Osięciny

Marian mieszkał w ostatnim domu na ulicy wylotowej miasteczka. Ulica nie nazywała się Wylotowa, lecz Marszałka Rataja i prowadziła nielicznych przechodniów w atmosferze stłoczonych, ciasno postawionych domków, krótko przyciętych lipowych pni, galaktyk sadzy błądzącej w nisko ścielącym się kominowym dymie. Prowadziła wprost na pola, którymi wiła się wojewódzka szosa. Szosą można było dojechać do Nowej Wsi. Co było dalej, nie wiadomo, bo miejscowe rowery tak daleko nie jeździły. Kiedyś spróbowałem na czarnej, przedwojennej damce dojechać dalej, ale z każdym metrem tęsknota za miasteczkiem stawała się coraz większa. Rower zaczynał krążyć ósemki na szosie, a później znów stałem pod domem Mariana.

 

Dom, jak każdy szanujący się dom w miasteczku, miał mały ogródek porośnięty różami. Ich kolce oplatały popękane ściany. Były jak korona cierniowa umęczonego od starości człowieka. Brama wjazdowa była zbyt wąska, by można było ją nazwać gościnną, za to podwórko, otoczone ścianami sąsiednich domostw i murem odgradzającym posesję od północnej strony, przypominało patio w buddyjskim klasztorze. W głębokiej studni na sznurze wisiał dzbanek mleka, a rosnąca obok grusza obsypana była soczystymi klapsami. Gruszki zrywało się przy pomocy koszyczka zawieszonego na długim kiju; czynność ta przypominała strącanie gwiazd z wzrokiem utkwionym w niebo. To niebo było zupełnie inne od tego z malunków w miejscowym kościele — było bardziej przytulne i ciepłe.

 

Kurnik, gołębnik, wychodek, szopka, chlewik, dalej letnia kuchnia i znów szopka. W szopce odkryłem ogromną szafę, a w niej stare ubrania. W szufladzie leżał klaser z zapałczanymi etykietami z lat pięćdziesiątych, tuż obok proca. Skarby te sprawiły, że zapragnąłem założyć jedno z ubrań i, tak jak Marian, chodzić co rano na targ, mówić wszystkim sąsiadom „dzień dobry”, kłaniać się krótko przyciętym drzewom. Uliczka, którą bym szedł, stawałaby się coraz węższa, a ściany domów byłyby coraz bliżej mnie. Już czuję zapach rozgrzanej słońcem papy i widzę w każdym oknie twarz małego chłopca, którym byłem, gdy spędzałem wakacje w miasteczku. Ostatnio coraz częściej myślę o tamtej ulicy i ogarnia mnie chęć powrotu tak silna, że będę wracał tak często, aż Marian stanie się prawdziwy, aż będzie częścią mnie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 5

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • il cuore 2 miesiące temu
    Jejku... proca! wspaniałe urządzenie, obecnie stosowane chyba już tylko przez wędkarzy.

    /C'est la vie - cały Twój Paryż, dwie drogi na krzyż.
    Knajpa, kościół - widok z mostu./ 😉
  • Beloniusz 2 miesiące temu
    Lubię małomiasteczkowy klimat, bo urodziłem się w wielkim, brudnym mieście, gdzie wszyscy są dla siebie obcy. Każda porządna proca powinna być z drewna, ze skórzaną łatką na podwójnej gumie wysnutej z majtek.
  • Aleks99 2 miesiące temu
    Słowami malowany obraz, który bardzo mi podszedł
  • Beloniusz 2 miesiące temu
    Dzięki za przeczytanie i miły komentarz.
  • Asteria 2 miesiące temu
    Swojskie klimaty, to co kocham...tez strzelałam z procy do braci, i te skobelki z papieru i zakazanego przez mamę drutu, guma od gaci, dwa patyczki, nic więcej...
    dzięki za ożywienie wspomnień
  • Beloniusz 2 miesiące temu
    Byłem niegrzecznym chłopcem i strzelałem do kolegów ze skobelków zrobionych ze szpilek. Jednemu z nich prawie trafiłem w oko. Niestety, nie zmądrzałem od tego i nadal robię mnóstwo głupich rzeczy.
    Czasami tam wracam, ulica jest ta sama, tylko podwórko, dom i szopki dziwnie mniejsze. Jakby ktoś skurczył zapamiętany świat.
  • zsrrknight 2 miesiące temu
    czy my się znamy?
    Tak czy owak - melancholijnie, ładnie, dobrze napisane. Pod względem długości też idealnie, choć ma się trochę zawód, że to jednak jest dosyć krótkie.
  • Beloniusz 2 miesiące temu
    Czasami mniej znaczy lepiej, zwłaszcza jeśli nie ma się zbyt wiele do powiedzenia - jak ja. Poza tym lenistwo umysłowe nie pozwala na więcej. Fajnie, że ten okruch się podoba. Też bardzo lubię to wspomnienie, a nostalgia z wiekiem staje się coraz silniejsza. Myślałem nawet o tym, żeby kupić tamten dom i znów stać się dzieckiem. Póki co, to tylko fantazja. Pozdrawiam.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania