Opowiastka Letnio-Plażowo-Tropikalno-Morsko-Surrealna

"Opowiastka Letnio-Plażowo-Tropikalno-Morsko-Surrealna"

 

gatunek: sny/fantastyka/czas wolny/podróże/surrealizm

 

Subtropikalne, wilgotne, turystyczne, plażowe miasto, zamieszkiwane przez około sto dwadzieścia tysięcy ludzi. Niekończące się lata dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku. Wieczny ciepły, pogodny zachód słońca. Alternatywna rzeczywistość.

 

Na całym świecie, w tle leciała niezwykła, przepiękna muzyka, która dobiegała nie wiadomo skąd. Była jednym razem szybsza, a innym wolniejsza, ale zawsze brzmiała naprawdę dosłownie cudownie. Istniały jednak obszary, w których od czasu do czasu leciała nieco inna muzyka niż w większości miejsc. Jednymi z takich stref były na przykład miasta, ze szczególnym wskazaniem na centra i najbardziej rozrywkowe dzielnice. Tam można było często usłyszeć rozbrzmiewające przeboje z gatunków: new wave w stylu lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku i eurodance w stylu lat dziewięćdziesiątych tego samego stulecia.

 

Po oceanie płynęły cztery jachty motorowe średniej wielkości. Kierowały się w stronę brzegów lądu, widocznych na horyzoncie. Nieopodal, ścigały się delfiny, morświny, żarłacze tygrysie, żarłacze tępogłowe i żarłacze żółte. Zwierzęta o dziwo nie walczyły między sobą, a dodatkowo śmigały razem w jednym kierunku, niczym nietypowe, wielogatunkowe stado. Jak zaczarowane albo zahipnotyzowane. Kiedy stworzenia morskie znalazły się już niedaleko plaży, to wszystkie razem wyskoczyły z wody na wysokość kilku metrów i zachwycone krzyknęły: "Oooh yeeeah!"

 

Plażowicz, Plażowiczka, Rastaman, Rastawoman, Piosenkarz Funk oraz Piosenkarka Funk byli kolegami i koleżankami, mającymi po mniej więcej dwadzieścia cztery do około dwudziestu dziewięciu lat. Skakali z drzewa na drzewo przy użyciu lian, w fantazyjnej dżungli, otaczającej niezwykłe jezioro, skrywające mnóstwo jeszcze nie odkrytych skarbów, a także czasoprzestrzenne wrota, po których drugiej stronie unosiła się surrealna planeta nostalgicznej muzyki kosmiczno-elektronicznej.

 

Nagle, na kwitnącej, rozległej, oraz bardzo dobrze oświetlonej promieniami słonecznymi łące, wylądował średnich rozmiarów helikopter, wydający się być koloru raz piaskowego, a raz jasnożółtego. Na jego widok, ludzie zeszli z drzew na trawnik, otoczony połaciami bananowców i wysokich trzcin, pachnącymi cytrynami oraz zamieszkanymi przez jaszczurki właściwe, padalce, traszki, żaby i ropuchy. Podeszli do pojazdu. Zajrzeli do środka. Ku ich zdziwieniu, był pusty. Zaskoczeni wzruszyli ramionami, zaśmiali się sami do siebie i sami z siebie oraz weszli do środka, a wtedy totalnie odlecieli, bo w drogę daleką i pełną widoków zadziwiających, zapierających dech, a także inspirujących.

 

Śmigłowiec okazał się być bardzo niecodzienny oraz nieoczywisty, bo magiczny, bajeczny, kosmiczny i wielowymiarowy, co bardzo ucieszyło podróżujących nim ludzi.

 

— Ale odjazd, a może raczej: ale odlot! Ten helikopter umożliwia podróżowanie po wielu różnych wymiarach oraz planetach, i to z prędkością nadświetlną! — zauważyli Piosenkarz Funk i Piosenkarka Funk.

— No to oblećmy cały region dookoła, a wtedy wylądujmy w pobliżu jednej z najbardziej imprezowych okolic w mieście! — zaproponowali pozostali.

— Świetny pomysł! Można nawet powiedzieć, że świetlny, dosłownie! — podsumowali Piosenkarz Funk i Piosenkarka Funk.

 

Następnie, wszyscy razem udali się w relaksującą, podniebną podróż. Wokół siebie dostrzegli otoczone kolorową poświatą miasta, a nawet całe regiony, dryfujące na gigantycznych chmurach, wysoko pod sklepieniem nieboskłonu. Prawie każde z latających miast miało piękny szereg otoczonych ogrodami domów jednorodzinnych na przedmieściach, a także subtropikalne jezioro na pograniczu przedmieść i dużego parku, u jednego z brzegów przyozdobione rzędem luksusowych domów z ogrodami, balkonami, tarasami, basenami, altanami, huśtawkami, hamakami, bananowcami, strelicjami oraz palmami. Oprócz miast, podekscytowani i uradowani podróżnicy podziwiali także typowe krajobrazy wiejskie, ekscytujące zwłaszcza że stylizowane na dziki zachód Ameryki Północnej, a także dzielnice oraz osady w stylu hipisowskim albo rockandrollowym.

 

Tymczasem, w przestrzeni powietrznej można było dostrzec fruwające samochody i statki, kursujące między miastem przy plaży a niezwykłym podniebnym miastem, spoczywającym na chmurach. Między obłokami skrywały się także inne przedmioty codziennego użytku, takie jak telewizory oraz radiomagnetofony.

 

W międzyczasie, w mieście leżącym na powierzchni planety, ludzie nagle zaczęli spacerować po ścianach budynków i dnie morza, a ponadto fruwali jak ważki oraz mieli domki letniskowe na rozłożystych drzewach.

 

Na plaży, z powierzchni piasku wyrosły kosmicznie niezwykłe domy wakacyjne, zbudowane z nieziemsko niecodziennych surowców, takich jak woda, piasek, chmury, promienie słoneczne i śnieg. Wszystko wskazywało na to, że kula globalna wleciała w alternatywny wymiar egzystencji, gdzie panowały zupełnie inne prawa fizyki, niż do niedawna. Odtąd, mimo dodatnich temperatur, śnieg mógł pozostawać w stałym stanie skupienia, a nawet nie był mroźny, tylko taki w sam raz, optymalny, jak powietrze cyrkulujące sobie swobodnie w typowym, szalonym, magicznym, surrealnym, przebojowym domu albo mieszkaniu.

 

Plażowicz, Plażowiczka, Rastaman, Rastawoman, Piosenkarz Funk i Piosenkarka Funk wylądowali na średniej wielkości parkingu w centrum miasta. Wyskoczyli z hiperwymiarowego śmigłowca, a następnie pobiegli na pobliski plac otoczony wielkimi drzewami oraz wysokimi palmami, gdzie aktualnie odbywał się koncert muzyki z gatunku new wave. Przebojowi superartyści grali oraz śpiewali jeden hit muzyczny za drugim. Rozentuzjazmowany tłum ludzi, wśród którego było obecnych również sześcioro podróżnych, tańczył wesoło i radośnie przed sceną.

 

Gdy impreza się skończyła, to każdy poszedł w swoją stronę. Grupka kolegów i koleżanek podeszła do sześciu tajemniczych, drewnianych skrzyń, stojących na trawniku w jednym z niedużych okolicznych parków. Rozbiła je łomami, wyciągniętymi z magiczno-kosmicznych, niekończących się kieszeni. Wewnątrz każdego z pudeł był ukryty motocykl. Więc starczyło dla wszystkich. Ludzie wsiedli na nie i odjechali w stronę przedmieść.

 

Kiedy dojechali, to zeszli na trawnik. Byli otoczeni niemal samą naturą. Odkrywali tajemnicze kamienie oraz jaskinie w parku. Podziwiali żyjące w stawie ryby i płazy. Przeszli z jednej słonecznej łąki na drugą dzięki mostowi, łączącemu dwa brzegi płytkiej, przejrzystej rzeki. Wrócili do centrum, po drodze mijając przedmieścia pełne domów otoczonych ogrodami, skrywającymi mnóstwo gatunków drobnych zwierząt, takich jak owady, rzekotki oraz jaszczurki.

 

Ludzie rozejrzeli się dookoła. W jednym momencie, spojrzeli w niebo. I wtedy zostali zaskoczeni, olśnieni oraz oświeceni. Między chmurami fruwały jachty motorowe i żaglowe, deski surfingowe oraz windsurfingowe, a także samochody, rowery i motocykle. Na pograniczu plaży, dużego parku, przedmieść oraz kortów tenisowych, były umiejscowione baseny kąpielowe na świeżym powietrzu, a obok mieściły się lodziarnie. Z unoszących się w powietrzu głośników, wyglądających jak latające kamienie, leciała muzyka funk z lat osiemdziesiątych i dance z lat dziewięćdziesiątych.

 

Zwierzęta, spotykane na plażach, placach, łąkach oraz trawnikach spacerowały, mówiły, śmiały się oraz śpiewały jak ludzie, pływały jak ryby, skakały jak żaby i fruwały jak sójki lub motyle. A tymi zaczarowanymi stworzeniami były: krokodyle, małpy ogoniaste, dzioborożce, papugi, mewy, rybitwy, brztywodzioby, pelikany, flamingi, świstuny, nurogęsi, kraby, jaszczurki, karaluchy, komary oraz ważki.

 

Plażowicz, Plażowiczka, Rastaman, Rastawoman, Piosenkarz Funk i Piosenkarka Funk szli wciąż przed siebie, śmiejąc się oraz rozmawiając o tym, jak szybko i pięknie płynął czas w niezwykłym świecie, w którym przyszło im żyć. Zaszli około osiem lub dziesięć kilometrów od miasta. Natrafili na płytkie jezioro. U jego wybrzeży znajdował się ośrodek wypoczynkowy. Można było tu znaleźć plażę, baseny kąpielowe, drewniany pomost, łódki, kajaki, czy też rowery wodne. Z brzegów zbiornika często wyrastały trzciny i lilie wodne.

 

— Łohoho! Ale czadowo i odlotowo! Ile tu atrakcji! — ekscytowali się Rastaman i Rastawoman.

— O tak! No a jak! — odpowiedzieli pozostali, po czym wszyscy razem głośno zaśmiali się.

 

Sześcioro podróżnych przebiegło radośnie przez polanę pełną kwiatów oraz motyli, a żaby, jaszczurki i szarańczaki uciekały sprzed ich nadciągających stóp. Ludzie w końcu dobiegli do plaży otaczającej jezioro. Wbiegli na drewniany pomost, z którego przeskoczyli do jednej z kilku drewnianych łódek, po czym totalnie odpłynęli w wesoły rejs dookoła pięknego, naturalnego zbiornika wodnego, a nad ich głowami fruwały ważki, jętki, chruściki oraz komary. Na wielkich gałęziach rozłożystych drzew, rosnących na styku lądu i wody, wygrzewały się żółwie błotne oraz poskoczki mułowe.

 

Następnie, łódka wróciła do brzegu, a wtedy ludzie przeskoczyli na pomost, po czym poszli na otoczony kwitnącymi pnączami taras oraz usiedli na ławkach, stojących wokół stołu. Było im tak bardzo przyjemnie, że nie mogli przestać się śmiać. Ale w końcu jakoś przestali. Wtedy wstali z ławek, wrócili na łąkę, stanęli w kręgu, chwycili się za dłonie i zatańczyli taniec kołowy wokół miejsca, gdzie wiosną oraz jesienią było nie jeden raz rozpalane ognisko, mające chociaż trochę ogrzać skute lodem serca, mózgi, i w ogóle całe ciała wielu różnych szalonych ludzi, szukających różnych przebojowych przygód życiowych.

 

Plażowicz, Plażowiczka, Rastaman, Rastawoman, Piosenkarz Funk i Piosenkarka Funk spojrzeli nagle w niebo, bo zaczęły stamtąd docierać do nich fantazyjne, magiczno-kosmiczne sygnały od istot pozaziemskich, przelatujących właśnie przez miejscową galaktykę. Wówczas oczom ludzi, stąpających po wielkiej kuli uformowanej z gleby, ukazał się naprawdę niezwykły oraz niecodzienny widok. Na różowo-fioletowo-żółto-pomarańczowo-srebrzystych chmurach, spoczywało wielkie, przepiękne miasto z plażami i przystaniami. W Pobliżu niecodziennej miejscowości fruwały nie tylko samoloty oraz helikoptery, ale także samochody, rowery, motocykle, deski surfingowe i windsurfingowe oraz statki.

 

W tym dziwnym, tajemniczym, uroczym, czarującym, podniebnym mieście, znaczna większość dzielnic była obficie obsadzona sadami oraz ogrodami. W jednej z takich okolic znajdowała się sezonowa, letnia osada hipisów i hipisek. Mieściła się ona pośród rozległych łąk, otoczonych lasami oraz drewnianymi płotami, a sięgała aż do jednego z brzegów niezwykłej miejscowości, co oznaczało, że posiadała fragment luzackiej, przebojowej, roześmianej plaży.

 

Tymczasem na powierzchni planety...

 

Z przystani, u oceanicznych wybrzeży wielkiego, wilgotnego, tropikalnego, nowoczesnego miasta, wypłynęły cztery jachty motorowe średniej wielkości. Popłynęły w kierunku otwartego, rozległego naturalnego akwenu słonowodnego, czekającego na odkrycie przez odważnych oraz ciekawskich podróżników i podróżniczki. Łódki były z ukrycia, z pomiędzy chmur, obserwowane przez świecący oraz grający spodek latający.

 

Koniec.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Opowiadanie, mające zachęcać ludzi do poczucia się jak nad morzem podczas lata, a także do rozwijania swojej wyobraźni i humoru.
  • Bożena Joanna 4 miesiące temu
    A jednak coś ogranicza fantazję i marzenia! Piękna wyobraźnia!
    Pozdrawiam!
  • Piotrek P. 1988 4 miesiące temu
    Nie wiem, jak daleko znajduje się granica fantazji, marzeń i wyobraźni. Kiedy pisze ten komentarz, to w mojej głowie tworzy się pomysł na kolejne opowiadanie.

    Dziękuję i pozdrawiam ?
  • Dekaos Dondi 4 miesiące temu
    Piotrek P.1988↔Mam zaległości w czytaniu Twoich niezwykłości. Szkoda, że nie ma opcji↔możesz wejść do mojego umysłu i zobaczyć moją wyobraźnię, ale tylko to, na co ci pozwolę.
    Pozdrawiam?:))

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania