Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Szpitalna Historia O Duchach — Rozdział 02
Dopiero po chwili dotarło do niej, że należał on do tego, z którym tamta po cichu rozmawiała. Nie spodziewała się tego, że będzie miał tak magnetyczny, tajemniczy ton głosu. Gdyby to była inna sytuacja, zapewne byłaby nim zainteresowana, ale nie w takim momencie jak ten.
A kiedy po cichu zbliżał się w kierunku światła, mogła w końcu dostrzec jego wyraz twarzy. Tak samo, jak pielęgniarki, bo reszta miała maski na twarzach i nie mieli zamiaru ich zdejmować. Prawdę mówiąc, nie był w jej typie, ale nie znaczyło to, że nie był przystojny. Nieważne, jakby próbowała, ale była w stanie oderwać od niego wzroku.
Miał na sobie poplamiony krwią strój lekarza, jeśli pod tym względem się nie myliła. Na ten widok, ponownie serce mocniej jej zabiło. Wyglądało to tak, jakby on był prawą ręką tego, który tym wszystkim zarządzał. Jednak była w stanie uwierzyć im, że będzie mogła się stąd wydostać.
Zważywszy, że nadal miała pustkę w głowie, na której wyjaśnienia nie potrafiła znaleźć. Tak jakby, ktoś coś jej dał i przez to niczego nie pamiętała. To, by wyjaśniało jej dziwną pustkę w głowie, chociaż i tego nie mogła być pewna. Odrętwienie powoli ustępowało, a co za tym idzie, mogła w końcu odzyskać czucie w ciele.
A i tak się dziwiła, że udawało się jej odpowiadać na pytania tamtej osoby. Przymknęła na nowo oczy, aby tamten nie zauważył, że się przebudziła. Nie chciała przecież, aby na nowo ją czymś na szprycowałby, znowu straciła przytomność. Chociaż z drugiej strony, może lepiej było, gdyby ją straciła, bo by nie musiała oglądać tego, co za chwilę się wydarzy.
Do pokoju weszły kolejne osoby, których tamten nie zauważył, co było jej na rękę. Po cichu wyciągnęli tamtych z maskami i zapewne ich wykończyli, zakładając ich maski, aby ich udawać. Stało się to tak szybko, że nikt na to nie zwrócił uwagi. Kiedy ponownie się pojawili, na ich ubraniach ściekała świeża krew, a na twarzach mieli maski tamtych.
Jakby nigdy nic, zajęli ich miejsca, chociaż wzrost różnił się diametralnie od poprzedników. Po cichu skonsultowali się z tym, co miał na sobie kitel lekarski, co mają dalej robić. Wychodziło na to, że należeli do zespołu tamtego lekarza i pielęgniarki. Nie wiedziała, czy ma się cieszyć, czy jednak jeszcze bardziej się bać z tego powodu.
Z drugiej jednak strony, nie miała innego wyboru, bo jeśli ten wściekły doktorek wygra, to równało się jej śmiercią. A co za tym idzie, mogła już nigdy więcej swojej rodziny i przyjaciół zobaczyć. Na samą tę myśl, aż miała ochotę się rozpłakać, jednak musiała wziąć się w garść, aby do tego nie doszło.
── Na co oni jeszcze czekają? ── spytała [T/I] samą siebie w myślach, próbując rozkminić ich tok myślenia.
Bo jak by nie patrzeć, w każdej chwili ten szaleniec mógł rozpocząć swoje doświadczenie! A to dlatego, że zaczął już włączać te popieprzone urządzenia, które niczym jak diabły zaczęły wydawać z siebie piekielne dźwięki. A które przyprawiły [T/I] o jeszcze szybsze bicie serca i jeszcze chwilę i na serio zejdzie na zawał.
Co pewnie byłoby mu na rękę, jeśli planował z niej zrobić coś w rodzaju zombie! Tylko to przychodziło jej do głowy, bo po co ją, by tutaj umieścił jak nie po to? Jednego była pewna, że to nie była impreza, na którą się wybierała ze swoją przyjaciółką. Nawet nie wiedziała, czy to jeszcze była noc 31 października, czy od tej nocy minęły kolejne dni.
Wówczas na nowo się zatrzymała, bo właśnie zaczynała przypominać sobie o tym, o czym do tej pory nie pamiętała. A co za tym idzie, rzeczywiście musiała być czymś na szprycowaną, bo innego wytłumaczenia na to nie widziała. Z rozmyślań wyciągnęło ją przeraźliwe skrzypienie, przyprawiając ją o prawie zawał.
Wtedy ujrzała scenę, której chyba do końca życia [T/I] nie zapomni. Widziała, jak krew pryskała na każdą stronę, niezależnie od kąta spojrzenia. Co było nie do opisania słowami, które na tę chwilę znała. Widziała, jak tamten lekarz morduje tamtego psychopatę z zimną krwią.
Nic dziwnego, że odetchnęła na ten widok z ulgą, ale długo to nie trwało. A to dlatego, że ponownie ujrzała tę półprzezroczyste istoty, które z radością płynęły w kierunku światła. Jeden po drugim znikał, aż w końcu światło znikło i zapadła kompletna cisza. Gdyby była w innej sytuacji, to zapewne, by inaczej zareagowała.
Przez chwilę miała wrażenie, że i ona za chwilę popłynie w kierunku światła. Takie miała przed chwilą wrażenie, z powodu tego, co się wyprawiało przed nią. Widziała, jak tamten wraz z pielęgniarką i tymi trzema w maskach unieszkodliwiają tamtego psychopatę. A najlepsze było to, że tamten był kompletnie skonfundowany i nie wiedział, co jest tak właściwie grane.
A, i to było najlepsze z tego wszystkiego, bo gdyby wiedział, zapewne, by do tego nie doszło! Widać było jak na dłoni, że musieli długo się przygotowywać, aby w końcu go załatwić. Jednakże ten widok powodował u niej kolejny przypływ obrzydzenia. Czuła jak wszystkie wnętrzności się jej skręcają i mają ochotę opuścić jej ciało przy pomocy gardła.
Od kiedy pamiętała, nie była w stanie znosić widoku krwi. Dlatego nie cierpiała Halloween, nie wspominając o pobieraniu krwi w trakcie badań. Nic więc dziwnego, że balansowała na pograniczu przytomności i jej braku. Po jakimś czasie wrzaski, szarpanina i piski w końcu ucichły.
A co za tym idzie, [T/I] ponownie mogła usłyszeć bicie, a raczej walenie jej serca w piersi. Tak naprawdę nie miała zielonego pojęcia, czy oni przypadkiem nie byli gorsi, od którego tego wykończyli na jej oczach. A co za tym idzie, coś w środku podpowiadało jej, że i tak to był jej koniec.
── Może postanowili wykończyć konkurencję, aby im nie przeszkadzała? ── pomyślała po chwili [T/I], bo niby czemu mieliby ją, ot, tak ratować?
Znowu po całym jej ciele przeszedł zimny dreszcz, kiedy zdała sobie o tym sprawę. Bo niby dlaczego mieliby go zabić, bez żadnego powodu? Tylko to przychodziło jej do głowy, bo innego wytłumaczenia na to nie miała, i to ją mocno irytowało. Tym bardziej że jeśli nie zginie z rąk tamtego, to zginie z rąk innych.
── I co z tego, że jest przystojny, jeśli za chwilę zginę z jego rąk? ── dodała po chwili w myślach [T/I], modląc się w duchu, aby się jednak co do nich myliła.
Podczas wewnętrznej modlitwy, usłyszała, jak tamci między sobą rozmawiają. A owa rozmowa dotyczyła właśnie tego, że gdyby się spóźnili, to, by było już po niej. Na szczęście do tego nie doszło, dlatego mogli odetchnąć z ulgą. Dlatego że od długiego czasu próbowali dorwać tego psychopatę, co nie było takie proste, jak się im wydawało.
Nic więc dziwnego, że adrenalina w jej żyłach powoli zaczynała opadać i powoli zaczynały zamykać się jej oczy. W tym czasie do stołu, do którego była przykuta, zaczęła się zbliżać pielęgniarka z przerażeniem wymalowanym na twarzy. A im bardziej się do niej zbliżała, tym większe przerażenie malowało się na jej twarzy.
── Cholera, chyba nic jej nie jest?! ── pisnęła pielęgniarka, zwracając uwagę na to, co się z nią działo.
Gdyby nie jego zauważenie, pewnie jeszcze dłużej, by nie zwrócili na nią uwagi. A kiedy zobaczyła tyle ludzi stłoczonych wokół niej, aż zakręciło się jej w głowie. Na nowo zaczęła mieć atak paniki, bo zaczęła myśleć, że to już jest jej prawdziwy koniec. W tym czasie ich przywódca rozkazał im wyłączyć wszystkie włączone przyrządy, o których wcześniej zapomnieli. To one takie dziwne dźwięki wydawały niczym jak piekła rodem.
── Wszystko z nią w porządku, po prostu myśli, że chcemy jej zrobić krzywdę! ── odparł po chwili Naoki, wcale się jej nie dziwiąc z powodu tego, co do tej pory się wyprawiało na jej oczach.
── Obyś miał rację, bo jak nie... ── nie dokończył Raichi swojej wypowiedzi, bo mu Naoki przerwał.
── Przestań gadać, tylko ją do jasnej cholery uwolnij! ── wtrącił mu się w słowo nieco poirytowany Naoki, wskazując na to, że nadal była przykuta.
Z każdą chwilą docierało do niej, że przez ten cały czas używali języka japońskiego i ona doskonale ich rozumiała. Chociaż jej znajomość owego języka nie była taka dobra. Może dlatego, że w większości przypadków posługiwali się językiem angielskim? Tylko to przychodziło jej do głowy, bo innego wytłumaczenia na to nie widziała.
Strach powoli zamieniał się w zainteresowanie, ale i ono musiało ustąpić miejsca ciemności. Ostatnie co pamiętała, to jak zostaje podniesiona ze stołu i wzięta na ręce. Od tamtej pory niczego już nie pamiętała. Nastała kompletna ciemność, która otuliła ją swoim woalem ciszy i spokoju.
Nawet nie miała bladego pojęcia, ile czasu była nieprzytomna. Bo kolejne co usłyszała to ciche pikanie jakichś przyrządów. A kiedy otworzyła oczy, to ujrzała biały sufit, który aż ją oślepił. Niedługo po tym poczuła charakterystyczny zapach, który pasował jedynie do miejsca zwanego szpitalem. Nic więc dziwnego, że mocno się przeraziła, bo bała się, że znowu znalazła się w podobnym położeniu jak wcześniej.
── Aaaahhh!!! ── wrzasnęła niekontrolowanie [T/I], podnosząc się zarazem z łóżka, na którym była położona.
Nic więc dziwnego, że tak mocno zareagowała z powodu wspomnień tego, co przeżyła. Chciała jak najszybciej opuścić to miejsce i uciekać gdzie pieprz rośnie. Bała się, że to ciąg dalszy tego, co wcześniej przeżyła. Stąd chciała odkryć się i zsunąć nogi na podłogę, bo mało na zawał, na nowo nie zeszła, gdy poczuła czyjąś dłoń na swoim ramieniu.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania