TW Dusza ogrodu cz.3
Zanim Cykoria przekroczyła linię furtki, szepnęła coś do ucha Staszkowi. Chłopak uśmiechnął się zawadiacko, otworzył wejście i wskazał kierunek ręką dziewczynie w stronę rozkręcającego się na dobre towarzystwa.
Stara Motyka burknęła coś spod grubego nosa, szurnęła blachą i przytępiona podążyła za Cykorią.
Małe grupki zacieśniały więzi we wspólnych tematach – o tym, co wyrosło na rabatach, w warzywniaku, a czasami o ziołach, które uprawiali na dziko tuż za płotem. Dymki pykały z fajek albo słomek. Przeciskała się między nimi, aż wpadła do jednego osobliwego kręgu zainteresowań.
– Cykoria! – krzyknął ktoś, pociągając ją za płatek w kapeluszu.
– O, Pan Sekator! Proszę uważać na moje delikatne dłonie.
Sekator był grubym, starszym mistrzem upraw. Ubrany w ogrodniczki, kraciasty kaszkiet oraz za małą koszulę, podkręcał z dumą wąsy długie jak nać marchewki na widok panienki.
– Ależ proszę mi wybaczyć, ja nie przycinałem paznokci od wielu miesięcy, wyszczypywanie przyrostów jest takie wymagające, proszę mi wierzyć. Mam co prawda narzędzia, o, ten na przykład oto, dwuzębna pirania, ale nieporęczna. Czasami podcina mi palce – zachichotał, aż jego brzuch podskakiwał za szelkami, a guziki wytrzeszczały się z wysiłku spinania dwóch części koszuli napiętych do granic rozprucia.
Motyka pchnęła lekko Cykorię w środek koła.
– Mamy tu dziś naszą wyjątkową ulubienicę, proszę państwa. Cykoria ma talent do wyłapywania niuansów w trawie i barwnych anegdot. – Stare babsko czekało na nowości z utęsknieniem.
– Ależ Pani Motyko – powiedziała lekko Cykoria – tyle się dzieje, ach! Gdyby nie nasi mieszkańcy... spojrzała w tym momencie na widły i zaniemówiła. Miały na sobie resztki ziemi, miejscami obdrapane i poprzecierane czerwonymi plami.
Komentarze (1)
Widły są świetne, by wbić komuś w brzuch. Pewnie stąd krew na ich palcach.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania