Pod napięciem cz.3
Stopy młodego mężczyzny oderwały się od krzesła. Antek w ostatniej chwili chwycił się drążków, które przymocowane były pod sufitem. Bujał się na nich przez chwilę, a następnie chwytając się kolejnych drążków powoli przedostawał się do okna. Antoni ostrożnie przez nie wyskoczył i uciekł. Biegł do szosy, po której szło dwóch mężczyzn.
- Panowie, pomóżcie! - zaczął wołać Antek.
- Ty patrz, nasz Tomek spękał - zauważył jeden z mężczyzn.
- I jeszcze wypuścił tego leszcza.
- Nie na długo.
Zanim Antek zorientował się, o co chodzi, był już prowadzony przez mężczyzn z powrotem do masarni. Obcy ludzie zaprowadzili go do jednej z hal i przywiązali do filaru. Jeden z mężczyzn stanął na wprost niebieskookiego Antoniego, a następnie z całej siły uderzył go w twarz. Antkowi z rozbitej wargi zaczęła sączyć się krew.
- To tak, żebyś pamiętał, co cię czeka, jak znowu spróbujesz uciec - straszył porywacz.
Obydwaj mężczyźni wyszli, zostawiając Antka ze strachem w oczach. Mijały kolejne minuty. Każda z nich wydawała się porwanemu całą wiecznością. Kiedy Antek siedział i rozmyślał nad tym, dlaczego jego przyjaciel wpakował go w takie kłopoty, w drzwiach przekręcił się klucz i do środka wszedł Tomek.
- Antek, nic ci nie jest?
- Stary, o co w tym wszystkim chodzi?
- Przepraszam, ale ci ludzie porwali moje dzieci.
- Czemu?
- Wiszę kasę jednemu z nich. Z robotą ostatnio ciężko, to i pieniędzy nie ma. W ramach zadośćuczynienia uprowadzili Zosię i Marysię. Musiałem cię w to wciągnąć, żeby je odzyskać.
- Ok, Tomek. Ratuj dzieciaki. Ja sobie jakoś poradzę.
- Jak tylko dziewczynki będą bezpieczne, to cię uwolnię.
- Trzymam cię za słowo.
Tomek poszedł negocjować powrót córek, a Antek po raz kolejny był skazany na samotność. Nie minęło 20 minut, jak uwięziony usłyszał pisk opon odjeżdżającego samochodu. Chwilę później Antek zobaczył swojego przyjaciela z córkami na rękach. Szczęśliwy ojciec uwolnił Antoniego.
- Jak to załatwiłeś? - zapytał mocno zaskoczony Antek.
- Moja żona pożyczyła od kogoś pieniądze i przelała im na konto.
- Mam nadzieję, że tym razem nie zapożyczyliście się u jakichś zbirów.
- Też na to liczę.
- Jak jeszcze kiedyś ci braknie do pierwszego, to przyjdź do mnie.
- Po tym wszystkim...na pewno - Tomek, śmiejąc się, przytaknął przyjacielowi.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania