Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Przystanek autobusowy cz.2
Perspektywa Marka.
W samochodzie rozbrzmiewa głośna, ale spokojna muzyka, utwór w stylu melancholijnym, ale z mocnym brzmieniem. W środku unosi się ciężki dym z papierosa. Za kierownicą siedzi dwudziestoparoletni mężczyzna. W klimacie panującym w samochodzie odnajduje się idealnie. Ten wieczór, ta noc — czuł, że prędzej czy później nadejdzie. Czuł się podekscytowany, buzowały w nim emocje, jednocześnie odczuwał strach przed tym, co ma nadejść. Nie potrafił tego wyjaśnić, ale miał wrażenie, że to wszystko zostało już zapisane.
Dziś w nocy miał zabić człowieka.
Myśl ta pulsowała mu pod czaszką jak złowrogie echo. Nie pojawiła się nagle — wręcz przeciwnie. Była z nim od lat, dojrzewała, formowała się jak larwa pod cienką skórą normalności. Marzył o tym — nie dla przyjemności, nie dla zemsty. Po prostu… musiał, ta myśl zżerała go od środka i za nic nie chciała odejść.
I właśnie teraz, w tym dymie i melancholii, czuł dreszcz ekscytacji. Mieszankę intensywniejszą niż cokolwiek, czego dotąd doświadczył. Jakby wszystko wewnątrz niego się rozjaśniło. Jakby świat w końcu miał sens.
Pragnienie to było mu znane od dawna, ale gdy nadeszło obezwładniało go i przepełniało nie pewnością. Pojawiło się uczucie strachu, czuł się nim obezwłądniony a jednocześnie wyzwolony.
Wcisnął gaz, emocje i uczucia buzowały w nim coraz mocniej. Zaczął sobie przypomniać swój plan i jakie są po kolei kroki. Chciał mieć wszystko zaplanowane. Bał się, że coś może pójść nie tak, że będzie musiał improwizować.
Długi czas szukał odpowiedniego miejsca, odpowiedniej sytuacji, którą mógł wykorzystać do swojego „pierwszego razu”. Za cel obrał sobie 17 letnią dziewczynę, która ma dzisiaj być na imprezie u koleżanki, wiedział, że wracać będzie sama autobusem do domu. Wiedział również, że w tym kierunku będzie wracać tylko ona. Plan był prosty, przystanek autobusowy znajdował się za blisko domu, w którym odbywa się impreza, jednak przystanek na, którym będzie wysiadać, znajduję się już około 10 minut drogi piechotą od domu dziewczyny. I to właśnie tam ma zamiar ją obezwładnić.
Emocje i uczucia buzowały w nim coraz mocniej, oprócz poczucia niepewności odczuwał swego rodzaju wolność. Odczuwał powoli wypełniające się uczucie pustki, pustki, która towarzyszyła mu od bardzo dawna, nie potrafił nawet określić od kiedy, wywadało mu się jakby odczuwał ją od zawsze, a teraz jakby powoli zanikała.
Miał zamiar zaparkować w drodze w lesie, gdzie w nocy nie będzie widać jego samochodu z drogi. Nie chciał ryzykować, parkowania na chodniku wzdłóż drogi, nawet w większej czyli teoretycznie bezpieczniejszej odległośći. Z miejca gdzie miał zaparkować było za daleko żeby dostrzec czy to przystanek autobusowy czy dom. Więc zamierzał wysiąść z auta i schować się w krzakach w lesie i stamtąd obserwować oba te punkty. Las a drogę dzieliła odpowienio duża odległość, na oko z 200 metrów. Przygotowywał się do tego dnia skrupulatnie. Zabrał ze sobą lornetke, latarkę, wodę oraz batony, które przezornie wcześniej rozpakował i schował w ręczniki papierowe, aby nie szeleściły przy rozpakowywaniu. Natomiast do wykonania najważniejszego celu odpowiednio przygotował 3 rodzaje lin, różne noże, scyzoryk,rękawiczki, kij bejbolowy - chodź nie zamierzał go użyć, to wolał go mieć niż nie mieć. Do obezwładnienia dziewczyny miał zamiar natomiast użyć chusteczki nasączonej chloroformem, co jednak po głębszym przeanalizowaniu okazało się mitem wykorzystywanym w filmach.
Długo zastanawiał się w jaki sposób ‘bezproblemowo’ obezwładnić dziewczynę. Z braku pomysłów oraz środków zdecydował się na dosyć brutalny, ale prosty do wykonania sposób. Mianowicie duszenie. Plan był taki aby po upewnieniu się, że dziewczyna wsiadła do autobusu, wrócić do samochodu, wyprzedzić autobus i wsiąść na jednym z następnych przystanków. Byłby zwykłym pasażerem z plecakiem, nie wzbudzającym podejrzeń. Wysiadłbym na tym samym przystanku co Paulina, trzymał się za nią, ale na bezpieczną odległośc aby nie wzbudzać podejrzeń. Gdy autobus by odjechał zaczął by się do niej zbliżać.
Wymyśłił, że w razie gdyby dziewczyna się obejrzała, zaczeła coś podejrzewać lub czuła by się nie swojo jego obecnością tak późno w nocy, trzymał by w ręku przed sobą cały czas telefon z otwartą mapą. Gdy sytuacja zrobiła się nerwowa, zapytał by się dziewczynę o drogę, prosząc aby mu wskasała ją na telefonie. W momencie gdy skupiła by się na telefonie, to byłby ten moment, aby szybko i pewnie, bez zawachania złapać ją i obezwładnić. Miał świadomość tego, że jego plan nie jest idealny i dziewczyna może się szybko zorientować, że coś jest nie tak, jak nieznany jej mężczyzna późną nocą wysiądzie na tym samym przystanku i będzie za nią szedł. Był jednak pewien że jest w stanie wystarczająco szybko doskoczyć do niej i sobie z nią poradzić.
Słońce zaszło jakiś czas temu, Marek jechał już lasem, od jakiegoś czasu wypatrywał drogi która wjeżdżała w las. W końcu się pojawiła, sprawnie skręcił w nią, zaparkował w wypatrzonym przez siebie wcześniej miejscu, tak aby samochodu nie można było dostrzec z drogi.
Sprawdził torbę, czy aby niczego nie zapomniał, skrupulatnie odchaczał wzrokiem po kolei kolejne pozycje zapisane w zeszycie. Wszystko było. Na następnej stronie przeszedł jeszcze raz przez wszystkie kroki rozpisanego przez siebie planu. Sprawdził czy aby wszystko ma sens, czy nie zapomniał żadnego szczegółu, tutaj również wszystko się zgadzało. Był gotowy.
Była godzina 21:45, wybrał taką godzinę specjalnie, aby mieć pewność, że nikt już nie będzie dojeżdżał na imprezę. Wszyscy byli już na miejscu, bawili się i cieszyli czasem w tym i niczego nieświadoma Paulina. Marek wiedział, że ma jeszcze czas, żadna impreza nie kończy się tak wcześnie, nie zamierzał ryzykować przygotowania się za późno, ale postanowił zostać w samochodzie jeszcze pare minut.
Myśląc o Paulinie, skupiał się na jej wzroście, wadze, czy w razie konfrontacji będzie walczyć czy może będzie za bardzo przestraszona. W jego myślach nie było miejsca na empatię czy ludzkie odruchy, nie było zawachania czy postępuje słusznie. Paulina została odczłowieczona, teraz była celem, zwierzyną, na którą czekał myśliwy.
Marek czuł podekscytowanie, miał ze sobą kawę, jednak zupełnie jej nie potrzebował, był przepełniony adrenaliną. Był pewny tego co nastąpi i był pewny swojego planu, który nie ma prawa nie zadziałać.
Nagle zdał sobie sprawę ,że poczuł uglę, zastanawiał się z czego ona wynikała, czuł się wolny. Miał z tyłu głowy konsekwencje swoich działań, jednak w momencie gdy chodź pomyślał o tym czy postępuje służnie, nachodziła go myśl, jakie to musi być uczucie zabić człowieka, doskonale znał uczucie zabicie zwięrzęcia, jednak o odebraniu życia człowiekowi do tej pory jedynie fantazjował.
Próbował odnaleść samego siebie, jednak gdzieś z tyłu głowy wiedział, że sie oszukuje, zdawał sobie sprawę z tego kim jest, jednak bał się tego. Nie chciał stać się tym co jego pragnienia i fantazje uosobawiały. Borykał się z tym uczuciem, jednak miał nadzieje, że kiedyś coś mu odpowie na to kim na prawdę jest.
W jego głowie zaczeły rodzić się wyobrażenia tego co się może stać, zamoistnie zaczeły się pisać scenariusze konfrontacji z dziewczyną. Wyobrażał sobie co będzie w tych momentach czuć, kiedy osiągnie władzę nad jej życiem, kontrolę tego co się z nią stanie, wszystkie scenariusze w jego głowie towarzyszyły przyjemnym, wręcz narkotycznym uczuciom.
Przepełniony przyjemnym uczuciem, nie skupiał się zbytnio, umysł prowadził sie sam, a on myślami przemierzał najśmielsze zakątki swoich fantazji, płynnie przeskakując z jednego scenariusza na drugi. Nie nadawał im znaczenia, nie starał się kierować, pozwalał fantazji zrobić swoje, a ta jakby radosna z otrzymanej swobody zręcznie lawirowała po jego pragnieniach i żądzach.
Uśmiechnął się kącikiem ust, dawno już nie czuł takiej przyjemności; poczuł podniecenie, wręcz napięcie, po jego ciele przeszedł dreszcz, który trafił chyba w sam rdzeń kręgosłupa. Kompletnie stracił poczucie czasu. Zaczął odpływać, zrobiło mu się przyjemnie, zbyt przyjemnie...
Z początku delikatnie, z gracją baletnicy, po chwili z rozpędem, w jego głowie pojawiło się nieprzyjemne uczucie. Z tyłu głowy coś mu szeptało „niepokój”. Wyrwał się z marzeń w ułamku sekundy, nie musiał się długo zastanawiać co się stało.Wyciągnął telefon, włączył go, spojrzał na ekran: 00:40. Do przyjazdu autobusu zostało pietnaście minut, a musi jeszcze dostać się na drugą stronę drogi, znaleść bezpiecznie miejsce, by skryć się wśród zarośli. Musi się upewnić, że Paulina wsiądzie do tego autobusu. Musi mieć tą pewność, nie może założyć, że tak się po prostu stanie. To jest ten dzień, to musi stać się dzisiaj, jeżeli zostanie na noc u koleżanki lub ktoś ją odwiezie do domu, to musi wymyślić coś innego
-Kurwa - zaklnął pod nosem
Momentalnie jego ciało napieło się, poczuł jakby prąd przeszył mu mieśnie. Mocno zacisnął oczy, po czym kilkukrotnie zamrugał. Chciał się jak najszyciej pobudzić, wiedział, że nie ma czasu, każda sekunda była na wagę złota. Złapał z torby lornetkę i butlekę wody, wziął kilka szybkich łyków, za szybkich, zaczął się krztusić, ale nie zatrzymywało go to, krztusząc się wysiadł z samochodu, zaczął szukać kluczyków, po chwili przestał, na cholere ma zamykać samochód stojący w lesie o tej godzine, na kilka minut, szkoda czasu. Zaczął biec w stronę ulicy, w jednej ręce trzymał lornetke w drugiej zaś telefon i co raz na niego zerkał, 00:43.
- Nosz kurwa mać - powiedział cicho przez zęby, czas biegł jakoś szybciej niż zazwyczaj. Lekko pochylony biegł przed siebie, przed ulicą zatrzymał się na chwilę aby się rozejrzeć czy nie jedzie żaden samochód, zrobił to będąc przygarbionym. Czuł się mniej widoczny. Nie dostrzegł żadnego samochodu ani żadnych innych oznak życia. Przebiegł na drugą stronę ulicy, sprawnym susem wskoczył w krzaki. Oczywiście był tu wcześniej i wiedział, gdzie ma się udać aby pozostać w ukryciu, ale samemu mieć dobre miejsce do obserwacji domu i przystanku autobusowego.
Parę kroków prosto, po dróżce wiodącej od drogi, aż do drzewa, przy drzewie w lewo, potem jest charakterystyczne krzywe drzewo rosnące jakby w bok, trzeba go minąć aż do wydeptanego miejsca gdzie rosną dwa drzewa tworzące coś na rodzaj bramy. Tak to sobie tłumaczył i tak mu było najprościej zapamiętać i to właśnie cały czas powtarzał próbując podążac od jednego punktu do drugiego.
Od drogi pobiegł na wprost, szybko dotarł do drzewa którego kształt zapamiętał, teraz w lewo, aż do krzywego drzewa, zawsze szedł tędy na spokojnie, aby zapamiętać wszystko jak najlepiej, teraz biegł. Krzywe drzewo powinno już tu być, może je minął, cofnął się parę kroków rozglądając się na boki, ale przecież był skupiony na tym aby iść prosto, nie skręcał.
- To nie możliwe, nie ma co szukać po bokach, albo już je minąłem albo dopiero będzie - pomyślał.
Cofnął się jeszcze troche, teraz widział już pierwsze drzewo od którego miał skręcić.
- Kur...dobra na spokojnie. Jest drzewo. Teraz od niego w lewo.
Odwrócił się na pięcie stojąc idealnie plecami do pierwszego drzewa. Zrobił to powoli, jakby miało mu to pomóc ustabilizować sytuacje i sprawić że następny punk odniesienia będzie łatwiejszy do zlokalizowania. Wyjął z kieszeni telefon, odblokował ekran. 00:47.
- Teraz prosto.
Szedł zdecydowanie ale zachowawczo. Szedł tak przez chwilę. Jeszcze pare kroków, drzewo już powinno być.
- Jeszcze trochę, może przez pośpiech wydaje mi się, że jest bliżej niż w rzeczywistości.
Szedł jeszcze przez chwilę. Moment zawachania. Jeszcze parę kroków. Stanął.
- No kurwa mać - powiedział za głośno - dobra pierdole.
Wyciągnął telefon. Nie po to żeby sprawdzić godzinę, ale czas i tak dał mu znać o sobie. 00:50. Włączył latarkę w telefonie. Wiedział, że to ryzyko, nie chciał go podejmować, ale w zaistaniałej sytuacji nie miał wyjścia. Zasłonił telefon ręką i skierował go w dół, wierząc, że dzięki temu światło będzie mniej widocznie. Starał się używać go tak, aby dawało minimum światła, które będzie w stanie mu pomóc. Odwrócił się, na chwilę skierował światło latarki w telefonie na poprzednie drzewo, aby sprawdzić jak daleko się znajduje, lecz nie dostrzegł go.
- Jest 00:50, pięć minut - pomyślał - dobra cofnę się do niego i będe szybko od niego szedł. Według planu, krok po kroku, w ten sposób na pewno nie przeocze tego cholernego drzewa.
Jak pomyślał tak zrobił, szybko podbiegł do pierwszego punktu odniesienia. Odwrócił się w lewo, skierował latarkę w telefonie przed siebie, oczywiście nadal drugą ręką zasłaniając telefon. Zaczął iść, właściwie można by to uznać za marszobieg. Zaczął zauważać znajome miejsca.
- Aha, dobra, za chwilę powinno być to jebane drzewo
I rzeczywiście było, w miejscu, w którym poprzednio, jedynie przy świetle księżyca również powinno się znajdować, jednak z jakiegoś powodu wtedy go tam nie było. Na chwilę podniósł telefon wyżej aby lepiej zaplanować kolejne kroki.
-Ok, teraz prosto, trochę w lewo i jestem na miejscu.
Zaczął biec, jednak nie był to pełny bieg, był to kontrolowany, skryty bieg pośród drzew, aby pozostać niewidzialnym. Tak przynajmniej wyglądało to w jego głowie. Po chwili, dłuższej, za długiej, ale jednak nie bardzo długiej, w zasadzie to musiał sprawdzić...
Trzymał kciuk na boku telefonu, na przycisku. Po naciśnięciu którego ekran się włączy, cyferki wydadzą wyrok.
- Na pewno nie jest już po 00:55. To nie możliwe - tego obawiał się najbardziej.
Nacisnął przycisk. 00:54. Poczuł uderzenie ciepła na twarzy, momentalnie sięgnął po lornetkę.
Skierował wzrok w stronę przystanku, lecz nie dostrzegł tam nikogo, jedyne oznaki życia dawała latarnia, świeciła słabym przerywanym światłem. Zaczął krążyć wzrokiem na prawo i lewo od przystanku. Wydawało mu się, że dostrzegł Paulinę, jednak musiał się upewnić. Przyłożył do twarzy lornetkę. Obraz stał się znacznie większy, to była dobra lornetka, przed zakupem sprawdził w internecie wszystkie parametry jakie są istotne przy lornetkach i wybrał taką, która jego zdaniem najlepiej sprawdzi się w tej sytuacji i rzeczywiście sprawdziła się bardzo dobrze. Teraz widział dokładnie twarz Pauliny. Za dokładnie, patrzyła się wprost na niego, jak gdyby patrzyła mu w oczy. Marek znieruchomiał, jakby został sparaliżowany, Paulinę widział wcześniej, przecież znał dokładnie jej wzrost, wagę, budowę ciała, widział również jej twarz, wiedział jak wygląda, ale teraz przez moment stała się bardziej ludzka. Już nie była tylko sposobem na osiągnięcie celu, częścią planu. Po chwili niczym odruchem bezwarunkowym sięgnął ręką bez odrywania wzroku po telefon i wyłączył w nim latarkę. Wciąż na nią patrzył, a ona na niego, teraz jeszcze wyraźniej, mrużyła oczy. Omiatając wzrokiem większy obszar, starała się coś dostrzec, w tych chwilach gubił jej oczy i czuł ulgę. Ta jednak znów powróciła wzrokiem i znowu miał wrażenie, że patrzy mu prosto w oczy. Czuł się przygwożdżony, jej zwrok mu ciążył. Po raz pierwszy dostrzegł jej kolor oczu. Były turkusowe, nie urzekły go specjalnie, jednak staniecie ‘twarzą w twarz’ z nią sprawiło, że wywarły na nim wrażenie.
Były duże, młode, pełne życia... i patrzyły się na niego. Marek nie chciał aby patrzyły na niego ani chwili dłużej i jego życzenie się spełniło. Dziewczyna raptem odwróciła wzrok, coś się stało. Nie wiedział co się dzieje, jeszcze przez chwilę patrzył na nią jak zahipnotyzowany.
Starał się biec jak najszybciej, ale jednocześnie pozostając bezdźwięcznym. Ciężko mu było pogodzić obie te rzeczy. Zdawał sobie sprawę z tego, że jest późno nic w okolicy nie słychać poza szumem wiatru i cichymi odgłosami lasu. Kogoś biegnącego szczególnie po lesie można usłyszeć nawet ze sporej odległości.
Jak można być takim idiotą - pomyślał. Przez tą cholerną latarkę, dziewczyna przegapiła autobus...ostatni autobus.
Tu nie ma zasięgu - tłumaczył sam sobie, bojąc się jednak, że Paulina jakoś ten zasięg znajdzie. A może ktoś będzie przejeżdżał i ją podwiezie. A jak jakiś sąsiad będzie przechodził? Ale kto będzie o tej godzinie chodził...chyba, że ktoś pijany, w takich wsiach to bardziej prawdopodobne. A jak ten ktoś będzie agresywny, jak coś jej zrobi? Przeciez to on miał jej „coś” zrobić. Nie mógł się uspokoić, miał w głowie dziesiątki scenariuszy co może pójść nie tak.
- Jak coś może się zepsuć, to na pewno tak będzie. Ja pierdole...
Dobiegł do samochodu, wyjął kluczyki, szybko wsiadł, odpalił silnik i wrzucił wsteczny bieg. Najpierw ruszył, dopiero po chwili obejrzał się do tyłu. Wyjechał na główną drogę i ruszył oddalając się od przystanku.
- Dobra...objeżdżam dookoła tą cholerną miejscowość, robię kółko i jadę od wschodu w kierunku jej domu, że niby i tak jadę w tamtym kierunku - Powiedział głośno i wyraźnie mimo, że w samochodzie nie było nikogo oprócz niego. Serce mu biło, ręce lekko się trzęsły. Wcześniej gdy wyobrażał sobie, a wręcz wizualizował w jaki sposób obezwładni dziewczynę, był spokojny. Teraz natomiast gdy wiedział, że będzie musiał zatrzymać samochód przy przystanku i namówić ją żeby wsiadła, nie potrafił się uspokoić.
Odniósł wrażenie jakby cały świat był uśpiony i nikt oprócz niego i Pauliny nie miał dostępu do tej nocy.
Na zewnątrz padał deszcz, słychać było jedynie warkot silnika, opony sunące po mokrym asfalcie, a wewnątrz samochodu unosił się dym z papierosa
-Podwieść Cię? - powiedział jakby uczył się roli. Gdy usłyszał jak to wybrzmiało zdenerwował się jeszcze bardziej. Już był prawie pewien, że nie da rady. Przez chwilę pomyślał, że może gdy będzie już przy przystanku w ostatnim momencie skręci...
Prawie od razu zrezygnował z tego pomysłu, nie wiedział jakie będą tego skutki, jakie obrażenia odniesie dziewczyna, przede wszystkim pozbawi go to poczucia kontroli nad jej życiem co od razu mu sie nie spodobało.
Hej, potrzebujesz podwózki? Zgubiłaś się? Cześć, potrzebujesz pomocy? - Myślał nad pierwszymi słowami, które wypowie. W jego głowie wszystko brzmiało źle.
Mimo iż wcześniej śpieszył się i jechał możłiwie najszybcie, aby żadne losowe wydarzenie go nie uprzedziło, to teraz zdając sobie sprawę, że niewiele zostało do celu, zwolnił dając sobie jeszce trochę więcej czasu. W myślał wciąż odgrywał różnie scenariusze, lecz nie przyszło mu do głowy nic z czego byłby zadowolony lub co przynajmniej nie brzmiało by dziwnie.
Zobaczył przystanek. Zaczął się zastanawiać, wahać, auto nieubłaganie zbliżało się do celu, a on zaczął mieć poważne wątpliwości co do całego swojego planu. Czy to wszystko ma sens? A może, może by zawrócić samochód, pojechać do domu. Jakby to wszystko nie miało miejsca. Przecież nic się jeszcze nie stało, nikt nie dowiedział się o jego planach. Wszystko, co nastąpiło do tej pory, było tylko planem w jego głowie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania