Metamorfoza Kate (początkowy fragment)
Wszystkim tym, którzy utracili niemal całą nadzieję.
Pamiętajcie, że to „niemal” wciąż trzyma Was na powierzchni.
Rozdział I
26 czerwca 2019 roku.
Kate najchętniej zostałaby w swoim nowym mieszkaniu, bez konieczności wracania do domu rodzinnego. Musiała jednak zabrać stamtąd wszystkie niezbędne rzeczy, a następnie przewieźć je do świeżo wynajętej kawalerki. Liczyła na to, że jeden kurs autem wystarczy, by nie musieć oglądać matki więcej, niż ostatni raz w życiu. Susan zapewniła, że da się to zrobić. Co prawda, jej Mini miało ograniczoną pojemność, ale jeśli trochę pokombinują, powinny upchnąć wszystko w bagażniku i na rozłożonych, tylnych siedzeniach.
Kate spędziła z Elisabeth pod jednym dachem dwadzieścia dwa lata. Ostatnie siedem zakrawało na jeden wielki koszmar. Czy żałowała decyzji o zerwaniu kontaktu z matką? Nie, absolutnie. W końcu poczuła się wolna, niczym kanarek wypuszczony z klatki (bynajmniej nie złotej). Samobójstwo ojca wymazało z pamięci dziewczyny wszystko, co dobre, pozostawiając jedynie żal, gorycz i narastającą frustrację. Nadszedł czas na przecięcie żelaznego łańcucha, na końcu którego tkwiła ważąca kilka ton kotwica.
Zastanawiała się tylko, jak Elisabeth poradzi sobie bez córki, która na przestrzeni ostatnich lat wyręczała ją w wielu obowiązkach i sprawach życia codziennego. Teraz zostanie sama w domu ziejącym pustką i ciszą. Pod tym względem Kate trochę jej współczuła, lecz w żaden sposób nie mogło to wpłynąć na decyzję o upragnionej wyprowadzce. Poza tym, matka sama zasłużyła sobie na taki los.
- Szybko podjęłaś decyzję w sprawie wynajmu tej kawalerki – zauważyła Susan, która dotąd prowadziła auto w milczeniu.
- A nad czym tu się zastanawiać? – wzruszyła ramionami Kate. – Mieszkanie w niezłym stanie, raczej spokojna okolica… ach, i muszę ci podziękować za pomoc przy negocjacjach odnośnie wysokości czynszu. Dzięki tobie zaoszczędzę te trzy dyszki.
- Nie ma o czym mówić – machnęła ręką przyjaciółka. – Zrobiłabyś dla mnie to samo.
Kate miała co do tego duże wątpliwości. W obecnym stanie pewnie miałaby problem nawet z nakłonieniem dziecka do odłożenia zabawki z powrotem na półkę sklepową. A gdyby jeszcze zdjęła z policzka opatrunek, przestraszony malec uciekłby od niej gdzie pieprz rośnie. Albo gorzej – zasypałby ją wnikliwymi pytaniami dotyczącymi blizny. Taki scenariusz był jak najbardziej prawdopodobny.
- Dobra, dojechałyśmy. Zatrzymaj się tu – poprosiła Kate, wskazując przyjaciółce miejsce parkingowe.
Susan zaparkowała i zgasiła silnik. Kate spojrzała przez szybę na dom rodzinny i głośno westchnęła. Widząc to, przyjaciółka ujęła ją delikatnie za dłoń. Dziewczyna drgnęła z zaskoczenia, ale nie cofnęła ręki.
- Naprawdę jest między wami aż tak źle? – spytała Sue.
- Tak, a nawet gorzej – mruknęła Kate.
Susan pokręciła lekko głową z wyrazem współczucia wypisanym na twarzy.
- Dobra, nie ma sensu teraz tego roztrząsać – zawyrokowała. – Mamy zadanie do wykonania. To co, idziemy?
- Mhm, tak.
Dziewczyny wysiadły z auta i ruszyły w kierunku drzwi frontowych. Kate zastanawiała się przez chwilę, czy nie powinna zapukać, ale ostatecznie zrezygnowała z tego pomysłu. W końcu to jeszcze jej dom, a poza tym liczyła, że uda im się niepostrzeżenie przekraść obok Elisabeth. Przynajmniej kiedy będą szły na górę.
Jej nadzieje okazały się płonne.
- Kate – usłyszały, kiedy tylko weszły do środka.
Z kuchni wyłoniła się matka. Włosy miała w nieładzie, a oczy mocno podkrążone. Wyglądała, jakby nie spała dobrze tej nocy. Kate przez chwilę wydawało się, że wyczuwa od niej woń alkoholu.
Elisabeth skrzyżowała ręce na piersi i zmierzyła córkę uważnym wzrokiem. Nie zwracała uwagi na Sue.
- Jednak wróciłaś – rzuciła w końcu nieodgadnionym tonem.
- Tylko na chwilę. Przyjechałam zabrać swoje rzeczy – odparła Kate.
- Mhm, i niby gdzie będziesz teraz mieszkać?
- Właśnie wynajęłam kawalerkę. Nie licz na to, że podam ci adres. To nasze ostatnie spotkanie.
Elisabeth wytrzeszczyła oczy ze zdumienia. Najwyraźniej nie potraktowała poważnie słów, jakie kilka dni temu padły w szpitalu.
- Kate… - szepnęła z niedowierzaniem.
- Wybacz, ale trochę mi się spieszy. Muszę się spakować. Nie przejmuj się nami. Rób, co masz do zrobienia.
Po tych słowach Kate ruszyła na górę, dając znak Susan, by poszła w jej ślady.
L. A T.
PS. To będzie kontynuacja historii "Życie Kate", która w najbliższych tygodniach zostanie wydana w wersji książkowej i ebook.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania