Rebenyx - W kniei dzikich serc (rozdział pierwszy?)

rozdział pierwszy: w sidłach

 

Nadeszła noc.

Ciemność spowiła las. Liście szumiały, było słychać trzask łamanych gałęzi. Mech ciężko oddychał, uginając się pod ciężarem masywnych wojskowych butów. Ktoś szedł przez tę knieję. Stąpał ostrożnie, starał się nie hałasować. Nie uciekał – już dawno zgubił pościg. Tak dawno, że już najpewniej o nim zapomniano. Uspakajała go ta myśl. Oparł się o pień wielkiego dębu. Ciężko oddychał. Wędrówka niemiłosiernie go wymęczyła – jeśli by teraz nie przystanął, to najpewniej padłby kilkanaście metrów dalej. A wtedy najpewniej coś by go pożarło. Bo w tym ciemnym lesie, gdzie nie dochodziło nawet światło księżyca nie był sam. Oj nie był sam. Wszędzie wokół czaiły się wilki, rysie, niedźwiedzie i bażanty. Wszystkie głodne i zdesperowane. „Jak smakuje ten człowiek?” – zdawało mu się, że słyszy ich myśli.

A na imię mu było Robert Piotrowicz Rebeliow. Powtarzając tę dość długą sekwencję utrzymywał przytomność umysłu. Zawsze nazywano go Robem – Amerykanie, których tak bardzo przecież lubił, nie mieli pamięci do długich wyrazów – lecz w swoich oczach zawsze był dumnym Robertem Piotrowiczem Rebeliowem – synem rosyjskich imigrantów.

Coś zaszumiało głośniej niż dotychczas. Osunął się wzdłuż pnia, przywarł do ziemi. Jakiś zwierz zebrał się na odwagę. Węszył, stąpał, okrążał go w kilkumetrowych odstępach. Nie widział za wiele, lecz zdawało mu się, że co jakiś czas widzi skrawek białej skóry przemykającej wśród krzaków. „Ludożercza dzika świnia albinos?” – pomyślał, starając się zidentyfikować nieznane stworzenie. Odzyskał trochę sił, lecz wiedział, że w razie czego nie da rady uciec. Postanowił więc, że spróbuje to przeczekać. „Skulę się trochę, obłożę mchem… Może mnie nie zauważy? Dziadek mówił, że ludożercze dzikie świnie albinosy słabo widzą w ciemności”. Wtem jednak jakaś wiewiórka przypuściła atak z góry. Zeskoczyła na niego, wbijając pazury w policzki, a zębami próbując wydłubać mu oczy.

— Aaaaaa!! — krzyczał, biegając wokół drzewa i próbując zrzucić z twarzy przebiegłego wroga. — Won! Won! Odczep się! Kuuurwa!!

Gdy w amoku godził się z nadchodzącą śmiercią, nadszedł ratunek. Z krzaków wyskoczyła ludożercza dzika świnia albinos, a raczej, o czym przekonał się później – naga dziewczyna biegnąca „na czterech łapach”. Rzuciła się na niego, długimi pazurami chwyciła wiewiórkę i wgryzając jej się w kark, strząsnęła ją z poharatanej twarzy Roba. Gryzoń był agresywny, nie chciał odpuścić – w odwecie zdążył jeszcze drasnąć dziewczynę w policzek, nim odleciał w siną dal wyrzucony siłą jej ramion.

Rob leżąc na ziemi zdążył jeszcze dostrzec zarys swojej wybawicielki, nim strugi krwi przesłoniły mu oczy. Było to dziewczę, jak mu się wtedy wydawało, młode, dobrze zbudowane, z ciałem bladym, a skórą naznaczoną wieloma bliznami. Chciał się podnieść, coś powiedzieć, może pogłaskać jej ciemne, opadające na ramiona włosy, lecz stracił przytomność. Wilcza dziewczyna podeszła do niego, zaczęła go obwąchiwać. Buty, spodnie, krocze, dłonie, twarz. Zlizała trochę krwi, dostrzegła jakiś drobny ruch powieki, lecz nic więcej się nie stało. Położyła się na jego klatce piersiowej i zasnęła. Biały stwór – jak widziała go w myślach – zaintrygował ją. Obserwowała go długo, zastanawiała się czy go nie upolować i zaprezentować watasze. Lecz ostatecznie uratowała go. „Będzie szczeniak, hau, hau. Trochę stary, ale przygarnę, hau, hau. Alfie się nie spodoba, ale ukryję, hau, hau. Zaopiekuję, a jak będzie groźny, to zjem, hau, hau” – myślała, powoli zasypiając.

 

***

 

Obudził się następnego dnia koło południa. Leżał w jakiejś grocie przykryty liśćmi. Głowa i klatka piersiowa niemiłosiernie go bolały. Przypominając sobie zeszłą noc przejechał dłonią po twarzy – szramy były głębokie, lecz nie krwawiły. Został okrutnie oszpecony, lecz przynajmniej żył. Rozejrzał się. Po prawo leżał stos kości, z lewej strony zauważył kawałki mchu i jakąś szmatę? Ściana za nim zaś była porządnie obsikana, sądząc i po zapachu i po jej barwie. Spodnie i bluzę miał poszarpane i zabłocone. „Ciągnięto mnie tu na plecach?”. Buty i stary scyzoryk były w nienaruszonym stanie. „Nie okradli mnie…”. Szybko połączył kropki. „Jebani demokraci. Dopadli mnie. Zrzucili na mnie wiewiórkę, potem obezwładnili i zawlekli tutaj. Podarli moje ubrania, by mnie upokorzyć i przykryli liśćmi, bym myślał, że jestem bezpieczny. To musi być ich jaskinia… Pewnie niedługo tu wrócą, zabiją mnie i zjedzą. Muszę zwiewać. Nie dostaną mnie żywcem”. Wstał, wyszedł z groty, lecz nie zaszedł daleko. Na polanie przed wejściem siedziała naga dziewczyna, wlepiając w niego swój przenikliwy, tępy wzrok. „Naga demokratka?” – zastanowił się, lecz od razu się poprawił – „To chyba ona… Ta ludożercza dzika świnia albinos, która mnie wczoraj uratowała. Czyli to nie była ani świnia, ani sen. Siedzi jak jakiś pies… Pewnie jest dzikim dzieckiem. Albo poznała we mnie człowieka, albo zaciągnęła mnie tu jako zdobycz. Muszę zwiewać. Nawet jeżeli ma dobre intencje, to niebawem zjawią się tu jej dzicy pobratymcy i będzie nieciekawie…”.

— Hej! Ty! — wykrzyknął, wznosząc rękę do góry.

Dziewczyna-wilk wystraszyła się, nastroszyła uszy. Patrzyła jeszcze chwilę i zaczęła iść w jego stronę.

„Dobrze…”.

— Idę do lasu! — Wskazał przed siebie ręką, zaczynając iść w lewą stronę. — Siad! Zostaw mnie! Idę! Sobie! Zostań!

„Wilczyca” przystała na chwilę, spojrzała na Roba z widoczną konsternacją. Nie za bardzo wiedziała, co robić. Jego okrężny ruch wprawiał ją w zakłopotanie.

„Idealnie. Niby wilk, a głupsza od psa. Utrzymam kontakt wzrokowy i odejdę. Nie będzie mnie gonić. Może nawet rozumie po ludzku…” – pomyślał, coraz bardziej zbliżając się do granicy lasu.

Dziewczyna wyciągnęła szyję, podniosła „przednią łapę”. „Ucieka, hau, hau” – pomyślała, obserwując Roba.

„Chyba zaczyna coś kumać… Lepiej przyśpieszę”.

— Hej! Spójrz tam! Za tobą! — wykrzyknął, wskazując w niebo.

Dziewczyna momentalnie się odwróciła, zaczęła z uwagą obserwować teren, który jeszcze chwilę temu był za jej plecami.

„Super. Łyknęła to. Spierdalam z tego lasu”.

Wszedł w leśną gęstwinę, zaczął przyśpieszać. Mijał kolejne drzewa, kroki stawiał szybko, bez wahania. „Czuję się taki lekki… Dobry sen jednak robi swoje”. Urywki ubrań świszczały za jego plecami, tworząc coś jakby paskową pelerynę – szkoda jedynie, że było mu przez to cholernie zimno w plecy i nogi. „Później się tym zajmę” – pomyślał.

Wilk jednak tak łatwo nie odpuszcza zwierzyny. Dziewczynie trochę zajęło zrozumienie, co się właśnie stało, ale podążyła za instynktem. Poruszając się za pomocą czterech kończyn była dużo szybsza od jakiegokolwiek człowieka. A zapach zaschniętej krwi, potu i jej moczu był intensywny – dobrze wiedziała, że lada moment pochwyci Roba.

„Ja pierdolę, biegnie za mną” – pomyślał z przerażeniem, słysząc szelest liści i trzaśnięcia gałęzi. Obejrzał się za siebie. Była już dwa metry za nim, skoczyła, przyparła do ziemi, wbijając pazury w ramiona. Zdarła z niego resztki ubrań i w samych gaciach zaprowadziła z powrotem do groty. Szła za nim jak strażnik za skazańcem – gdy zwalniał, popychała go, gdy zbytnio przyśpieszał, gryzła w łydkę.

Chwilę potem znów znaleźli się w jaskini, lecz tym razem Rob miał dużo mniej swobody. Dziewczyna tym razem siedziała na skraju wejścia, wwiercając w niego ciekawski wzrok. „Ale długie paznokcie… I ma włosy pod pachami… Bleee. Ale włosy na głowie ma przycięte. Jak ona to robi? Same jej się skracają, czy z wilka przeszła już w małpę?” – rozmyślał Rob, nie mogąc wymyślić niczego ciekawszego do roboty.

 

//kto na pitoleniach siedzi, ten wie, o co chodzi//

Średnia ocena: 4.9  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (28)

  • yanko wojownik 1125 miesiąc temu
    W ramach tego, że są takie sytuacje iż ktoś musi zacząć pierwszy, to proszę.
    Proszę bardzo, zapraszam.
  • yanko wojownik 1125 miesiąc temu
    Zadziwiająca jest znajomość mentalności i cech wilka - tu wzorowana zapewne na zachowaniu psa - wachmana, co jakoś może i niepokoi.
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    prawda
  • Shogun miesiąc temu
    Heh, niezłe :) Czekam na komentarze samych "zainteresowanych" haha ;)
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    też czekam xd. Z niecierpliwością.
  • Onyx miesiąc temu
    Ok, Bucz. Powinnam dać Ci kulkę w łeb. Ale pierwsze przybić piątkę prawym sierpowym 🤔
    Co do samego fanfika: no, uśmiałam się. Dobre.. czekam na kontynuację z niecierpliwością.
    P.S: naprawdę jesteśmy tak irytujący, że fanfiki o nas piszeta? 🤔
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    dla mnie w ogóle nie jesteście irytujący xd. Tak samo jak niegdyś Margerita mnie zainspirowała, tak samo wy staliście się źródłem inspiracji. Nic więcej :)
  • Onyx miesiąc temu
    Pan Buczybór
    Ten uśmiech na końcu mówi wszystko...
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Onyx nadinterpretujesz :) Mnie tylko o pisanie chodzi :)
  • Onyx miesiąc temu
    Pan Buczybór i znowu te uśmiechy... Bo uwierzę :)
  • TheRebelliousOne miesiąc temu
    Fanfic? O mnie? Co za zaszczyt! XD Ale i tak Cię za to uduszę, Bucz! >:D
  • TheRebelliousOne miesiąc temu
    Also, FAKE NEWS! Nie jestem synem rosyjskich imigrantów! XD
  • Onyx miesiąc temu
    TheRebelliousOne a ja DZIKĄ wilczycą...
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    aj tam, to są wasze alter ega. Nie wnikam kim jesteście naprawdę xd
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    TheRebelliousOne A z ciebie zrobiłem Ruskiego trochę wobec słynnych już wypowiedzi Bogumiła, w których wiadomo jak cię nazywał :)
  • TheRebelliousOne miesiąc temu
    Zamerykanizowany Rusek... Tylko Ty mogłeś wpaść na coś takiego... XD
  • TheRebelliousOne miesiąc temu
    Pan Buczybór No on mnie trochę inaczej nazywał. Wiesz, krótkie spodenki i te sprawy. Taa, chciałby, zboczeniec jeden... XD
  • Ellie Victoriano miesiąc temu
    Mam kilka uwag 😅 Psy (wiec wilki pewnie tez) traktują patrzenie w oczy jako wyzwanie. I jak na moje za dużo wplątani surowych myśli bohaterów, ale to być może osobista preferencja. No i trochę dziwi mnie oddychający mech z początku... XD
    No i kilka zgubionych przecinków, np. tutaj:
    "Przypominając sobie zeszłą noc przejechał dłonią po twarzy" - przed "przejechał".
    A co do treści, to całkiem całkiem i śmiechowe... Zrobienie z Rebe Ruska z Ameryki wygrało wszystko XD I to "będzie szczeniak"... Zastanawiam się, która z dwóch wersji interpretacji, na które wpadłam, jest tą właściwą 😂
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    1. Z tym patrzeniem w oczy przyznaję się do błędu. Pisałem na szybko, bez researchu, a na psach znam się tak sobie. Z drugiej strony w tej historii nie ma za grosz realizmu, więc...
    2. Z tymi myślami to nie wiem... Pomyślę może xd. A oddychający mech to miała być fajna metafora - znaczy ruch w górę, dół. Wydawało mi się, że to sformułowanie nie jest zbyt udane, ale zostawiłem.
    3. Przecinki faktycznie mogą być pogubione. Postaram się wyłapać.

    Dzięki za komentarz
  • Ellie Victoriano miesiąc temu
    Teraz to z tym mchem faktycznie ma sens XD I w sumie to też ni to wilk, ni to człowiek, więc może to odbierać inaczej 🤔
  • Akwadar miesiąc temu
    Jestem na pitoleniu, ale nie wiem o co biega... niedobrze ze mną chyba...
    Podoba mnie się taka dziewczyna wilczyca ;)
    Nie podoba mi się za to: by/ł/ła i zamków fura (jej - to chyba Twój ulubiony? :) ), o przecinkach nie wspominam.
    "Mech ciężko oddychał" - interesujące zjawisko i "Oparł się o pień wielkiego dębu. Ciężko oddychał." - konstrukcja i zapis opisu w krótkich zdaniach ( kogoś lub czegoś) musi być precyzyjny, gdyż tak jak w zacytowanym przypadku niejednoznaczne jest, kto ciężko oddychał - czy jeszcze mech, czy ktoś, a może dąb?
    To tak na pierwszy rzut oka :)
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    Chodzi o forumowy "romans" Rebe i Onyx. Znaczy nie wiem, czy to romansem można nazwać, ale wykrzykują swoje nicki i inne takie xd
    Czasownik "być" i zaimki to już chyba mój stały wróg i uwydatnia się to szczególnie, gdy piszę na szybko - tak jak ten tekst. Poprawiania nie obiecuję, ale błędów jestem świadom, więc przy następnej okazji postaram się to i owo doszlifować.
    Dzięki za komentarz.
  • Akwadar miesiąc temu
    Pan Buczybór romans powiadasz... chyba mało uważny jestem, albo za stary by na nie zwracać uwagę :))
  • Angela miesiąc temu
    Głodne i zdesperowane bażanty XD.
    Tekst świetny, miałam wielką przyjemność z czytania i czekam na więcej.
    Pozdrawiam.
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    dzięki za komentarz
  • TseCylia miesiąc temu
    Nie siedzę na pitoleniu, nie wiem o co cho, ale czyta się fajnie. 5
  • Pan Buczybór miesiąc temu
    dziękuję za komentarz
  • Mendelsztama2 tydzień temu
    Daje do myślenia, ale czyta się fajnie. 5

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania