Ostatni...
Zgliszcza, zostawiłaś mi chwasty wyrastające z miasta. Przedzieram się przez zarośla, gdzieś tu zostawiłem najwięcej napiwków. Knajpa duchów, było ciemno. Serwowali miłość, skład nieznany. Ślepi konsumują zmysłowo, węchem.
W tej małej fiolce jest pierwiastek stworzenia. Stoi na półce, pójdę po niego, otworzę, zachłysnę się afrodyzjakiem. Przywołam cię, z zamówieniem na wynos.
Tańczyliśmy na suficie breka, nie wytrzymał kij od miotły, załatwił go rytm. Byłaś zbyt parna, ja pytam, ty dymisz mi z peta chmurą, twoja szata płonie.
Dusisz mnie, wyjdź, wynoś ten popiół. Nie ma tu już nikogo. Korek spoczął wiekiem na posrebrzanym szkle fiolki.
Disco kula kręci obliczami, mam ich po kwadraciki. Nieskazitelnie nieśmiertelny w popielnicy, bóg był piromanem, najbliższym w tej zagładzie.
Komentarze (14)
Spalić, pochodnię odpalić.
Mój bóg to ja, palić! 😁 Do ostatniej zapałki.
Zdala od wody.
Dzięki :)
Aha :)
Jeszcze może kiedyś, kiedyś coś z tego wydłubię.
Brakuje mi Mrocznego, gdzieś mi przymarł.
Dzięki za spojrzenie. :)
Nie był taki zamiar, samo wyszło.
Miło, że byłeś tutaj. :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania