Przyjaciele i burza

W odległej krainie żyli dwaj przyjaciele. Mieszkali w sąsiadujących ze sobą drewnianych chatach, jednak zwykle spędzali czas razem ciesząc się swoim towarzystwem, rozmawiając albo pielęgnując warzywa we wspólnym ogródku. Pewnego razu, gdy grali w karty dostrzegli, że za oknem nagle rozpętała się gwałtowna burza. W tamtych stronach znaczniejsze załamania pogody praktycznie się nie zdarzają, więc nikt się ich nie spodziewa. Jeden z nich zerwał się od stołu i chciał pobiec, by spróbować ratować warzywa:

 

–Stracimy nasz ogródek! - wołał struchlały, lecz sąsiad odciągnął go od drzwi, tłumacząc:

– Teraz i tak nic nie poradzisz; jeszcze piorun w ciebie trafi albo gałąź uderzy cię w głowę; przeczekamy to, a może nie będzie tak źle?

 

Wtedy niechętnie odpuścił.

 

Pojawiła się propozycja, by wrócić do gry w karty, ale szybko upadła:

 

– Chyba zwariowałeś... Jestem zbyt przejęty... Burza niszczy nasz ogródek! Dlaczego błyskawice są tak piękne i niszczycielskie? Dlaczego to się dzieje?

– Na takie pytania nie ma dobrej odpowiedzi.

– Musi być jakaś Prawda!

– Jest wiele prawd, każdy ma swoją.

– Jest wiele opinii, ale nie wszystkie są tak samo prawdziwe.

– Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia; to, co nazywasz "Prawdą" zależy od czyjegoś sposoby bycia, wychowania, wyznawanych zasad, kodu kulturowego... Prawdą jest to, czego kogoś nauczono i w co on chciał uwierzyć.

– Nie sądzę. Gdybyś na przykład pojechał do kraju, gdzie panuje kultura inna od naszej i tam ktoś by cię pobił, bo jego obyczaje dopuszczają przemoc, to uważasz, że postąpiłby słusznie i zgodnie z Prawdą? Nie miałbyś o to do niego żadnych pretensji? Zresztą nawet fakt, że teraz rozmawiamy i to, że próbujesz mi udowodnić, że się mylę, pokazuje, że tak do końca nie wątpisz w Prawdę...

 

Dyskusję przerwały wciąż przybierające na sile uderzenia piorunów. W pewnej chwili dało się słyszeć wyjątkowo silne i bliskie uderzenie:

-– Chyba walnęło w moje drzewo!

 

Niedługo potem burza minęła, a po chwili ukazały się nawet nieśmiałe przebłyski słońca. Wybiegli z chaty, by zobaczyć, jak wygląda sytuacja po nawałnicy. Czuli silny zapach napęczniałej od deszczu gleby. Okazało się, że drzewo - trafiony przez piorun klon, o który się tak bardzo bali, dalej stoi, ale pojawiła się na nim długa, czarna krecha. Kiedy dotarli do ogródka warzywnego, osłupieli - wszystkie grządki stały się ponurym i mokrym pobojowiskiem. Byli bliscy rozpaczy, lecz pocieszyła ich myśl o przyszłości:

– Następnym razem zasadzi się wszystko pod mocną folią albo w szklarni.

Średnia ocena: 3.9  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze

  • Morus 4 miesiące temu
    Bardzo mi się podoba to opowiadanie. W lekki sposób przedstawiłeś ważny problem filozoficzny.
  • wicus 4 miesiące temu
    Dziękuję za miły komentarz i życzliwą ocenę!
  • Morus 4 miesiące temu
    Ode mnie leci piątka.
  • Pan Buczybór 4 miesiące temu
    Mogło być dość ciekawe, ale za bardzo poszło w stronę filozoficzno-moralizatorskiej ckliwości. Mocno średnie
  • wicus 4 miesiące temu
    Dziękuję za szczerą opinię!
  • jakubvzc 4 miesiące temu
    Fajne rozważania. W zwykłą sytuacją fajnie umiejscowiłeś wątek filozoficzny. Daję 5. Pozdrawiam!
  • wicus 4 miesiące temu
    Dziękuję i też pozdrawiam!
  • Marek Adam Grabowski 4 miesiące temu
    Ciekawe, chociaż (mimo wątku filozoficznego) proste opowiadanie. .
  • wicus 4 miesiące temu
    Dziękuję za miły komentarz!
  • befana_di_campi 4 miesiące temu
    Szkoda, że nie mieli gromnicy, wówczas by uratowali swoje grządki :)

    Serdecznie :)
  • wicus 4 miesiące temu
    Z pewnością. :) Dziękuję za to przypomnienie! :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania