List do nieznajomej
Piszę dziś do Ciebie, choć jeszcześ mi nieznana, boś pewnie stęskniona, w puls życia wsłuchana, taka rozmodlona.
Ku mnie swe ramiona chciałabyś wyciągnąć w tym tak ponoć czułym geście. Sercu memu wybacz, proszę, że nie umie i że nie chce Ciebie kochać jeszcze.
Myślę, że zrozumiesz, co tu napisałem: że to nie jest niechęć, że to raczej bojaźń przed naszym spotkaniem. Niepoznana jeszcze, choć już wiem, że moja.
A kiedy już przyjdziesz, zwiewna, rozchełstana, połą płaszcza z życia mego szczelnie okutana, aby echem dźwięków marsza żałobnego dzwony rozkołysać nad smutnym kościołem —
uwierz, chciałbym Cię powitać podniesionym czołem. Chciałbym Ci bez cienia żalu i z sumienia wdziękiem, w z miłości najczystszej utkanym woalu, podać prawą rękę.
Prosto w oczy spojrzeć, bez strachu, bez drżenia, kiedy przyjdziesz blada i nieubłagana.
Nie pisz do mnie. Wiem. Do zobaczenia,
boś mi obiecała.
Komentarze (8)
Ciekawy styl i atmosfera tylko te słowa " kiedy przyjdziesz blada i nieubłagana" kojarzą się ze śmiercią a nie z ukochaną. Czy taki był zamiar?
Tak Sokratesie to list do śmierci.
Dzięki za czytanie.
Przeraził mnie ten list
Oj tam to tylko pani bladolica.
Marabut pożegnania są ciężkie
Aeliora To zależy od tego co jest w nas.
Marabut no dzisiaj to wielki smutek z frustracja :)
Tak trzeba siebie szukać nieustannie, siebie szczęśliwego. Gdzieś tam głęboko zasypane zwątpieniem moje szczęśliwe ja. Czeka na siebie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania