Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Remedium Na Kota — Rozdział 02
── Nie, na serio, wszystko jest w porządku! ── rzekł Kevin, a jego ton głosu stawał się z każdym słowem wypowiedzianym przez niego coraz wyższy, aż do tonu piszczącego.
W tym momencie zadzwonił dzwonek oznajmiający koniec przerwy obiadowej, który był idealnym pretekstem do tego, aby uciec jak najdalej od niego. Dopiero w klasie uprzytomnił sobie, że zapomniał swojej książki, którą on nadal miał zapewne w swoich rękach. A najgorsze w tym wszystkim było to, że nie wiedział, jak się nazywa i z której jest klasy, aby mógł ją odzyskać.
Pewnie, gdyby był jak inny chłopak, nie byłoby to dla niego problemem wielkiej wagi tak jednak było z powodu jego nieśmiałości. Westchnął Kevin cicho, prawie, zbliżając się do swojej klasy. Kiedy nagle został zatrzymany przez jednego z nauczycieli, który wyglądał tak, jakby co najmniej zobaczył ducha.
Zatrzymał się na chwilę i poprawił na swoim nosie okulary, aby mu się lepiej przyjrzeć. Zapewne, zastanawiając się, kim on u licha jest. Przywykł do takich zachowań, ale chociaż nauczyciele mogliby nie powtarzać tego, co inni uczniowie. Prawdę mówiąc, to już robiło się żałosne. Może jednak powinien zgodzić się na naukę domową, wtedy pewnie nie doświadczałby tego, co obecnie doświadczał.
── O co chodzi? ── spytał Kevin po chwili, nie mogąc już dłużej znieść tej durnej ciszy, jaka teraz zapadła: ── Chciałbym po prostu zająć swoje miejsce w klasie.
── Czy mógłbyś zanieść te arkusze do swojej klasy? Umm... Jeśli dobrze pamiętam, jesteś z pierwszej klasy i nazywasz się... ── przerwał, spoglądając na niego nerwowo i nie mogąc sobie przypomnieć, jak ma na imię.
── Jasne, nie ma problemu, a nazywam się Kevin Moon, panie profesorze ── odparł Kevin po chwili na jego słowa.
── A tak, właśnie! To dziwne, że zapomniałem jak się nazywasz?! ── stwierdził, wzdychając nieco, nim zniknął za zakrętem.
A Kevin w sercu naprawdę miał już serdecznie dość tego ciągłego przedstawiania się i wyjaśniania, że nadal istnieje. Westchnął tylko cicho, ruszając w kierunku mu wyznaczonym przez nauczyciela. Będąc nieco zły na siebie samego, że nie zapytał się profesora o osobę, którą spotkał wcześniej na korytarzu.
A którą on sam, idąc do klasy, mógł zauważyć i znać. Chociaż jak sobie przypominał, spotkany chłopak miał na sobie coś w rodzaju peleryny, którą jeśli go pamięć nie zawodziła, tylko Samorząd Szkolny nosił. Dodatkowo miał wpiętą do niej odpowiednią plakietkę. Z tego, co więcej, sobie przypominał, niełatwo było na nich wpaść i mało kto wiedział, do których klas ich członkowie należą.
── Chciałbym być bardziej przyjaznym i towarzyski, zwłaszcza że stałbym się wtedy bardziej zauważalny... ── wzdychając, mruknął Kevin do siebie, obecnie, będąc skupioną na rzeczach, o które poprosił go przed chwilą nauczyciel.
Miał nadzieję, że tym razem korytarz znowu nie wykręci mu numeru, jak pierwszego dnia szkoły. Kiedy zgubił się, próbując znaleźć główną salę szkoły na ceremonię otwarcia Nowego Roku. Od tamtej pory podchodził do tych korytarzy, jakby co najmniej parzyły.
Dla innych może i wydawało się to komiczne, ale zdecydowanie nie dla niego. Cała ta szkoła była poniekąd dziwna, a przede wszystkim potrafiła sprawiać psikusy nowym uczniom. Jego rozmyślania przerwał dopiero w pokoju nauczycielskim, kiedy na coś stanął i prawie się oto nie zabił.
Spojrzał w dół i kompletnie zamarł, a to wszystko dlatego, że na podłodze leżały ubrania. W tym peleryna, która należała do jednego z członków Samorządu Szkolnego. Kompletnie skołowany myślą, co one tu robią, przez jego umysł zaczęły przechodzić najdziwniejsze pomysły, co się mogło z nimi tak naprawdę stać.
Jak by nie patrzeć od obojętnie której strony, było to trochę podejrzane. Czemu zostały tak niedbale porzucone, w tym akurat miejscu, na to odpowiedzi znaleźć nie mógł. Z czego, jak wiadomo, pod tym względem zbytnio zadowolony nie był, ale nic na to poradzić już nie mógł.
── Skąd one się tu wzięły? ── spytał Kevin po chwili, zupełnie, zapominając, po co on tu właściwie został wysłany.
Powoli zaczął rozglądać się po pomieszczeniu, jakbym co najmniej szukał właściciela owego ubrania. Wtedy ujrzał swoją książkę, która leżała na jednym z biurek nauczycielskich. Zapewne ta osoba, którą spotkał, przyniosła ją tutaj, aby nie zaginęła. Wtenczas usłyszał za sobą jakiś niewyartykułowany dźwięk, który raczej nie należał do człowieka – tego był w stu procentach, pewny.
A w pomieszczeniu, jak na złość, nie było ani jednego nauczyciela. Z czego, jak wiadomo, zbytnio zadowolony pod tym względem nie był. Co było poniekąd pod tym względem zrozumiałe, bo każdy na jego miejscu, by się tak poczuł, gdyby był w takiej sytuacji, jak pm teraz się znajdował.
── Kto tu jest? ── dodał Kevin zaraz, a serce zaczęło mu walić jak oszalałe.
Zaraz też zaczął rozglądać się za czymś, co narobiło właśnie rabanu, ale niczego nie zobaczył. Mocniej przełknął ślinę i odłożył ubrania na pobliskie krzesło i przystawiając do niego również i buty, o które wcześniej się potknął. Kiedy to zrobił, sięgnął po książkę leżącą na biurku, aby ją wziąć i jak najszybciej się stąd ulotnić.
Gdy po nią sięgał, coś jasnego przeleciało mu z nadmierną prędkością. Praktycznie przed nosem, tak że nie był w stanie ocenić, co to właściwie było. A to mu wcale na rękę nie było, bo nie wiedział, czy ma się bronić, czy też, czy nie. A co za tym idzie, nie miał bladego pojęcia, jak miał teraz na to wszystko zareagować.
── A!!! ── z ust Kevina wydobył się wrzask, nad który nie była w stanie zapanować.
Do tego również gwałtownie cofnął rękę, którą jeszcze chwilę temu sięgał po książkę. Z kompletnego przerażenia, aż potknął się i upadł do tyłu tak, że usiadł na tyłku, na podłodze z niemałym przestrachem wypisanym na twarzy. Próbował dociec, co właściwie się przed chwilą stało i zorientować się, jakie stworzenie zrobiło to zamieszanie.
A który nauczyciel był tak ślamazarny i w ogóle pozwolił na to, aby jakieś zwierzę biegało po szkole? To już za wiele jak dla jednego ucznia, który tylko przyszedł po te durne papiery, o które poprosił nauczyciel, pomyślał. Z przerażeniem zaczął zastanawiać się, co ma dalej zrobić.
Jedno było pewne, nikt szybko się nie pojawi, bo właśnie zaczęła się następna lekcja. Wtedy to nagle tajemnicze zwierzę odbiło się od ściany i z sykiem. Przypominającym niczym kota, spadło mu nonszalancko na głowę. Wczepiło się w jego włosy, jakby wydawały się dla niego idealne do tego typu manewrów.
Nie wiedział teraz, czy się ma ruszyć, czy nie. Tak bardzo się bał, co się stanie następnie. Tym bardziej nie zważając na to, że nadal siedział na podłodze. Próbował za wszelką cenę pozbyć się tego durnego futrzaka z jego głowy. Ale on, jak na złość, wczepił się swoimi ostrymi pazurami w jego włosy.
Tak jakby były one co najmniej firanką i za żadne skarby nie chciał zostawić go w spokoju. Im bardziej próbował z nim walczyć, tym było gorzej. A najśmieszniejsze z tego wszystkiego, nic mu nie zrobił, aby tak go traktował. Chyba że zrobił się wściekły z powodu tego, iż chciał zabrać swoją własną książkę z biurka nauczyciela.
Byłoby to jednak już porządnym idiotyzmem, bo niby jakim prawem chciał on ją przechwycić, kiedy ta nie należała do niego? A tym bardziej, to od kiedy futrzaki zajmują się ogrodnictwem? W końcu finalnie właśnie ten wolumin o tym był. Więc jeszcze bardziej go to skołowało i nie wiedział, co ma o tym już kompletnie myśleć.
── Kiedy ty wreszcie się ode mnie odczepisz, rzepie jeden?! ── warknął Kevin kompletnie niekontrolowanie, praktycznie, wychodząc już z siebie samego.
Na jego pytanie usłyszał jedynie jego upierdliwe syczenie – wydawało się, jakby było pełne pogardy. To już zupełnie przelało dzban goryczy, który w nim bulgotał od jakiegoś czasu. Wyjął różdżkę, aby wypowiedzieć odpowiednie zaklęcie, kompletnie, nie zważając na żadne tego konsekwencję.
Teraz dla niego liczyło się tylko to, aby ten durny zwierzak dał mu wreszcie spokój i aby mógł w końcu opuścić to pomieszczenie. Jeszcze jakiś czas temu nawet przez myśl, by mu nie przeszło, aby stosować się do takich metod. Kto jednak wtedy wiedział, że przyjdzie mu odprawiać w pokoju nauczycielskim walkę z futrzakiem wczepionym w jego ukochane włosy?
── Ostrzegam! Jak zaraz mnie nie zostawisz w spokoju albo nie powiesz, o co ci chodzi, nie ręczę za siebie! ── pisnął Kevin, gotowy do dalszej szamotaniny z kudłatym stworzeniem.
Po jego słowach po chwili, jakby odpuściło i przestało się uporczywie trzymać jego włosów. Tak jakby rozumiało, co on do niego mówił. A przecież nie użył magii, aby się z nim porozumieć. Westchnął cicho, chowając różdżkę na swoje miejsce, a same uspokojone już zwierzę, biorąc delikatnie w ręce.
Dopiero teraz, kiedy trzymał go na wysokości jego oczu. Zdał sobie sprawę, że ta kulka futra była rzeczywiście kotem! Teraz było jasne, czemu słyszał akurat takie syczenie. Zresztą sposób, w jaki wczepił się w jego włosy, też powinno go o tym uświadomić. Najdziwniejszy był jednak jego wygląd.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania