Nowochrzczeniec cz. I

Za okratowanym oknem co rusz dało się słyszeć zawodzące szpacze skargi. Świat gnił w miazmatach cholery, a te nekronośne zwiastuny zagłady - wiecznie nienasycone - dopominały się kolejnych posiłków. Nie przeszkadzało im nawet, że deszcz tężał w szybkie, prostopadłe smugi, a niebo chmurniało zwaliście.

– W porządku u ciebie, compadre? – usłyszałem głos Carlosa Corbelany. Pierwsza cela po prawej. – Robi się z ciebie milczek, mój drogi.

– Rozmawialiśmy już o wszystkim. Niech ta cisza nas puentuje – odparłem.

– Otóż to – rzekł Frans Masareel. Był to nasz lokalny uczony. Druga cela na prawo. Z tego co widziałem, był wysoki i kościsty. Dość oszczędnie gospodarował dobrymi manierami, ale potrafiłem się z nim dogadać.

– Wszyscy jesteśmy ludźmi idei, a znudziliśmy się sobą po niespełna miesiącu.

– Ja się wami nie znudziłem – rzekł Corbelana.

– Bo jesteś fanatykiem. Ja rzygam na dźwięk twojego głosu. Dobrze chociaż, że cię nie widzę – powiedział Masareel tonem płochej goryczy, na co usłyszeliśmy odpowiedź sympatycznego, basowego śmiechu Carlosa, zwanego też don Carlosem. Dodał po chwili:

– Szkoda, señor, że nie widzisz, bo jestem dzisiaj nad wyraz piękny i powabny. No chyba że wolisz brzydkich chłopców. Może ten szalony bastardo z celi obok cię zadowoli?

– Nie wspominajmy o nim – poprosiłem cicho, przerywając dalszy barter złośliwościami. Przez chwilę nikt nie odpowiadał, jakby aprobując wniosek.

– Masz rację, amigo – podjął na powrót Corbelana – To nie jego wina, że jest nieszczęśliwy. Zawładnęły nim złe duchy. Biedny loco… Gdyby był chociaż z celę bliżej, mógłbym mu pomóc…

– Zachowaj swoje święte olejki na żylaki. Tu pomóc może tylko nauka.

– To na co czekasz, Frans? Pomóż temu loco, to nie będzie sikał przez kraty. Nie znoszę tego fetoru…

Usłyszeliśmy wtedy trzask pękającej kości i fonem rwanego mięsa. Zaraz potem szybkie zirytowane westchnienie. Na korytarz wyleciała ręka złamana w przedramieniu, z dyndającym kawałkiem kości jako wypustką. Z racji ułożenia cel tylko ja byłem naocznym świadkiem tego incydentu.

– Co ten loco znowu zrobił?

– Proszę was. Nie mówmy już o nim.

 

*

 

To miejsce fascynowało i odrzucało zarazem niczym obskurancka operetka - naiwnie mroczna i głupio patetyczna. Więzienie La Rapita, które de facto nie jest więzieniem, z trzema (dobrowolnie) skazanymi, osobnikiem ontologicznie niepewnym i zerem strażników. Bufor między cywilizacją a centralą i mroczną duszą. Świat gnił i mroczniał lecz nie od głowy jak ryba i nie punktowo jak płat mięsa. Mroczniał falami - zaraza zasysała środek i infekowała peryferie powoli lecz nieubłaganie. Wszyscy zamknęliśmy się tu - w miejscu, w którym prawa przyrody stają się rozmyte i osobliwe, by móc akomodować nasze ciała i umysły na dalszą drogę - drogę do Środka Mrocznej Duszy. Czy karcery kiedyś się otworzą? Kto je otworzy? W tym miejscu takie pytania przestają mieć znaczenie. „Rozwarły się upusty nieba - bliskie są czasy świata idei” - ostrzegał napis przy wejściu do La Rapita. Od czasu dobrowolnego aresztu naszej trójki wydrapałem w tynku nie więcej niż trzy tuziny kresek; zastrzegam jednak, że nigdy nie byłem zbyt metodyczny. Mój karcer znajdował się na końcu długiego gąsienicowego korytarza wystającego jako jeden z wielu jelitowych wyrostków La Rapity. Przepraszam was przy tym za ten organiczny duch porównań, ale przesiąkłem na wskroś dywagacjami Masareela, a zwłaszcza teorią o więzieniu-organizmie. Do mnie - poety i malarza - wszelakie systemy porównań przemawiały niezwykle dosadnie.

Z tym miejscem było coś nie tak. Rzeczy działy się tu bez powodu. Pewnego ranka obudziłem się i ze zdziwieniem skonstatowałem, że podłoga jest mokra. Don Carlos pytał mnie, jakim cudem nie utonąłem, skoro nocą z mojej celi woda zaczęłą wylewać się jak rzeka. Nigdy nie dałbym temu wiary, gdyby nie Masareel dywagujący o „La Rapicie oczyszczającej swój organizm z ciał obcych stanowiących dlań potencjalne zagrożenie”. Corbelana, nie bez złośliwości, uznał natomiast, że tak przepełnionego pęcherza się po mnie nie spodziewał i obwieszczał, abyśmy się nie martwili - „woda to dobry omen - żadnemu z proroków nie przynosiła złych wieści”.

Jednakże to inne zdarzenie miało druzgocący wpływ na moją psyche. Późną nocą zaniepokoił mnie nagły ziąb zawiewający z paszczy korytarza. Podniosłem się z pryczy i owinąwszy szczelnie w koce, wypatrywałem przez kraty źródła tego oblodzenia. Wtedy ujrzałem go naprzeciw siebie. Jeden oddech od mej twarzy. Pojawił się w mniej niż ułamek mrugnięcia. Nie człowiek, ale konstrukt - blade usta wystające z twarzy jak mięsisty róg. Większa część głowy ginęła w cieniu. Czułem, że strach dusi jak garota. Zamknąłem oczy i trząsłem się jak ostatni tchórz, bo nie śmiałbym obrazić nieznajomego żadnym gwałtownym ruchem - to byłby mój koniec. Stanął przede mną szatański fantom maszyny, a ja mogłem tylko zamknąć oczy. Czułem że diabeł przełożył swe niebosiężnie długie ręce i położył na moich skroniach. A ja nie mogłem nic na to poradzić.

Stałem tak do rana choć, jak już się pewnie domyślacie, wyszedłem cało z tego spotkania. Oczy otwarłem dopiero, gdy usłyszałem:

– Coś ci dolega, Nicola? Zachowujesz się dziwnie – z zaskakującą modulacją empatii zapytał Frans. Widział, że stoję jak nieboga zakuty w koce, a oczy mam konwulsyjnie zamknięte. Rozwarłem je, a źrenice zwężyły się od braku akomodacji do światła. Ocieniłem je dłonią.

– Wszystko w porządku – odparłem i zauważyłem, że ze swojej celi współczująco zerka też don Carlos. I w tym miejscu, czytelniku, należą ci się wyjaśnienia – korytarz składał się w literę „U”, a wejście do mojej celi było tegoż „U” podstawą. Widziałem więc zarówno Carlosa po prawej jak i Fransa po lewej, choć oni siebie nawzajem nie widzieli. Jako jedyny zauważyłem też zdawkowo tego czwartego, o ile chciał się pokazać, co nie było zbyt częste. W sumie to dość zabawne: jako artysta miałem w zasięgu wzroku reprezentanta kościoła i przedstawiciela nauki, a oni siebie nawzajem nie mogli dostrzec. No i jako jedyny widziałem czwartego, ale tego faktu nie dodałbym akurat do listy zalet mego położenia. W La Rapita czasami lepiej nie zerkać zbyt daleko.

Średnia ocena: 2.5  Głosów: 15

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (19)

  • Nadleśniczy Nuncescu miesiąc temu
    refluks życzył by sobie, aby w tivi komunikujący pogodę wyraził, że "niebo pochmurnieje zwaliście".

    A już entuzjastycznie zareagowałę na " Niech ta cisza nas puentuje".
    Kradnę.
    Całe to wyżej pełne kultowych, miejmy nadzieję, tekstów.
    Ureguluję rachunek za internet, aby dowiedzieć się, co będzie dalej.
  • Jared miesiąc temu
    Oj, jak kradzież to nie w stylu polskiej prawicy - polska prawica najpierw pobije i wymorduje, a potem rozgrabi dopiero. Szanuj tradycję, akuszerko, i szukaj własnych puent - chyba że cierpisz na tak rozpaczliwy brak talentu, że nawet ode mnie kradniesz, stary wrogu :P
  • Jared miesiąc temu
    Tak baj de łej - kiedyś mi klapsa w dziąsło obiecałaś. Wciąż czekam niecierpliwie ;3
  • Nadleśniczy Nuncescu miesiąc temu
    Jared Zaawansowany reumatyzm wyklucza takie pieszczoty.
  • Jared miesiąc temu
    Wielka szkoda, bo naszej sprawy nie rozwiążemy inaczej niż docinkami :(
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Może być ciekawie, chociaż na razie jest trochę mało przejrzyście. Jakby za gęsto. Ale - zwykle się wszystko układa, gdy przybywa treści.

    Tu mi się nie podoba, że "zapytał głos":

    – W porządku u ciebie, compadre? – ZAPYTAŁ GŁOS Carlosa Corbelany. Pierwsza cela po prawej. – Robi się z ciebie milczek, mój drogi.
    – Rozmawialiśmy już o wszystkim. Niech ta cisza nas puentuje – odparłem.
    – Otóż to – rzekł Frans Masareel.

    Pomyślałam, że może i fajnie byłoby, gdyby pozostali rozmówcy też byli tak potraktowani, żeby:

    - zapytał głos Carlosa
    - odparł mój głos
    - rzekł głos Fransa,

    bo wyobraziłam sobie, ze w tym więzieniu nikt siebie nie widzi, więc te głosy mogą być uosobione. To nawet zabawne by było, na dalszą metę.
    Jednak w końcówce odcinka czytam:

    "...korytarz składał się w literę „U”, a wejście do mojej celi było tegoż „U” podstawą. Widziałem więc zarówno Carlosa po prawej jak i Fransa po lewej...'

    No to mój pomysł odpada. Możliwe, Jared, że lepiej byłoby zamiast:

    ZAPYTAŁ GŁOS Carlosa Corbelany

    dać

    USŁYSZAŁEM GŁOS Carlosa Corbelany.
  • Jared miesiąc temu
    Bardzo dziękuję za poświęcony czas - za takie komentarze płacę szczerymi złotówkami. Niestety, to jest powieść i jej „gęstość" faktycznie może być spora. Jest to książka szufladowa, ale pomyślę prawdziwie nad uwagami, bo chcę wersji najbardziej spójnej i względnie dobrej literacko - z pozdrowieniami :P Wkład komentujących jest bezcenny
  • Garść miesiąc temu
    Zamykam oczy i masuję czachę nad uszami. Palce nadają myślom uspokajające wibracje, ale po chwili mocniejszy ucisk kciuków przypomina: read in progres, read in progres...
    Dobre to! Wkurzająco rosnąca zagadka dobrowolnego zamknięcia oraz inteligentne łapanie na zgrabne frazy robią pisarską robotę. Tekst trzyma, każe wyobraźni trzymać się wskazówek, choćby tych przestrzennych. Bo każde słowo ważne. Bunt przy kształcie korytarza, niemal by się wylał do tego komentu, gdyby zabrakło powrotu, taaa, cele obsadzone wyłącznie po prawej stronie :D
    Nicola - postać naznaczona nie tylko funkcją narratora - przetrwa, sądząc po zwrotach do czytelnika.
    Usytuowany między religią, nauką i magią (?) pewnie stał się wybrańcem tajemniczych sił w czasie postapo.
    Ochrzczony bezwiednie.
    Można tylko czekać na rozwój wypadków w La Rapicie.
    Raptularz warty śledzenia.

    Tu:
    "– Nie wspominajmy o nim – poprosiłem cicho, przerywając dalszy barter złośliwościami".
    A nie wymiana: złośliwości?
  • Jared miesiąc temu
    Chciałem barter, ale to wersja alfa :) O rany, dzięki wielkie, odwdzięczę się rano. Gdybym się zwał Umberto Eco, to bym Cię nazwał czytelnikiem idealnym :D
  • Dekaos Dondi miesiąc temu
    Jared↔Pierwsze – choć luźne skojarzenie – po przeczytaniu,
    a być może na pewno w trakcie, to z filmem "Cube" (jeden z ulubionych mych)
    Tu też jest ten klimat "nieokreślenie świata"
    Nieustannie ''odpakowywany''
    Papier szeleści, sznurki zerwane, ale w sumie... do wnętrza daleko.
    I czy jest tu jakiś ''wielki sterownik" co pozwala na wiele, ale tak naprawdę, według swoich reguł.
    Jakby zamknięte myśli pod sklepieniem umysłu. I tak dalej można by....
    P.S↔co do formy, to ja bym zrobił przerwy, gdzie "wcięcia tekstu" i trochę za dużo "się"→odchyłka ma:))
    Pozdrawiam:)↔%
  • Akwadar miesiąc temu
    Ło, żesz kurde...
  • Jared miesiąc temu
    Ło żesz? Ja ni łożę, ino chodzę XD
  • Akwadar miesiąc temu
    Jared jesteś pewien? ;)
  • Jared miesiąc temu
    Akwadar To pytanie-pułapka chyba, bo teraz ino siedzę :P
  • Akwadar miesiąc temu
    Jared długo już? ;)
  • Jared miesiąc temu
    Akwadar już połowa wyroku :P
  • Akwadar miesiąc temu
    Jared i dlatego napisałem - ło żesz ty! :)
  • Raven18 3 tygodnie temu
    Lubię takie dziwne, niepokojące klimaty. Podobają mi się te hiszpańsko brzmiące nazwiska, bo sam jak na razie umieszczałem akcje swoich opowiadań na terenie Stanów i przyznam, że już mnie to trochę znudziło xD Czuć taki powiew nowości z tego opka, a nawet niewielką dawkę gotycyzmu. Nie czytałem chyba niczego podobnego na opowi, z przyjemnością ogarnę potem kolejne części :D
  • Nazareth tydzień temu
    „- wiecznie nienasycone -" dywizy? Nieładnie Panie Kolego.

    „ zakuty w koce" – a nie zakutany? zakutać «owinąć czymś kogoś lub coś dla ochrony przed zimnem»
    zakutać się «szczelnie się czymś owinąć» – za SJP PWN.

    Tak mi się rzuciły w oczy te dwie rzeczy. Lecę dalej.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania