Pies który śpiewał. Rura.
Dotarcie na miejsce zajęło mu 20 minut. Już z daleka zauważył ogromną żółtą koparkę sięgającą łychą w głąb ziemi. Obok stało dwóch robotników. Jeden z nich spojrzał na człowieka z aparatem idącego w ich stronę i zwrócił się do kolegi.
-spójrz. Prasa się zbliża.
- znowu? Ta sława zaczyna mnie przytłaczać. To już zdaje się trzeci raz w tym roku jak będziemy w gazecie.
- świetnie cię rozumie. Reportaże, wywiady. Wszystko to może zawrócić człowiekowi w głowie. Jeszcze kilka takich pękniętych rur być może nominują nas do Oskara.
z daleka widzieli jak John celuje w nich obiektyw aparatu. Pochylili się wbili łopaty w ziemię a ich twarze przybrały wyraz nadludzkiego wysiłku. Błysnął flesz.
John podszedł i wyciągnął rękę.
-cześć chłopcy. Spojrzał w dół.
- pękła? Zapytał.
- nie tym razem Joe. Robotnik uniósł palec i zrobił minę jaką mają ludzie mówiący o rzeczach wielkich - tym razem byliśmy szybsi. Jak widzisz John mamy tu studzienkę. Ja tam nie wejdę bo mam klaustrofobię a Gruby się nie zmieści. Dlatego odkopiemy to i wyciągniemy dreny. Z tym że jest jeden problem. Tam w środku znajduje się stary skorodowany żeliwny zawór. Teraz wszystko jest w rękach tego gościa w koparce. Jeden nieostrożny ruch i całe to pieprzone miasteczko wyleci w powietrze.
Wszyscy troje zwrócili głowy w stronę człowieka w koparce.
Gruby nieco blady na twarzy zapytał.
- ale chyba da radę?
- No nie wiem. Spójrz na niego. Ręce mu chodzą jakby całą noc mieszał drinki w barze.
- pije? zapytał Gruby.
- oszalałeś? Kieliszka do ust nie weźmie. Jego żona pije.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania