Poprzednie częściPostal

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Postal 2

Gołdap, 2003

- Nieeee chcę brokułóóóów! Dawaaaaaj chiiiiiipsy!- płakał syn państwa Jackowskich.

- Nie ma żadnych chipsów, żryj obiad i bez gadania! - uciął jego ojciec, po czym wrócił do czytania gazety.

- Nieeeeeeeeeeeeeeeee! Ja chcę chiiiiiiiiiiiiiiiiipsyyy!

- Mariola! Dzwoń po tego kominiarza.

Godzinę później w mieszkaniu pojawił się Jerzy Zajdel w przebraniu kominiarza. 22 - latek wytarł buty z sadzy i rozejrzał się po przedpokoju.

- Dzień dobry. W czym leży państwa problem? - spytał, poprawiając cylinder.

- Gówniarz nie chce żreć. Podobno może pan na to coś poradzić?

- Jasne. Przyprowadźcie go.

- Piotruś! - zawołał Jackowski - Chodź tutaj!

Gdy Piotruś przyszedł do przedpokoju, Zajdel zaczął go straszyć minami. Przerażone dziecko uciekło.

- No to teraz zapłata.

- Co?

- Dawaj kasę, Jackowski.

- Nie?

Zajdel wyjął spod płaszcza toporek i wbił go mężczyźnie w głowę. Żona z piskiem rzuciła się do ucieczki, jednak Zajdel zabił ją celny ciosem w plecy. Po dokonanej masakrze wyszedł z mieszkania.

Na klatce spotkał dwóch lokalnych gangsterów - Kiełbasę i Miśka. Pierwszy był chudym okularnikiem po trzydziestce o wiecznie zezłoszczonym wyrazie twarzy, drugi otyły, z ogromnymi bicepsami i tatuażem na karku.

- E, piękniś! - zawołał Misiek. - Znasz Jackowskich?

- Tak. Właśnie ich zapierdoliłem.

- Oooo, stary... - Kiełbasa spojrzał ze wściekłością. - Jackowski wisiał nam dziesięć kafli za ochronę.

- No to masz pecha.

- Nie. To ty masz pecha. A wiesz dlaczego? Bo teraz ty musisz mi oddać ten szmal.

- A jak powiem, że mam cię w dupie, pinglarzu?

- Wtedy Misiek przetrąci ci kark - Kiełbasa spojrzał na grubego mężczyznę, który uśmiechnął się i strzelił knykciami. - Nadal jesteś taki cwany, pendejo?

- Aaaa... pies to jebał - Zajdel odwrócił się, ale Kiełbasa chwycił go za ramię.

- Do piątku. Inaczej. Krrr krrr - Kiełbasa przekrzywił głowę, udając łamanie karku.

- Ta... rozumiem.

Zajdel wrócił do przyczepy kempingowej, gdzie mieszkał wraz ze swoja narzeczoną Olą. Nie miał teraz najmniejszej ochoty z nią rozmawiać, bo i o czym? O nowym filmie z DiCaprio? Poza tym chciał się położyć i przemyśleć sprawę z gangusami. Otwierając białe drzwiczki spostrzegł, że Ola ogląda teleturniej w telewizji.

- Dzień dobry, witam bardzo serdecznie - powiedział prowadzący. - Krótka historyjka na początek. Co tak liczysz, dziadku? – pyta wnuk. A dziadek na to - Świat się zmienia .Dziesięć przykazań ma tylko 50 słów, a dyrektywa Unii Europejskiej w sprawie produkcji dżemu – kilkadziesiąt tysięcy…

Ola zaśmiała się, podobnie jak ludzie na widowni w studiu.

- No dobrze, zacznijmy od naszego pierwszego kandydata. Proszę powiedzieć, jak pan się nazywa, czym się zajmuje, ile ma lat...

- Nazywam się Adam, mam 22 lata, pracuję jako specjalista IT w firmie Microsoft, od trzech lat...

- Dobra, zamknij mordę.Gówno nas obchodzi co od trzech lat. Pytanie pierwsze. Ile razy RFN została mistrzem świata w piłce nożnej?

- Tyle, ile razy twoja dupa spuszcza ci się na mordę podczas bzykania oralnego.

- Słyszeliście, państwo? - zaśmiał się prowadzący. - Nie, a teraz na serio. Spierdalaj ze studia. Następny!

Zajdel zdjął buty i podszedł do Oli.

- Cześć, kurwo - powiedział, tarmosząc jej brązowe włosy.

- Pewnie znowu byłeś na dziwkach? - Ola wyłączyła telewizor.

- Mylisz się, moja droga. Byłem w robocie.

- Ruchanie kurew nazywasz robotą?

- A co innego mi zostało? Posuwanie brzydkiej idiotki z małymi cycami? Wybacz, to nie dla mnie.

- Jurek, kochałam cię, ale stałeś się skurwysynem.

- I vice versa. A teraz z łaski swojej stul pysk i daj mi odpocząć.

- Ale za zaraz miały przyjść Dorota i Beata...

- Co takiego?

Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Zajdel otworzył.

- Cześć - uśmiechnęła się Dorota. - Beatka jest chora. A Ola? Jest w domu?

- Podejdź bliżej.

Zajdel odgryzł Dorocie kawałek piersi. Przymknął oko, gdy trysnęła na niego krew. Spanikowana kobieta rzuciła się do ucieczki.

- Mmmm - oblizał się. - Ludzkie mięso. Tak samo smaczne jak wołowina, a może nawet trochę lepsze.

Zajdel postanowił się trochę rozerwać i pójść do francuskiej restauracji w centrum. Znał się z tamtejszym kierownikiem, Ludwigiem, a historia ich poznania była dość ciekawa. Otóż pewnego razu Zajdel był głodny i przechodząc obok restauracji postanowił ukraść z niej trochę sera camembert. Ludwig przyłapał go i obiecał, że nie wezwie policji pod warunkiem, że pokroi piłą łańcuchową okolicznych dresiarzy, którzy regularnie pisali na murach restauracji rzeczy typu HWDP i JEBAĆ LEGIĘ. Zajdel wywiązał się z zadania o od tej pory byli przyjaciółmi.

Idąc nieopodal ronda, minął swojego kumpla Mela Gibsona, ładującego pudła z klockami lego do ciężarówki.

- Cześć, Mel!

- Cześć, Beksa.

Beksa to pseudonim Zajdla - był tak nazywany, ponieważ płakał nad ciałem swojej pierwszej ofiary, Kasi Mróz.

- Co u ciebie, Mel?

- Nie widzisz? Pakuję te jebane pudła.

- Dobra, to cześć.

Zajdel z daleka spostrzegł charakterystyczną kamieniczkę w stylu romańskim. Wszedł do środka i przywitał się z Ludwigiem, ubrudzonym od sosu.

- Hej, Ludwig.

- Bonjour, monsieur.

- Kawę i croissanta poproszę.

- Wybacz, restauracja jest nieczynna. Nagła sytuacja.

- O co chodzi?

- Mam problem z Jean - Pierrem. Jest jakiś dziwny, odkąd wczoraj ugryzł go jeden bezdomny i...

Wtem zza zaplecza wybiegł Jean - Pierre, przemieniony w zombie. Zajdel wrzasnął z przerażenia i rzucił się do ucieczki. Jean - Pierre chwycił Ludwiga i złamał mu czaszkę. Zombie wybiegł na zewnątrz, próbując pożreć Zajdla, jednak powstrzymał go Mel z siekierą.

- Co ty wyprawiasz? Przecież to Jean - Pierre! - powiedział przerażony Zajdel, patrząc, jak Mel zadaje kolejne ciosy.

- To nie był żaden Francuzik, tylko pieprzony zombie! A teraz spierdalaj stąd!

- Dobra!

Kilka dni później

Zajdel wciąż miał w pamięci incydent z zombie. Ale myślał o czymś zupełnie innym - dzisiaj miał zapłacić Kiełbasie szmal. Oczywiście, nie zamierzał nikomu niczego płacić. Uśmiechnął się pod nosem, planując już gangsterom z dupy jesień średniowiecza.

Spotkanie miało odbyć się w starej parowozowni. O umówionej godzinie przyjechali tam luksusowymi audi Kiełbasa oraz Misiek z ochroniarzami.

- No? I co? - zawołał Kiełbasa. - Pokaż się, Zajdel!

Nagle usłyszał jakiś hałas dochodzący z oddali. Powoli robił się coraz głośniejszy.

- Zaraz... co je... o kurwa!!!

Kiełbasa zobaczył gigantycznego, srebrnego tira, za którego kierownicą siedziała znajoma twarz. Zajdel wjechał w nich, zabijając na miejscu.

- Macie to, na co zasłużyliście! Hehehe!- krzyknął.

Średnia ocena: 1.8  Głosów: 17

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Angela 4 miesiące temu
    Znowu to samo, niczym nieuzasadniona przemic - zalecana wizyta u psychiatry, w trybie pilnym.
    Bez oceny.
  • DEMONul1234 4 miesiące temu
    Niczego nie obiecuję, ale może...MOŻE wieczorkiem napiszę swoją tego wersję, ale tylko może...^^
  • Morus 4 miesiące temu
    Strasznie brutalny tekst.
  • DEMONul1234 4 miesiące temu
    Panie Tomaszu, mam pozwolenie na napisanie wersji alternatywnej?
  • Targówek 4 miesiące temu
    Tak.
  • maciekzolnowski 3 miesiące temu
    No i co? Napisał? Można gdzieś zobaczyć, przeczytać znaczy...
    Fajnie piszesz, Targówek. Płynnie i potoczyście, rzecz jest wartka niczym górski potok, a że jest krew, no trudno. Widocznie musi być. Zdrówko!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania