Tarcze ich języków
Czekacie na dotyk dłoni aniołów
A mnie tylko ranią ich martwe paznokcie
I kiedy głowę wystawiam z popiołów
Wbijają się we mnie wciąż szybciej i mocniej
I chowam się znowu w moim szarym piekle
Sto krzyków - sto głosów sto zbyt głośnych syków
I czuję na moich włosach jak wściekle
Biją się o mnie tarcze ich języków
Uciekam stojąc w miejscu leżąc czy też nie wiem
Ja siebie nie czuję nie znam swojej pozy
Próbuję znowu połączyć się z niebem
Ale co tam dla mnie? Mrozy mrozy mrozy
Tylko chcę czuć zapach!
Oddajcie mi węch!
Niebo pachnie jak piach!
Jak piach no i krew!
Chcę moje kształty dziecięce!
Chcę w moich oczach, nie w twych!
Zabijmy niebo zwierzęce!
Zabierzcie mnie z niebios złych!
Dajcie mi wyjść raz na balkon!
Dajcie mi skoczyć, się wzbić!
Oddajcie życie mym lalkom!
Ja razem z nimi chcę żyć!
Niech me rysunki ożyją!
Niech mają krzaczaste brwi!
Ze trzy mnie pewnie zabiją...
Ale nie będziesz to ty!
Ożywcie też dźwięki gitary!
Gdy smutno, niech sama mi gra!
Chłód lubię strun twardych, starych,
A nie ten, co w życie mnie gna!
Pozwólcie mi śpiewać z ptakami!
I latać, i śpiewać, i trwać!
I zamiast włosów czasami,
Pióra ze skóry swej rwać!
I spójrzcie choć raz w moje serce!
Tam tylko ciecz jedna tkwi!
Nie ta, co gotuje mi ręce...
Przelejcie mi ją zamiast krwi.
Komentarze (19)
oraz 5^^
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania