Poprzednie częściMilionerzy Milionerzy cz.2

Milionerzy cz.3

Camillo zapukał do drzwi domu sióstr Vogel. Otworzyła mu Dorothea.

W tym momencie okazało się, że obie siostry są dosłownie jak żelazo. Każdy facet je przyciągał, niczym magnes. Dorothea i Clara były łase nie tylko na przystojnych mężczyzn, ale też na ich pieniądze.

- Witam serdecznie! Jak miło poznać takiego młodego, ślicznego chłopca – uśmiechnęła się pani Vogel. – Proszę wejść.

Clara również bardzo się ucieszył a na widok nowego gościa. Camillo nawet nie udawał, że kobiety porażają go swoim pięknem, choć były bardzo urodziwe.

- O, jaki słodki chłopczyk! – Clara rozpięła dekolt sukienki, niezbyt dyskretnie prezentując gościowi niemieszczące się w biustonoszu piersi. – Mogę pokazać więcej, kochanie!

- Ja też – śmiała się Dorothea, dumnie gładząc zgrabne nogi.

- Nie, dziękuję – stanowczo powiedział Camillo.

Wiedział, że jeśli nie podejmie radykalnych kroków, nie wyjdzie z tego domu żywy.

- Jestem homoseksualistą. I mam kogoś.

Obie siostry nerwowo zachichotały. Wyglądały na zażenowane.

- A możemy w czymś pomóc? – spytała nieśmiało Dorothea.

- Tak. Doszły mnie słuchy, że panie rzuciły się na sąsiada i jego znajomego.

Siostry Vogel spojrzały na siebie z przerażeniem.

- Skąd pan wie? – spytała z nieukrywanym strachem Clara.

- O, wiedzą panie! Jak to jest z milionerami... Coś im się stanie, zaraz się wszędzie rozchodzi! I tak panie mają szczęście, że policja nie dostała żadnego zgłoszenia.

- Policja?! – pisnęła Dorothea, ale szybko się opanowała.

- Jaka policja? – ostrożnie spytała Clara.

- No, normalna. Naruszyły panie kilka przepisów – powiedział z doskonale udawanym smutkiem Camillo. – Naraziły panie zdrowie i życie milionerów, spowodowały u nich obrażenia, wtargnęły panie na posesję sąsiada i przez panie jego lokaj został ranny. U, nagrabiły sobie panie... Jakby się tak policja dowiedziała, to aż strach pomyśleć, jaka kara mogłaby was spotkać!

Camillo osiągnął swój cel. Siostry Vogel trzęsły się ze strachu.

- Ale... Jaką karę mogłybyśmy dostać? – powoli spytała Clara.

- Och! Pozbawienie wolności, prace społeczne, grzywna...

- Wysoka? – wyrwało się Dorotehi.

- Bardzo wysoka. Ale niech się panie nie martwią. Mają panie taki piękny dom, na pewno będziecie w stanie wszystko zapłacić. A jak nie, to zawsze możecie odrobić prace społeczne.

- A jakie na przykład? – zagadnęła pobladła na twarzy Clara.

- Na przykład? Pomyślmy... Mogą panie sprzątać w mieście. To najpopularniejsza propozycja i często jest wybierana właśnie taka forma kary. Ale to oczywiście zależy.

- Od czego? – spytała wystraszona Dorothea.

- Od tego, o co konkretnie zostaną panie oskarżone. I od tego, ile osób to oskarżenie złoży. Aż cztery osoby mogą to zrobić, trzy na pewno.

- A skąd pan wie o tych karach, jakie na nas czekają? – spytała podejrzliwie Clara.

- Wiem o tych karach, ponieważ jestem prawnikiem.

Clara aż opadła na sofę, Dorothea natomiast wyglądała, jakby miała zaraz zemdleć.

- Prawnikiem? – jęknęły.

- Zgadza się – Camillo wyprężył się. – Konkretnie to jestem adwokatem.

- To może mógłby nam pan pomóc? – z nadzieją spytała Clara.

- O, wybaczą panie, ale nie mogę. Jestem znajomym pana Kunststaffa. Ale spokojnie. Mogą się panie jeszcze wycofać.

- Niby jak? – rozpaczliwie zapytała Dorothea.

- Wystarczy, że przeproszą panie wszystkie poszkodowane osoby i pomogą.

- Jak?! – pisnęła wystraszona Clara.

- Być może będą panie musiały pokryć koszty leczenia. Tak się składa, że jest osoba, która ma bolesne obrażenia. Przydałby się właściwe leki. Poza tym, wykorzystywały panie milionerów, chciały zmusić do zawarcia związku małżeńskiego. Miały panie ochotę na majątek obu panów, prawda?

Przerażone i zawstydzone siostry Vogel polowały głowami. Clara wstała.

- Proszę pana, zrobimy wszystko, o co nas poproszą! Tylko niech nie zgłasza nic na policję... Żaden! Nie mamy wystarczająco dużo pieniędzy, żeby zapłacić wysoką grzywnę... A praca społeczna, no sam pan widzi, jakie my jesteśmy delikatne...

Camillo już chciał coś powiedzieć, ale się powstrzymał. Odchrząknął tylko i powiedział:

- No cóż, pozostaje jeszcze możliwe odebranie wolności na określony czas... Ale może się obejdzie. Muszą tylko panie naprawić wyrządzone szkody i przeprosić tych, którzy przez panie ucierpieli.

Po dłuższej chwili siostry Vogel i Camillo wszystko ustalili. Zadowolony prawnik wreszcie wyszedł z ich domu.

- No i jak? – rzucił się na niego Carlo.

- Udało się. Chodźmy, na miejscu wszystko opowiem!

- Dobrze.

 

Niestety, stan Amadeusa się pogorszył. Ból po oparzeniach się nasilił i biedny lokaj co jakiś czas pojękiwał.

- Carlo! Zrób coś, proszę! On się gorzej czuje – prosił zmartwiony Friedrich.

- Nie martwcie się, zaraz to zobaczę...

- Co mówiły te okropne baby? – dopytywał Wolfgang.

- Wystraszyły się. Obiecały, że zrobią wszystko, co chcecie, tylko żebyście nie donosili na nie policji – uśmiechnął się Camillo.

- Jesteś wielki! Dziękuję! – Friedrich mocno go uściskał.

- Nie ma za co. To poniekąd moja praca.

- Ja też ci bardzo dziękuję – uśmiechnął się Wolfgang. – Ale! Nie pozwolę ci nigdzie zabrać mojego najlepszego lokaja.

- Niech się pan nie boi. Nie zamierzam go zabierać – zaśmiał się Camillo.

- A panie Vogel przyjadą tu czy mamy inaczej im przedstawić nasze żądania?

- Przyjadą. Już niedługo. Muszą się ubrać.

Istotnie, kobiety otrzymały od Camilla wskazówki i dojechały do domu Wolfganga. Zaraz po wejściu do salonu milionera uklękły na kolanach i zaczęły błagać panów o litość.

- Nie chcemy być ukarane – mówiła ze łzami w oczach Dorothea. – Proszę, zrobimy wszystko!

- Wszystko! – wtórowała jej siostra.

Po długiej rozmowie kobiety obiecały zakupić wszystkie potrzebne leki dla poparzonego Amadeusa. Zobowiązały się także do pokrycia kosztów naprawy zniszczonych drzwi w domu Friedricha. Powiedziały też, że są zawsze do wszelkich usług obu milionerów.

Gdy wyjechały, Wolfgang spytał Camilla:

- Naprawdę jesteś prawnikiem? Czy tylko je oszukałeś?

- Studiowałem prawo, obecnie pracuję w kancelarii.

- To dobrze.

Siostry Vogel zrobiły wszystko, co obiecały. Na szczęście Amadeus poczuł się znacznie lepiej po kuracji właściwymi lekami. Oczywiście pojechał jeszcze na konsultację do lekarza. Wolfgang i Friedrich od tej pory żyli spokojnie i szczęśliwie, jak w tej bajce.

Ale do czasu.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Dekaos Dondi 9 miesięcy temu
    Beatko→A to ci siostry. Tylko nie wiadomo, czy faktycznie takie strachliwe, czy...
    Dobrze i ciekawie się czytało. Dziwne takie. I dobrze!
    Masz talent do dialogów:)→Pozdrawiam:)→5
    Tu coś nie pasuje:
    Clara również bardzo się ucieszył a
    U, nagrabiły sobie panie.
  • Beatka 9 miesięcy temu
    Dzięki :)
    Właśnie co do dialogów miałam wątpliwości! Cieszę się, że tak dobrze wyszło. Dziękuję za odwiedziny
  • Bajkopisarz 8 miesięcy temu
    „zakupić wszystkie potrzebne leki”
    Zakupić niezbędne leki – unikasz powtórki wszystko

    Trochę za łatwo się siostry poddały. Znaczy się Camillo uderzył w jakiś czuły punkt, bo widać miały swoje za uszami. Gdyby były takie niewinne, nie padłyby na kolana. No, chyba że cel padnięcia na kolana był inny niż przeprosiny… Nie, to zbyt zbereźne ?
  • Beatka 8 miesięcy temu
    Zobaczymy :)
    Dziękuję, miło mi

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania