Poprzednie części:  Rozdział 1

Rozdział 2

Cztery lata po tamtym dniu Shouyo miał czternaście lat i z zewnątrz niewiele wskazywało na to, jak bardzo się zmienił. Nadal mieszkał u rodziny Mizushima, nadal chodził do tej samej szkoły i nadal potrafił odpowiedzieć na pytanie nauczyciela bez najmniejszego zawahania. Nadal odrabiał zadania, przychodził na lekcje na czas i pamiętał o rzeczach, o których inni uczniowie zapominali. Różnica polegała na tym, że kiedyś robił to wszystko dlatego, że zależało mu na ludziach, a teraz robił to, ponieważ tak należało. Z czasem zaczął coraz dokładniej oddzielać to, co czuł, od tego, co pokazywał innym. Początkowo było to dla niego sposobem na przetrwanie. Każde wspomnienie rodziny przynosiło ból, każda próba rozmowy o tragedii kończyła się pytaniami, na które nie chciał odpowiadać, a każde przywiązanie przypominało mu, że człowiek może zostać pozbawiony kogoś ważnego w jednej chwili. Zaczął więc ograniczać wszystko, co mogło uczynić go podatnym na kolejną stratę. Przestał mówić o swoich uczuciach. Przestał opowiadać o tym, czego się bał. Coraz rzadziej szukał pocieszenia u Daichiego i Akemi. Kiedy był smutny, zamykał drzwi swojego pokoju. Kiedy był zły, milczał. Kiedy coś go cieszyło, pozwalał sobie na uśmiech tylko wtedy, gdy był pewien, że nikt go nie obserwuje. Najpierw wydawało mu się, że dzięki temu jest silniejszy. Później przestał nawet zastanawiać się, czy jest silniejszy. Po prostu przyzwyczaił się do chłodu. W szkole był jednym z tych uczniów, których wszyscy znali, ale których prawie nikt naprawdę nie znał. Siedział zazwyczaj przy oknie, odpowiadał krótko i nie wdawał się w rozmowy, które uważał za niepotrzebne. Nie był niegrzeczny. Właściwie rzadko można było zarzucić mu cokolwiek konkretnego. Nie podnosił głosu, nie wszczynał konfliktów i nie wyśmiewał innych. Po prostu trzymał ludzi na dystans. Koledzy z klasy szybko nauczyli się, że próba wciągnięcia go do rozmowy zwykle kończyła się kilkoma słowami i powrotem do jego zeszytu. Niektórzy uznali go za aroganckiego. Inni za nieśmiałego. Jeszcze inni byli przekonani, że po prostu uważa się za lepszego od pozostałych. Shouyo nie przejmował się żadną z tych opinii. Ludzie zawsze potrzebowali jakiegoś wyjaśnienia, nawet jeśli go nie znali. Jedną z osób, która nie zamierzała jednak tak łatwo odpuścić, była Emi Moriyama. Siedziała dwa miejsca przed nim i od kilku tygodni coraz częściej próbowała zwracać na siebie jego uwagę. Raz pytała go o zadanie, innym razem komentowała lekcję, a czasami odwracała się do niego bez żadnego konkretnego powodu. Shouyo szybko uznał ją za irytującą. Nie dlatego, że robiła coś złego. Właśnie to było w niej najbardziej męczące. Była uporczywie życzliwa. Pewnego dnia podczas przerwy Emi odwróciła się w jego stronę i położyła łokcie na oparciu krzesła.

— Shouyo, dlaczego ty prawie nigdy nic nie mówisz?

— Bo nie mam nic do powiedzenia.

— Przecież każdy ma coś do powiedzenia.

— Nie każdy chce się tym dzielić.

Emi przez chwilę patrzyła na niego z zaciekawieniem.

— Ty zawsze odpowiadasz w taki sposób?

— W jaki?

— Jakbyś chciał zakończyć rozmowę, zanim się zacznie.

Shouyo wrócił wzrokiem do książki.

— Może dlatego, że chcę ją zakończyć.

Emi zmarszczyła nos, ale zamiast się obrazić, uśmiechnęła się.

— Jesteś naprawdę trudny.

— Wiem.

— I nawet cię to nie obchodzi?

— Nie.

To „nie" zabrzmiało tak spokojnie, że Emi przez moment nie wiedziała, co odpowiedzieć. Shouyo zauważył to i przez krótką chwilę obserwował jej twarz. Zauważył rozczarowanie, ale również determinację. To połączenie wydało mu się dziwne. Większość osób po kilku podobnych odpowiedziach przestawała próbować. Emi nie. Następnego dnia znów zaczęła z nim rozmawiać. Pytała o książki, o muzykę, o nauczycieli, o jego zdanie na temat rzeczy, które dla niego nie miały większego znaczenia. Shouyo początkowo odpowiadał pojedynczymi słowami. Z czasem zaczął odpowiadać pełnymi zdaniami, ale nie dlatego, że nagle zapragnął rozmowy. Chciał sprawdzić, dlaczego dziewczyna wciąż wraca. Emi zauważała jednak każdą najmniejszą zmianę i traktowała ją jak sukces. Kiedy Shouyo po raz pierwszy sam odezwał się podczas rozmowy grupowej, spojrzała na niego z wyraźnym zadowoleniem. Dla niej był to drobiazg. Dla niego kolejny powód, żeby uznać ją za irytującą. Z czasem Emi zaczęła próbować wciągać go do rozmów całej klasy. Jeśli ktoś zadawał pytanie, czasami spoglądała na Shouyo, jakby chciała zachęcić go do odpowiedzi. Gdy wszyscy rozmawiali podczas przerwy, robiła mu miejsce obok siebie. Nie próbowała go zmusić do bycia kimś innym. W jej przekonaniu chciała tylko pokazać mu, że nie musi zawsze stać z boku. Shouyo widział to inaczej. Dla niego jej zainteresowanie było kolejną próbą wejścia do miejsca, którego nikomu nie pozwalał zobaczyć. Pewnego popołudnia, kiedy większość uczniów wyszła już z sali, Emi zatrzymała się przy jego ławce.

— Wiesz, że nie musisz cały czas udawać, że nic cię nie obchodzi?

Shouyo spojrzał na nią spokojnie.

— A skąd wiesz, że udaję?

Emi zamilkła. Nie znała odpowiedzi.

— Nie wiem — powiedziała w końcu. — Po prostu mam takie wrażenie.

Shouyo zamknął zeszyt.

— Nie próbuj mnie zmieniać.

— Nie próbuję.

— Próbujesz.

— Może trochę.

Po raz pierwszy tego dnia Shouyo lekko się uśmiechnął.

— Jesteś irytująca.

Emi również się uśmiechnęła.

— Wiem.

Shouyo nie powiedział nic więcej. Patrzył, jak odchodzi w stronę drzwi, i sam nie wiedział, dlaczego jej obecność zaczyna powoli stawać się częścią jego codzienności. Nie rozumiał jeszcze, że właśnie dlatego była dla niego niebezpieczna. Człowiek, który niczego od niego nie chciał, był łatwy do zignorowania. Człowiek, któremu zaczynało zależeć, był już czymś zupełnie innym.

Długa przerwa była jedyną porą dnia, kiedy Shouyo regularnie pojawiał się w gabinecie psychologa szkolnego. Nie dlatego, że sam o to poprosił. Kilka miesięcy wcześniej szkoła ustaliła, że po wydarzeniach z przeszłości powinien mieć możliwość regularnych rozmów ze specjalistą. Początkowo spotkania odbywały się dwa razy w tygodniu. Z czasem psycholog uznał jednak, że codzienna, krótka rozmowa będzie lepszym rozwiązaniem. Shouyo nie protestował. Właściwie nigdy nie protestował. Po prostu przychodził. Tego dnia również zapukał do drzwi dokładnie o tej samej porze co zwykle.

— Proszę.

Shouyo wszedł do środka.

— Dzień dobry.

— Dzień dobry, Shouyo. Usiądź.

Chłopak zajął swoje stałe miejsce. Usiadł prosto, położył dłonie na kolanach i spojrzał na psychologa z wyczekiwaniem.

— Jak minął ci dzisiaj dzień?

— Dobrze.

— Co znaczy „dobrze"?

— Wszystko odbyło się zgodnie z planem.

Psycholog przez chwilę milczał.

— Miałeś dziś matematykę?

— Tak.

— Jak ci poszło?

— Dostałem najwyższą ocenę.

— Cieszy cię to?

Shouyo zastanowił się przez sekundę.

— To korzystne.

Psycholog zapisał coś w notatniku.

— Nie pytałem, czy to korzystne.

Shouyo spojrzał na niego spokojnie.

— Rozumiem.

— Pytałem, czy cię to cieszy.

Chłopak wzruszył ramionami.

— Nie wiem.

Odpowiedź była krótka, ale tym razem psycholog nie przeszedł do kolejnego pytania.

— A Emi?

Shouyo uniósł wzrok.

— Co z nią?

— Rozmawiałeś z nią dzisiaj?

— Tak.

— Lubisz z nią rozmawiać?

Przez chwilę Shouyo milczał.

— Jest użyteczna.

Długopis psychologa zatrzymał się nad kartką.

— Użyteczna?

— Pomaga mi w kontaktach z innymi uczniami.

— W jaki sposób?

— Kiedy jestem z nią, ludzie częściej podchodzą. Dzięki temu mogę obserwować, jak reagują.

Psycholog odłożył długopis.

— A sama Emi?

— Co z nią?

— Czy zależy ci na niej?

Shouyo spojrzał w bok.

— Nie wiem.

— A gdyby jutro przestała się z tobą odzywać?

— Przyzwyczaiłbym się.

— Byłbyś smutny?

— Prawdopodobnie nie.

Psycholog przyglądał mu się przez kilka sekund. Nie chodziło o pojedynczą odpowiedź. Ani o to, że czternastolatek nie potrafił nazwać własnych uczuć. To zdarzało się często. Problemem był wzorzec, który pojawiał się coraz wyraźniej podczas kolejnych spotkań. Shouyo coraz częściej mówił o innych ludziach w kategoriach funkcji i korzyści. Potrafił bardzo dokładnie opisać zachowanie drugiej osoby, przewidzieć jej reakcję i wyjaśnić, dlaczego postąpiła w określony sposób. Jednocześnie coraz trudniej było mu powiedzieć, co sam czuje wobec tej osoby. Nie wydawał się przy tym szczególnie cierpieć. To właśnie niepokoiło psychologa najbardziej. Chłopiec nie był agresywny. Nie łamał zasad. Nie sprawiał poważnych problemów wychowawczych. Przeciwnie — był wyjątkowo zdyscyplinowany. Ale emocjonalnie stawał się coraz bardziej odległy.

— Shouyo — powiedział spokojnie psycholog. — Chcę ci zadać trochę inne pytanie.

— Dobrze.

— Czy czasami zdarza ci się wiedzieć, że ktoś cierpi, ale nie czuć potrzeby, żeby mu pomóc?

Shouyo nie odpowiedział od razu.

— Tak.

— I co wtedy robisz?

— Jeśli pomoc jest potrzebna, pomagam.

— Dlaczego?

— Bo tak należy.

— A jeśli nikt tego od ciebie nie oczekuje?

Shouyo zastanowił się.

— Wtedy nie zawsze jest sens.

Psycholog powoli skinął głową.

— Rozumiem.

Shouyo spojrzał na zegar wiszący na ścianie.

— Zostało nam osiem minut.

— Wiem.

— Powinienem wrócić na lekcję.

— Wrócisz.

Psycholog zamknął notatnik, ale go nie odłożył.

— Shouyo, chciałbym, żebyś porozmawiał jeszcze z jednym specjalistą.

Chłopak spojrzał na niego bez widocznej reakcji.

— Po co?

— Chcę lepiej zrozumieć, co się z tobą dzieje. To nie oznacza, że zrobiłeś coś złego.

— Psycholog nie wystarcza?

— Uważam, że warto zasięgnąć dodatkowej opinii.

— Jakiej?

— Psychiatrii dzieci i młodzieży.

Shouyo przez chwilę patrzył na niego w milczeniu.

— Czyli uważa pan, że jestem chory?

— Nie powiedziałem tego.

— Ale bierze pan pod uwagę taką możliwość.

— Biorę pod uwagę różne możliwości. I właśnie dlatego chcę, żeby ocenił cię ktoś, kto ma w tym większe doświadczenie.

Shouyo opuścił wzrok. Nie wyglądał na przestraszonego. Nie wyglądał też na zaniepokojonego. Po prostu przyjął informację.

— Dobrze.

— Tak po prostu?

— Skoro uważa pan, że to potrzebne.

Psycholog poczuł nieprzyjemny ciężar w żołądku. Ta odpowiedź była dokładnie taka jak większość odpowiedzi Shouyo. Logiczna. Spokojna. Pozbawiona sprzeciwu. I pozbawiona emocji.

— Jest jeszcze jedna rzecz — powiedział.

Shouyo spojrzał na niego.

— Nie chcę, żebyś traktował tę konsultację jak karę.

— Nie traktuję.

— Dobrze.

Psycholog zawahał się.

— I chciałbym, żebyś spróbował powiedzieć lekarzowi dokładnie to, co powiedziałeś mnie.

— Wszystko?

— Tak.

— Nawet jeśli nie ma znaczenia?

— Zwłaszcza wtedy.

Shouyo skinął głową.

Kiedy wyszedł z gabinetu, korytarz był już prawie pusty. Uczniowie wracali na lekcje, a dzwonek miał zabrzmieć za kilka minut. Shouyo zatrzymał się na moment przed drzwiami. Psychiatra. To słowo nie wywołało w nim strachu. Nie wywołało też ulgi. Po prostu zapisał je w pamięci jako kolejną rzecz, którą należało zrobić. Potem ruszył w stronę sali. Dopiero gdy mijał schody, zobaczył Emi Moriyamę stojącą przy oknie.

— Shouyo!

Odwrócił głowę.

— Co?

— Gdzie byłeś?

— U psychologa.

Uśmiech Emi zniknął na moment.

— Wszystko w porządku?

Shouyo spojrzał na nią.

— Tak.

Emi przez chwilę mu się przyglądała.

— Na pewno?

— Tak.

— Dobrze.

Uśmiechnęła się ponownie. Shouyo ruszył dalej. Nie powiedział jej, że właśnie skierowano go na konsultację psychiatryczną. Nie dlatego, że chciał ją okłamać. Po prostu nie widział powodu, żeby jej o tym mówić. A jednak, kiedy po kilku krokach usłyszał jej kroki za sobą, po raz pierwszy od dawna poczuł coś, czego nie potrafił od razu nazwać. Niepokój. Nie o siebie. O to, co mogłoby się stać, gdyby Emi dowiedziała się, jak wiele rzeczy Shouyo nauczył się ukrywać.

Wizyta u psychiatry odbyła się kilka dni później, po zakończeniu lekcji. Daichi i Akemi nie pytali Shouyo o szczegóły, kiedy Akemi powiedziała mu, że następnego dnia pojedzie z nią na konsultację. Chłopak przyjął tę informację bez sprzeciwu. Następnego popołudnia siedział na tylnym siedzeniu samochodu i przez większość drogi patrzył przez okno. Akemi kilka razy próbowała rozpocząć rozmowę, ale szybko zauważyła, że Shouyo odpowiada półsłówkami. W końcu przestała pytać. Kiedy dotarli na miejsce, kobieta wysiadła razem z nim i odprowadziła go do poczekalni. Po chwili pielęgniarka poprosiła Shouyo do gabinetu. Akemi chciała wejść razem z nim, ale chłopak spojrzał na nią spokojnie.

— Możesz zostać tutaj.

— Jesteś pewien?

— Tak.

Kobieta zawahała się, po czym skinęła głową.

— Będę czekać.

Shouyo wszedł do gabinetu sam. Psychiatra wskazał mu krzesło znajdujące się naprzeciwko biurka. Mężczyzna miał około pięćdziesięciu lat i przez pierwsze kilka minut prowadził rozmowę w sposób zupełnie rutynowy. Pytał o szkołę, dom, relacje z rodziną, zainteresowania i codzienne funkcjonowanie. Shouyo odpowiadał spokojnie, konkretnie i bez większego zastanowienia. Nie próbował unikać pytań. Nie wydawał się również szczególnie zainteresowany tym, co lekarz zapisuje w dokumentacji. Początkowo psychiatra uznał go za wyjątkowo opanowanego nastolatka. Dopiero po kilku minutach zaczął zauważać, że pod tym opanowaniem znajduje się coś bardziej niepokojącego.

— Jak układają ci się relacje z innymi uczniami?

— Poprawnie.

— Masz przyjaciół?

— Nie określiłbym ich w ten sposób.

— Dlaczego?

— Większość ludzi jest przydatna tylko w określonych sytuacjach.

Lekarz podniósł wzrok znad notatek.

— „Przydatna"?

— Każdy ma jakieś zastosowanie.

— A ludzie, których lubisz?

Shouyo przez chwilę milczał.

— To zależy, co rozumie pan przez lubienie.

Psychiatra odłożył długopis.

— Dobrze. A powiedz mi, co według ciebie oznacza przyjaźń?

— Wzajemną korzyść, zaufanie i przewidywalność.

— A przywiązanie?

— Ryzyko.

Lekarz zmarszczył brwi.

— Ryzyko?

— Jeśli komuś zaczyna zależeć, można wykorzystać jego emocje. A jeśli człowiekowi zależy na kimś innym, ta osoba może zostać wykorzystana przeciwko niemu.

Psychiatra przez chwilę milczał. Tego rodzaju odpowiedzi nie były same w sobie dowodem żadnego zaburzenia, ale w połączeniu z wcześniejszymi informacjami zaczynały tworzyć niepokojący obraz.

— Czy kiedykolwiek celowo zraniłeś kogoś emocjonalnie?

— Tak.

— Dlaczego?

— Żeby zobaczyć, co zrobi.

— I co wtedy czułeś?

Shouyo spojrzał na niego bez zmiany wyrazu twarzy.

— Nic szczególnego.

— Nie było ci przykro?

— Nie.

— Nie miałeś wyrzutów sumienia?

— Wiedziałem, że zrobiłem coś niewłaściwego. To wystarczy.

Lekarz poczuł, że zaczyna dobierać pytania ostrożniej.

— Czy rozumiesz, dlaczego druga osoba mogła cierpieć?

— Oczywiście.

— Ale sam tego nie czułeś?

— Nie muszę czegoś czuć, żeby wiedzieć, że istnieje.

Psychiatra przyglądał mu się przez chwilę. Shouyo nie odpowiadał jak dziecko, które nie rozumie emocji innych ludzi. Wręcz przeciwnie. Rozumiał je bardzo dobrze. Potrafił je opisywać, przewidywać i analizować. Problem polegał na tym, że mówił o nich jak o mechanizmie.

— A kiedy ktoś płacze?

— Zwykle chce coś osiągnąć.

— Zwykle?

— Nie zawsze świadomie.

— Skąd to wiesz?

Shouyo wzruszył ramionami.

— Ludzie powtarzają te same zachowania.

Lekarz ponownie spojrzał na notatki. Zaczynał dostrzegać wyraźny wzorzec: ograniczoną zdolność do odczuwania winy, emocjonalny chłód, instrumentalne postrzeganie relacji i wyjątkowo rozwiniętą umiejętność obserwowania reakcji innych osób. Nie oznaczało to automatycznie konkretnej diagnozy. Chłopak był jeszcze bardzo młody, a jego zachowanie mogło być związane z traumą, sposobem obrony, rozwojem osobowości lub innymi czynnikami, których nie dało się określić podczas jednej wizyty. Mimo to psychiatra czuł narastający niepokój.

— Shouyo, czy jest ktoś, na kim naprawdę ci zależy?

Chłopak zastanowił się.

— Moja rodzina adopcyjna.

— A gdyby coś im się stało?

Shouyo spojrzał na niego spokojnie.

— Byłoby to problemem.

— Tylko problemem?

— Musiałbym zmienić sposób funkcjonowania.

Lekarz poczuł nieprzyjemny chłód.

— Nie byłbyś smutny?

— Prawdopodobnie byłoby mi przez jakiś czas trudniej.

— Ale nie wiesz, czy byłbyś smutny?

— Nie.

Psychiatra odchylił się lekko w fotelu. Przez kilka sekund nic nie mówił.

— A Emi?

Tym razem Shouyo zareagował szybciej.

— Co z nią?

— Zależy ci na niej?

— Jest interesująca.

— To nie odpowiedź.

— Jest dla mnie ważna w pewnym zakresie.

— W jakim?

Shouyo spojrzał lekarzowi prosto w oczy.

— Jeszcze tego nie ustaliłem.

To właśnie ta odpowiedź sprawiła, że psychiatra poczuł autentyczny niepokój. Nie dlatego, że chłopak powiedział coś jawnie groźnego. Powiedział to spokojnie, bez agresji i bez jakiejkolwiek próby zastraszenia. Właśnie ta całkowita neutralność była najbardziej niepokojąca.

Lekarz przez chwilę zastanawiał się, jak prowadzić rozmowę dalej.

— Czy czasami wyobrażasz sobie, jak inni ludzie zareagowaliby na bardzo trudne sytuacje?

— Często.

— Dlaczego?

— To ciekawe.

— Co jest w tym ciekawego?

— To, że człowiek może myśleć, że zna samego siebie, dopóki nie zostanie postawiony w sytuacji, której nie potrafi kontrolować.

Psychiatra poczuł, że rozmowa zaczyna wymykać się z typowego schematu wywiadu.

— Lubisz mieć kontrolę?

— Tak.

— Dlaczego?

Shouyo przez chwilę patrzył na niego bez słowa.

— Kiedy ma się kontrolę, trudniej zostać zaskoczonym.

Lekarz nie odpowiedział od razu.

Nagle zrozumiał, że chłopak nie mówi o kontroli w sposób typowy dla nastolatka, który po prostu nie lubi chaosu. Shouyo mówił o niej jak o zasadzie bezpieczeństwa. Jak o czymś, co pozwalało mu utrzymywać ludzi i sytuacje w odpowiedniej odległości.

— Shouyo — powiedział w końcu spokojnie — chcę ci coś wyjaśnić. To, co mi dzisiaj opowiadasz, nie oznacza, że jesteś „złym człowiekiem".

— Wiem.

— Ale niektóre rzeczy, o których mówisz, są dla mnie niepokojące.

— Które?

— To, że potrafisz bardzo dobrze rozumieć emocje innych ludzi, a jednocześnie wydajesz się traktować je głównie jako informacje, które można wykorzystać do przewidywania ich zachowania.

Shouyo milczał.

— Rozumiesz, dlaczego to może być problemem?

— Tak.

— I co o tym sądzisz?

Chłopak spojrzał na niego spokojnie.

— Że zależy od tego, kto ma problem.

Psychiatra przez moment nie wiedział, co odpowiedzieć.

Po raz pierwszy podczas tej rozmowy Shouyo zobaczył coś w jego twarzy, czego wcześniej tam nie było. Ostrożność.

Nie strach przed nim jako osobą. Raczej niepokój lekarza, który właśnie zauważył, że ma przed sobą przypadek wymagający znacznie dokładniejszej oceny, niż początkowo zakładał.

Konsultacja trwała jeszcze kilkanaście minut. Psychiatra nie stawiał diagnozy. Zamiast tego poinformował Shouyo, że potrzebne będą kolejne spotkania, dokładniejsza ocena jego funkcjonowania emocjonalnego oraz rozmowa z opiekunem. Chciał również skontaktować się z psychologiem szkolnym, aby porównać obserwacje zebrane w różnych środowiskach.

Kiedy Shouyo wyszedł z gabinetu, Akemi natychmiast wstała z krzesła.

— I jak?

Shouyo spojrzał na nią.

— Dobrze.

— Lekarz powiedział coś konkretnego?

— Będą kolejne wizyty.

Akemi przez chwilę patrzyła na jego twarz, próbując znaleźć w niej jakąś wskazówkę.

— Martwisz się?

Shouyo zastanowił się.

— Nie.

Kobieta westchnęła i położyła mu dłoń na ramieniu.

— W takim razie jedźmy do domu.

Shouyo skinął głową.

Ruszył z nią korytarzem, a za zamkniętymi drzwiami gabinetu psychiatra jeszcze przez kilka chwil siedział nieruchomo przy biurku. Patrzył na swoje notatki i wracał myślami do odpowiedzi chłopaka. Najbardziej niepokojące nie było to, że Shouyo nie odczuwał pewnych emocji w sposób, którego lekarz oczekiwał. Najbardziej niepokojące było to, jak dobrze potrafił je rozumieć bez konieczności ich przeżywania. Taka kombinacja wymagała szczególnej uwagi. Nie można było jeszcze powiedzieć, dokąd zaprowadzi go ten rozwój ani czy obecne cechy utrwalą się z czasem. Jedno było jednak pewne: zwykła obserwacja szkolnego psychologa już nie wystarczała.

Następne części:  Rozdział 3

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania