nie potrafią okazać sobie miłości. A babcia nas bardzo kocha, tak bardzo, że nie wie co zrobić z tą miłością.

 

- To głupie, przecież może nas przytulać.

 

- Kiedyś jej też to powiedziałam i zgadnij co?

 

- Co mamo, co powiedziała babcia?

 

- Chyba się wkurzyła- mówiąc to mama przytuliła Marysię i obie wybuchnęły śmiechem.

 

- Mamo?

 

- Tak Ogniku?

 

- Nie chcę, żebyś ty była na mnie zła.

 

- Nigdy nie będę na ciebie zła. Jeżeli kiedyś poczujesz, że jestem zła, przytul się do mnie, obiecujesz?

 

- Umowa- mówiąc to Marysia mocno wtuliła się w mamę. Wtedy mama jeszcze ładnie pachniała. Lawendą i konwaliami. Mama kochała konwalie, więc babcia je pewnego razu zasiała w ogródku. Pilnowała by rosły, odganiała kury z grządek. Często przez okno w kuchni wrzeszczała na ptaki, które nie świadome, że lądują akurat na babcinych konwaliach, chciały odpocząć przed kolejnym lotem.

 

Tak, babcia pilnowała tych kwiatów, może nawet bardziej niż Marysi. A z pewnością była wobec nich delikatniejsza. Pewnego dnia przyniosła bukiet do pokoju mamy. Chyba coś musiało się stać, bo kiedy Marysia weszła by na nie popatrzeć, zobaczyła jak babcia klęczy przy łóżku mamy płacząc a konwalie leżą porozrzucane po podłodze.  Mama ruchem głowy kazała jej wyjść z pokoju. Kiedy zamykała drzwi wyraźnie słyszała głos mamy szepczący – mamo wszystko będzie dobrze, powiedział, że jeszcze kilka miesięcy. Przygotujemy się na to, nie płacz, jesteś silną kobietą, masz jeszcze Marysię. Mnie już prawie nie boli, mamo, prawie nie boli.

 

 

 

- Jesteś taka śliczna, mój mały ognik- mama jak zwykle leżała w łóżku. W pokoju było ciemno, zapach rozkładającego się ciała dusił i szczypał w oczy. Pokój mamy już od jakiegoś czasu, nie przypominał przytulnego miejsca. Był raczej odpychający, niegościnny. Babcia stała tuż za nią.

 

- Mamo – wyszeptała – babcia kazała mi założyć sukienkę na komunię.

 

- Ślicznie wyglądasz, mój mały ognik.

 

Marysia słyszała słowa, widziała nawet jak mama rusza ustami. Ale nie mogła jej dostrzec. Kobieta leżąca na łóżku nie była jej mamą. I nie dlatego, że nawet tak nie wyglądała, nie dlatego nawet, że nie miała już włosów ani brwi. W oczach tej kobiety nie było mamy. Chciała krzyczeć, żeby ta baba oddała jej mamę. Żeby się w końcu wyniosła z ich domu, że śmierdzi. Chciała do niej podejść i napluć jej w twarz, bo to przecież najgorsze co można zrobić człowiekowi, kiedy się nim pogardza. A Marysia gardziła tą kobietą, która udawała jej mamę, która nazywała ją ognikiem, tak jak kiedyś mama to robiła.

 

- Wygląda ja ty- usłyszała głos babci. I nie było w tym zachwytu ani miłości. Tylko ogromny żal, który wlał się prosto w jej dziewięcioletnie serce. Poczuła wstyd i złość, że wygląda jak mama.

 

- Podejdź bliżej Ogniku. – Marysia wzdrygnęła się na te słowa. Nie chciała podchodzić bliżej, bała się, że maminy zapach przesiąknie nie tylko sukienkę ale też jej skórę, ciało. Poczuła mdłości, ścisnęła pięści, powtarzając sobie w głowie, że nie może zwymiotować, by nie pobrudzić sukienki.

 

Nie miała jednak wyjścia, czuła za sobą obecność babki a przy babce, robi się wszystko, tak jak chcą dorośli.

 

Kiedy podchodziła do łóżka, stało się coś dziwnego. Poczuła jak jakaś nieokreślona część jej, opuszcza ciało i patrzy na nią z boku. Na początku się wystraszyła, pomyślała nawet, że chyba to jest to umieranie , co u mamy. Spróbowała zamknąć oczy ale ciągle tam była. Nawet kiedy nie patrzyła, to patrzyła na siebie z kąta pokoju. Zatrzymała się w połowie drogi do łóżka mamy. Czekała co będzie dalej. Wpatrywała się w kąt, ale niczego tam nie dostrzegała, oprócz dziwnej poświaty. Wiedziała, że to jest ona i nie mogła w to uwierzyć. Po chwili patrzyła jak jej część, wychodzi z pokoju przez zamknięte drzwi.

 

- Nie bój się, chcę tylko cię przytulić- usłyszała szept mamy. W końcu ją dostrzegła. Wiedziała, że ta kobieta, na którą patrzy zrobiła mamię krzywdę, ale mimo wszystko mama tam jest

 

-Boję się- wyszlochała.

 

- Nie bądź głupia!- głos babci był wrzaskliwy ale nie tak silny jak zazwyczaj. Gdyby Marysia była starsza, wiedziałaby, że to głos rozpaczy.

 

- Nie krzycz na nią, proszę. Ogniku muszę ci coś powiedzieć- mama mówiła bardzo cicho. Każde słowo wywoływało lawinę kaszlu, który wbijał się w mózg Marysi gwoździami- bardzo cię kocham ale już nie mam dużej siły. Nie dam rady dłużej żyć dla ciebie. Chcę, żebyś zrozumiała, że żyje się tylko dla siebie mimo, że kocha się innych. Ja ciebie bardzo kocham, ale nie chcę już dłużej żyć tylko dla ciebie, rozumiesz, musisz pozwolić mi odejść, słyszysz!- Mama tak mocno ścisnęła jej dłoń, że teraz to już na dobre Marysia się wystraszyła. Nie płakała jednak, właściwie to nie czuła nic, może dlatego, że już dawno nie było jej w pokoju.

 

- Dobrze mamo, odejdź. Nie chce żebyś tu leżała. Nie lubię tego pokoju. Nie lubię na ciebie patrzeć. Jesteś brzydka i śmierdzisz!

 

Piekący policzek -  babcia po swojemu starała się przerwać lawinę słów wypływających z ust Marysi.

 

Pomogło, to zawsze pomagało.

 

- Ty bezczelna smarkulo, co z tobą, nie widzisz, że matka umiera? Nie masz za grosz współczucia w sobie, jesteś bez sumienia. Wynoś się stąd bo chyba zaraz cię zabije.

 

Mama milczała. Chyba zasnęła. Marysia stała przy jej łóżku z dłonią w jej dłoni. W końcu babcia podbiegła i szarpnęła ją tak mocno, że koronka przy sukience się obdarła. Marysia nie wytrzymała i ze złością plunęła babci w twarz. Tego już było za wiele dla babci, wypchnęła ją do kuchni i złapawszy pogrzebacz, uderzała nim gdzie popadnie. Brzuch, głowa, ręce. Każda część ciała Marysi była poobijana, w niektórych miejscach skóra popękała. Żebra się połamały a zęby pokruszyły.

 

Mama umarła. Babcia nie chciała Marysi w swoim domu.

 

 

 

 

 

- Jak to jest być kobietą sukcesu?

 

- Zupełnie naturalnie, kiedy ma się to w swojej naturze.

 

- Jezu, czy ty musisz nawet przy mnie być taka zarozumiała?

 

- Szczególnie przy tobie, przecież właśnie taką chcesz mnie widzieć.

 

- Nie, chcę widzieć cię prawdziwą a teraz jeszcze nagą.

 

- Sama widzisz, że kręci cię moja zarozumiałość. Ale niestety, dziś moje ponętne ciało nie będzie należeć do ciebie. Jestem umówiona.

 

- Myślałam, że choć dzisiaj odpuścisz sobie pracę. Miałam nadzieję, że zostaniesz.

 

- Wiesz, co myślę o nadziei.

 

- Tak, według ciebie to, figura stylistyczna, pozwalająca ludziom myśleć, że kiedykolwiek zdołają być kimś więcej niż są.  W zasadzie nigdy tego nie rozumiałam.

 

- No cóż, nie przejmuj się, nie wymagam od ciebie zrozumienia.

 

- Nie zależy ci, żeby dobrze nam się układało? Przecież zrozumienie to podstawa związku.

 

- Związku?

 

- A no tak, przecież my nie tworzymy związku. Spotykamy się tylko, od roku.

 

- O co ci chodzi?

 

- O nic. Chyba musisz już iść, żeby się nie spóźnić. A tak w ogóle czym ty się zajmujesz?

 

- Pracą, nudną. Nie pytałaś przez rok, skąd teraz to zainteresowanie?

 

- Bo teraz cię kocham

 

- A ja teraz wychodzę.

 

Zamykając drzwi, Maria wiedziała, że już nigdy się nie spotkają. Po prostu, to poczuła.

 

 

 

- Droga pani Mario, już się zaczynaliśmy martwić, że pani nie przyjdzie.

 

- A czy to nie moje spotkanie autorskie?

 

- No właśnie pani, dlatego liczyliśmy na to, że może zaszczyci nas pani trochę wcześniej?

 

- Zaszczycam was teraz, mimo, że nie przeczytał pan książki, którą pan promuje. Proszę mi wybaczyć- ludzie czytający ze zrozumieniem czekają.

 

Maria nienawidziła tych spotkań. Tych małych pomieszczeń i ludzi wgapiających się w nią. Najchętniej w ogóle nie brałaby w nich udziału. Książka, którą napisała to stek bzdur. Pisała ją dwa miesiące. Prawie wpadła w alkoholizm, starając się wyłączyć mózg, podczas jej pisania. Miliony nawiedzonych przewodników duchowych, codziennie dorabiają się fortuny na wmawianiu ludziom, że miłość zwycięży wszystko. Ona też to robiła. Tak, po prostu postanowiła być bogata. Postanowiła zabawić się metodami rozwojowymi i połączyć niektóre z nich w jedną całość. Ludzie łykną wszystko, kiedy na okładce widzą kwiat życia. Książka sprzedaje się świetnie i w zasadzie taki był plan. Ale czemu nie popłynąć na fali? Można rozwinąć działalność, zorganizować prelekcje, kursy, może jakieś warsztaty.

 

Musi o tym pomyśleć. Ale teraz czas na uśmiechy. I czas na kolejny bełkot o sile przyciągania.

 

Zanim jednak zdoła wpaść w ten bezmyślny wir sztuczności, musi skorzystać z toalety. Cholera, sikanie to jedyny objaw stresu, nad którym nie potrafi zapanować.

 

Toaleta w miejscach publicznych, zawsze budziła w niej obrzydzenie. Chodź tej nie można niczego zarzucić – standardy europejskie. Na samą myśl o standardach, uśmiech pojawia się na jej twarzy. Jakie to naiwne myśleć, że cokolwiek w życiu można dopasować do jakiegoś poziomu i jakie głupie jest myślenie, że cokolwiek poniżej niego, nie ma prawa bytu na tej planecie.

 

Skarciła się w myśli za swoje myśli, nie ma czasu teraz na takie wywody. Ludzie czekają i rachunki, które dzięki nim zapłaci, również.

 

Jeszcze tylko szybka korekta makijażu – w jej przypadku ograniczająca się do odgarnięcia grzywki i można stawić czoła swoim słowom, cytowanym przez innych.

 

Jej spojrzenie, przez ułamek sekundy, przykuła dziwna postać w lustrze. Nie wystraszyła się, wiedziała dobrze, że oprócz niej w toalecie nie ma nikogo. Poczuła obecność czegoś lub kogoś, tak bardzo istniejącego poza nią, jak nic innego na świecie. Może byłby to powód do zaalarmowania swoich mechanizmów obronnych, ale Maria wiedziała, że nie musi się bać. Pamiętała tę postać z wtedy. Z czasów dzieciństwa, którego nie było. Jak wtedy przymknęła powieki, a mimo tego wciąż na siebie patrzyła, z boku , z oddali. Teraz już wiedziała, że to ona sama na siebie patrzy.

 

Wytrzymała jeszcze chwilę, wzięła głęboki oddech i wyszła. Dźwięk zatrzaskujących się drzwi, był taki sam jak wtedy.

 

- Czy sumienie istnieje, poza religijnymi osądami społeczeństwa?

 

- Pani Mario, zechce pani odpowiedzieć?

 

Cisza, która na moment zapadła w sali, była dla niej jak wycie dzikiego zwierzęcia.  Oczywiście, jak najbardziej, kurwa, zechce odpowiedzieć.

 

- Sumienie jest szeptem duszy, społeczeństwo nie ma z tym nic wspólnego. Przepraszam bardzo, niestety, otrzymałam nieoczekiwaną, wierzcie mi na słowo, przez absolutnie nikogo,  nieoczekiwaną wiadomość. Państwo wybaczą.

 

Maria nie słyszała pretensji organizatorów, ani jęków rozczarowania publiczności. Nie słyszała swoich krzyków, ponaglających kierowców przed nią, ani bicia swojego serca. Nie słyszała, ponieważ, kiedyś obiecała sobie, że jak znowu to poczuje, to nie będzie wtedy słuchała niczego, żadnego głosu ani pieśni ani nawet smutnych wyznań miłosnych.

 

Anna popełniła samobójstwo. Tak jak przepowiedział lekarz na ostatniej wizycie. Szepty duszy zgubiły się pośród klaksonów mijających Marię aut.

 

 

 

 

 

- Wstań i zrób wszystko tak, jak ci mówiłam. Słowa babci nie były wyraźne. Nie były mówione jej głosem, były czymś co Marysia słyszała ale nie rozpoznawała. Starała się ze wszystkich sił spojrzeć na babcię, ale każdy ruch głowy, powodował niemiłosierny ból. Wtedy poraz pierwszy w życiu zrozumiała znaczenie słowa – niemiłosierny.

 

Niemiłosierne- kłuje oczy, smakuje ciepłym żelazem w ustach, miażdży w środku, nie pozwala oddychać jak przygniatający ciało owczarek sąsiadów, który nie wie, że jest duży.

 

Babcia pomogła jej wstać. Jeszcze chwilę temu, była potworem, który rzucił się na nią, okładając ją gdzie popadnie. Jeszcze przed chwilą, to była jej babcia. Teraz kobieta, która podtrzymuje jej zmasakrowane ciało, jest duchem, kimś kto nie istnieje. Marysia bezwiednie poddała się jej gestom, a potem w miarę jak na to pozwalało jej ciało, przemieszczała się w kierunku pokoju mamy.

 

- Pamiętaj, co ci mówiłam. Popatrz na mnie! - Marysia nie chciała na nią patrzeć. Nie chciała też jej słuchać. Przestała się jej bać. Weszła do pokoju mamy, cicho zamykając za sobą drzwi. Od tamtej chwili, już nigdy nie widziała swojej babci, nie widziała też siebie, a mama umarła.

 

Cisza, którą zastała w pokoju, nie była ciężka, miała zapach słońca przedzierającego się przez wiosenne liście drzew. Ten pokój już od dawna nie był tak przyjazny, tak uśmiechnięty. Mrużąc oczy, Marysia dostrzegła, że z dywanu wyrastają kolorowe kwiatki. Były jeszcze bardzo kruche i niepewne swojego piękna, ale już potrafiły roztaczać wokół siebie tę niesamowitą atmosferę radości. Poczuła ich radość i mimo ciągłego oporu bolącego ciała, pochyliła się do nich. Pod jednym z nich dojrzała swojego starego znajomego, Króla Elfów, który i tym razem, nic do niej nie powiedział. Ale Marysia już wiedziała, że pewnie go zatkało, mama jej to już kiedyś wytłumaczyła. Właśnie, mama.

 

Marysia pamiętała, co mówiła babcia. Wiedziała, co musi zrobić. Podeszła do łóżka, na którym znowu leżała jej mama, a nie jakaś obca, śmierdząca kobieta. Patrzyła chwilę na dziwnie nieobecne ciało mamy. Mama była i nie była. Marysia tego nie rozumiała, tylko czuła. Potem, przytulając się do niej poczuła bicie jej serca i pomyślała, że to serce bije mimo, że nie ma dla kogo, bo mama go już nie potrzebuje.

 

Sumienie jest szeptem duszy- tak kiedyś mawiała mama. Dusza Marysi dziś szeptała słowa, których ona nie mogła pojąć. Nie czuła ich nawet w swojej głowie, choć czasem się zdarzało, że jakieś słowo odbijało się od innego w jej głowie, powodując śmieszne uczucie swędzenia.

 

To nie dusza dzisiaj szeptała sumieniem w Marysi, to była babcia, a babcia, nigdy nie szepcze, zawsze tylko krzyczy.

 

Mama spała. Jeszcze przez chwilę, kiedy Marysiu poraz ostatni wychodziła z tego pokoju, można było usłyszeć śpiew leśnych ptaków. Było tak jak mówiła babcia, mama po prostu zaśnie, trzeba jej tylko zrobić zastrzyk. I Marysia go zrobiła. Dusza Marysi nie szeptała ani wtedy, ani nigdy potem.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Mam mieszane odczucia, bo tu widzenie elfa jakby nie "wypaliło". Albo ja nie zrozumiałem.
    Bo ok, świetnie pokazujesz, że ktoś, kto przeszedł piekło, czasem staje się "mechaniczny", i dlaczego tak się dzieje. Opisujesz też "mechanizm pozbywania się strachu", a tak naprawdę nie tak to działa. Wcale reagowanie "brakiem lęku" nie wynika bezpośrednio z takich traumatycznych przeżyć. Ale to głębsza sprawa.

    - Ogniku, dorośli czasami bywają na siebie źli, kiedy nie potrafią okazać sobie miłości. -- to zdanie świetne! Choć prawda jest taka, że w takich sytuacjach poczucie winy automatycznie zamienia się w "złość".

    Skarciła się w myśli za swoje myśli, -- to jeden z błędów, to powtórzenie aż boli.

    I ogólnie masz sporo drobnych błędów: od interpunkcji (zazwyczaj zbyt dużo przecinków), przez składnię, aż po pojedynczą ortografię, ale to chyba tylko w jednym przypadku.

    Ogólnie mi sie podobało, bo napisane spójnie, ale trochę za dużo spraw nieprzemyślanych i błędów.

    Pozdrawiam
  • Antoni Grycuk 2 miesiące temu
    Az spojrzałem jeszcze raz na fragment i teraz widzę, że widzenie elfów jednak "wypaliło", w toalecie. Choć nie zgadzam sie z tym wnioskiem, to uważam, że jest on świetny.

    Zmieniam zdanie na: podobało mi się, nawet bardzo. A to za sprawą sceny w toalecie.
  • BarbaraM Sadowska 2 miesiące temu
    Dziękuję za komentarz. Najbardziej obawiałam się, że brakuje spójności w tym opowiadaniu, tym bardziej cieszy mnie opinia, że jednak ją dostrzegłeś. Przykro mi z powodu błędów ale pod tym względem jestem bardzo niechlujna a podobno zdanie sobie sprawy z problemu to już połowa sukcesu, więc postaram się być bardziej uważna. Pozdrawiam
  • Witamy kolejne opowiadanie w Bitwie. Brawo! Życzymy powodzenia
    Literkowa
  • pasja miesiąc temu
    Bardzo ciekawe opowiadanie na granicy życia i śmierci pośród elfów i niewytłumaczalnych zjawisk w lustrze. Trzy kobiety i trzy pokolenia patrzące inaczej na życie. Nieuleczalna choroba przerywa pewien ciąg zdarzeń, a na ich miejsce wciskają się inne. Jakby świat z lustra zamienił bieg życia. W obraz z domu rodzinnego wpisałaś obraz dorosłej już kobiety Marii, pisarki. Smutny obraz na który złożył się tamten klimat. Dwa światy połączone jedną kobietą. Połączone lustrem i samotnością.
    Jeżeli mogę ci podpowiedzieć - powinnaś pousuwać powtórzenia Marysia tak na oko jest ok. 70 razy. Można to zastąpić dziewczynka, dziecko lub w niektórych miejscach zlikwidować. Mama i babcia też jest sporo.

    Pozdrawiam
  • Zapraszamy Autorkę do czytania zgłoszonych tekstów, komentowania i zagłosowania według zasad 3 - 2 - 1
    https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-glosowanie-w935/
    Głosowanie potrwa do 02 luty /wtorek/ godz. 23:59

    Literkowa pozdrawia i życzy przyjemnej lektury
  • Onyx miesiąc temu
    Wartościowy tekst. Mamy tu ukazaną miłość i nienawiść. Choć może wcale nie jest to nienawiść? Może babcia była po prostu zbyt silna. Nie potrafiła okazać miłość Marysi, choć bardzo ją kochała.
    Dziewczynka natomiast nie mogła zaakceptować późniejszego stanu rzeczy. Dlatego uparła się, że to nie jest jej matka... Dlatego została pisarką, ale pisała teksty bez duszy, teksty, które nie były dla niej ważne, a pisanie ich nie sprawiało jej przyjemności.
    Dobrze się czyta, choć jest tu sporo błędów.
  • Prosimy do jutra określić się w sprawie: podajesz tematy do kolejnej Bitwy, czy nie. Zwycięzca zawsze podaje dwa tematy i czas na pisanie opowiadań. Czekamy na odpowiedź.

    Literkowa
  • BarbaraM Sadowska 3 tygodnie temu
    Dobry wieczór. Podaję tematy do bitwy
    Rzut monetą
    Kołdra ze słów.
    Miłej zabawy
    Termin do 16 lutego.
    Pozdrawiam
  • Dekaos Dondi 3 tygodnie temu
    BarbaraM Sadowska↔tematy ciekawe, szczególnie drugi,
    ale proszę nowy wątek na forum założyć.......LBnP 40 + tematy + termin:))
    Pozdrawiam:)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania