SEN BOGA — ROZDZIAŁ 3 CZAS PODRÓŻY

SEN BOGA

KSIĘGA PIERWSZA — ZIEMIA, ATHERIA I PRZYSIĘGA

ROZDZIAŁ 3

CZAS PODRÓŻY

 

Podróż trwała, choć nie potrafiłem określić, ile czasu minęło. Nie widziałem wschodu ani zachodu słońca. W pomieszczeniach, które mi przydzielono, światło zmieniało natężenie, lecz nie wiedziałem, czy miało to związek z upływem godzin, czy z czymś zupełnie innym. Przestałem liczyć dni. Każda próba ustalenia czasu kończyła się tym samym: odkrywałem, jak mało mogę zmierzyć.

Nie były to zwyczajne kwatery pasażerskie. Przydzielono mi rozległy zespół połączonych pomieszczeń: główną salę, sypialnię, miejsce wypoczynku i osobną salę ze stołem. Ciemne ściany przecinały złote pasma światła, a gładkie powierzchnie zdawały się reagować na obecność. Jedna ze ścian była przejrzysta; za nią rozciągały się kolejne warstwy konstrukcji statku, tak ogromne, że trudno było pojąć ich przeznaczenie.

Nie byłem więźniem. Nikt mnie nie zamykał, nie pilnował przy drzwiach i nie wydawał mi poleceń. Mogłem poruszać się po wyznaczonych częściach statku, wracać do przydzielonych mi pomieszczeń i prosić Lyrę o pomoc. A jednak czułem się odcięty od wszystkiego, co znałem. Wolność bez możliwości powrotu okazała się pojęciem trudniejszym, niż przypuszczałem.

Czasami zatrzymywałem się przy ścianach i przykładałem do nich dłoń. Materiał był chłodny, lecz pod powierzchnią wyczuwałem delikatne drżenie. Nie były to mechaniczne wibracje. Raczej powolny puls, który pojawiał się i znikał, zanim zdążyłem się upewnić, że naprawdę go poczułem.

— Czy statek żyje? — zapytałem pewnego razu.

Lyra stała obok mnie. Nie dotknęła ściany, ale jej palce przesunęły się po niej w geście, który przypominał znajome powitanie.

— Nie wiem, jak zdefiniowałbyś życie w odniesieniu do tej konstrukcji.

— To nie jest odpowiedź.

— To najuczciwsza odpowiedź, jaką mogę ci dać.

Nie kłóciłem się. Coraz lepiej rozumiałem, że Lyra nie unikała odpowiedzi po to, by mnie drażnić. Niektóre granice tkwiły w niej głębiej niż zwykła ostrożność. Bywały chwile, kiedy chciała coś powiedzieć, lecz nagle milkła, jakby natrafiła na niewidzialną przeszkodę. Raz przerwała zdanie i przez kilka sekund patrzyła w pusty korytarz. Nie zapytałem, co zobaczyła. Nie byłem pewien, czy chciałem wiedzieć.

Pewnego razu, gdy zatrzymaliśmy się przy szerokim oknie wychodzącym na wewnętrzne konstrukcje statku, przyjrzałem się Lyrze uważniej. Jej skóra miała ciepły, naturalny odcień. Przy skroni dostrzegłem ledwie widoczną linię, która znikała pod włosami, a pod skórą nadgarstka przemknął delikatny refleks.

— Lyro, kim właściwie jesteś? — zapytałem. — Czasami wydajesz mi się człowiekiem, a chwilami mam wrażenie, że jesteś kimś zupełnie innym.

Spojrzała na mnie z lekkim zdziwieniem.

— A czym, twoim zdaniem, powinnam być?

Nie spodziewałem się takiego pytania. Przez całe życie uważałem, że odpowiedź jest oczywista. Teraz jednak nie potrafiłem jej znaleźć.

— Czy wszyscy mieszkańcy Vaelory są tacy jak ty? — zapytałem.

— Oczywiście. A jak mielibyśmy być inni?

— Tęsknisz za domem — powiedziałem.

Lyra nie odpowiedziała od razu. Jej spojrzenie zatrzymało się na odległych konstrukcjach statku.

— Tak. Bardziej, niż potrafię wyrazić.

— Jaka jest Vaelora? — zapytałem. — Kiedy o niej mówisz, mam wrażenie, że zostawiłaś tam coś więcej niż tylko miejsce, w którym mieszkasz.

Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech.

— Zostawiłam tam całe swoje życie. Erena, Serę… wszystko, do czego chciałabym móc wrócić.

Zawahałem się. Imiona, które wypowiedziała, zabrzmiały tak, jakby każde z nich przywoływało osobne wspomnienie.

— Eren i Sera to twoi bliscy? — zapytałem ostrożnie.

Lyra spojrzała na mnie.

— Eren jest moim mężem, a Sera naszą córką.

Przez chwilę nie wiedziałem, co powiedzieć.

— Masz rodzinę… — wyrwało mi się. — Przyznam, że wyobrażałem sobie twoje życie zupełnie inaczej, kiedy powiedziałaś mi, że jesteś połączeniem biologii i technologii. Nie pomyślałem, że możesz mieć męża i córkę, że możesz kochać kogoś tak jak ja kocham moją żonę.

Lyra przez chwilę milczała.

— A dlaczego miałabym nie kochać?

Nie znalazłem odpowiedzi.

— Żyjemy inaczej, niż sobie wyobrażasz — dodała spokojnie. — Ale to nie znaczy, że nasze uczucia są mniej prawdziwe. Mam ciało, które czuje. Mam wspomnienia, pragnienia i ludzi, bez których moje życie nie byłoby takie samo. Eren i Sera nie są częścią mojego programu ani zadania. Są moją rodziną.

W jej głosie nie było gniewu. Mimo to poczułem, że dotknąłem czegoś ważnego, czego nie powinienem był oceniać na podstawie własnych wyobrażeń.

— Przepraszam — powiedziałem. — Nie chciałem cię urazić.

— Wiem.

Odwróciła wzrok ku przejrzystej ścianie. Przez moment na jej twarzy znów pojawił się ten sam smutek, który zauważyłem wcześniej.

— Nasze miasta wtapiają się w krajobraz, a przyroda jest częścią codziennego życia — powiedziała. — Trudno mi to wyjaśnić komuś, kto nigdy tam nie był.

— Brzmi jak piękne miejsce.

— Jest piękne — odpowiedziała cicho.

Przez chwilę patrzyła na konstrukcje przesuwające się za przejrzystą ścianą. Jej uśmiech powoli zniknął.

— Chciałabym znów tam być.

Pomyślałem o Erenie i Serze. O ludziach, których zostawiłem na Ziemi, nie wiedząc nawet, czy kiedykolwiek jeszcze ich zobaczę.

— Dlaczego nie możesz do nich wrócić? — zapytałem.

Lyra przez chwilę patrzyła na odległe konstrukcje statku.

— Nie każda podróż zaczyna się od decyzji, którą sami podejmujemy.

— To znaczy, że nie chciałaś tu być?

— Tego nie powiedziałam.

— Ale też nie odpowiedziałaś na moje pytanie.

Odwróciła wzrok. Za przejrzystą ścianą przesuwały się kolejne warstwy konstrukcji, a złote pasma światła znikały za ciemnymi strukturami.

— Są sprawy, o których nie mogę mówić.

— Nie możesz czy nie chcesz?

Odwróciła się ku mnie. Przez moment w jej oczach dostrzegłem niepokój, którego nie potrafiła całkowicie ukryć.

— Czy naprawdę widzisz między tymi słowami tak wielką różnicę?

— A gdybyś chciała wrócić na Vaelorę? Do Erena i Sery? Mogłabyś po prostu odejść?

Jej twarz złagodniała na dźwięk imion najbliższych. Przez chwilę wyglądała tak, jakby myślami znalazła się daleko stąd, w miejscu, którego nie mogła zobaczyć ani dotknąć.

— Nie wszystko zależy od tego, czego pragniemy.

— Kto o tym decyduje?

Jej palce zacisnęły się lekko, a potem powoli rozluźniły.

— Proszę, nie pytaj mnie o to.

Chciałem nalegać, ale coś w jej głosie mnie powstrzymało. Nie brzmiała jak ktoś, kto nie chce podzielić się tajemnicą. Raczej jak ktoś, kto boi się konsekwencji wypowiedzenia choćby jednego słowa za dużo.

Po raz pierwszy pomyślałem, że Lyra może być równie daleko od własnego domu, jak ja od Ziemi.

Tyle że ja nie wiedziałem, dlaczego znalazłem się na tym statku. Ona zaś zdawała się wiedzieć coś, czego nie mogła mi powiedzieć.

Zdarzało mi się obserwować załogę z oddali. Ludzie — albo istoty, które wyglądały jak ludzie — pracowali z cichą sprawnością. Gdy przechodziłem, przerywali czynności i ustępowali mi drogi. Raz młody członek załogi upuścił narzędzie, gdy zobaczył mnie w przejściu. Natychmiast ukląkł, jakby popełnił niewybaczalny błąd. Nie wiedziałem, co zrobić. Podniosłem narzędzie i podałem mu je. Przez sekundę patrzył na moją dłoń z wyraźnym przerażeniem, po czym skłonił głowę tak nisko, że niemal dotknął czołem podłogi.

— Nie musisz tego robić — powiedziałem.

Nie odpowiedział. Odszedł szybko, a ja zostałem z narzędziem w ręku i poczuciem, że nawet najprostszy gest może tu znaczyć coś, czego nie rozumiem.

Nie rozumiałem, dlaczego traktowali mnie z tak wielkim szacunkiem. Nie czułem się kimś wyjątkowym. Nadal byłem człowiekiem, który pamiętał ciemną sypialnię, spokojny oddech żony i obraz własnego ciała leżącego na łóżku. Wspomnienie nie słabło, lecz im dłużej do niego wracałem, tym mniej ufałem własnej interpretacji. Wiedziałem, co zobaczyłem — a przynajmniej tak mi się wydawało. Nie potrafiłem natomiast ustalić, czy tamtej nocy naprawdę przekroczyłem granicę życia, czy wydarzyło się coś, dla czego nie znałem jeszcze nazwy.

Kiedy pytałem Lyrę o Atherię, odpowiadała krótko. To miejsce było celem podróży, lecz nie opisywała go jak planety, którą można zobaczyć na mapie. Mówiła o nim jak o progu — miejscu, za którym czekało coś, co znało moje imię, choć ja nigdy wcześniej go tam nie wypowiedziałem.

— Czy tam spotkam tych, którzy wiedzą, co się ze mną stało? — zapytałem.

— Spotkasz tych, którzy czekają na twoje przybycie.

— To znowu nie to samo.

— Wiem.

Tym razem nie brzmiała obojętnie. Była w jej głosie nuta zmęczenia, być może nawet współczucia. Nie próbowała jednak obiecywać, że na Atherii znajdę odpowiedzi. Zaczynałem podejrzewać, że sama podróż była częścią czegoś, co rozgrywało się poza moim zrozumieniem.

Pewnego dnia złote pasma w ścianach rozjarzyły się jednocześnie. W głębi statku rozległ się dźwięk tak niski, że bardziej poczułem go w kościach, niż usłyszałem. Światło zamarło na moment, a Lyra zatrzymała się w pół kroku. Po raz pierwszy zobaczyłem, że naprawdę się boi.

— Co się dzieje? — zapytałem.

— Zbliżamy się do Atherii.

Po raz pierwszy od chwili przybycia na statek poczułem, że wydarzenia nabierają kierunku. Nie oznaczało to, że byłem gotowy na to, co miało nastąpić. Oznaczało tylko, że nie mogłem już dłużej udawać, iż podróż jest bez końca.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania