pospółka kobieta z miseczką
w nieprzewidywalny czerwiec
przy drugim spotkaniu powiedziałem
że jeżeli nie zechce zostać moją żoną
co godzinę mam pociąg powrotny
wsiadłem w poranny po słowie
na ścieżce z pokruszonych skał
z początkiem opływania w życie
kiedy wróciłem po raz ostatni
niedojedzony w szpitalu czekała
głębsza niż oczekiwanie na deszcz
bliższa trudnej powtarzalnej prawdy
i zapłakała miłością urywaną
jak jedyny ważny bilet
Następne części: Pospółka Pospółka, sedno obiecane
Komentarze (7)
Są uczucia to pewne.
Czy można by to było napisać lepiej? Chyba nie technika jest tu ważna.
Bo czy życie dałoby się przeżyć lepiej, inaczej?
Piękny wiersz, i pięknie, że o tym piszesz.
"Na ścieżce z pokruszonych skał" - to pewnie na ścieżce z wysypanym tłuczniem, czyli na torze.
No. Ładnie. Aż by się chciało mieć żonę, jak tak piszesz. Bo wychodzi, że warto. Jeszcze jak.
Wczoraj z wróciła z grzecznościowego objazdu rodziny, mówię żaba nogi coś ci wybujały poza biodra na diecie u mamy
Dla mnie SUPER. 5 !
Jeśli nie chce mi się analizować słów, przekładać i poprawiać (choć wiem, że gdzieniegdzie bym wygładziła), bo po prostu widzę tu miłość....znaczy, że wszystko jest ja swoim miejscu.
W tym wierszu jest to, czego w Twoich innych, czasem bez powodzenia, szukam- czyste emocje. A ich czytelność naprawdę
nie jest wadą...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania