Poprzednie częściPies który śpiewał. 1. Redakcja.

Pies który śpiewał. 3. Debi.

Po rozwodzie John najzwyczajniej w świecie oklapł. Rozstanie nie było dla niego – jak to się mówi – gromem z jasnego nieba. Wiedział, że Debi zostawi go, jak tylko trafi jej się ktoś lepszy. To była kwestia czasu.

Jak kiedyś powiedziała – ograniczał ją. Kiedy ona chciała zrównać dom z ziemią, by postawić w to miejsce pałac elizejski, on obstawał przy wstawieniu nowych okien i wymianie parkietu. Gdy wymarzyła sobie bajkowy ogród – on posiał trawnik, a na środku postawił żeliwny grill. Ona – Hawaje, on – domek letniskowy. Gdy kupował buty, wiedział, że muszą być solidne, bo nieprędko będzie go stać na kolejne. Jej musiały być przede wszystkim drogie i robić wrażenie na koleżankach, po czym trafiały na półkę garderoby, by się tam kurzyć z resztą kolekcji. Sukienka do butów. Buty do sukienki. Sukienka pod kolor torebki. Torebka w kolorze butów. Tak w koło. Fryzjer, kosmetyczka, wróżka. I kremy. Jej twarz była jak gąbka. Potrafiła wessać każdą ilość. Pac-pac na twarz, zakręcić, poklepać – i magia. 100 dolarów znikało. I wreszcie kredyty. Jeden, drugi, trzeci. Kiedy kobieta w banku zapytała go o cel kredytu, na końcu języka miał odpowiedź: "Na Debi". I nie. Debi nie pracowała.

Próbował nie myśleć. Ale nie myślenie w pustym mieszkaniu jest bardzo trudne. Kiedyś wybrali się z sześcioletnią wówczas Lizą na zakupy. Jakiś bezczelny specjalista od sprzedaży wymyślił sobie, że dział z zabawkami znakomicie sprawdzi się między pieczywem a wędlinami. Mała Liza chwyciła lalkę i przycisnęła do twarzy.

– Kupisz mi?

Wtedy Debi zdjęła z górnej półki inną lalkę i zakręciła nią przed buzią Lisy.

– A może wolisz taką?

Lalka kosztowała tyle co ich pierwszy samochód.

– Debi. Wiesz, że nie mamy tyle pieniędzy – próbował ratować sytuację.

Odłożyła lalkę z powrotem na półkę i przytuliła Lizę, bliską płaczu.

– Tatuś nie ma pieniędzy, ale mamusia bardzo, bardzo cię kocha.

Później w domu, kiedy próbował wrócić do tamtej chwili, zaczęła krzyczeć, że to nie jej wina, że on nie ma pieniędzy, później się rozpłakała, a na końcu stwierdziła, że jeśli kogoś nie stać na dziecko, to nie powinien zakładać rodziny. Celowo na tyle głośno, by Liza usłyszała każde słowo.

Przemilczał, że gdyby wcześniej nie wydała fortuny na siebie, to miałby na lalkę dla córki.

Jego prawda była tylko jedna. Leżała jak ta perła na środku basenu, a z góry sypały się czarne plastikowe kuleczki. Kłamstwa, oszczerstwa, manipulacje i przekręty. Wkrótce jego prawda zginęła gdzieś na dnie. Na sprawie rozwodowej Debi przeszła samą siebie. Biorąc na poważnie jej słowa, powinien prosto z sali rozpraw trafić do celi. Zostawił jej własne mieszkanie, które odziedziczył po dziadkach, bo nie wyobrażał sobie, by mogło być inaczej. W końcu mieli wspólne dziecko. Mimo to spojrzenie, którym darzyła go sędzina prowadząca sprawę, nie pozostawiało wątpliwości, co sądzi o nim lepsza część ludzkości. Bydlę. Bydlę i kanalia.

Sam rozwód nie zmęczył go tak bardzo jak lata związku. To było jak długi, wyczerpujący mecz. Z dogrywką i rzutami karnymi, kiedy to zawodnicy kładą się na boisku, nękani skurczami mięśni. On taki mecz miał właśnie za sobą.

Wracał teraz do wynajmowanego mieszkania, otwierał piwo i słuchał muzyki z kaset magnetofonowych. Wreszcie mógł sobie pozwolić na dobry amplituner i magnetofon kasetowy. Sprzęt grający firmy Marantz plus dobre kolumny głośnikowe pomagał choć na chwilę zapomnieć o życiowej porażce, a Linda Ronstadt ze swoim „You're No Good” brzmiała świetnie.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (1)

  • Grafomanka godzinę temu
    No i czemu on oklapł? Miał pustą, roszczeniową lalę, o czym dobrze wiedział, więc powinien szaleć teraz ze szczęścia... no chyba że przywykł do tego, że ktoś go poniewiera... ludzie czasami bywają dziwni 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania