Ostrze Yahhordesa

Prolog

Ach żeż w mordę szlaku ty mój miły. Czy można sobie wyobrazić coś milszego niż wiosenną wędrówkę po malowniczym Beskidzie Małym? Szlak na Łamaną Skałę świeci jeszcze pustkami, komu by się chciało brnąć po ciemku w błocie po kolana? Jakbym tak zaświecił latarkę, to może i dałoby się dostrzec jakieś przejście między bajorami, a nie tak pchać się przez środek. Niby śpieszyć się nie musze, miejsce w schronisku będzie, ale przed ósmą wypadałoby zajść, potem towarzycho może być tak nawalone, że nikt nie będzie wiedział, co i jak. Po co ja dźwigam komplet kart z WP? Jeśli znajdę kogoś, zdolnego do odróżnienia obrazka od okładki, to będzie sukces, że heja. Karty ofoliowane, to im nic nie będzie, ale jak tu gdzieś gwizdnę na śliskim, to mi się rolmopsy rozbiją, co je sobie planuje spożyć na kolacyjkę. Może wydłubać kómóre i zadzwonić, żeby był ktoś przytomny na tyle, że powie, gdzie spać, pobierze dowód osobisty i papiery wypełni? A co mi tam. Mało to razy zostawałem na noc w tych jaskiniach po drodze? W marcu to jest przegięcie pały jednak. Fajnie, że tak sobie sam mogę drałować, bez żadnych kumpli, czy nie daj Boże koleżanek, co to jojczą non stop. Niby człowiek sam, a zasięg jest i GG zawsze pod ręką. Szkoda latarki na takie zabawy. Niby łono przyrody, a cywilizacja ściga. Schizofrenia chiba coś mnie łapie od wilgoci. A ten facet co tu tak stoi?

 

- Dzień Dobry.

- Witaj, pozwól, że się przedstawię. Na imię mam Jasper i jestem Wędrowcem.

- No jasne, na miejscu to w tym ubraniu się nie posiedzi.

 

Fantasta jeden. Z jakiegoś fanzinu czy czegoś takiego. Poprzebiera się to w jakieś dziwne stroje, i łazi po lesie. A ten jakiś taki brodaty. Stary, a głupi. W bambuko chce mnie zrobić. Ale żeby w taką pogodę czekał na jakiegoś kamikadze, włóczącego się po górach? Oni sezon zaczynają gdzieś tak na 1 maja, i to w dolinkach, bo góry im za zimne. A temu polar zza kostiumu nie wystaje, pewnie jakiś fanatyk totalny. No ale nic. Udaję, że nic nie kapuje i politykuję:

 

- Wędrujesz wiec, Jasprze? Długo?

- Czas jakiś.

 

No i co się tak na mnie gapisz w tym śmiesznym płaszczyku? Pewnikiem przerobiony z starego koca, obrusu i żagla od Omegi. Bo i kolor taki nijaki, ni to brązowy, ni to zielony, i fason taki niedzisiejszy jakiś. Oni sobie to szyja a potem przyłażą na spotkania , wyją dzikie pieśni i straszą normalnych ludzi. O, a tu idą jego kumple. Jeden spaślak w niebieskiej pelerynce, drugi to chyba ze Stanów przyjechał, oni tam sobie masowo elfie uszy doprawiają. Bywa, że operują się plastycznie. No i dwóch w kolczugach, hełmach i z mieczami u pasa. Trepy nawet mają pancerne. Też brodaci, a ten w pelerynce nie. Pierwszy brodaty powiedział:

 

- Ja i moi towarzysze czekaliśmy na Ciebie. Wiem, że nie będziesz chciał mi wierzyć, ale proszę Cię, wysłuchaj mnie do końca czcigodny wędrowcze. Moi towarzysze, wielebny Bordar, wędrowiec Jasper, szeneszel Gildomir, kapitan Straży, Maciej Zdziubinga i ja, kasztelan Wcisław przyjechaliśmy tu, wiedzeni nadzieją, pchani niepokojem, mniemając, że spotkamy kogoś, kto krajowi naszemu przyniesie ratunek. Podania bowiem mówią, że gdy groźba zawisa nad Poinonią, zjawia się Przybysz, by w oporze nas umocnić. Armie bowiem orkowe szykują się do ofensywy, Adycja Górna stracona, Adycja Dolna poważnie zagrożona, mówią, że sam orkowy uzurpator Doomcaler stanie na czele wszystkich hord gdy tylko śniegi stopnieją. I jeszcze nie koniec na tym. Mówią stare księgi, że gdy zguba nad krajem wisi spotkać można człowieka nie stąd, który kraj nasz od zniszczenia uratuje. Z tą misją król Nardowist nas wysłał, tutaj na Przybysza polecił czekać. Zjawiłeś się Ty, wiec prosimy Cię usilnie, pojedź z nami bo inaczej klęska i pożoga. Czy wierzysz mi?

 

- Oczywiście, że wierzę. Wy jesteście drużyna króla Nardowista, ja natomiast jestem ufok z Matplanety, w dodatku powietrze czyste i odbija mi pała od nagłego dotlenienia mózgu. Ach, że się wam chce zawracać ludziom głowę na szlaku! Myślicie, że się dam nabrać na te operetkowe kostiumy, albo na doklejone uszy tego uszatego? Uszaty, ty jesteś stąd, czy robisz promocje jakiegoś hamerykańskiego czwartorzędnego cyklu fantasy? Rozumiesz po naszemu, czy wzięli Cię dla zgrywy? No odezwij się!

 

Mówiąc te słowa coraz bardziej się wkurzałem. Zdążyłem jednak zdjąć plecak i wyjąłem z kieszeni na górze komórke. Czy już wtedy poczułem zimne ostrze niepewności? Nie było zasięgu, zdążyłem też zauważyć, że nie było w tym towarzystwie żadnej łuczniczki czy tam wojowniczki. A w tych gildiach jest ich pełno, podobnie we wszelakiej literaturze fantasy, która je nakręca. Tu – sami faceci. Co powinno mnie zastanowić? Uszaty poczerwieniał nieco i nieznacznie sięgnął do pasa, gdzie wisiał długi sztylet. Nie zwróciłem uwagi na te nieprzyjazne niewątpliwie gesty, gdyż do posłów dołączyła jeszcze jedna osoba, której przybycie pozbawiło mnie zupełnie kontroli nad rozwojem sytuacji. Szczena mi opadła, a gały wyskoczyły na wierzch.

 

- Wiem, że moi towarzysze być może jawią się twoim oczom niezwykle, ale nie powinieneś deprecjonować ich starań tak łatwo.

 

Przybysz był kotem, całym czarnym, tylko oczy świeciły na żółto. Co było niezwykłe, to jego rozmiary – a z metr w kłębie, wielkości sporego psa, niemniej wyglądał na kota domowego, a nie na jakąś panterę czy lamparta. Podjąłem próbę odzyskania kontroli nad rozwojem sytuacji:

 

- A ty kto jesteś, Szarik po Czarnobylu?

- Nie jestem, o ile wiem, Szarikiem, obcy przybyszu. Wiedz, że nazywam się Belfegor i pochodzę z rodu Belfegora Wielkiego, a przysługuje naszemu rodowi tytuł: młot na smoki. Obecnie na służbie króla Nardowista.

- Coś dużo gadasz, jak na kota, ale widzę, że jesteście autentyczni. Nie myślcie, że jestem głupszy, niż na to wyglądam. Wdepnąłem do tej waszej Poinonii, albo wy wdepnęliście na Łamaną Skałę, nie jest to nic niesamowitego i mieści się w porządku rzeczy. Widzę, że macie do mnie interes, interes nie błachy. Mam wolne do poniedziałku i tyle czasu mogę wam poświęcić. Mówcie szybko, czego ode mnie oczekujecie, bo muszę się dowiedzieć, co mam robić, zanim mam z wami wyruszyć i zobowiązać się do czegoś konkretnego. A na razie, czcigodni rycerze, Ty, wędrowcze, szeneszelu Gildomirze - jak widzę jesteś elfem wysokiego rodu - wielebny Bordarze poczęstujcie się mentosem. Nie wiem, czy szlachetny kocur znajduje upodobanie w takim poczęstunku?

- Belfegor powąchał tylko i rzekł:

- My, koty nie znajdujemy upodobania w takim pokarmie.

 

Pozostali podeszli i wzięli po mentosie. Chwile trwała cisza, przerywana mlaskaniem i innymi odgłosami towarzyszącymi konsumpcji mentosa. Wreszcie wielebny zagaił:

 

- Wiedz, Przybyszu...

 

- Na imię mam Piotrek... - w międzyczasie, wciąż przeżuwając mentosa grzebałem w plecaku, przyświecając sobie latarką na co oni się patrzyli niepewnie nieco, ale nie wszyscy, bo ten cały wędrowiec tylko się uśmiechał. On mi tu od początku podejrzanie wyglądał - ...jak już zdjąłem plecak, to chwilę tu odsapnę więc mów śmiało, co i jak.

 

- Wiedz, Przybyszu...

- Tu kot, spodziewając się zapewne dłuższej przemowy usiadł na trawie i jął pucować futerko.

 

... że przodkowie moi przybyli tu z Numenoru. Historia to długa i straszna, gdy lud cały uwiedziony został przez podstępnego Saurona i w kulcie Melkora znalazł swoją zgubę, praojciec nasz, Elinor dał się przekabacić, choć na chwilę jeno. Gdy zatem w popiele żałował swej zdrady usłyszał głos: „Gniew mój przeciw występnym Numenoryjczykom jest wielki. Zgotuję zgubę temu krajowi, ty zaś Elinorze, ponieważ żałujesz za swe winy nie zginiesz, ale jedynie na zawsze opuścisz Śródziemie!”. I pouczony Elinor wsiadł na statki, i odpłynął, i przyszła straszna burza, w której Numenor zapadł się na dno oceanu, cały kraj, a wraz z nim i świątynia Jedynego, gdzie praojciec nasz, Elinor, pełnił posługę kapłańską. Tak to ród mój, my wszyscy zostaliśmy kapłanami bez świątyni. W burzy dołączyło do wygnańców kilka statków uciekających przed gniewem Valarów, żeglowali, żeglowali, żeglowali aż dopłynęli do brzegów Poinonii, gdzie żyjemy do dziś, wspierając ludzi w walce z orkami. Tęsknota za krajem ojców zżera jednak każde z dzieci Numenoru, ach, marzymy, żeby ujrzeć krainę tę choć przez chwilę!

 

- Z pewnością, ale nie mamy teraz czasu na długie opowieści. Powiem krótko, a nie długo: Król Nardowist przysłał nas tutaj, bo źle się dzieje w państwie. Orki coraz zuchwalej podnoszą głowy, obrona granic pochłania wszystkie środki władcy, możni zaś skłóceni są, spory i spory, walki i walki, a zeszłego lata gobliny obległy Yanisejgród! Gdzie jest honor rycerski, gdzie wierność?

 

Tu Maciej aż pięści zacisnął, po bokach się z widocznej zgryzoty uwalił.

 

- Zmiany nadchodzą wielkie, groźba wisi nowa, dlatego pani moja, królowa elfów Yavandriel wraz z mężem przysłała mnie z poselstwem do króla Nardowista, bo coś się szykuje. Spodziewaliśmy się nadejścia Przybysza.

 

- Tak, słusznie prawi elf, szykuje się coś niedobrego. My koty wiemy o takim niedobrym, zanim się pojawi. A czy Ty nie śniłeś?’

- Nie śniłem, a jak będę miał jakieś koszmary to obciążę was kosztami. Masz tu tymczasem kocie małe co nieco.

- To mówiąc podałem mu wygrzebany flakonik kropli walerianowej, co ją niosłem dla kota schroniskowego.

 

- Mrau, a co to?

- Nalewka kozłkowa. Składa się macenatu etanolowo-wodnego z 20 częściami Valerianae radix, 100 częściami rozpuszczalnika. Przechowywać w naczyniach szczelnie zamkniętych. Chronić od światła.

 

- Czy nie jest ta nalewka dotknięta czarami Saurona?

 

To kapłan się przestraszył, podczas gdy ja tłumaczyłem kotu jak otwierać buteleczkę.

 

Nie, rzecz w tym, że światło powoduje rozpad substancji. Zresztą koty lubią noc, a nie są dotknięte czarami Saurona.

 

- Teraz możemy jechać.

 

To powiedział Jasper, gdyż była tradycja, że Przybysz powinien dać coś każdemu ze świty powitalnej, nawet jeżeli jest to tylko mentos lub „Wstęp do zagadnień marksizmu-leninizmu” co się kiedyś zdarzyło, widziałem taką broszurkę w bibliotece uniwersyteckiej, szczęściem nikt nie potrafił jej przeczytać. Z przybyszami jest zawsze trochę problemów, nie zawsze chcemy i umiemy dostosować się do nowych, egzotycznych dla nas warunków, traktując Poinończyków przedmiotowo, spozieramy na nich przez pryzmat własnych doświadczeń, pasujących tu jak pięść do nosa. Dlatego często mamy opinię gburów, ignorantów, zarozumialców a nawet zwykłych chamów. Ten przybysz od marksizmu nie namieszał na szczęście za wiele, nie długo tu zabawił, uratował uwięzionego króla Manatego i w czasie ucieczki odkrył bogate złoża żelaza. Nie wiele po nim zostało pamiątek, wszystkie zresztą zapiski i ruchomości znajdują się w skarbcu królewskim, i tylko władcy mają do nich dostęp.

 

Obawiam się, że nigdzie nie pojedziemy, a przynajmniej ja, bo nie umiem. Tym bardziej po ciemku i w błocie.

 

To powiedziawszy założyłem plecak i kontynuowałem:

- Muszę rzec słówko Bordarowi. Wiedz, że prawdą jest, że Numenor legł na dnie oceanu, ale świątynia Jedynego nie zginęła, lecz stoi nietknięta ponad falami. Jeśli będzie Jego wolą, wyruszymy na morze szukać jej.

 

Kapłanowi aż oddech odjęło przez chwilę, potem wykrztusił:

 

- Prawda li to?

 

Tak prawią nasze legendy. A ty, Macieju, widzę pragniesz reformy stanu rycerskiego, będziesz tedy pierwszym w Poinonii Rycerzem Reformowanym, składać będziecie specjalna przysięgę wierności Królowi i Koronie, takoż honor krzewić się zobowiążecie.

 

Jak dziś pamiętam tę scenę: rycerska poza Wcisława i Macieja, ten drugi wyraźnie wcięty moim pomysłem, Bordar zupełnie oszołomiony, Belfegor mlaskający swoja kropelką, tylko Jasper uśmiechał się zagadkowo. Wiedziałem, że gładko wszedłem w rolę Przybysza, ale to tylko gadanie, co będzie, gdy trzeba będzie działać?

 

Wyruszyliśmy w drogę, brnąc wąską ścieżką, kot pierwszy, za nim wędrowiec, kasztelan, kapłan, ja a na końcu Maciej. Po pięciu minutach spotkalismy się z oczekującym nas oddziałkiem 10 rycerzy, mnie jakoś wsadzili na konia, reszta wskoczyła na swoje rumaki i jakoś tam dojechaliśmy w ciągu godziny do zamku Wysoki Borg.

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Domenico Perché 7 miesięcy temu
    Początek mnie trochę nudził, mało nie zrezygnowałem. Na szczęście pojawił się element fantastyczny.

    Ciężko się czyta przez brak zaznaczenia dialogów i oddzielenia ich tym samym od narracji, to bym poprawił redakcyjnie.
  • Smok.Eustachy 7 miesięcy temu
    dialogi zeżarło przy wklejeniu. Dostrzegam, że nie da się poprawić. Co za porażka.
  • Smok.Eustachy 7 miesięcy temu
    E nie - przeszła edycja.
  • DrV 7 miesięcy temu
    Spoko, mistrz by był zawodolony z tej przygody chyba

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania