Sedno sprawy
Jeszcze nie mam złych poranków, nie muszę zabijać.
Mogę bezczelnie patrzeć w niebo ponad miejscami
i sprawami nie do zastąpienia innym wyborem.
Przyjaźnie zaciągnięte niepamięcią.
Dług metafizyczny za prowizorki na haczyk, zaszczepkę krwi.
Niejedna miała oczy matki, do zrywania na pierwsze śniadanie.
Rozbierałem je z nadruków, nowych zasłon,
aż do gołych ścian
i fugi światła ze spadzią skóry kochającej się kobiety.
Kiedyś po odpaleniu papierosa i świtu grzałką do wody,
zacząłem myśleć o otrzymanych od życia wiadomościach
i podrzucanych przez Boga anonimach.
Pod ikonką do opróżnienia
nie ma ślepego mściciela, łowcy nagród.
Jedynie wystawiony na mnie wiersz gończy.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania