Poprzednie częścisedno obiecane

Sedno sprawy

Jeszcze nie mam złych poranków, nie muszę zabijać.

Mogę bezczelnie patrzeć w niebo ponad miejscami

i sprawami nie do zastąpienia innym wyborem.

Przyjaźnie zaciągnięte niepamięcią.

 

Dług metafizyczny za prowizorki na haczyk, zaszczepkę krwi.

Niejedna miała oczy matki, do zrywania na pierwsze śniadanie.

Rozbierałem je z nadruków, nowych zasłon,

aż do gołych ścian

i fugi światła ze spadzią skóry kochającej się kobiety.

 

Kiedyś po odpaleniu papierosa i świtu grzałką do wody,

zacząłem myśleć o otrzymanych od życia wiadomościach

i podrzucanych przez Boga anonimach.

 

Pod ikonką do opróżnienia

nie ma ślepego mściciela, łowcy nagród.

Jedynie wystawiony na mnie wiersz gończy.

Średnia ocena: 2.1  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania