Status: Uczestnik - Rozdział drugi: Miganie
Zamarzam.
Jeszcze raz czytam zdanie. Wolniej.
„Program pilotażowy aktywny. Status: uczestnik."
Marszczę brwi.
– Co do...?
Odwracam ulotkę. Przód. Tył. Nic. Żadnego nazwiska. Żadnego kodu. Żadnego sensu.
A jednak.
To nie wygląda jak reklama.
To wygląda jak komunikat.
Czuję ucisk pod mostkiem. Taki znajomy. Niepokojący.
– Uczestnik... niby kto?
Odruchowo dotykam skroni. Potem karku. Jakbym czegoś szukał.
Jakbym już coś tam miał.
Krótki, nerwowy śmiech.
– Spokojnie, Marek... odpierdala ci.
Ale myśl już siedzi.
Siedem dni temu wyszedłem z ośrodka.
Siedem.
I co ja właściwie pamiętam?
Obrazy rozmazane. Jak przez brudną szybę.
Światło. Cisza. Tabletki.
Głosy.
I coś jeszcze.
Coś, czego nie mogę złapać.
– Nie... nie zaczynaj – zaciskam oczy.
Pies szczeka gdzieś z boku. Krótko. Żywo.
Podnoszę głowę.
Biega. Jakby świat był prosty.
Zazdroszczę mu.
Patrzę znowu na ulotkę.
To jedno zdanie... jakby było cięższe od reszty.
Jakby coś znaczyło.
Wyciągam telefon.
Pusty.
Ale przez ułamek sekundy—
ekran miga.
Jakby coś próbowało się pokazać.
I zostało ucięte.
Serce przyspiesza.
– Dobra... albo zwariowałem... albo ktoś się bawi.
Ściskam ulotkę w dłoni.
Nie wyrzucam.
Kieszeń.
Na później.
Bo jeśli to śmieć — zapomnę.
A jeśli nie...
Patrzę na ludzi wokół.
Na psy.
Na zwykłe życie.
I pierwszy raz od dawna czuję coś więcej niż pustkę.
Niepokój.
Ciekawość.
Strach.
– Coście mi zrobili... – mruczę.
Pies podbiega, siada obok, dyszy jak głupi.
Kładę mu rękę na głowie.
– Chyba mamy problem, co?
Merda ogonem.
Oczywiście, że ma to gdzieś.
Wstaję.
– Chodź. Idziemy.
Wychodzimy z parku.
Powietrze drażni. Światło za ostre. Ludzie za blisko.
– Sklep... – mruczę. – Trzeba coś kupić.
I dla niego. I dla siebie.
Idziemy w stronę samoobsługowego punktu.
Kiedyś były tu sklepy.
Teraz są systemy.
Wyciągam telefon.
Znowu.
Pusty.
Sprawdzam konto.
165 kredytów.
– No pięknie... – parskam. – Ledwo żyję, a jeszcze prąd.
Drzwi sklepu rozsuwają się bezgłośnie.
W środku chłodno. Sterylnie.
Na środku — hologram kobiety.
Za ładna, żeby była prawdziwa.
– Witam. W czym mogę pomóc?
Nie odpowiadam. Tylko kiwam głową.
Jej uśmiech ani drgnie.
Rejestruje wszystko.
Rozglądam się.
Półki puste.
Tylko znaczniki.
Patrzysz — pojawia się produkt.
Patrzysz dłużej — masz opis, skład, cenę.
Wszystko od razu. Bez pytania.
– Jasne... – mruczę. – bo po co prywatność.
Biorę wodę. Chipsy. Piwo.
Rutyna.
Podchodzę do hologramu.
– Czy znalazł pan wszystko, czego pan potrzebuje?
– Tak.
Chwila ciszy.
Uśmiecha się szerzej.
Za szeroko.
– Marek.
Zamarzam.
– Dziękujemy za udział w programie.
Serce zatrzymuje się na sekundę.
– Co?
Hologram wraca do neutralnego wyrazu.
– Proszę podać numery produktów.
Patrzę na nią.
Jakby nic się nie stało.
Jakby przed chwilą nie powiedziała mojego imienia.
Jakby—
– ...tak – mówię automatycznie.
Podaję numery.
Płacę.
Po lewej stronie wysuwa się paczka.
Idealnie zapakowana.
Zawsze mnie to wkurwia.
Za idealne.
Biorę ją.
– Dziękujemy za zakupy.
Nie odpowiadam.
Wychodzę.
Na zewnątrz powietrze uderza mocniej niż wcześniej.
Otwieram wodę.
– Chodź.
Pies dopada butelki i pije jak szalony.
Patrzę na ulicę.
Na ludzi.
Na kamery.
– Program pilotażowy... – szepczę.
Kieszeń.
Czuję ulotkę.
Jakby była cięższa niż powinna.
– Muszę to sprawdzić.
Wracamy do bloku.
Skrzynki na listy.
Te same ogłoszenia.
Nie patrzę.
Wystarczy.
Wchodzę do klatki.
Winda działa.
Oczywiście teraz.
Wchodzę.
Drzwi się zamykają.
Na sekundę światło przygasa.
Panel miga.
I przez ułamek sekundy widzę:
STATUS: UCZESTNIK
Mrugam.
Znika.
– ...nie.
Drzwi się otwierają.
Korytarz.
Sąsiad.
Patrzy.
Za długo.
Mijamy się bez słowa.
Drzwi mieszkania.
Wchodzę.
To samo.
Bałagan. Cisza. Syf.
– No tak... – rzucam.
Zdejmuję buty.
Torba ląduje na podłodze.
Pies od razu na legowisko.
Ja na kanapę.
Włączam telewizor.
Jakiś szum. Obrazy.
Nie patrzę.
Sięgam do kieszeni.
Ulotka.
Rozkładam ją jeszcze raz.
To samo zdanie.
Ale teraz...
mam wrażenie,
że ktoś patrzy razem ze mną.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania