W swoim świetle — sceny 30-31
Scena 30 — Pierwsza wypłata
Pierwsze pieniądze ze sklepu przyszły w poniedziałek. Noah zobaczył powiadomienie jeszcze w drodze ze szkoły, a kiedy wszedł do domu, od razu poszedł szukać mamy.
— Dostałem wypłatę. Za obie soboty.
Clara była w kuchni. Przeczytała kwotę na jego telefonie i uśmiechnęła się do niego.
— To teraz kup sobie coś. Albo odłóż, jak wolisz. Tylko nie wydaj wszystkiego na głupoty.
— Chciałem ci trochę dać.
— Mnie przelej — odezwał się Daniel znad stołu. — Już o tym rozmawialiśmy. Najpierw do domu, potem będziesz sobie kupował.
Noah cofnął telefon, choć ojciec nawet nie wyciągnął po niego ręki.
— Mamie dam na zakupy.
— Powiedziałem ci, jak zrobisz. Nie będę się powtarzał za każdym razem, kiedy coś zarobisz.
Clara popatrzyła na syna.
— Noah, schowaj na razie ten telefon.
Wsunął go do kieszeni. Daniel czekał.
— Tobie nic nie dam — powiedział Noah. — Nie zasługujesz.
Ojciec powoli odsunął krzesło.
— Co powiedziałeś?
— Słyszałeś.
Daniel podszedł do niego. Noah poczuł, jak serce zaczyna mu walić. Ojciec zatrzymał się tak blisko, że wystarczyłoby wyciągnąć rękę.
— Pierwsze pieniądze i już ci się w głowie poprzewracało. Wszystko masz podane, mieszkasz tu, żresz…
— Ona za to płaci.
Clara stała przy blacie.
— Daniel, daj mu spokój. Dopiero wrócił.
— A ty się nie wtrącaj. Z nim rozmawiam.
Noah miał ochotę powiedzieć dużo więcej. Wciąż pamiętał jednak, jak mama spojrzała na niego tamtego wieczoru.
— Mamo, ile potrzebujesz na zakupy? Albo na coś innego.
— Jeszcze nie skończyłem — powiedział Daniel.
Noah spojrzał ponad jego ramieniem na Clarę.
— Ile?
Przez chwilę nie odpowiadała.
— Pięćdziesiąt wystarczy. Na jutro. Resztę sobie zostaw, Noah.
— Całkiem wam już odbiło — rzucił Daniel. — On będzie teraz dom utrzymywał, tak?
— Powiedziałam mu, ile potrzebuję.
Daniel obejrzał się na nią. Potem znów na Noaha, który wciąż stał w tym samym miejscu.
— Róbcie sobie, co chcecie. Tylko potem do mnie nie przychodźcie.
Minął syna w drzwiach i poszedł do salonu. Noah usiadł przy stole. Wyjął telefon i przelał mamie pieniądze.
— Jutro mogę z tobą pójść.
— A nie masz innych planów? Może gdzieś z Mayą wychodzicie?
— Na jutro się nie umawialiśmy. Pójdziemy, jak wrócę ze szkoły.
Kiedy postawiła przed nim talerz, usiadła obok.
* * *
Następnego wieczoru Clara zajrzała do jego pokoju.
— Pokażesz mi w końcu te zdjęcia?
Noah odsunął się od biurka, robiąc jej miejsce obok siebie. Zaczęli od tych znad wody, które dawno obiecał jej pokazać. Przy dwóch ujęciach liny mama wybrała szersze, z jasnymi deskami pomostu. Noah nadal wolał to z boku.
Potem otworzył zdjęcie plaży po odpływie. Mokry piasek odbijał niebo aż do skał zamykających zatokę. Nad nimi wisiały ciężkie, szare chmury, ale nisko, tuż przy wodzie, pozostał prześwit. Słońce rozlało się po brzegu wąskim pasem. Dwoje ludzi szło nim w stronę morza; ich odbicia sięgały prawie do dołu fotografii.
Noah pamiętał chłód na twarzy i szum łagodnych fal. Usiadł wtedy na piasku z aparatem obok i patrzył, dopóki światło nie zgasło.
— Szkoda, że cię tam nie było, mamo. Wszystko się świeciło, nawet piasek pod nogami. Nie wiem, jak długo tak siedziałem. W ogóle nie chciało mi się ruszać.
Clara przyglądała się fotografii.
— Sama bym tam teraz poszła. Przeszłabym się aż pod te skały.
Jeszcze przez chwilę oglądali plażę. Potem Noah pokazał jej inne ujęcia, robione w różne dni. W jednym fala rozbiła się o ciemną skałę i zawisła nad nią białym wachlarzem. Dalej morze było zielone, prawie przezroczyste przy brzegu, a dopiero w oddali ciemniało.
Wśród fotografii były też ulice po deszczu, czyjeś rowery oparte o barierkę i antykwariat. Na jednym zdjęciu światło z witryny padało na rozłożoną książkę, zostawiając resztę regału w cieniu. Na innym Noah uchwycił biurko z jasną maszyną w otwartej walizce.
— Tę też sprzedajecie? — Clara przyjrzała się maszynie.
— Wszystko. To jest właśnie najgorsze.
Popatrzyła na niego, a on się uśmiechnął.
— Najchętniej bym pół sklepu przyniósł do domu. Właścicielka na razie pozwala mi na niej pisać, jak jest chwila.
— To daj mi kiedyś coś przeczytać.
Na ekranie pojawiła się Maya. Siedziała na ławce z blokiem na kolanach, z policzkiem opartym na dłoni. Patrzyła w stronę łodzi. Na kolejnym zdjęciu pochylała się nad butem, a spod włosów było widać jej uśmiech.
— Tutaj mnie ostrzegała, żebym nie podchodził do wody — powiedział Noah. — Sama zrobiła jeszcze krok i już miała mokro w środku. Potem próbowała iść na pięcie.
Pokazał, jak stawiała nogę, nie wstając z krzesła. Clara zerknęła pod biurko.
— Daleko tak nie zaszła.
— Wcale. Usiadła i zaczęła się śmiać, że mi tak dobrze doradziła.
— A ty suchy?
— Oba buty mokre. Nie wiem nawet kiedy.
— A właśnie, tę twoją mogę oddać. — Noah zdjął książkę z półki i podał ją mamie. — Maya już wypożyczyła. Była z koleżanką Ellą w bibliotece.
— To niech wpadnie, jak skończy. Chętnie z nią o tym pogadam.
— Tylko daj jej skończyć.
Clara trąciła go w ramię.
— Dobrze już. Pokazuj dalej.
Noah przesunął zdjęcia i trafił na mamę przed lustrem.
— Ojej, to ja.
Miała głowę odchyloną do tyłu, rozpuszczone włosy i dłoń opartą o szafkę.
Clara pochyliła się bliżej ekranu.
— Kiedy ty to zrobiłeś?
— Jak czekałaś na Ruth. Przed kinem.
— Nawet nie zauważyłam.
Przyglądała się sobie przez chwilę.
— Tego mi nie przewijaj jeszcze. Wyślij mi też, dobrze?
Kiedy fotografia przyszła na jej telefon, mama porównała ją z tą na ekranie.
— Podoba mi się, jak się tu śmieję.
Scena 31 — Jak przyjedziesz
W czwartek wieczorem Maya leżała na łóżku i rozmawiała z Liamem. Odkąd odebrał, próbowała namówić go, żeby pokazał jej nową fryzurę z tyłu.
— Przecież tak nie będę cię widział.
— To ja mam zobaczyć ciebie. Obróć się jeszcze trochę.
Posłuchał. Nad karkiem włosy miał tak krótkie, że Maya aż przysunęła telefon.
— Ojej.
Liam natychmiast spojrzał w ekran.
— Co „ojej”?
Roześmiała się.
— Ładnie. Naprawdę. Tylko jeszcze rano miałeś inne włosy.
— Dłuższe.
— Wiem, co zrobił ci fryzjer.
Przejechał dłonią po karku.
— Chyba trochę przesadził.
— Nie. Podoba mi się. Jakbym była obok, już bym cię tam dotykała.
Uśmiechnął się do niej.
— To przyjedź sprawdzić.
Maya przewróciła się na bok.
— Chciałabym. Ostatnio coraz częściej o tym myślę. Ty mi pokazujesz kawałek ulicy, potem opowiadasz, gdzie byłeś, a ja nawet nie wiem, w którą stronę idziesz, kiedy wychodzisz z domu.
— W lewo.
— Liam.
Zaśmiał się.
— Przecież wiem. Też bym chciał, żebyś tu była. Wczoraj znalazłem takie małe kino. Możesz usiąść na kanapie, nie ma tych zwykłych foteli. Od razu pomyślałem, że trzeba by cię potem budzić.
— Nie zasypiam na każdym filmie.
— Nie powiedziałem, że na każdym.
— To wybierz dobry.
— Dobrze. Tylko potem nie mów, że to ja wybierałem.
Maya uśmiechnęła się, wyobrażając sobie, że naprawdę siedzą razem. Mogłaby oprzeć głowę na jego ramieniu, zamiast leżeć z telefonem przy poduszce.
— Moglibyśmy też po prostu gdzieś pochodzić — powiedziała. — Bez szukania czegoś specjalnego. Chciałabym zobaczyć te miejsca, które już znasz.
Liam zaczął jej opowiadać o ulicach za kinem. Trafił tam, wracając ze stażu, i zaszedł dalej, niż zamierzał. Maya dopytała o niewielki targ, który mijał. Obiecał, że następnym razem zrobi jej zdjęcie.
— Ale poczekaj z oglądaniem wszystkiego — dodała. — Zostaw coś dla mnie.
— Coś znajdziemy.
Rozmawiali jeszcze o tym, kiedy mogliby się zobaczyć. Maya próbowała policzyć, ile zostało do końca szkoły, ale nie miała przed sobą kalendarza. Powiedziała, że sprawdzi później.
— A w sobotę mamy festyn — przypomniała sobie. — Idę z Ellą, koleżanką ze szkoły. Chce zajrzeć do książek, jeśli będzie stoisko jak w zeszłym roku. Ja powiedziałam, że nie dam się znowu wyciągnąć przed południem.
— Ty i wstawanie w sobotę.
— Na festyn można przyjść później. Nic nam nie ucieknie.
— A Noah też idzie?
— Pracuje. Pisał mi, że chce jeszcze zostać po zamknięciu.
— Ostatnio często z nim wychodzisz.
Maya popatrzyła na niego.
— Rozmawiałeś z mamą?
— Dzwoniła do mnie. Pytała, jak mi tu idzie.
— I przy okazji powiedziała ci o Noahu.
— Wspomniała, że się widujecie.
Maya odsunęła telefon od poduszki i usiadła.
— Mogła mnie zapytać. Mówię jej, gdzie wychodzę.
— Przecież nie mówię, że coś ukrywasz.
— Mama też nie zaczęła od pretensji.
Liam przez chwilę milczał.
— Maya, nie chcę się z tobą kłócić. Po prostu trochę dziwnie słuchać o tym od twojej mamy.
— A ja bym wolała, żeby nie opowiadała o mnie, kiedy mnie przy tym nie ma.
— Dobrze. To mi powiedz.
Patrzyła na niego chwilę, zanim zaczęła.
— Co mam ci powiedzieć? Lubię z nim wychodzić. Czasem idziemy coś zjeść, czasem tylko się przejść. Możemy gadać o głupotach, pośmiać się. Sam go poznałeś.
— Wiem. Nic do niego nie mam.
— To dobrze. Bo ja naprawdę nie chcę za każdym razem tłumaczyć się ze spaceru.
— Przecież możesz wychodzić. To następnym razem zabierzcie ze sobą Ellę. Albo umówcie się w więcej osób.
Maya spojrzała na niego uważniej.
— Oni się jeszcze nie znają.
— To ich poznasz. Będziecie mogli wychodzić we troje. I twoja mama przestanie się tak przejmować.
— Mama zawsze znajdzie coś innego.
Liam uśmiechnął się lekko.
— Pewnie tak. Ale z tym przynajmniej będzie spokojniej.
Maya zastanowiła się przez chwilę.
— Noah nawet mówił, że chciałby ją poznać. Tylko ja nie będę za każdym razem ściągać Elli, jak zachce mi się przejść.
— Nie mówię, że za każdym razem. Po prostu moglibyście spróbować.
— Możemy gdzieś wyjść razem.
— No właśnie.
Liam został blisko kamery. Maya patrzyła na niego, aż zapytał:
— Nadal jesteś zła?
— Na mamę.
— Na mnie też trochę.
— Trochę.
Przez chwilę słyszała cichy szum po jego stronie. Liam potarł kark, znów trafiając na krótko ścięte włosy.
— Jeszcze się nie przyzwyczaiłem — powiedział.
Maya uśmiechnęła się mimo woli.
— Ja już tak.
— To dobrze.
— I dalej chcę przyjechać.
— Ja też dalej chcę, żebyś przyjechała.
Położyła się z powrotem.
— Tylko nie planuj nam każdej godziny.
— Przed chwilą kazałaś mi znaleźć film.
— Jeden film możesz. Resztę wymyślimy, jak już tam będę.
Liam się uśmiechnął.
— Jak przyjedziesz, to pewnie pół dnia nigdzie nie wyjdziemy.
— Możemy nie wychodzić.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania