Poprzednie części:  Remedium Na Kota — Rozdział 01

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Remedium Na Kota — Rozdział 03

Miał parę błękitnych hipnotyzujących oczu, a futerko w kolorze płynnego platynowego blondu, które lekko się skręcało. Zupełnie odebrało mu mowę, pierwszy raz miał styczność z tak cudownym kotkiem jak on. A co za tym idzie, zaczął się zastanawiać, czyim Chowańcem on był i czy jego właściciel już nie odchodził od zmysłów, że mu się gdzieś zagubił.

 

── Zgubiłeś się, Słodziaku? A może szukasz swojego pana, który zostawił tutaj swoje ciuchy? ── spytał Kevin po chwili, przypominając sobie o ubraniach na pobliskim krześle.

 

── Hej, co ty robisz?! ── pisnął, kiedy ni stąd, ni zowąd kot, który najwyraźniej stwierdził, że miauczenie i machanie łapkami nie zadziała, go pocałował, tego to już naprawdę się nie spodziewał, ale cóż, na to poradzić?

 

Nikt, jednak na jego miejscu nie przewidziałby potężnego „puff", jakie po tym pocałunku nastąpiło. Sytuacja ta spowodowała, że z pozycji siedzącej przeszedł na pozycję leżącą. Po chwili zdał sobie sprawę, że wszędzie jest dym, czy mgła, bóg jeden wie, co to właściwie było. 

 

W niej ujrzał zarys sylwetki ludzkiej, która nagle w niewyjaśnionych okolicznościach zajęła miejsce słodkiego kotka. Im bardziej dym opadał, tym bardziej zaczął być skonfundowana, tym wszystkim, co rozgrywało się właśnie przed jego oczami. Co najbardziej było zaskakujące, osoba, która właśnie się pojawiła, była tą, którą spotkał wcześniej na korytarzu.

 

Teraz nieudolnie trzymał ciało chłopaka w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu miał kota. Nie wspominając tego, co za chwilę miał od niego usłyszeć. Co zszokowało go jeszcze bardziej niż to, że z kota zamienił się w człowieka. Jednak możliwe nie zwrócił uwagi na to, że nie był sam, ale z kimś, kto raczej nie powinien wiedzieć o jego problemie. Dlatego nie rozumiał tego, czemu o tym słyszał, lecz nie miał innego wyboru jak to słyszeć.

 

── Ach... Co za dzień ── powiedział po chwili New, osuwając się na jego leżące ciało, tak jak by stracił resztkę sił, kompletnie dobity przez coś.

 

── Hę?! ── mruknął Kevin po chwili, nie mając zielonego pojęcia, co ma dalej robić.

 

── Czuję się dzisiaj paskudnie, zwłaszcza że zgubiłem bransoletkę, dzięki której mogłem spokojnie zachowywać ludzką formę. Do tego nic mi nie wychodzi, a jak chciałem jednemu chłopakowi pomóc, to on uciekł na mój widok, jakbym co najmniej był czymś paskudnym... ── mruczał dalej New, nie zważając na to, że leży na kimś, a tym bardziej na chłopaku, podczas gdy sam nie miał nic na sobie.

 

── Czy mi się zdaje, czy jego kryzys przechodzi na mnie? ── stwierdził Kevin po chwili w myślach, będąc kompletnie zrezygnowany.

 

── Czy Bóg mnie porzucił? Czy ja o wiele proszę?! ── chłopak kontynuował swój monolog, nie mając zamiaru się ruszyć ani o milimetr.

 

── Czy mógłbyś tak... ── nie dokończył Kevin swojego pytania, bo usłyszał kroki na korytarzu.

 

Był to dźwięk pary obcasów, które zmierzały właśnie w ich kierunku w zastraszającym tempie. Teraz to już naprawdę wpadł w panikę, bo jak by nie patrzeć, obecna sytuacja nie wyglądała zbyt dobrze — niezależnie, od jakiej strony na to spojrzeć. Miał właśnie poprosić chłopaka o to, aby jak najszybciej z niego podniósł. A nie wykorzystywał jego ciała jako darmowej poduszki i okazji na swoje wyżalanie się, jak to zresztą teraz robił. 

 

Poza tym nie miał już dalej ochoty oglądać go w rosole. Chociaż jeszcze chwilę temu podczas pierwszego spotkania na korytarzu. Wyobrażał go sobie bez ubrania, co było zdecydowanie zbyt nietypowe jak na niego. Próby zrzucenia go z niego nic nie dawały. A sam chłopak, jak na złość niczym kot zaczął się do niego łasić, będąc nadal w ludzkiej formie.

 

── New! Ile razy mam ci powtarzać, żebyś uważał na tę bransoletkę?! ── drzwi z hukiem otworzyły się, a do pokoju wpadła ich pielęgniarka, która wyglądała na poważnie rozzłoszczoną.

 

── Wiesz doskonale, jak trudno takie zro... ── nie dokończyła tego, co chciała powiedzieć, bo w tym momencie jej wzrok padł na ich dwóch.

 

Zamarła w miejscu, w którym się obecnie znajdowała, przez chwilę, analizując scenę, jaka się przed jej oczami rozgrywała. Po jej minie mógł wywnioskować, że nie ma bladego pojęcia, jak ma na to zareagować. Tak jakby nigdy wcześniej się z czymś takim się nie spotkała. 

 

Zwłaszcza od momentu zajęcia miejsca jako pielęgniarka szkolna, gdy poprzedniczka przeszła na emeryturę. To na jej barki padło pilnowanie, aby niejaki New, przedstawiciel Samorządu Szkolnego. Obecnie leżący na Kevinie Moon, utrzymał w tajemnicy prawdę o tym, że jest tak naprawdę kotołakiem. 

 

Mogłoby to wprowadzić niemałe zamieszanie w szkole. Bo doskonale zdawała sobie sprawę, jak ludzie traktują, takich jak on. Dla nich nie byli oni równouprawnionymi istotami. Uważali ich raczej za osobniki gorszego sortu, bo byli — w ich mniemaniu — bestiami, które skupiały się tylko na swoich instynktach. 

 

Co było błędnym rozumowaniem, ale widać nikt nie chciał tego przyjąć do wiadomości, że jest zupełnie inaczej, niż im się wydawało. Tak, jakby były istotami niższego sortu, co było według niego mocno niedorzeczne, ale jak wiadomo, nic na to poradzić w tym momencie nie mógł.

 

── To nie tak jak pani myśli! — pisnął Kevin, będąc po chwili czerwony niczym burak, zrzucając skołowanego platynowego loczka z całą siłą, jaką na ten moment dysponował w rękach.

 

Zaraz też pozbierał się z podłogi, zabierając to, co miał wziąć i w pośpiechu opuścił pokój nauczycielski. Nawet nie zatrzymał się, kiedy usłyszał za sobą wołanie, to nie było dla niego aktualnie najważniejsze. Teraz liczyło się tylko to, aby uciec z tego miejsca i więcej do niego nie wracać, jeśli nie będzie musiał. 

 

Miał Kevin kompletny mętlik w głowie. Już nie był pewny, czy to, co widział, było prawdą, czy skrzętnie przygotowaną sztuczką magiczną. A co za tym idzie, nie miał zamiaru więcej zbliżyć się do tej osoby. Bo nie wiadomo, było to, co jej jeszcze do głowy wpadnie. 

 

Nie spodziewając się tego, że to zaledwie początek tego, co miało dopiero nadejść. A, tym bardziej że nawet jak by nie chciał, to i tak przeznaczenie go z nim połączy, czy tego chciał, czy nie. Co nie było mu na rękę, ale nic na to poradzić już nie mógł. Tak czy inaczej, pozostało mu mieć tylko nadzieję, że jednak będzie inaczej niż myślał. 

 

Bo jak by nie patrzeć, nie widziało mu się posiadanie kotołaka jako partnera, a tym bardziej chowańca. To nie trzymało się jego wyobrażeniom, tego był w stu procentach, pewny. Tak czy inaczej niczym jak na miotle dotarł do swojej klasy, do której wpadł niczym jak lodołamacz. 

 

Na całe szczęście, nikt na Kevina nie zwrócił uwagi, co jak wiadomo, było mu na rękę. Nie miał ochoty wyjaśniać im, czemu się spóźnił na zajęcia, bo i tak nikt, by mu nie uwierzył. A wpierw musieliby go najpierw zauważyć, co było mało prawdopodobne z powodu zdolności, jaką posiadał. Tak czy inaczej, nadal nie mógł uwierzyć na to, czego chwilkę temu doświadczył! Nawet przez głowę nie przeszło mu, kim ów chłopak tak naprawdę był. Wszystkiego mógł się spodziewać, ale nie tego!

 

── Chyba powinienem zmienić szkołę... ── pomyślał po chwili Kevin, wyciągając potrzebne książki i przybory.

 

Bo tylko to wchodziło obecnie w grę, bo nie miał zamiaru być szantażowany z powodu tego, co zobaczył i tak miał za dużo problemów na głowie, aby jeszcze to do tego doszło, tego był w stu procentach, pewny. Z drugiej jednak strony, jakoś nie miał ochoty zmieniać z tego głupiego powodu szkoły. 

 

Bo wówczas musiałby przenieść się bardzo daleko. A to jak wiadomo, nie wchodziło pod tym względem pod uwagę. Westchnął ponownie cicho, modląc się w duchu, aby ten dzień jak najszybciej się skończył. Aby jak najszybciej mógł wrócić do domu i ukryć się w swoim pokoju. 

 

Co jak wiadomo, szybko nie miało nadejść, bo właśnie do Sali wszedł nauczyciel. A co za tym idzie, Kevinowi pozostało skupić się na lekcji, a nie o bujaniu w obłokach. Musiał się skupić, aby z tego głupiego powodu nie zawalić przedmiotu. A każdy dźwięk i odgłos przyprawiały go o szybsze bicie serca. 

 

Tak jakby, ów chłopak z tą pielęgniarką mieli wpaść nagle do Sali i wyciągnąć go z niej i zaciągnąć bóg jeden wie gdzie. Co jak wiadomo było niemożliwe, ale po takich osobach, jak oni wszystkiego mógł się tak naprawdę spodziewać. Tym bardziej że nic na to poradzić już nie mógł i pozostało mu tylko jakoś to przetrwać.

 

── I na co mi to było... ── mruknął pod nosem Kevin, tuż po tym, kiedy potwierdził swoją obecność.

 

Co spowodowało małą konsternację, do której jak wiadomo, od dawna już przywykł. Na, którą jak wiadomo, nie miał wpływu i nic na to poradzić nie mógł. Miał jednak cichą nadzieję, że w końcu przestanie być tym niewidzialnym, co czasem mocno go męczyło. Tak czy inaczej, skupił się na lekcji, aby niczego nie pominąć i skrupulatnie notował, co nauczyciel obecnie mówił i zapisywał na tablicy. 

 

Bo co innego w takim przypadku, jak ten miał Kevin zrobić? I tak już miał powyżej uszu tego, co się jakiś czas temu wydarzyło. Nie wspominając o tym, że nie było mowy, aby tego pod tym względem pominął, tego był w stu procentach, pewny. Tak czy inaczej, skupił się na tym, co było dla niego aktualnie najważniejsze. 

 

Chociaż doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to dopiero początek tego, co miało dopiero nadejść. O tym, jednak Kevin dowiedzieć się miał, a na tę chwilę był kompletnie pod tym względem nieświadomy. Co było dobre, bo gdyby był tego świadomy, pewnie zaraz, by się urwał, że szkoły.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania