Sky Tower, prawdziwki i podgrzybki z Placu Hirszfelda – cykl
Punkt widokowy
To była para staruszków z nieznoszoną miłością niczym terapia.
Drobił trzy kroczki na jej jeden. Godzinami szorowali długi korytarz,
aż po rojenia w palcach za smutnymi oknami.
Prześliczna wolontariuszka
Szpitalny sekwens dziesięciu kart w nogach u Pana Bojaźni.
Moja, znaczona brała większość puli jej dyżuru, wymykaliśmy się
na rozścielony księżyc grać w wydmuchiwanie oddechów.
Jej były kółka, ja stawiałem krzyżyki.
Mąż ją wychodził po trzech pielgrzymkach.
Była z deszczu, w drzwiach kochała.
Byłem starszy
Bardziej niż powinienem być teraz,
kiedy można już mniej stracić i normalnie kochać
podobnych nosicieli samotności.
Przywykłem, że niektórzy nie przeszli przez dziewicze pragnienia,
czając się w zasadzce jedynie z interesującymi kłamstwami,
które wzbierają pod naświetlanymi oczami.
Ballada o Krzykach bez Muriel Spark
Byłem nieodczulony na metrum stukania jej obcasów,
odcinających z tramwajowego stryczka powietrze,
już lżejsze o te półtony. Zawsze kryłem się z przewidywaniem
czegoś, co miałoby większy sens gdyby zaistniało tragedią.
Jej twarz jarzy się już tylko lampką nocną, gaszoną bezdotykowo
Zasunięta foliową storą. Po dzień dobry. Cześć naszą nieutraconą
za przypadkowym rogiem. Tam, gdzie co druga dziewczyna
wciąż ma zielone oczy, nikt nie ucieka skutecznie od miłości.
Niewiele ludzkich omijaków przy wysypie słońca.
Komentarze (4)
Jakby taka smutno-gorzka opowieść kogoś mądrzejszego o to co przeżył, o tym co przeżył. Tak żeby nie tylko zrozumieć, ale i poczuć.
Krzyki przywołały we mnie wspomnienia jak z córką wyrwałam się na spacery z Przylądka.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania