Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
UKRYTY WŚRÓD RUCHU III: ZAMILKNIĘCIA. (leśne opowiadanie o przerażaczu/mystery)
UKRYTY WŚRÓD RUCHU III: ZAMILKNIĘCIA.
(leśne opowiadanie o przerażaczu)
(opowiadanie mystery)
Jak na przełom lipca z sierpniem, myślałem już nie tyle o przesiadywaniu w ostatnim metrze dawno zapomnianego, sztolniczego szybu, co... o wykopaniu własnego. Nie po to, aby czerpać bezwartościowe tutaj pieniądze, z odnajdowania kolejnych żył rudy srebra, a zwyczajnie: aby zaznać spokoju. Jak na ironię: słysząc ich zewsząd. Oczywiście, rodzice nawołujący dzieci, celem pokazania im spłoszonej sarny podczas ucieczki, powodowanej ich własnym szczebiotem: mimo wszystko byli akceptowalnymi, nie okłamujmy się: wobec wszelkich zwierzaków. Odwykłem dlatego od fatygi wyruszenia w ich kierunku, aby patrząc wprost na mnie, pozostawali tego nieświadomymi. Nie mniej jednak, odwieczna zgroza suszy, powodującej mimowolne ściany ognia, mordujące wszystko w ich kręgach,ustąpiła wdzięcznie miejsca kolejnej pladze... Szczyle. Zwyczajne chłystki, którzy po ukończeniu osiemnastu lat życia uznali, iż bojąc się dostać wpierdol po pijaku na ulicy, zrobią cokolwiek stosownego... i uciekną do lasu. Ehh... zapewne nie mające czegokolwiek wspólnego z trzeźwością, kolejne z donośnych w imprezowym ferworze, ochocze jebnięcia drzwiami samochodów, niesione dekadami kilometrów, słyszałem nawet tutaj... irytowali mnie, już tym, od tak dawna, iż obecnie... wiedziałem dokąd zmierzają, często zaszczywając strumień, kierując się w zasięgu wzroku wyznaczoną szutrem trasą, nad zbiorniki wodne, będące, tak naprawdę: zalanymi wodą wyrobiskami. Głęboka na kilkadziesiąt metrów, ciemnogranatowa toń, wirami podwójnego dna, pochłaniająca życia z wyciągniętymi rękoma, zachłystujące się własnym, ostatnim oddechem, podczas usiłowania zwrócenia na siebie uwagi... Mimo wszystko, chyba uznali, że wolą tam umrzeć, niż nudzić się jako trzeźwi, we własnych mieszkaniach... Za cenę?.. Zobaczenia osiedlowej cizi w dwuczęściowym stroju kąpielowym, ginąc powodowani prześciganiem się we własnym debilizmie: ogłuszani odłamkami wapienia, ciśniętymi chwytem grawitacji w taflę wody pod nimi, z nabrzeżnego klifu, zaledwie... kilkanaście metrów ponad ich pustymi głowami... albo kaleczący się o konary upadłego z klifu na dno zalanego wyrobiska drzewa, które... przy niskim stanie wody: zaczynało wypuszczać liście. A... zapomniałbym... znalazł się kiedyś bohater wojenny, pragnący zostać legendą: skokiem do wody ze szczytu klifu, na oczach swojej uwielbionej ślicznotki... Ehh... owszem, skoczył... możliwe, iż spodziewał się nawet, że w głęboką toń... przy czym, tak nieszczęśliwie wybrał miejsce, iż granat pod nim, kończył się po zaledwie kilku metrach, co umknęło jego uwadze: stanowiąc nieznacznie jaśniejszy odcień, skryty w srebrzyście słonecznym blasku leniwie falującej tafli, dlatego, w błogiej nieświadomości: zapadając się w toń, niespodziewanie jebnął głową w piaszczyste, podwójne dno, którego zapadnięcie się w tym miejscu, podwodnym impetem, niesionym falą ciemności, spowodowało powstanie olbrzymiego wiru... chyba tylko dlatego: jego ciała, kiedykolwiek nie odnaleziono... a tak naprawdę: spoczywa w czeluści podwodnej jaskini, zalanej wodą, wessaną podczas powstania tejże... istnej niecodzienności. Ot, cała tajemnica... Jak widzisz: znosiłem to wszystko ostatnimi czasy... do ziejącego skwarem, wczesnosierpniowego, późnego wieczoru. Oczywiście. Wrzeszcząca jak stado pierniczących się wzajemnie, zdziczałych kocisk, brać: rozbiła namiot nad zdradliwym brzegiem, rzeźbionego pracą ludzkich rąk w litości twardego wapienia, brzegiem. Ehh... coś mi świta w umyśle, że " dzisiaj w lesie:.. nie zaśnie nikt ".. o dziwo: na to właśnie się zanosiło. Upał nieco zelżawszy, nie zniechęcał ich do wzajemnego spychania się stromizną brzegu, w płytką część, po kilku metrach przechodzącą pochylnią ścielonego tłuczniem dna, w głęboką przepaść, o czym: albo nie chcieli wiedzieć, bądź, zwyczajnie: byli zbyt nawaleni, aby dostrzec skromne, spiralne zawirowania na powierzchni wody, powodowane uderzaniem w podwójne dno, zarwanych w czeluści ich przejawami beztroskiej, samobójczej głupoty: zaledwie skromnych kamyków... No, ale: bądźmy wyrozumiali... ponieważ, przecież: nikt jeszcze nie zginął, dlatego niezdarną mozolnością wdrapując się na brzeg, zleźli się przy płonącym ognisku. W sumie... dobre kilkanaście metrów od nich, kilkuletnia sarna, wiodąc nie znającego lasu źrebaka, postanowiła przedefiladować się poza granicą ich wzroku. Do momentu, aż szurnąwszy kopytem, zahaczonym o feralną gałąź uparcie pretendującą miana zostania leśną ściółką, jak ta, niemal zupełnie ją okrywająca: zwróciła ich skonsternowaną uwagę... rzecz jasna: milczenie, jako pierwszy, przerwał lot butelki po piwie... lądującej przed zdrowo przerażonym sarniskiem, nie mającym przecież w nawyku tratowania własnego potomstwa, a najbardziej: zostawienia go bez opieki... chociażby ucieczką ratując własne życie. Na własne nieszczęście, usiłowała nawet taranować powietrze przed sobą, swoim bezrożnie uszastym majestatem, aby zwyczajnie... dali jej spokój: pozwalając odejść... co musieli źle zrozumieć, skoro spowodowało istny grad butelek, puszek, a także kamieni, zasypujący ją samą, jak i źrebaka. Nie wiem, czy mieli świadomość, że oba truchła, po kilku przypadkowych trafieniach w łeb, runęły na ziemię... nie powodowane, tak naprawdę, jak w ich mniemaniu:.. " chęcią odpoczynku "... Jeżeli procesy rozkładu, ożywiające leśne życie można nazwać " odpoczynkiem ".. nieśmiałem uznać czegokolwiek innego, jak szczerego przyrzeczenia, iż... czeka on, dosłownie: wszystkich. Nie pozostało mi zatem ponadto, jak obserwować ich uważnie z odległości niespełna dziesięciu metrów, będąc rozumianym pośród zaniku ich umysłów, jako... zwyczajny, zakorzeniony pośród obocznych, o: tych wokół mnie... niepostrzeżenie nieszumliwy zwyschłym więdnięciem liści na stroszynie gałązek,
kuźwa:.. krzewostan. Przekraczający ich pojmowanie oczekiwaniem, dając im nadzieje przejrzenia na oczy... przed zapadnięciem ciemności...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania