Pierwsze. Początki. - LBnP -2

To były pierwsze święta, na które czekała. Pierwsze bez cichego "nawzajem" w odpowiedzi na jego "bądź szczęśliwa". Z pewnym "jestem", z pierwszym szczerym uśmiechem.

 

Wszystko widziała inaczej. Światełka na choince nie drżały nerwowo, a kołysały się miękko. Bombki nie były tandetne, tylko urocze, a rodzice Kevina wcale nie powinni mieć odebranych praw rodzicielskich.

Wszystko też smakowało inaczej. Nigdy nie przypuszczała, że po sałatce jarzynowej może się w niej zebrać na wymioty. Nigdy wcześniej nie spróbowałaby karpia w galarecie. Zjadła kilka dokładek.

 

On nigdy wcześniej nie patrzył na nią w taki sposób. Tak dorośle, z ogromem czułości i strachem. Miał to dla niej zawsze - wie - ale wcześniej wbite w ziemię.

 

Prezent dała mu w Wigilię rano - test ciążowy obwiązany czerwoną kokardką. Wtedy po raz pierwszy pozwolił sobie przy niej na płacz...

Poprosiła go by symbolicznie odwiązał wstążkę, na nowy początek. Odmówił, powiedział, że to będzie symbol wiary i oczekiwania na kolejne cudy. Na kroki, słowa, zakochania i błędy. Ich jego lub jej. Uśmiechnęła się na tę myśl.

Gdy wziął pudełko z szafki i ostrożnie włożył do niego test, pobiegła po portfel i wyjęła z niego zdjęcie USG. Dołożył.

 

W drodze do jego rodziców opowiadał, że włożą tam ząbki po pięć złotych, kosmyk włosów, odcisk stópki.

Mówił, że ich kocha, że dostał najpiękniejszy prezent. Zażartował, że to jednak trochę też jego zasługa, że w sumie to sam go sobie sprezentował, że ona jest paczkomatem... Szturchnęła go. On jej nie, bo jak to tak kobietę w ciąży? Jeszcze, nie daj Boże, szkraba potelepie.

 

Przy kawie i cieście jego matka podejrzliwie spoglądała na jej brzuch, gdy ona pochłaniała kolejny kawałek piernika. Uśmiechała się jakby przeczuwała, że już za chwilę dowie się, że zostanie babcią.

Już mieli podzielić się radosną nowiną, gdy poczuła uścisk w podbrzuszu. Otuliła je dłońmi i wyszła do toalety. Zrobiło jej się słabo, po udach spływały rude wstążki...

Zamknęła drzwi i od razu upadła na kolana.

 

To nic.

To cokolwiek.

To nie to.

 

Wraz z krwią wypływały z niej marzenia i każda z modlitw, rozmywając czerwienią przyszłość. Ich przyszłość...

Próbowała ją zebrać, ogrzać w dłoniach cichym "proszę, nie".

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (19)

  • Grafomanka 2 miesiące temu
    Końcówka, jak dla mnie, wzruszająca, ckliwa, ale dobra... W sumie, to taka cicha, pokorna rozpacz, z modlitwą na ustach... no, mnie to ujęło.

    Wcześniej widziałam jakiś brak przecinków, można dopieścić...
  • Roma 2 miesiące temu
    Ja już tutaj kilka błędów wyłapałam i na szybko niektóre poprawiłam. Reszta jutro, bo dziś już padam.
    Dzięki za komentarz.
  • il cuore 2 miesiące temu
    /Uśmiechnęła się na tą myśl./ – tę myśl
    Jeszcze zębuszka...
    Nie potrafię, myślę że potrafię, byłem przy porodzie.
    Większość kobiet daje radę, jednak zawsze jest ambiwalentnie.
    cul8r
  • Roma 2 miesiące temu
    Poprawiłam, dzięki.
    Poród to piękne przeżycie i warto w nim uczestniczyć. Wtedy rzeczywiście dzieje się wszystko, ogrom skrajności.
  • Grain 2 miesiące temu
    Córka także utraciła ciążę, napisałem wtedy wiersz, którego nie powinienem był jej pokazywać

    Łucja

    nie widziałaś swojej mamy
    szukającej w szafie ciążówki

    kupiła nową
    i wylosowała inne imię
  • Starszy Woźny 2 miesiące temu
    Ty to masz ciekawe życie.
    NO!
  • Roma 2 miesiące temu
    Ludzie na różne sposoby próbują sobie poradzić ze stratą...
    Dzięki za komentarz.
  • Dalia 2 miesiące temu
    Fajne, ale czemu tak smutno ?🥺
  • Roma 2 miesiące temu
    A nie wiem. Jakoś tak mi się napisało i nie mogłam od tego uciec.
    Oby pozostałe teksty były optymistyczniejsze... Czekam z niecierpliwością, bo z tematów, które podałaś można różnorako i ciekawie coś wymodzić.
    Dziękuję :)
  • Lotos 2 miesiące temu
    No, smutne, ale ciekawie ujęte. Z marzeniami bywa różnie.
  • Roma 2 miesiące temu
    Czasami po prostu musi być smutno. Smutek, tak w gruncie rzeczy, to dużo daje i potrafi pomóc.
    Dziękuję Lotos :)
  • Pulinaaa 2 miesiące temu
    Piękne Roma tak jak i piękna Twa duszyczka💝☀️
  • Roma 2 miesiące temu
    Dziękuję. Za wejście w tekst i za dojrzenie w tym moim duszydle czegoś pięknego.
    Trzymaj się ciepło :)
  • droga_we_mgle 2 miesiące temu
    "a rodzice Kevina wcale nie powinni mieć odebranych praw rodzicielskich" świetne, uśmiech od razu

    Urocze, żeby potem zmienić się w tragedię. Mocne, dobrze opisane.

    Pozdrawiam~
  • Roma 2 miesiące temu
    Fajnie, że akurat ten fragment Tobie, bo mi też :)

    Dzięki piękne i również pozdrawiam.
  • Jimmy 2 miesiące temu
    Mocne 👍
  • Roma 2 miesiące temu
    Dzięki :)
  • Literkowa Bitwa na Prozę 2 miesiące temu
    Dzień dobry, rozpoczynamy głosowanie! https://www.opowi.pl/forum/literkowa-bitwa-na-proze-glosowanie-w935/#reply Zapraszam do oddania głosów. Przypominam również, że uczestnicy głosują obowiązkowo - w przeciwnym razie ich teksty otrzymają punkty minusowe (dokładnie -3)
  • JagVetInte 2 miesiące temu
    Tekst łamie serce. Od początku, mimo że piękno relacji opisuje. Bo coś wisi w powietrzu. Gdy czujesz słodycz, to tam gdzieś z tyłu, już czycha cień goryczy. Bo nie może być za pięknie.

    I tak jest w tekście. Jak w życiu.

    A te ciche "proszę, nie"... Jeśli wcześniej serce pękało, to tu znika. Rozsypuje się w pył.

    Ból i strach.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania