W swoim świetle — sceny 1–2
S1
Poranek
Pierwszy autobus przejechał przez Bracken Bay, kiedy właściciel piekarni dopiero wystawiał tablicę na chodnik. Wiatr od zatoki położył ją, zanim mężczyzna zdążył wrócić do środka. Postawił ją ponownie, tym razem opierając nogę o podstawę, i tak został — z kubkiem w dłoni, pilnując informacji o świeżych bułkach.
Główna ulica biegła przez kilka przecznic równolegle do wody. Dalej rozchodziła się w węższe drogi wspinające się między domami. Z niektórych okien widać było zatokę. Z innych trzeba było się wychylić i uznać, że błękitny fragment między garażem a cudzym praniem też się liczy.
Noah Ward miał właśnie taki widok.
Stał z jedną nogą w spodniach, kiedy usłyszał autobus. Przez chwilę patrzył, jak znika za piekarnią, po czym spróbował jednocześnie się ubrać i sięgnąć po plecak. Trafił kolanem w biurko.
— Wszystko dobrze? — zawołała matka z dołu.
— Tak.
Odsunął krzesło stopą.
— Biurko też.
Zwykle coś by odpowiedziała. Tym razem usłyszał tylko wodę puszczoną w kuchni.
Włożył do plecaka zeszyt, wyciągnął go, sprawdził leżącą pod nim kartkę. Zgoda na wypożyczenie szkolnego aparatu. Na dole nadal brakowało podpisu.
Zgiął formularz na pół i zszedł po schodach.
Clara stała przy zlewie. Miała już na sobie kurtkę do pracy, ale rękawy podciągnęła do łokci. Płukała pojemnik na jedzenie, chociaż na suszarce stały trzy czyste.
Na stole leżał chleb. Obok, pod cukiernicą, Noah dostrzegł cienką kartkę z nazwą szkoły u góry. Jego druga zgoda — na wycieczkę. Podpisana przed tygodniem, wciąż czekała, aż ją zabierze.
Wyciągnął ją spod cukiernicy.
— Szukałem tego.
— Tutaj nie szukałeś.
— Chciałem najpierw wykluczyć mniej oczywiste miejsca.
Matka zakręciła wodę. Kiedy się odwróciła, miała na ustach krótki uśmiech.
Noah włożył chleb do tostera i położył nowy formularz na stole.
— Jeszcze to.
Clara przeczytała nagłówek.
— Kolejna wycieczka?
— Aparat. Na zajęcia.
— Ten, o którym mówiłeś?
Skinął głową.
— Można go wziąć na weekend. Jeśli go nie zepsuję, podobno nawet na następny.
Z góry dobiegły kroki. Matka odsunęła mokry pojemnik od brzegu blatu. Noah rozprostował zagięty róg kartki.
Daniel wszedł do kuchni, poprawiając pasek zegarka. Otworzył szafkę, wyjął kubek, potem spojrzał na toster.
— To twoje?
— Moje.
— Zaraz przypalisz.
Noah nacisnął przycisk. Tost wyskoczył ciemniejszy z jednej strony. Ojciec nalał sobie kawy i oparł się o blat. Przez chwilę słychać było tylko łyżeczkę uderzającą o brzeg kubka.
— Wrócę później — powiedział Daniel.
Clara skinęła głową.
Wczoraj też stali w tej kuchni. Noah słyszał ich z góry, nawet przez zamknięte drzwi. Teraz ojciec wypił kilka łyków, odstawił kubek do zlewu i wyszedł. Zamek przy drzwiach wejściowych zacinał się; trzeba było pociągnąć klamkę do góry.
Clara sięgnęła do kieszeni kurtki po długopis.
— Co będziesz fotografował?
Noah spojrzał na nią znad talerza.
— Jeszcze nie wiem. Mamy wybrać coś stąd.
— Z Bracken Bay?
— Mhm.
Podpisała formularz.
— To dobrze. Nie stać mnie na twoją wyprawę do lasu deszczowego.
— Mogę zacząć od tego, co rośnie za garażem.
— Tego nie ruszaj. Może podtrzymuje płot.
Przesunęła kartkę w jego stronę. Przyjął ją z powagą i schował do plecaka, razem ze zgodą na wycieczkę.
Matka otworzyła szafkę pod zlewem. Drzwiczki opadły trochę na jednym zawiasie.
Noah odstawił talerz.
— Mogę to przykręcić.
— Po szkole. Teraz jedz.
Przytrzymał drzwiczki, żeby mogła wyjąć torbę. Potem domknął je i usiadł.
Clara zajrzała do pojemnika, w którym leżały już jej kanapki, i dopiero wtedy spojrzała na ten, który przed chwilą umyła. Postawiła go z powrotem na suszarce.
Noah obrócił tost na talerzu jaśniejszą stroną do góry.
— Lepiej — powiedziała.
— Wiem, co robię.
— Widzę.
Przez moment jadł, a ona zbierała swoje rzeczy. Wsunęła telefon do torby, sprawdziła kieszeń i wróciła po klucze. Noah patrzył na wyszczerbiony brzeg talerza.
— Mamo?
Zatrzymała się przy stole.
Podniósł głowę. Miała dłoń na oparciu jego krzesła.
— O której wracasz?
— Powinnam być przed tobą.
Skinął głową.
Clara poczekała jeszcze chwilę, potem zerknęła na zegar.
— Drugi autobus za trzy minuty.
Noah wstał tak szybko, że krzesło przejechało po podłodze. Wcisnął resztę tosta do ust, zarzucił plecak na ramię i ruszył do przedpokoju.
— Aparat — powiedziała za nim.
Cofnął się.
— Co?
— Zdjęcia mi pokażesz.
Przełknął.
— Jak będą dobre.
— Te pozostałe też.
Na dworze wiatr szarpnął mu kurtkę. Zbiegł ulicą w stronę przystanku, omijając kałużę, którą wczoraj uznał za płytszą. Właściciel piekarni nadal stał przy tablicy. Jej podstawę obciążał już kamień.
Kiedy zobaczył biegnącego Noaha, wskazał nadjeżdżający autobus, jakby chłopak mógł go nie zauważyć.
Noah podniósł rękę.
Dobiegł, gdy otwierały się drzwi. Dopiero na siedzeniu sprawdził kieszeń plecaka. Oba formularze były na miejscu. Wyjął zeszyt.
S2
Bramka
Po lekcjach pani Bell przeczytała formularz i otworzyła szafkę za plecami.
— W poniedziałek rano — powiedziała, stawiając przed Noahem torbę. — Z ładowarką.
— Jasne.
Wyjął aparat, przesunął kciukiem po wytartym pasku i włączył ekran. W małej kieszeni były przewód i ładowarka. Zapiął ją, zanim zarzucił torbę na ramię.
Na zewnątrz pozostało niewielu uczniów. Ktoś przytrzymywał nogą drzwi, czekając na kolegę szukającego czegoś w plecaku. Z boiska dobiegł gwizdek.
Noah skręcił za halę. Do przystanku chodził przez dziedziniec ośrodka, między niskim budynkiem a ogrodzeniem. Pod ścianą stały ławki, a dalej kilka donic z krzewami pochylonymi w jedną stronę.
Przy bocznej bramce ktoś podniósł rękę.
Noah obejrzał się za siebie. Dwóch chłopaków schodziło właśnie w stronę boiska. Jeden odmachnął, nawet nie zwalniając.
Dziewczyna przy ogrodzeniu machała dalej.
Słońce wyszło zza chmur. Noah zmrużył oczy i przechylił głowę, próbując zobaczyć jej twarz. Widział jasny rękaw, ciemne włosy i coś dużego przyciśniętego do boku.
Podniósł rękę.
Dziewczyna od razu wyprostowała się przy bramce.
Uśmiechnął się do niej i szedł dalej.
— Hej!
Zatrzymał się.
Machnęła ponownie, tym razem przywołując go do siebie.
Noah wskazał na własną klatkę piersiową.
Skinęła głową tak energicznie, że podszedł do ogrodzenia.
Z bliska nadal jej nie rozpoznawał.
— Cześć — powiedział.
— Cześć. Wpuścisz mnie?
Spojrzał na bramkę. Od jego strony była klamka. Po drugiej tylko otwór po niej.
Nacisnął klamkę i pociągnął skrzydło do siebie.
Dziewczyna weszła bokiem, chroniąc przed ogrodzeniem dużą teczkę. Dopiero na dziedzińcu przełożyła ją do drugiej ręki.
— Dzięki.
— Nie mogłaś wejść?
Obejrzała się na bramkę, potem na niego.
Noah spuścił wzrok.
— Dobra. Głupie pytanie.
Na jej twarzy pojawił się uśmiech.
— Myślałam, że się domyślisz.
— Myślałem, że się znamy.
— Dlatego mi odmachałeś?
— Z daleka nie widziałem twarzy.
Dziewczyna popatrzyła na miejsce, w którym przed chwilą stał.
— Machałam do wszystkich.
— To dobrze, bo już próbowałem sobie przypomnieć.
Poprawił pasek torby. Dziewczyna parsknęła śmiechem i odsunęła włosy, które wiatr przykleił jej do ust.
— Maya — powiedziała.
— Noah.
— Teraz przynajmniej wiadomo.
Oparła teczkę o udo i wyciągnęła z kieszeni złożoną kartkę. Jeden z rogów podwinął się pod gumkę obejmującą teczkę. Maya wysunęła go ostrożnie, wygładziła papier i spojrzała na budynek.
— Wiesz, gdzie tu zostawia się prace?
Noah zerknął na kartkę. Pod nazwą ośrodka był rysunek ołówka i kilka linijek drobnego tekstu.
— W środku pewnie będzie ktoś, kto wie. Wejście jest z drugiej strony.
Maya uniosła wzrok.
— Z drugiej.
Wskazał narożnik budynku.
Przez moment patrzyła w tamtą stronę, po czym złożyła kartkę.
— No dobrze.
Ruszyli wzdłuż ściany. Noah przesunął się na skraj chodnika, przepuszczając ją z teczką między ławką a donicą.
— Rysujesz? — zapytał.
— Próbuję się dostać na zajęcia.
— Tutaj?
Maya spojrzała na niego.
— Dzisiaj to głównie tutaj.
Uśmiechnął się.
Za narożnikiem zobaczyli otwarte drzwi. Kobieta na drabinie przypinała do tablicy ogłoszenie; taśmę trzymała między zębami. Gdy ich dostrzegła, wyjęła ją z ust.
— Z pracami?
Maya skinęła głową.
— Zaraz przyjdę. Możesz wejść, po lewej jest stół.
Wróciła do ogłoszenia. Maya popatrzyła na teczkę.
Noah zatrzymał się przy schodku.
— Ty też coś przyniosłeś? — zapytała, wskazując jego torbę.
— Aparat. Ze szkoły.
— Robisz zdjęcia?
— Uczę się. Pożyczyłem go na weekend.
Maya przytrzymała teczkę kolanem i poprawiła gumkę na dolnym rogu.
Kobieta zeszła z drabiny. Przesunęła ją pod ścianę i weszła do ośrodka.
Noah spojrzał w stronę ulicy.
— Muszę lecieć na autobus.
— Jasne. Dzięki za otwarcie.
Podniosła teczkę, ale przy drzwiach jeszcze się odwróciła.
— Noah?
Zatrzymał się.
— Następnym razem też możesz odmachać.
— Z daleka mogę nie poznać.
— To będę machać dłużej.
Uśmiechnął się i ruszył do ulicy.
To pierwsze dwie sceny „W swoim świetle”, powieści, nad którą obecnie pracuję.
Jak odebraliście pierwsze spotkanie Mai i Noaha? Jestem ciekawy, co zwróciło Waszą uwagę, czy coś zgrzytało i czy mielibyście ochotę czytać dalej. Każda szczera opinia będzie dla mnie pomocna.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania