Poprzednie częściPrzystanek autobusowy

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Przystanek autobusowy cz.3

SPOTKANIE

- Podwieźć Cię? - spytał swoim nie naturalnym głosem, chcąc brzmieć jak człowiek pewny siebie ale uprzejmy.

Był zadowolony z tego jak wybrzmiał jego głos.

- Może... - rzuciła jakby od niechcenia.

Czuł rozczarowanie, może wręcz gniew. Jej reakcja nie była adekwatna do wysiłku, jaki włożył w to, aby jego pierwsze słowo brzmiało miło i dosadnie. Wcześniej planował krótką ale sympatyczną i zapoznawczą wymianę zdań dzięki, której oboje mogliby poczuć się komfortowo w swojej obecności, lecz po jej lekceważącej reakcji czuł się, że dziewczyna nie podchodzi wystarczająco poważnie do sytuacji.

- Daleko mieszkasz? - zapytał, starając się już znacznie mniej, z czego był odrobinę dumny.

Nie zauważył u niej jednak żadnej reakcji, pomyślał, że ta noc wymyka mu się. Zaczął szybko kombinować jak uratować sytuacje.

- No dalej, nie gryzę - powiedział, miłym i spokojnym głosem, z uśmiechem, starając się wręcz żeby zabrzmiało to jak żart. Miał wrażenie jakby był w szkole i każdego jego słowo musiało być idealnie wypowiedziane, aby zostało zaakceptowane. Nie miał pojęcia jednak jak mu poszło i obawiał się, że jego rozmówczyni już się zaczęła czegoś domyślać. Zastanawiał się jednak, czy to nie wynika przypadkiem z jego niskiej samooceny.

- Kawałek stąd - dziewczyna wymruczała pod nosem.

- No to wsiadaj - odparł jakby automatycznie.

Otworzył jej drzwi. Dziewczyna chwilę stała bez ruchu, ale nie trwało to długo, zanim podeszła do auta. Dopiero, gdy światło z wnętrza samochodu oświetliło jej twarz ,tak na prawdę ją zobaczył. Pierwszy raz z tak bliska, nie na zdjęciu, nie przez lornetkę. Twarzą w twarz.

To ponownie wywołało w nim wybuch emocji, tym razem jednak nie był sam, więc musiał się bardziej kontrolować, ugasił je w zarodku. Uśmiechnął się do Pauliny. Wyszło mu to naturalnie, lekki, nie wymuszony uśmiech, może dlatego, że go wcześniej nie planował. Dziewczyna odwzajemniła uśmiech po czym wsiadła na fotel pasażera. Jednak zrobiła to powoli i zapobiegawczo.

Marek chciał już wrzucić bieg kiedy usłyszał aksamitny głos dziewczyny.

- Paulina - powiedziała, Markowi jednak to bardziej przypomniało szepczący śpiew. Trzyma w jego kierunku wyciągniętą rękę.

- Marek - odparł po czym uścisnął jej rękę.

Paulina uścisnęła jego ..Jej dłoń była delikatna i chłodna, o subtelnym dotyku i niemal aksamitnej skórze. Marek wyczuł pod swoimi palcami delikatne drżenie — jakby dziewczyna była równie napięta jak on, choć starała się to ukryć. Dotyk, choć trwał ledwie chwilę, rozlał się po jego ciele niczym fala.

Wewnątrz zrobiło się jasno i miękko, jakby w jednym momencie wszystkie dotąd przytłumione emocje wydostały się na powierzchnię. Nie pamiętał, kiedy ostatnio dotykał kogoś w tak prosty, czysty sposób.

Nie pamiętał nawet, czy kiedykolwiek coś takiego czuł. Jej dłoń wydała mu się czymś niezwykle cennym, niemal nierealnym — drobnym, pulsującym kawałkiem świata, który go dotąd omijał. Świata, do którego nigdy nie potrafił należeć. Trzymał jej dłoń niczym skarb, którego nie chciał wypuścić, aby nie stracić tego uczucia, ale Paulina puściła jego rękę — Marek gdy się tylko zorientował zrobił to samo — a rzeczywistość wróciła z cichym trzaskiem. Marek poczuł, jak uśmiech niezdarnie zastyga mu na twarzy.

Znowu był tylko sobą — szarpanym emocjami, niemogący znaleźć spokoju czy choćby ukojenia, znów był w tej ciasnej przestrzeni auta.

Ale przez ten krótki moment, przez dotyk drobnej dłoni, uwierzył, że mógłby być kimś innym.

Paulina wsunęła się bardziej na siedzenie i zapięła pasy. Metaliczny klik rozległ się w ciszy.

Podróż samochodem

Marek ruszył powoli. Jechali bez słowa.. Mężczyźnie jednak trudno było znieść atmosferę panującą w samochodzie. Włączył radio i puścił jeden ze swoich ulubionych utworów. W głośnikach po chwili wybrzmiał lekko melancholijny utwór w języku angielskim. Paulina go nie znała. Brzmienie muzyki wprawiło go w przyjemny stan, prawie całkiem zapomniał o pasażerce, jego ciało niemal samoistnie zaczęło się delikatnie poruszać w rytm a umysł znalazł się w przyjemnym odległym od rzeczywistości miejscu. Wyobrażał sobie sytuacje, które nie miały miejsca, ale w których był kimś kogo sam by podziwiał, człowiekiem pewnym swego i mocno stąpającym po ziemi. Jego wyidealizowane alter ego przeżywało różne sytuacje jedna po drugiej, z każdej wychodząc możliwie najlepiej, a czasem nawet niemożliwie, ale sens nie miał w tym momencie znaczenia, był to swego rodzaju sen na jawie.

Utwór się skończył a razem z nim krótkie idealne życie.

- Dobrze jedziemy? - spytał, ze spokojem w głosie, sam starając się zapanować na emocjami.

- No tak, nie ma tu za bardzo innego wyboru. Cały czas prosto. - zaśmiała się dziewczyna

- No rzeczywiście - odwzajemnił uśmiech. Jednak w rzeczywistości poczuł zakłopotanie.

-To wiocha, nic tu nie ma nikt tu nie zagląda, Ty się w ogóle tu wziąłeś? Nie jesteś chyba z okolicy..tutaj wszyscy się znają.

Marek przez chwilę się zawahał, poczuł się odpytywany, była to reakcja automatyczna, jednak po chwili dotarło do niego, że to było częścią normalnej rozmowy. Chyba...

- Postanowiłem, trochę pojeździć bez celu, żeby się zrelaksować, uspokoić głowę

- i skąd tak zajechałeś?

-No z sąsiedniego województwa, nie powiem, nie spodziewałem się, że wyjdzie z tego aż tak długa przejażdżka - zastanawiał się czy jego kłamstwo brzmiało wiarygodnie.

Niemal zapomniał o celu podróży, o tym co ma się wkrótce wydarzyć. Zdał sobie sprawę, że powinien zacząć planować następne kroki, chciał aby wszystko poszło bez problemowo. W głowie rozpoczął planowanie, ale szybko przerwał mu głos dziewczyny.

- No to zakładam, że jesteś tu pierwszy raz, raczej nikt nie odwiedza takiej dziury. No to tak, nic się tu nie dzieje, nie ma żadnych atrakcji i w połowie okolicy nie ma zasięgu. Także żyć nie umierać. - powiedziała z przekąsem.

- To rzeczywiście chyba mało atrakcji dla dziewczyny w Twoim wieku.

- No w tygodniu to nuda totalna, w weekendy zazwyczaj odwiedzam koleżankę, u niej w mieście jest co robić. Ewentualnie jakiś wypad dalej ze znajomymi, ale to rzadko.

Paulina spojrzała na radio, właśnie się zorientowała, że muzyka zaczęła ją drażnić, a może drażniła już od dłuższego momentu tylko nie zdawała sobie z tego sprawy, zbytnio przejęta rozmową z nowo poznanym w zasadzie nieznajomym.

- Mogę wyłączyć radio?

Marek spojrzał zaskoczony na Paulinę. A gdy ta sięgnęła do radia, odprowadził wzrokiem jej rękę. Zapadła cisza, zrobiło się spokojniej, słychać było tylko szum kół podążających po mokrej nawierzchni.

- Wiesz co? To był chyba nawet dobry pomysł - stwierdził mężczyzna.

Dziewczyna uśmiechnęła się do niego.

Oboje odetchnęli z ulgą, poczuli się bardziej zrelaksowani, widzieli też to po sobie na wzajem, ale żadne z nich nie postanowiło tego komentować.

- Skąd się tu wzięłaś? Obstawiałbym, że przegapiłaś ostatni autobus, skoro siedziałaś na przystanku, ale może to zbyt oczywisty scenariusz.

- W ogóle, nie uwierzysz. Słuchaj tego.

No nie uwierzy.

Paulina wzięła głęboki oddech, niczym nastolatka szykująca się do opowiedzenia bardzo ciekawej i szokującej historii, którą musi jak najszybciej z siebie wydusić.

- Byłam u koleżanki na imprezie. Wszystko fajnie...

Mówiła zdecydowanie za szybko, jednak Marek zauważył - chyba słusznie - że dziewczyna dopiero teraz się rozluźniła. Postanowił pozwolić jej mówić i nie przerywać.

-...impreza była spoko. W pewnym momencie wszyscy zaczęli się już zbierać, ja też. No i wiedziałam dokładnie o której mam autobus. Wiedziałam, że to ostatni, więc cały czas kontrolowałam czas, patrzyłam na zegarek, no mówię Ci non stop. - Paulina wzięła oddech - Z resztą tym autobusem przyjechałam do tej koleżanki, to jest w ogóle moja dobra koleżanka znamy się od podstawówki, no ale nie ważne. Kiedy już wychodziłam, a wcześniej rodzice jej, w sensie tej koleżanki pytali się mnie czy mnie podwieźć i to z 5 razy, ale ja nie chciałam robić kłopotu bo oni jechali w drugą stronę, no a wiedziałam o której mam autobus i wiedziałam ile mam czasu i jeszcze specjalnie chciałam być wcześniej, żeby na pewno zdążyć.

Marek starał się nadążać, poczuł lekki ucisk z tyłu głowy.

- No więc pożegnałam się i wyszłam i pamiętam, że wtedy jeszcze miałam dużo czasu. Markowi wydawało się, że przyśpieszyła jeszcze bardziej, chociaż wcześniej nie sądził, że jest to możliwe.

-Nie pamiętam ile dokładnie, ale na pewno miałam duży zapas. Wtedy chyba spojrzałam na telefon czy coś. A mówiłam Ci, że tu nie ma zasięgu?

Marek zaczął się zastanawiać czy mówiła

- No chyba mówiłam - kontynuowała, zanim sobie przypomniał - z resztą nie ważne. No nie ma. Ale wolałam się upewnić. I wtedy, a już odeszłam spory kawałek od domu, szłam no z 5 minut, może dziesięć. Ogólnie już prawie było totalnie ciemno, bo nie wiem czy zauważyłeś ale tam była taka droga, że od tego domu do przystanku to jest praktycznie totalna ciemność.

Zauważył.

- No i słuchaj - w tym momencie Paulina spojrzała się na niego. Po czym się zaśmiała - Sorry, że ja tak szybko mówię i chaotycznie, ale jak chce coś opowiedzieć to zawsze tak mam.

- Nie ma proble...

- Mój tata mówi, że ciężko mu się mnie słucha jak się czymś ekscytuje, bo wszystkie słowa mu się sklejają w całość. I mnie nazywa karabinkiem. Jak zaczynam coś mówić co chce szybko powiedzieć to on „Oo o karabinek!”. I się oboje śmiejemy, ale ja wtedy staram się trochę zwolnić, o czym znowu oczywiście po 5 minutach zapominam, haha.

-To dobre, karabinek - zaśmiał się.

-No. Haha.

Marka ta historia faktycznie rozbawiła. Pomyślał również, że to fajne mieć takie relacje z ojcem i śmiać się, ze swoich cech. Sam nigdy tego nie odczuł. Był rozbawiony tą anegdotą, ale gdzieś z tyłu głowy poczuł tęsknotę za tym czego nigdy nie miał. Usłyszał jak Paulina bierze wdech.

-No i w tym momencie, zgadnij co się wydarzyło.

Nie próbował. Wiedział, że i tak nie zdąży. Karabinek został już odpalony, a ona wcale nie czekała na odpowiedź. Z resztą i tak wiedział co się wydarzyło.

Zobaczyłam w lesie jakieś światło! - powiedziała, pragnąc podzielić się ekscytacją.

- To światło się poruszało. Nie wiem co to było chyba ktoś tam chodził. Chociaż nie wiem co miałby ktoś robić w nocy w lesie. Trochę mnie to przestraszyło - tutaj zrobiła pauzę. Chyba zaczęła wspominać tamtejsze wydarzenie.

- Wcale Ci się nie dziwie. Jakby nie patrzeć byłaś zupełnie sama. Myślisz, że ktoś chodził po lesie? Może to były oczy jakiegoś zwierzęcia?

- Jakie oczy? To była latarka! Sto procent! - uniosła głos, próbując dać do zrozumienia, że jest pewna tego co mówi.

- Ok, ok. Tylko się zastanawiam czy jest jakieś inne wytłumaczenie, no ale skoro jesteś pewna, no to chyba ktoś tam musiał być.

- Jestem pewna. Wiem co widziałam.

- Ciekawe kto to był i co tam robił - było to istotnie niezmiernie ciekawe - No i co było dalej? Dowiedziałaś się co to było?

- No właśnie nie. Bo patrzyłam i obserwowałam to światło. Swoją drogą bardzo dziwnie się poruszało. Jeszcze bardziej mnie to przestraszyło. Tak, nie jak człowiek idący z latarką tylko tak dziwnie. Raz wyżej raz niżej. Raz w jedną stronę raz w drugą. Nie wiem, to było dziwne.

Marek przypomniał sobie jak szukał tego cholernego drzewa i jak zasłaniał telefon ręką. Jak się teraz okazało dosyć nieudolnie.

- Może jakiś pijak?

- No może, ale pijak w lesie?

- Nie wiem, zgaduje.

- Nie chce tutaj wyjść na jakąś fanatyczkę dziwnych teorii, ale miałam momentami wrażenie , że to nie był człowiek. Z resztą nie ważne, i tak się nie dowiem bo w pewnym momencie pojawiły się inne światła. Z zupełnie innego kierunku. Zgadnij jakie.

- Na pewno to nie były światła ostatniego odjeżdżającego autobusu, na który właśnie nie zdążyłaś.

Paulina spojrzała się na Marka z pogardą

-Na pewno - odpowiedziała bez emocji - nie trudno było zgadnąć co?

- Nie za bardzo.

Paulina odetchnęła głębiej. Opowiedzenie tej historii sprawiło, że zrzuciła z siebie pewien ciężar. Ciężar spierniczenia tak prostej sprawy jak zdążenie na autobus.

- W lewo czy w prawo?

- Co? - odpowiedziała zamyślona.

- Gdzie mam skręcić? - powiedział już znacznie głośniej, lekko zirytowany, że musiał znacznie zwolnić, a przecież zapytał specjalnie wcześniej.

Paulina wychyliła się do przodu w fotelu, aby zobaczyć co się przed nimi znajduje. Jej oczom ukazał się las, droga prowadziła w prawo oraz lewo, poznała to miejsce, bez wachania powiedziała w lewo; Marek wykonał szybki skręt w lewo.

Paulina spojrzała nagle w prawo wyglądając czegoś za oknem. Nie przyciągnęło to jednak uwagi Marka.

- O Jezu

- Coś się stało?

- Nie, tylko minęliśmy taki opuszczony od dawna dom. Trochę źle mi się kojarzy

- Dlaczego? Coś się w nim stało?

- No i tak i nie.

- Ok - wyczuł, że Paulina nie jest pewna czy chce o tym mówić.

- No bo... - zaczęła po czym przerwała.

- Nie chcesz to nie musisz o tym mówić. Chociaż nie powiem zaciekawiłaś mnie.

- No tak, jak chcesz to nie mów, ale weź powiedz.

- Hehe, no nie musisz mówić, ale z chęcią posłucham jakbyś się zdecydowała.

Paulina spojrzała na Marka jakby z politowaniem. Teraz jeszcze bardziej nie wiedziała czy chce powiedzieć czy nie.

Wzięła głęboki oddech, Marek wyczuł, że będzie to dłuższa historia, przygotował się na wysłuchanie jej, nie będzie przerywał, ani zadawał pytań, tylko prowadzenie samochodu w nocy i ciekawa historia. Czuł, że to będzie przyjemna chwila. Nie wiedział wtedy jeszcze jak bardzo się mylił.

- To bylo 2 lata temu, miałam wtedy 13 lat. Jeden kolega obejrzał wtedy jakiś horror gdzie, grupa nastolatków poszła do opuszczonego domu, który okazał się nawiedzony. No i wpadł na to żebyśmy całą paczką poszli do takiej starej rudery co stoi od nie-wiadomo jak dawna opuszczona, oczywiście w nocy. Ja na początku nie chciałam, bo nie wiedziałam co mielibyśmy tam niby robić, no i trochę się bałam. Znajomi jednak mówili, że będziemy sobie opowiadać straszne historie i będzie fajnie. No krótko mówiąc dałam się namówić.

Marek przez cały czas uważnie słuchał, ilustrując sobie opowiadane wydarzenia.

- w Piątek wieczorem wszyscy mieli się spotkać przy sklepie, to było takie popularne miejsce spotkań. Rodzicom powiedziałam, że idę nocować do koleżanki i rzeczywiście później miałam u niej nocować, ale o opuszczonym domu rodzice nic nie wiedzieli.

- Nie puścili by Cię? - wtrącił Marek

- W życiu! Od razu to wiedziałam, dlatego skłamałam, znaczy w zasadzie nie skłamałam, tylko nie powiedziałam całej prawdy.

- No tak. Kłamstwo, które nie jest do końca kłamstwem jakoś łatwiej przychodzi

- Co?

-Nic, nie ważne. Mów dalej.

- No więc. Spotkaliśmy się, poprosiliśmy takiego jednego pijaczka, żeby nam kupił alkohol i ruszyliśmy do tego domu.

-No tak jakoś się spodziewałem, że będzie w tej historii alkohol kupowany przez nieletnich - zaśmiał się Marek.

- Oj, to tak tylko, żeby lepiej się wczuć w klimat.

- Nie no spoko, tylko się śmieje.

- No ale słuchaj. Poszliśmy do tego domu, chłopaki po drodze oczywiście gadali między sobą o horrorach i próbowali nas nastraszyć a my się z nich śmiałyśmy. Ogólnie wszyscy byli podekscytowani, bo jak już Ci wcześniej mówiłam nic tu się raczej nie dzieje, dlatego sami sobie musimy wymyślać zajęcie.

Nie którzy byli wcześniej w tym domu, ja go widziałam tylko z zewnątrz, jakoś nigdy nie miałam ochoty tam wchodzić.

Paulina przerwała, wzięła głęboki oddech, po czym krzyknęła

- No kurwa! W nocy to totalnie inaczej, tak z bliska. Do tego jeszcze ten debil Paweł, puścił z telefonu jakąś straszną muzykę. Oczywiście nie dawałam po sobie znać, ale na prawdę się zaczęłam bać.

Marek uśmiechnął się, był pełen podziwu z jakimi emocjami Paulina mu o tym opowiada.

- No Ty się śmiejesz, ale ja wtedy się zastanawiałam czy stamtąd nie uciec. A nie mogłam! Marta chciała zostać, w sensie ta koleżanka u której miałam nocować. A nie mogłam wrócić do domu! Bo co bym powiedziała rodzicom. Z resztą nie chciałam się wyłamać.

-Heh, no ja rozumiem, sam bym pewnie na Twoim miejscu z stamtąd uciekł - przyznał się Marek, który sam nie był fanem horrorów, ani strasznych historii

- A no właśnie, w ogóle to tu zaraz będziemy skręcać, droga będzie prowadzić prosto ale będzie taka jakby boczna droga w prawo, będziesz widział bo to będzie przy takiej kapliczce to tam musimy - Paulina starała się dać jak najbardziej dokładnie wskazówki, była ze swojego tłumaczenia zadowolona. Uznała, że wytłumaczyła to jak należy osobie, która nie zna tej okolicy.

- Ok, kapliczka i w prawo. - potwierdził

- Dokładnie. - potwierdziła potwierdzenie - No... ale jak już weszliśmy do środka boże jak tam waliło, jakimiś szczynami i cholera wie czym jeszcze, ale to w wejściu, więc szybko przeszliśmy dalej, tam trochę mniej, ale i tak po jakimś czasie chyba się przyzwyczailiśmy. Z resztą i tak ja to się zaczęłam bać jeszcze bardziej więc chyba do mnie nie docierało.

Paulina zobaczyła w tym momencie kapliczkę, obserwowała jak się do niej zbliżali, uważała, że mężczyzna jedzie zbyt szybko, ale przecież potwierdził, że przy kapliczce ma skręcić w prawo. Byli coraz bliżej, a on nie zwalniał, zaraz mają skręcić. Spojrzała na Marka, ten wyglądał na odprężonego. Musiał zauważyć, że się na niego spojrzała odwzajemnił spojrzenie, Paulina instynktownie uśmiechnęła się. Odwróciła wzrok na drogę. Nie mogła wytrzymać, chciała się odezwać, ale nie chciała być nie miła. Byli coraz bliżej tej cholernej kapliczki i skrętu w prawo. W tym momencie poczuła jak samochód zwalnia. Odczuła ulgę, oparła się w fotelu, w zasadzie w tym momencie zorientowała się, że całe jej ciało było naprężone i zesztywniałe.

- Co, myślałaś, że przegapię? - Marek spojrzał się z uśmieszkiem na twarzy.

- Bardzo śmieszne - powiedziała, szczerze zirytowana, ale po chwili się zaśmiała - ale dobre, muszę przyznać, już nie mogłam wytrzymać i chciałam powiedzieć „Ej kapliczka!”

- Ale wracając - kontynuowała opowieść - jak byliśmy już w środku, zaczęliśmy się oczywiście rozglądać i podzieliliśmy się jakoś tak automatycznie na grupki, i każda obserwowała inny kawałek tego rupiecia. W końcu się znudziliśmy i padł pomysł żebyśmy usiedli razem i mówili straszne historie. Więc usiedliśmy w najstraszniejszym według nas pokoju w kółku, włączyliśmy latarki w telefonach. Ktoś puścił również z telefonu straszną muzykę. Otworzyliśmy piwa i zaczęliśmy. No i tak siedzieliśmy i na zmianę coś opowiadaliśmy. Pamiętam bałam się jak cholera, a jak przyszła moja kolej na opowiadanie, to nie mogłam zebrać myśli i końcu kolejka poszła dalej. No ale nie ważne.

Tutaj Paulina zrobiła przerwę i patrzyła pustym wzrokiem przed siebie, ale jej oczy sięgały znacznie dalej, do chwili, która już nie istniała która już minęła.

- Wszystko ok? - Zapytał Marek, widząc jej minę.

Fizycznie dziewczyna siedziała obok, ale nie było jej w tej chwili w samochodzie, gdziekolwiek się znajdowała, zajęło jej chwilę powrócenie do obecnego świata.

- Tak, tak, zamyśliłam się na chwilę. - Paulina przypomniała sobie co wtedy czuła, na chwilę poczuła się inaczej, jakby nieznajomo dla siebie samej. Nagle poczuła, że chce już być w domu, w swoim pokoju, w swoim łóżku, czuć się bezpiecznie, tam gdzie wszystko jest jej znane. Zaczęła się rozglądać, trudno było dostrzec jakiś punkt odniesienia, naokoło tylko las, a drzewa wszystkie takie same. Jej wzrok przyciągnął jednak zbliżający się zakręt, poznała to miejsce, tylko na tym zakręcie były specyficzne znaki informujące o ostrym zakręcie. Wiedziała, że od tego zakrętu zostało już tylko z 10, góra 15 minut drogi.

Marek nie odzywał się, chyba dostrzegł, że dziewczyna potrzebuje chwili, żeby się pozbierać, a ta właśnie sięgnęła do radia, włączyła je i zrobiła znacznie głośniej. Z radia dobiegał przyjemny kobiecy głos, był to spokojny utwór, coś o bólu i miłości, sama muzyka i jej rytm pasował do jazdy samochodem w nocy. Oboje uśmiechnęli się do siebie jakby dawali sobie znak, że muzyka pasuje do tego momentu. Marek sięgnął do radia i zrobił jeszcze głośniej.

Paulina zaczęła imitować taniec, co wychodziło jej dosyć niezgrabnie, ale się tym nie przejmowała, a Marek zupełnie nie zwracał na to uwagi. Sam zaczął podrygiwać w rytm muzyki, aż pewnym momencie dał się ponieść bardziej i uderzając rękami w kierownice w rytm muzyki zaczął niemal skakać na fotelu. Paulina zaczęła się śmiać i postanowiła się przyłączyć do tej szalonej euforii i sama zaczęła odrywać się od fotelu jeszcze bardziej „tańcząc”.

Był środek nocy, a pędzący po środku niczego samochód zostawiał za sobą tylko dźwięki wolności i beztroski. Chwile bezcelowego szaleństwa, w których oboje się zatracili. Zupełnie jak gdyby świat nie istniał, jakby mogli w końcu pozwolić sobie na bycie sobą, odpocząć od świata, od ludzi, od życia i od wszystkiego co w nim; po długim czasie zmęczenia, które za nic nie chciało odpuścić. Cieszyli się tą chwilą, muzyka grała głośno, czas płynął wolno, a noc wydawała się trwać wiecznie. Oboje przez chwilę czuli się dobrze w swoim towarzystwie, zupełnie zapomnieli o tym, że dopiero co się poznali. Jakby byli pijani tą chwilą, Paulina przestała czuć się nie komfortowo w obecności dopiero co poznanego mężczyzny, a Marek na moment zupełnie zapomniał o swoich planach.

Nagle niski, ale bardzo głośny huk wydobył się z przodu samochodu, oboje poczuli mocne uderzenie.

- O kurrwa! - krzyknął Marek

Huk przeniósł się nieco wyżej, przednia szyba w mgnieniu oka pokryła się pęknięciami, towarzyszący jej przy tym dźwięk nie był już tak głośny, ale równie obezwładniający. Auto zostało wybite ze swojego rytmu, Marek próbował zapanować nad ciężkim ciałem maszyny, ale ta stawiała opór. Szarpał kierownicą to w prawo to w lewo, samochód nie dawał za wygraną. Paulina odczuła, że Marek traci panowanie nad autem, przeraziło ją to, ale nic nie mówiła, pewnie dlatego, że nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku.

Samochód w tym momencie już tylko połowicznie jechał po drodze, Marek w tym momencie zdał sobie sprawę, że już nie zapanuje nad autem, po plecach przeszedł go zimny dreszcz Odruchowo, mocno ścisnął kierownice, nadal nią kręcił, jednak nie wierząc już w skuteczność swoich działań. W tym momencie usłyszał głośny krzyk. Paulinie dopiero teraz udało się wydobyć z siebie jakiś dźwięk i nadać swojemu lękowi realności. Było to moment przed tym jak dostrzegła zbliżający się zdecydowanie za szybko pień drzewa.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania