TW nr7 Świrnięta wróżka nr3
"Po zorze". – Wydanie nocnej gazety, roznosił nietoperz Felek, stary jak te jego szmatławe wypociny redaktorów czy korektorów, albo gryzmołów uczniów na praktykach?
No nic, otwieram na stronie zaraz po nekrologach, naginam lekko pazura, moczę w ślinie i ciach! Okienko z prawej od góry pyta – Czy znasz odmianę czasownika umrzeć? – Ihihihi! Coś tu capi. – Wróżka wdychała pot spod moich zawrzodzonych pach rodem z ośmiotysięcznika usypanego z góry padliny. Przeszła obok i o włos otarłem się o słowo zdechnąć. Wcisnąłem do rubryki w tej klockowej formie poziomo. Jest!
Perfekcja zmysłów, ach! Ucieszyłem się tak głupio, jak zerwany banan z gęby małpy. Drugie hasełko, jasełko, pierdolniętko! Piszę! Poszę! Że oooo, hmmmm! Nigdy nie wiem, gdzie stawia się literę. No, ale to nic, to rozsypanka i tylko ja wiem, co tam stoi za ciąg liter. Maszyna na P? Eeeee, może...? Cholera! Nie, to tylko Wróżka reanimuje czarne serce. Nie mogę skupić się na pracy. Odwrócę stronę i napiszę pod światło. Ale zaraz! – No właź, na trzy, nie! Na pioruna ogon, gdzie ten odłamek, co siedzi zamiast ciebie, zawalone serce po ataku – wsadziła sobie teleskopową różdżkę między żebra, zabłysło, pociemniało, grzmotnęło.
Zawahałem się, chwiejnąłem od powietrza rozmachu i... huzia buzia ryp trallala. Spadłem, prosto w ten cholerny otwór, gdy ona wyciągała ten sękowy badyl sklejony po to, żeby się łamał, gdy potrzebuje. Tak dłubała dobre kilka minut i w końcu urwany łeb igły wbił się w ten magiczny badyl.
Jak tu przestronnie, nasze lochy zamku to zaledwie norka ropuchy. Urządziła dla tego padła Ser ducha apartament!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania