The Truth Between the Lies — Rozdział 2
Szedłem w stronę schodów i już stąd słyszałem podniesione głosy, które świadczyły o tym, że wciąż się kłócą…
Choć może mi się tylko wydawało, bo po kilku minutach nastała cisza.
I to wcale nie taka przytłaczająca, która dusi swoją obecnością. To była cisza mogąca uleczyć…
Wpadłem do pokoju jak burza z piorunami i ległem na łóżku, licząc na to, że mnie to zbawi.
Że sen przyniesie mi chwilowe ukojenie, aczkolwiek będzie to tylko złudzenie.
Bo sny, które mnie nawiedzały, były jedynie koszmarami, które w końcu miały realne podstawy. I niestety dla mnie nie było w nich nic radosnego…
I pomyśleć, że kiedyś moje koszmary były o wiele łagodniejsze…
Gdy byłem mały, śnił mi się ogromny pająk, który wysysał radość z moich zabawek, przez co żadna z nich mnie nie lubiła…
Krzyczałem przez sen, ale nie dało się mnie obudzić. Byłem jak w transie, bo uwierzyłem, że to wszystko może być prawdą…
Mama potrząsała mną na wszystkie strony, a ja nie reagowałem.
Przytuliła mnie tak mocno, jakby bała się, że zaraz może mnie stracić.
Nie reagowałem, bo czułem blokadę, ale gdy jej łzy spłynęły na mój policzek, coś we mnie pękło.
W końcu odwzajemniłem jej uścisk i wytarłem jej łzy. Choć miałem wtedy zaledwie pięć lat, nie mogłem pozwolić, by przeze mnie płakała…
Lecz nagle moje chwilowe męki myślowe przerwało wejście pewnej osoby…
Myślałem, że to brat przyszedł porozmawiać, a tu moje zdziwienie było nie do opisania. W drzwiach stała piękność, niczym senna nimfa, emanująca wdziękiem i uginająca się pod ciężarem własnej wspaniałości.
Aczkolwiek nie dla mnie są te wspaniałości, bo są jak w ogrodzie Eden — zakazanym owocem.
I choć został zerwany, ja go nie zerwę, bo nie w mojej naturze leży popełnianie dwa razy tych samych błędów.
Choć mogę się mylić, nie chcę tego sprawdzać. Aczkolwiek serce… Nie jest moją zabawką. Nie mogę rozkazać mu, by odłożyło się na półkę i zapomniało o tym, do kogo bije na co dzień.
Przyglądając mi się ciągle, usiadła na łóżku, jakby chciała coś powiedzieć, ale mogłem się mylić.
Chcąc przerwać tę ciszę, spojrzałem na nią krótko, próbując stłumić emocje, których pełno było w moim głupim sercu…
— Przyszłaś mnie zadręczać tak jak twoja przyjaciółka? — zapytałem z goryczą na zewnątrz i pustką w sercu.
— Gościu, nie wiem, czy twoje zasrane egoizmem kanaliki mózgu jeszcze działają, ale mamy niestety razem pokój, więc nie mam zamiaru nawet z tobą gadać — odparła, rzucając mi gniewne spojrzenie, jakby zaraz miała mnie nim spalić.
— A jednak ze mną gadasz — odparłem z drwiną i lekkim sarkazmem.
— Bo nie wiem, czy zauważyłeś, ale tu jest jedno łóżko, więc chyba logiczne, że trzeba ustalić pewne zasady, których musimy się stosować, skoro masz tu zostać na moje nieszczęście.
Ten głos, kiedyś tak mi miły, dziś przemawiał do mnie jak przekleństwo — bez miłości ani radości…
— A ta kanapa to niby co? — zapytałem z lekką kpiną, bo nawet sobie nie wyobrażałem spania w jednym łóżku z osobą tak bliską, a jednak okropnie daleką…
— To było miejsce ich zmarłego psa, który na dodatek na niej umarł — odparła z taką powagą, że aż się wzdrygnąłem. — Żartuję. Tak naprawdę to zwykła kanapa, tylko jest w chuj niewygodna, a to łóżko jest ogromne.
Wydawało mi się, że pierwszy raz od mojego przyjścia się uśmiechnęła. To pewnie dlatego, że udało jej się mnie wkręcić.
Przez chwilę można by pomyśleć, że jesteśmy starymi, dobrymi znajomymi, ale to tylko iluzja, złudzenie, niewinne pierdolenie, które nic nie znaczy. I tak ma zostać.
— To skoro tak uważasz, to o jakie zasady ci chodzi? — odparłem ze znudzeniem, jakby mało mnie to obchodziło.
— Każdy ma swoją połowę i pod żadnym pozorem jej nie przekracza, nawet gdyby się paliło.
Nawet wtedy, kiedy będziesz miała atak astmy albo w momencie, gdy będziesz przechodzić załamanie nerwowe, bo twój ulubiony bohater zginął niewytłumaczalną śmiercią — pomyślałem. Choć nie powinienem. Dlaczego cały czas mam w głowie te szczegóły, które nie powinny być istotne?
— Co jeszcze? — odparłem, choć coś we mnie nie chciało słuchać dalej.
— Nie interesujemy się swoim życiem prywatnym. W sensie: pod żadnym pozorem w nie nie ingerujemy.
Zmierzyła mnie wzrokiem, jakby chciała zobaczyć moją reakcję, ale tylko przewróciłem oczami, bo chciałem mieć to z głowy.
— I najważniejsze. Wbij to sobie do głowy tu i teraz: jesteśmy dla siebie obcymi ludźmi. Nic nas nie łączy i nie łączyło.
To jedno pierdolone zdanie podsumowywało wszystko, co było… lub nawet nie było…
— Jeżeli to wszystko, to idę spać na kanapie, a ty możesz sobie spać na całym łóżku — odparłem zrezygnowany i zmęczony natłokiem emocji.
— Czemu nie chcesz spać w łóżku? — zapytała.
A ja wiedziałem, że moja odpowiedź by jej się nie spodobała. Mnie też się nie podobała, ale co miałem poradzić na to, że serce nie chciało słuchać…
— Ponieważ mam dość słuchania rygoru. W moim życiu było go za dużo — odparłem i odwróciłem się plecami, żeby nie mogła zobaczyć, że moje ręce się trzęsą. Prawie tak samo jak wtedy, kiedy wszystko poszło się jebać…
Próbowałem zasnąć, ale nie mogłem. Nie mogłem złapać oddechu. Coś sprawiało, że każda moja myśl dusiła mnie od środka…
Coś jakbym miał w sobie supeł i po prostu powoli go zaciskał, coraz mocniej, aż w końcu się uduszę…
Jej obecność tutaj jest jak kamień u nogi. Jest tak ciężki, że gdyby wrzucono mnie z nim do wody, utonąłbym w otchłani, choć chyba już to zrobiłem…
Dobrze chociaż, że jest tu cisza i tylko moje myśli mnie zabijają, bo nie wiem, czy dałbym radę słyszeć jej głos taki jak kiedyś.
Dość, wystarczy tego dręczenia. To nie jest normalne ani dobre…
Wyciągam telefon, który dostałem od Rodiego, bo mój zabrali podczas śledztwa i nie oddali, jakby naprawdę było w nim coś cennego.
Mam zamiar scrollować jak każdy normalny człowiek w tych czasach, ale moja ręka automatycznie otwiera galerię…
Jakby chciała przypomnieć sobie, jak to było pięknie. No właśnie — było…
Sądziłem, że nic tam nie będzie, bo to był nowy telefon, ale odkryłem zdjęcia sprzed pięciu lat, a nawet niektóre jeszcze starsze.
Na przykład: jak siedzimy z Rodim na werandzie, jemy truskawkowe lody, a na naszych twarzach są namalowane podobizny tygrysa i zebry…
Pamiętam to, jakby było wczoraj. Byłem wtedy taki szczęśliwy, bo mogliśmy siedzieć do dwudziestej pierwszej na dworze. To był szczyt naszych dziecięcych marzeń.
Tym bardziej że tego samego dnia byliśmy z tatą w lunaparku. Wtedy nie wydawało mi się dziwne, że mama z nami nie idzie, ale teraz, gdy na to patrzę, rozumiem, że już wtedy było widać, że rodzice się nie kochają…
Zwłaszcza że po miesiącu wzięli rozwód…
Te wszystkie fajne męskie wypady były tylko iluzją. Tylko pytanie: co w moim życiu nie jest iluzją?
Jebanym złudzeniem, że może być dobrze, a jest tylko gorzej…
Oglądam dalej. Są zdjęcia z urodzin, ze szkoły, odklejone zdjęcia, które sobie robiliśmy, śmiejąc się, że gdy zostaniemy milionerami, media będą miały czym nas skompromitować…
I gdy tak przeglądam te zdjęcia, moją uwagę przykuwa jedno jedyne, które sądziłem, że usunąłem lata temu…
Jej piękne brązowe oczy, na tym zdjęciu pełne blasku. Uśmiech tak zniewalający, że gdyby nie ta kanapa, mógłby mnie powalić na ziemię. Tylko szkoda, że nie będzie mi już dane go zobaczyć…
Źle. Nie tak powinienem myśleć. To nie moje słowa. To głupia wyobraźnia, która coś szepcze mi do ucha, żeby znów zmącić mój umysł.
Jeszcze raz patrzę na to zdjęcie, jakbym w ten sposób chciał pożegnać się z tym, co już dawno przeminęło, albo nawet z samą przeszłością…
Chwilę się waham, ale to tylko pięć sekund, i usuwam je z galerii. Tylko nie wiem, czy z pamięci.
Odkładam telefon i na dosłownie chwilę odwracam się, by spojrzeć, co robi Rozalin.
Siedzi skupiona nad laptopem. Chyba czegoś nie rozumie, bo zawsze wtedy intensywnie poprawia kosmyk włosów, który wysuwa jej się za każdym razem.
Najczęściej też bawi się jakąś rzeczą, próbując zebrać myśli. I właśnie teraz to robi.
I najdziwniejsze jest to, że nie chodzi o to, że ona to robi, tylko o to, że przed chwilą byłem na siebie zły za to, że patrzę na jej zdjęcie, a teraz automatycznie potrafię powiedzieć, co aktualnie się z nią dzieje…
To chyba podlega już pod obsesję, a tak nie może być…
Znowu się odwracam. Na szczęście nie zauważyła tej żenującej sceny, która rozgrywała się w mojej głowie.
Bo patrzenie na nią, gdy jest tego nieświadoma, jest o wiele łatwiejsze niż wtedy, gdy przeszywa cię wzrokiem…
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania