Status: uczestnik - Rozdział Pierwszy: Początek

Może i to będzie kolejna dziwna historia.

Ale wypadałoby się przedstawić.

Mam na imię Marek. Mieszkam na przedmieściach Krakowa.

Z psem. Jedyną istotą, dla której jeszcze wstaję z łóżka.

Kiedyś byłem strażakiem.

Teraz jestem zawieszony. Oficjalnie — przez depresję.

Nieoficjalnie — bo przestałem sobie radzić.

Spoglądam na zegarek.

20.09.2067.

Minęło siedem dni odkąd wypuścili mnie z ośrodka.

Siedem dni, a ja dalej nie wiem, co zrobić z własnym życiem.

– Trzeba wstać... – mruczę pod nosem.

Zaraz znowu będzie za późno na spacer.

Podnoszę się z łóżka z wysiłkiem, jakby ktoś przywiązał mnie do materaca.

Zakładam skarpety, koszulkę, krótkie spodnie.

W drodze do łazienki zatrzymuję się przy lustrze.

Patrzę.

I widzę kogoś, kto wygląda jak ja... ale już nim nie jest.

– Kurwa, co się ze mną stało...

Mieszkanie wygląda jeszcze gorzej.

Zasłony szczelnie zamknięte.

Pudełka po jedzeniu walają się po podłodze.

Świat na zewnątrz istnieje, ale nie dla mnie.

– Powinienem posprzątać...

Cisza.

– ...ale mi się nie chce.

– Chodź, <imię psa>. Spacer.

Pies od razu podnosi głowę. Ogon zaczyna mu chodzić jak szalony.

Uśmiecham się pierwszy raz od... nie wiem kiedy.

Może to jedyny powód, dla którego jeszcze tu jestem.

Zapinam mu szelki. Nigdy nie lubił obroży.

Wychodzimy z mieszkania i podchodzimy do windy.

Na drzwiach znowu ta sama kartka: NIECZYNNE.

– Kurwa... znowu? Już piąty raz w tym tygodniu...

Patrzę na przycisk. Martwy.

– No tak... siódme piętro. Idealnie.

Przez chwilę stoję w ciszy.

Zastanawiam się, czy w ogóle iść.

Spoglądam na psa.

Merda ogonem jak szalony.

– Dobra... chodź. Zejdziemy schodami.

Ruszamy.

Schodząc, układam w głowie plan:

szybko na dół, nikogo nie spotkać, wyjść z klatki i prosto do parku.

Prosto i bez ludzi.

Zamykam się w tych myślach tak bardzo, że na półpiętrze wpadam na kogoś.

Starsza kobieta. Zakupy rozsypują się po schodach.

– O Boże! Nic pani nie jest? Przepraszam, ja...

Milknę.

Kobieta powoli się podnosi i zaczyna otrzepywać płaszcz.

– Już zbieram – mówię szybko i schodzę niżej po rozsypane rzeczy.

Gdy wracam, siedzi na schodach.

Dotyka głowy, ucha... co chwilę zerka na telefon.

Nagle patrzy na mnie.

– Nic się nie stało, synku – mówi spokojnie. – Na szczęście wszczep działa... znowu cię słyszę.

Uśmiecha się lekko.

– Możesz mnie teraz przeprosić jeszcze raz.

Czuję, jak żołądek mi się zaciska.

– Przepraszam... naprawdę.

Kiwa głową.

A ja już widzę to wszystko w głowie.

Co by było, gdyby ten wszczep nie zadziałał.

Ile by to kosztowało.

Ile ja bym musiał zapłacić.

I że mnie na to po prostu nie stać.

Jeszcze lekko oszołomiony mówię do starszej pani:

– Pomóc pani wnieść zakupy do domu?

Spogląda na mnie i odpowiada:

– Nie, nie trzeba. Widzę, że się spieszysz...

I miała rację. Strasznie się śpieszę, żeby wyprowadzić mojego psa... bo zaraz narobi na klatce.

Żegnam się z kobietą i schodzę do głównego wyjścia z bloku.

Już mam wychodzić, kiedy coś przykuwa moją uwagę.

Skrzynki na listy.

Całe oblepione ogłoszeniami.

Wszczepy.

Poprawa pamięci.

Wzmocnienie zmysłów.

Stabilizacja emocjonalna.

Zatrzymuję się na chwilę.

Za dużo tego.

Wzdycham i zgarnę kilka na chybił trafił.

Ładuje je do tylnej kieszeni.

– Będzie co czytać... – mruczę pod nosem.

– Chodź.

Wychodzimy z klatki.

Słońce uderza mnie prosto w oczy.

– Kurwa... jak ja nie lubię wychodzić z domu...

Przyspieszam kroku.

– Chodź, szybko do parku.

Droga zajmuje może pięć minut.

Przez cały czas myślę o tych wszczepach.

Jak to działa?

Czy naprawdę pomaga?

Czy da się... naprawić głowę?

Wchodzimy na wybieg dla psów.

Odpinam smycz.

– Leć. To twoja chwila.

Pies rusza od razu.

A ja siadam na ławce.

Rozkładam ulotki.

I zaczynam czytać.

Czytam pierwszą ulotkę.

Zwykłe hasła: poprawa pamięci, stabilizacja emocji, kontrola impulsów.

Przewracam ją na drugą stronę.

Mały druk, dużo technicznego bełkotu.

Już mam ją odłożyć, kiedy coś przykuwa moją uwagę.

Jedno zdanie. Jakby dopisane później. Nie pasuje do reszty:

„Program pilotażowy aktywny. Status: uczestnik."

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • droga_we_mgle wczoraj o 12:34
    Nagła zmiana klimatu. Robi się bardziej realistycznie, wchodzi na scenę szara codzienność.

    Styl nadal dobry. Można się domyślić, jaką decyzję podejmie bohater, ale obawiam się, że to słaby pomysł...

    Oby tak dalej (z pisaniem).

    Pozdrawiam
  • droga_we_mgle wczoraj o 12:35
    Komentowanie tekstów kawałek czasu po tym jak zeszły z głównej to mój stały (brzydki?) nawyk

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania