Poprzednie części:  Pokażę wam wszystkim . 1

Pokażę wam wszystkim 3

Mijały dni, tygodnie i miesiące. Tomek zadomowił się w Warszawie. Pracował na Sadybie, dobrze zarabiał, a razem z Piotrkiem w soboty wyskakiwali na imprezy do dyskoteki czy jakiegoś innego lokalu, byleby potańczyć i zarwać jakieś „cizie”, jak mówili o dziewczynach.

Ewelina i Ada dawno poszły w zapomnienie, ale co rusz spotykali się z jakimiś chętnymi i do tańca, i do różańca. Nie tęsknił za domem rodzinnym, nie miał kontaktu ani z rodzicami, ani z rodzeństwem.

Przypadek sprawił, że w Centrum wpadł na Janka. Ucieszyli się na swój widok i Tomek zaprosił przyjaciela na kawę, żeby przy okazji pogadać.

Kiedy już siedzieli przy kawiarnianym stoliku, a przed nimi stały filiżanki z parującą kawą, Tomek zapytał, co Janek robi w Warszawie.

– A wiesz, przyjechałem do ciotki. A ty co? Wcale się nie pokazujesz we wsi.

– Pracuję tu i mieszkam – odpowiedział. – A nie wiesz, co tam u moich?

– Wiem, a ty nie? Nikt cię nie zawiadomił? – Janek był zdziwiony.

– O czym niby?

– A o tym, że twoi starzy gospodarkę sprzedają. Mają sobie kupić coś na obrzeżach miasteczka, tak mówiła mi moja matka. Jakiś mały domek z ogródkiem czy coś tam.

– Nic nie wiem. Ojciec mnie wyrzucił, bo nie chciałem zostać na gospodarce.

– Ja też bym nie chciał – odpowiedział Janek. – Też szukam czegoś w mieście. A ty co robisz?

– A, na Sadybie znalazłem z ogłoszenia pracę z zamieszkaniem. Wiesz, przy kwiatach, nowalijkach i takie tam.

– A dziewczynę jakąś poznałeś?

– No, stary, co sobota inna. Posuwa się taką i koniec balu. W następną sobotę posuwa się inną.

– Serio? – nie dowierzał Janek.

– No serio. Chodzimy z Piotrkiem na te balety, szef nam furę pożycza i panienki lecą jak ćmy do światła.

– No to fajnie, bo ja cały czas u pana Stasia jestem.

Porozmawiali jeszcze trochę i pożegnali się, nawet nie wymieniając się numerami telefonów. Tomek pokręcił się jeszcze trochę po sklepach, poprzeglądał w szybach wystawowych. Wiedział, że podoba się nie tylko młodym dziewczynom, ale też tym starszym – kobietom, które szukały młodego, przystojnego kochanka.

A on, ze swoją urodą południowca i umiejętnościami w seksie, bardzo się do tego nadawał i korzystał, ile się dało. A jeszcze nie tak dawno był tylko pięknym chłopakiem, który dopiero poznawał życie seksualne.

Nie chciało mu się tak samemu dłużej chodzić, więc wsiadł w autobus i wrócił na Sadybę. Piotrka nie było – wziął sobie dwa dni wolnego, żeby odwiedzić matkę mieszkającą w Skierniewicach. Tomek rzucił się na łóżko, ale nagle ktoś zapukał do drzwi.

– Proszę! – zawołał.

– Cześć – w drzwiach stała Żaneta, pracownica, która zajmowała drugi pokój. – Można? – zapytała.

– Tak, potrzebujesz czegoś?

– Nie, pogadać chciałam. Wiesz, tak pusto jest w tym domu, wszyscy gdzieś się pochowali czy co?

– No to siadaj – klepnął miejsce koło siebie na łóżku.

Niby niechętnie, ale usiadła przy nim, a on nabrał ochoty na wykorzystanie tej sytuacji. Zaczął od pytań o nią, o jej życie.

– Jak ci się tu pracuje? – zapytał.

– Dobrze, tylko tęsknię trochę. Wiesz, ja pochodzę ze wsi na Podlasiu. Niby mieszkam tu w tej Warszawie teraz, ale nikogo nie znam.

– A na tej wsi zostawiłaś kogoś bliskiego?

– No tak, rodziców, brata.

– A chłopaka masz? Też tam został?

– Mam. Przyjechałam do Warszawy, żeby na ślub zarobić – uśmiechnęła się.

– Wiesz, moi rodzice nie są bogaci, a ja mam już dwadzieścia pięć lat. Nie będę czekała, aż mi dadzą pieniądze.

Wyciągnął rękę i pogłaskał ją po twarzy, połaskotał za uszami, dmuchał w puste miejsce na szyi. Śmiała się z tego, a on wziął to za dobry moment do działania. Wstał, żeby zamknąć drzwi na klucz. Spojrzała na niego:

– Co robisz? Po co zamykasz drzwi?

– Żeby nikt nie przeszkadzał – znów usiadł przy niej i położył rękę na odkrytym kolanie.

Całował odchyloną do tyłu szyję, głaskał kolano i powolutku układał ją na łóżku.

– Ładna jesteś – szeptał, choć wcale tak nie myślał, bo ładna nie była, mniej niż przeciętna.

– Tomek, ty chcesz ze mną...

– Tak, Żaneto – przerwał jej. – Chcę z tobą. Chyba już nie jesteś dziewicą?

– Nie jestem, ale mam chłopaka...

– Ale jego nie ma przy tobie, jestem ja – sięgał dłonią coraz wyżej pod jej spódniczkę. – A co tam masz w tych majteczkach? – pytał uwodzicielskim głosem.

– Zajrzyj i zobacz – śmiała się. – Nie gryzie.

Stwierdził, że jest już gotowa i że może ją przelecieć. Teraz akurat tego potrzebował.

Szybko uwolnił się ze spodni i stało się to, co stać się miało. Po wszystkim poprosił, żeby nikomu nie mówiła, ale jak będzie miała ochotę, to niech da mu znać.

– Zmęczony jestem – powiedział to tylko po to, żeby wyszła i zostawiła ga samego. Tak też zrobiła.

Nie czuł do siebie zniesmaczenia. Zaspokajał swoje żądze i tyle – lubił to, co robił z dziewczynami, i nie widział w tym nic złego.

Był jeszcze bardzo młody, a to, że one leciały do niego jak pszczoły do miodu... no cóż, to nie jego wina, że urodził się taki śliczny.

Minęło następne kilka miesięcy. Tomek miał już odłożoną sporą sumę pieniędzy. Postanowił, że jeszcze popracuje przez całe lato, do jesieni, a może nawet do końca roku na Sadybie, ale w międzyczasie będzie szukał czegoś lepszego. Znał się na mechanice pojazdowej i marzył, że kiedyś może uda mu się otworzyć swój warsztat. Tymczasem jednak siedział tutaj, zajmował się roślinami i od czasu do czasu szef dawał mu jakieś auta do przeglądu .

Któregoś pięknego czerwcowego dnia, słońce pięknie świeciło i mocno przygrzewało. Wyszedł na dwór w samych spodenkach. Zobaczył pod domem szefa piękne auto, z którego wysiadała bardzo elegancka kobieta. Dostrzegła go, pomachała ręką, żeby poczekał, i zaczęła iść w jego stronę. Kiedy podeszła już bardzo blisko, omiotła wzrokiem jego nienaganną sylwetkę. Ciało miał opalone jak u Mulata. Przyglądała mu się intensywnie.

– Jak masz na imię? – zapytała.

– Tomek. A co? – odpowiedział, patrząc jej bezczelnie w oczy.

– Bo mi się podobasz – przejechała palcem po jego torsie. – Ładny jesteś. A ile masz lat?

– A na ile wyglądam? – wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Na tyle, że mogłabym ci zaoferować coś lepszego – mówiła z zalotnym uśmiechem.

– To znaczy co lepszego?

– Lubisz być kochany?

– To zależy, kto ma mnie kochać – nie spuszczał z niej swojego bezczelnego wzroku, a w oczach pojawiły się jego słynne kurwiki.

– Proszę – wyjęła z torebki wizytówkę i podała mu ją. – Przyjedź pod ten adres, ale przedtem zadzwoń. Nie pożałujesz.

Odwróciła się i odeszła w stronę domu szefa, kręcąc zalotnie pośladkami. Tomek powiedział o niej i o tej rozmowie Piotrkowi, a ten zaczął się śmiać.

– Lolita, tak każe do siebie mówić. Bardzo bogata, podobno wdowa po amerykańskim generale, ale kto ją tam wie – powiedział. – Lubi młodych. Jak ją będziesz porządnie... no, wiesz co... to będzie ci jak w niebie.

– A ty co? Ruchałeś ją, że wiesz? – zdziwił się Tomek.

– Zdarzyło mi się. Jest wymagająca, lubi długo i ostro. Ja nie wytrzymałem tempa i uciekłem. Wróciłem do szefa.

– To szef wiedział?

– Pewnie że tak, on też ją dmucha.

– No to się przekonam – Tomek klepnął się rękami po biodrach. – A ile ona ma lat?

– Nieważne, ile ma lat – skrzywił się Piotrek. – Ciało perfekcyjne, z ryja nie najgorsza, a między nogami to ciasno jak u dziewicy.

Byli tacy prości w tej rozmowie, obgadywali ją bez skrupułów. Piotrek mówił, co ona lubi i co preferuje.

– Ale za tym stoi dobra kasa. Jak nie będziesz głupi, to w ciągu roku ustawi cię tak, że głowa mała.

Tomek już nic nie odpowiedział. Wyszedł przed dom i usiadł na schodku, myśląc o propozycji tej kobiety. W końcu postanowił, że ją przyjmie. „Jak mi się nie spodoba, to wrócę do szefa” – powiedział do siebie i z tym postanowieniem wrócił do pokoju.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Barmaria

    Witaj oczywiście *****

  • Grażyna

    Witaj . Dziękuję i pozdrawiam .

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania