Saga Rodziny Jabłońskich: część I "Podchody", rozdział 1:7
Rozdział 1:7
Anatolia siedziała w fotelu na biegunach i patrzyła na spokojne, wieczorne jezioro. Trudno było sobie wyobrazić bardziej odpowiednią nazwę dla tego miejsca. Ten, kto nazwał je Urokliwym Jeziorkiem, powinien dostać za to nagrodę Nobla. Takie wieczorne i spokojne lubiła najbardziej. Nie waleczne, nie złowieszcze, nie rozbujane i odstraszające. Doskonale wiedziała, że jezioro w swoim dnie było otchłanią ciszy i bezkonfliktowości. Otaczające je lasy mieszane wydatnie się do tego przyczyniały, szczególnie świerkowe – stojące ciasno obok siebie, nie dopuszczały, by wiatry mogły sobie baraszkować po gładkiej tafli wody.
Zdarzało się jednak, że siły natury były nieubłagalne i biczowały jeziorko do białości. Gdyby ono samo mogło decydować, jakie chce być, wybrałoby zacisze, przyjazność i zachętę do kontemplacji. Nie było mu jednak dane być samotną otchłanią ciszy we wszechświecie – musiało koegzystować z wiatrami, deszczami, gradem i burzami. Tego wieczoru było takie, jakie chciało być i jakie Anatolia lubiła najbardziej – było sobą.
Anatolia również próbowała dostosować swoje myśli do panującego, zaraźliwego spokoju. Starała się myśleć pozytywnie, z dużą dozą optymizmu, tak jak często robiła to w swoim życiu. Siedząc i delikatnie bujając się w fotelu na biegunach, uświadomiła sobie, że koło się zamknęło. Pamiętała, że nie tak dawno siedziała na koniku na biegunach, którego dostała od dziadków, i bujanie sprawiało jej ogromną radość. Teraz siedziała na fotelu na biegunach, a bujanie miało już inny wymiar. Częściej towarzyszyła mu melancholia.
Najgorsza była świadomość, że minionego czasu nie da się cofnąć ani poprawić tego, z czego nie było się dumnym. Anatolia mogła się jednak pochwalić sprawczością umysłu, który pozwalał jej wracać do różnych okresów życia, przeżywać je jeszcze raz i pozwolić wyobraźni coś wyprostować. Może nie do końca przeżyć na nowo, ale przynajmniej jeszcze raz. Każda podróż do przeszłości potrafiła jednak dostarczyć emocji, z którymi nie wszyscy podróżnicy się liczyli.
– Tolka, znowu się umorusałaś jak nieboskie stworzenie. Co ja się z tobą mam, dziewczyno – powiedziała elegancko ubrana pani w kapeluszu, który zdecydowanie nie był kupiony na pchlim targu.
– No bo jeden taki ryży szurał i uważał, że wszystkie rozumy pozjadał – odparła dziewczynka, nie kryjąc niezadowolenia.
– No i co on ci zrobił?
– Mnie? Nic. Dostał po krzywych zębach i tyle. Niech mi będzie za to wdzięczny – szybciej wyrosną mu nowe.
– Bój się Boga, córko. Tak nie można rozwiązywać problemów.
– Widocznie można, bo kiedy znalazł swojego brakującego mleczaka, podszedł do mnie i pocałował w policzek.
– Nic nie rozumiem.
– A co tu jest do rozumienia? Najpierw wyśmiewał się, że jestem słaboszczak i nie dam rady wybić mu górnej jedynki, a po wszystkim oznajmił, że jak mu wybiję dolną, to się ze mną ożeni. Powiedziałam mu, że zęba mogę mu wybić, ale się z nim nie ożenię, bo jest ryży, a ryże to wredne.
– Jak tak dalej będziesz robiła, to zostaniesz starą panną.
– No nie wiem, czy to tak działa. Ryży powiedział, że dla niego to nie problem i chętnie ufarbuje sobie włosy, jak mi rudy kolor nie odpowiada.
– To rzeczywiście zabujał się w tobie – stwierdziła mama Toli.
– No chyba. Tak mu przyłożyłam, że długo się po tym bujał. Ale muszę przyznać, że zachował się przyzwoicie.
– To znaczy?
– No, że nie ryczał. Ale ja tam nie wiem, czy coś by dało, gdyby przemalował sobie włosy. Charakteru chyba się nie da przemalować.
– To powiedz mi, co ja mam zrobić, jak matka tego… no, jak mu tam było na imię…
– Nie uwierzysz. Na imię ma Lolek, jak ten z kreskówki. Też taki jakiś okrągły, a włosy – oprócz tego, że ryże – takie jakieś niepoukładane.
– A jakie miały być, jak mu przyłożyłaś?
– Mówię, jakie były przed piąsteczką. Potem mu się ułożyły. Nie dość, że jestem jego dentystką, to jeszcze robię za fryzjerkę. Następnym razem muszę brać za to kasę.
– Oj, córuś, na kogo ty wyrośniesz?
– Przecież wiadomo – na dentystkę i fryzjerkę – odparła zdziwiona Tola.
Mama Toli, pani Genowefa, marzyła kiedyś, że jeśli Bóg obdarzy ją córką, będzie mogła ubierać ją tak, jak przystoi na dziewczynkę – z wszelkimi atrybutami. Na początku było tak, jak sobie wymarzyła, i ubierała córkę tak, jak kiedyś ubierała swoje lalki. Tyle że Tola była żywa i z roku na rok stawała się coraz żywsza. W końcu sukieniusie w falbaneczki poszły w kąt, a córka zaczęła stawiać warunki, że jeśli mama nie kupi jej spodni, to w ogóle nie będzie wychodzić z domu.
Mama postanowiła wziąć córkę na przetrzymanie i złamać – według niej – bezsensowny opór. Teraz Tola stała przed swoim byłym pierwowzorem mody i daleko odbiegała od ideału mamy: w poplamionych, wymiętolonych i podartych granatowych spodniach, w białej koszulce równie obficie pokrytej nierówno rozmieszczonymi plamami błota, i w przemoczonych do suchej nitki tenisówkach, które powinny być w kolorze spodni, ale były pokryte grubą warstwą błota. Każdy mógł się tylko domyślać, jak wyglądała jej twarz i włosy.
– Powiedz mi, Tolka…
– Ty ciągle „Tolka, Tolka”, a tak naprawdę – kto daje dziecku na imię Anatolia?
– To piękne imię. Też chciałabym takie mieć na pierwsze, ale mam tylko na trzecie.
– To spełniłaś swoje marzenia, dając córce to imię na pierwsze i jedyne, które ty masz na trzecie, tak?
– No nie, skądże znowu. Tata też miał coś do powiedzenia.
– No ile?
– Trochę.
– Dobra. Chciałaś mieć Tolkę, to ją masz. Tę z kreskówki też zwą Tolką i jakoś sobie radzi.
– Odbiegłyśmy od tematu. Powiedz mi w końcu, dlaczego się tak umorusałaś? Przecież jeśli dałaś temu… Lolkowi w twarz, to skąd te wszystkie mokre plamy po błocie?
– A to już inna historia. I tu ciekawostka – to efekty starcia z kolegą Lolka ze szkoły. I tu nie uwierzysz – na imię miał Bolek, też jak ten z kreskówki. Pamiętasz, że ten Bolek z kreskówki to był taki cwaniak i mądrala? Tak samo jak ten kolega ryżego. Powiedział, że nie dam rady pokonać go w zapasy.
– No i co, siłowałaś się z nim?
– E tam, jakie to tam było siłowanie. Wszystko trwało raptem pięć sekund. Nie mogę się tym za bardzo chwalić, bo ten Bolek to był taki chuderlak i wątlak. A ja to jestem góra muskuł – powiedziała Tola i napięła oba obłocone przedramiona. – Ten to się nawet popłakał. Nie wiem, czy to było z bólu w plecach, bo nie powiem – gruchnęłam nim w glebę dosyć ochoczo i porządnie. Mogło go też boleć na duszy, bo przegrał z dziewczyną. Tak szczerze, to ja już wolę tego Lolka, bo przynajmniej się nie mazał.
– No ale skąd te plamy błota na twarzy i… wszędzie?
– Nie mówiłam? Bolek postawił warunek, że walka musi się odbyć w kałuży, a tych u nas pełno po ostatniej ulewie. Cienias myślał, że się przestraszę. Nic z tych rzeczy. Narzekasz na mój wygląd, a lepiej byś zapytała, jak wyglądał ten, co przegrał.
– Nie pytam i nie chcę tego wiedzieć. Tolu, tyle razy ci mówiłam, że siła nie leży w bicepsach, tylko w zdolności perswazji.
– To powiedz mi, jak ty byś zrobiła, gdyby Lolek śmiał się z ciebie, że nie dasz rady mu wybić tej chwiejącej się jedynki, a Bolek chwalił się przed wszystkimi, że rozłoży cię na łopatki?
– Pewnie bym sobie poszła i uznała, że nie są warci, żeby się z nimi bawić.
– To jesteśmy różne. Ja nikomu nie dam po sobie pojechać, i rezultaty są widoczne.
– Jeden wybity ząb i płaczący chłopczyk – podsumowała mama Toli.
– Nie tylko. Jeden z nich chce nawet przefarbować włosy, żeby się ze mną ożenić. Teraz nikt mi na podwórku nie podskoczy, a ci dwaj będą mi usługiwać i uganiać się za mną. A jak będą próbowali zmienić układ sił, to ja im przypomnę, gdzie jest ich miejsce.
– Totalna porażka – westchnęła mama.
– Wprost przeciwnie. Dwa pewne zwycięstwa i to przez nokaut.
– Mam na myśli sposób, w jaki cię wychowałam. Myślałam, że będziesz chodzić w sukieneczkach, z ładnie i schludnie splecionymi warkoczykami, a co wyszło?
– Podarte spodnie i rozwichrzone włosy – dumnie odparła Tola.
– Ja się nie nadaję na matkę, bo nawet nie potrafię poradzić sobie z jedenastolatką.
– Nie przejmuj się, mamo. Może będzie lepiej, jak będę nastolatką – pocieszała Tola, a mama kolejny raz głęboko westchnęła, aż jej kapelusz zmienił położenie.
Anatolia uśmiechnęła się do siebie, patrząc na jezioro, i wydawało jej się, że jezioro też się do niej uśmiechnęło, kiedy mewa uniosła się w powietrze, zostawiając po sobie rozchodzące się po wodzie kręgi.
Pamiętała wiele szczegółów ze swojego dzieciństwa, chociaż będąc jedenastolatką nie uważała, że była dzieckiem – tylko sobą, Tolą, której daleko było do dziecka, a znacznie bliżej do nieustraszonej młodej kobiety.
Tola, ta siedemdziesięcioletnia, nie mogła pojąć, jak bozia mogła tak zawalić robotę, pozbawiając ją wtedy instynktu samozachowawczego i choćby namiastki strachu. Są wprawdzie gorsze choroby, jak na przykład analgezja wrodzona, kiedy człowiek nie odczuwa bólu i nie jest w stanie bronić się przed szkodliwymi bodźcami – a pani doktor medycyny Anatolia Grzeszna doskonale wiedziała, o czym mówi.
To samo mogła powiedzieć o sobie, kiedy była w okresie, w którym czuła się nieustraszona i niezwyciężona. Jej późniejsze życie nie potoczyło się jednak według wyobrażeń jedenastoletniej Toli. Czy tego żałuje? Nie – ani Tola, ani Anatolia. Jedenastoletnia i siedemdziesięcioletnia Tola miały jedną wspólną cechę: nie oglądały się za siebie i nie żałowały podjętych decyzji, niezależnie od ich charakteru.
Komentarze (4)
Bardzo przepraszam za te dwie gwiazdki. Dopiero poznaję portal i przez przypadek kliknęłam paluchem złą ocenę. Chciałam dać 5. Nie da się tego zmienić.
Tekst bardzo mi się podobał i chętnie przeczytam dalszy ciąg, jeśli są już dostępne kolejne rozdziały. 😊
Hej Monika, nic nie szkodzi. Nie piszę dla gwiazdek. Następnym razem „dasz mi 8 gwiazdek” i rachunki się wyrównają 😉. Najważniejsze, że Ci się podobało. Wnioskuje, że musimy mieć podobne zacięcie do humoru. Mam dalsze części Tomu I Podchody. Razem jest ich siedem, stąd też numeracja 1:7. Wieczorem wrzucę kolejne dwa rozdziały. Przyjemnego czytania…
zapowiada się dobrze. Fabuła może wciągnąć ale...
Zamiast budować relację z Anatolią, na pierwszym planie ląduje... Urokliwe Jeziorko. z dylematami egzystencjalnymi :-) To odciąga uwagę od bohaterki, a powrót do tego motywu na końcu rozdziału ociera się niestety o kicz.
Tola ma urok. Dobrze się zapowiada jako bohaterka.
czy zabawa słowem „bujać” jest zamierzona? Jeśli tak to została przedawkowana – zamiast zgrabnej klamry wyszła nużąca monotonia.
przemoczone do suchej nitki tenisówki - raczej mokre stopy w przemoczonych do suchej nitki tenisówkach.
czekam na kolejna część.
ps.
sprawdź kiedy pojawiał się Tola
Dziękuję za cenne uwagi. Zamiar to jedno, odbiór to już co innego. Doceniam, że poświęciłeś chwilę czasu nie tylko na przeczytanie, ale też na wyłapanie nieścisłości. Z jeziorkiem wyszło jak wyszło, ale miało być katalizatorem ludzkich problemów. Tola/Anatolia jest jedną z wielu głównych postaci, kotwicą sagi, ale nie najważniejszą. Pozdrawiam.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania