Podano nadzieję do stołu
Kolacja tego wieczoru zdawała się być inna.
Była to niemal absurdalna myśl. Przez ostatnie siedem lat życia Emila każdy nowy dzień nie różnił się od poprzedniego.
Pobudka wraz ze wschodem słońcem, które przebijało się przez spróchniałe deski szopy, którą okrzyknął domem, była już rutyną.
Ojciec wybudował ją cztery lata temu, gdy urodziła się jego młodsza siostra. Wykluczając porę wieczorną, nie mógł on przebywać w głównym domu, gdyż według słów jego ojca jego matka potrzebowała więcej miejsca, by wychowywać jego rodzeństwo.
Emil nie kłócił się z ojcem. Nigdy nie sprzeciwiał się jego słowom.
W ciągu dnia wyprowadzał na pastwiska dwie głodne, wynędzniałe krowy, karmił garścią nasion kury i opiekował się ostatnią owcą, jaka im pozostała.
Otrzymywał za pracę pojedynczą kromkę chleba od matki, a następnie czuwał przy zwierzętach na farmie, aż na niebie nie zawisł księżyc.
Przed końcem dnia siadali przy stole i spożywali wspólną kolację. On, jego siostra, ich matka i ojciec.
Ale ten wieczór był inny.
Na białych, porcelanowych talerzach sklejonych niechlujnie taśmą, matka zaserwowała rodzinie kromkę chleba i upieczony kawałek mięsa.
Emil nie był w stanie stwierdzić po wyglądzie ani zapachu jakie zwierzę zostało mu podane. Zazwyczaj na kolację spożywali zające z pobliskiego lasu. Być może matka znów znalazła gniazdo myszy, bądź szczurów, na terenie farmy.
Wiedział jednak, że nie mógł znów o to zapytać. Ostatnim razem, gdy to się zdarzyło matka rozpłakała się, a jego ojciec nakazał mu wrócić do szopy.
Emil tej nocy nie chciał zasypiać głodny.
Chłopiec spojrzał na wynędzniałe, chude twarze jego rodziców. Ich mimika nie ukazywała wiele. Nie było to nic nowego. Przez ostatnie kilka lat stali się chłodni, niemal pozostałościami tego, kim byli kiedyś.
Ręce jego ojca były kościste i brudne od ciężkiej pracy w polu. Prędko napełniał jamę ustną kawałkami mięsa i nieświeżego pieczywa, długo przeżuwając każdy kawałek jedzenia, który wkładał do ust, by oszukać uporczywy głód.
Chłopiec zerknął na komodę, przy której siedziała jego matka. Na jej blacie Emil spodziewał się znaleźć trzy znajome zdjęcia jego dawnego rodzeństwa, lecz ku jego zdziwieniu tego wieczoru pojawiło się czwarte.
Wszystko tego dnia było inne.
Być może miało to związek ze zniknięciem Nadziei. Jej krzesło stało puste, a na jej talerzu znajdowała sie zapalona świeca. Emil nie wiedział dlaczego zniknęła, ale nie był to pierwszy raz, gdy wydarzyło się coś takiego.
- Emilu, dlaczego nic nie jesz? — w ciszy rozbrzmiał ciepły głos jego matki. Chłopak zwrócił oczy w jej stronę. Spodziewał się, że jego wzrok był równie pusty, co jego własnych rodziców.
- Mamo, gdzie jest Nadzieja?
W pomieszczeniu pomimo trwającego bezgłosu zrobiło się ciszej. Wszyscy zaprzestali jedzenia, powietrze w płucach stało się cięższe, a chłód jeszcze bardziej uciążliwy.
Po chwili jednak matka Emila przybrała na twarz swój wzorowy, pusty uśmiech. Po drugiej stronie stołu ojciec gwałtownie wstał z krzesła, wprawiając chłopaka w niepokój.
- Jedz, Emilu. — odparł jego ojciec, a w tonie jego głosu chłopiec wyczuł, że nie było miejsca na dyskusje. Emil nigdy nie sprzeciwiał się ojcu.
- W porządku. — chwycił sztućce i począł kroić swój kawałek mięsa.
Emil miał jednak nadzieję, że Nadzieja wróci do domu. Nie chciał on bowiem kolejnej siostrzyczki.
„Mm..” Mruknął z zachwytu.
Smak mięsa przypominał mieszankę wołowiny oraz jagnięciny.
Komentarze (3)
"Wiedział jednak, że nie mógł nie mógł znów o to zapytać. " - powtórzenie.
"Chłopiec zerknął na komodę, przy której siedziała jego matka. Na jej blacie Emil spodziewał się znaleźć trzy znajome zdjęcia jego dawnego rodzeństwa, lecz ku jego zdziwieniu tego wieczoru pojawiło się czwarte.
Wszystko tego dnia było inne.
Być może miało to związek ze zniknięciem Nadziei. Jej krzesło stało puste, a na jej talerzu znajdowała sie zapalona świeca. Emil nie wiedział dlaczego zniknęła, ale nie był to pierwszy raz, gdy wydarzyło się coś takiego. "
W zasadzie nie trzeba czytać całości, aby czytelnik domyślił się jaki jest kontekst. Fragment, który zacytowałam powyżej również jest bardzo sugestywny (za bardzo), więc mamy wszystko podane na tacy. Czy taki był zamysł?
Owszem, taki był zamysł :]] Dziękuję za wskazanie powtórzenia ^^ Nie zauważyłam go wcześniej.
Rozumiem. Jeśli taki był zamysł, nie mam uwag. Lekkie pióro, dobry klimat, poprawna stylistyka. Może skusisz się na coś dłuższego? Mam tu na myśli powieść o takiej bądź podobnej tematyce :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania