Poprzednie częściW swoim świetle — sceny 1–2

W swoim świetle — sceny 7–8

Scena 7 — Przy stole

— Mało miałaś czasu, żeby tu posprzątać?

Noah zatrzymał się w przedpokoju z dłonią na zamku kurtki. Z kuchni dochodził zapach pieczonego kurczaka.

— Wróciłam z pracy i od razu zajęłam się obiadem — odpowiedziała Clara. — Zaraz to pozbieram.

— Ty zawsze zaraz. A potem znowu zapomnisz.

Przy wieszaku stała jej torba. Jeden pasek opadł na podłogę. Noah podniósł go, żeby zdjąć buty, potem powiesił kurtkę i wszedł do kuchni.

Ojciec siedział przy stole. Przed nim leżały sztućce i telefon, odwrócony ekranem do dołu. Clara zgarniała obierki z deski do miski. Obok zlewu stał garnek, a na oparciu krzesła wisiał sweter, który nosiła do pracy.

— O, jesteś. — Spojrzała na syna. — Akurat będziemy jeść. Jak w szkole?

— Dobrze.

Postawił plecak przy swoim krześle. Matka opłukała deskę i wsunęła ją obok zlewu.

— Dużo zadane?

— Trochę z matematyki.

Clara wytarła ręce w ścierkę. Noah rozpiął plecak, zanim zdążyła się odwrócić.

— Mam zdjęcie.

— Z tego aparatu?

Skinął głową.

— Bell mi wydrukowała. Jedno na razie.

— Pokaż.

Wyjął zeszyt i odszukał wsuniętą między kartki fotografię. Podał ją mamie, trzymając za biały brzeg.

Clara podeszła do okna. Przechyliła wydruk, żeby nie odbijało się w nim światło, i przez chwilę nic nie mówiła.

Noah stanął obok niej.

— Trochę krzywo wyszła woda — powiedział.

— Widzę.

Popatrzył na zdjęcie. Teraz wydawało mu się, że przechylił aparat jeszcze bardziej, niż zapamiętał.

— Można to poprawić na komputerze, tylko nie wiedziałem…

— Noah, podoba mi się.

Podniósł wzrok.

Matka przyglądała się psu leżącemu u stóp mężczyzny.

— Ten chyba nigdzie się nie spieszył.

— W ogóle. Potem nie chciał wstać.

Uśmiechnęła się.

— Rozumiem go.

— Jego właściciel też. Dał mu jeszcze pięć minut.

Clara zaśmiała się cicho. Noah przysunął się bliżej i wskazał palcem zagięte ucho.

— Próbował mu je wyprostować. Ciągle wracało.

— Dobrze, że wróciło. Nie wszystko trzeba poprawiać.

Przesunęła palec nad jasnym pasem wody.

— Popatrz, jakie światło złapałeś.

Jeszcze raz obejrzała całą fotografię. Zmarszczka między jej brwiami wygładziła się. Noah już otwierał usta, żeby opowiedzieć, jak długo ustawiał aparat, kiedy ojciec wyciągnął rękę.

— Daj zobaczyć.

Clara podała mu zdjęcie.

Daniel zerknął na nie, opierając się wygodniej na krześle. Potem spojrzał na syna. Jeden kącik ust uniósł mu się lekko.

— A dziewczyn tam nie było?

Noah opuścił rękę, którą przed chwilą wskazywał ucho psa.

— To było zadanie na zajęcia.

— No dobrze, dobrze.

Ojciec położył fotografię na stole i przesunął ją w jego stronę.

— Za piłkę byś się czasem wziął.

Noah patrzył na biały brzeg wydruku. Mógł powiedzieć, że jedno nie przeszkadza drugiemu. Albo że zadanie wcale nie polegało na fotografowaniu dziewczyn. Przez moment układał obie odpowiedzi, ale Daniel już odwrócił głowę w stronę piekarnika.

— To jemy?

— Już podaję — powiedziała Clara.

Sięgnęła po rękawice. Noah schował zdjęcie do zeszytu i zapiął plecak.

Matka postawiła naczynie na podkładce, zdjęła pokrywkę z garnka. Kiedy nakładała mu ziemniaki, zapytała, czy wystarczy. Skinął głową. Chciał wrócić do rozmowy przy oknie, ale nie wiedział, od którego zdania.

Usiadła dopiero, gdy obaj mieli pełne talerze.

Daniel odkroił kawałek mięsa, przeżuł i sięgnął po szklankę.

— Znowu suche.

Clara spojrzała na jego talerz.

— Jest sos. Podać ci?

— Sos nie pomoże, jak za długo trzymasz w piekarniku.

Wyciągnęła rękę do naczynia, ale cofnęła ją, zanim dotknęła uchwytu.

Noah nabrał ziemniaki na widelec. Był głodny, jeszcze przed chwilą myślał o dokładce. Teraz przeżuwał powoli, czekając, aż ojciec powie coś jeszcze.

Przez jakiś czas jedli w milczeniu. Clara podsunęła synowi miskę z surówką. Nałożył trochę, chociaż nie miał już ochoty.

Daniel odsunął od swojego łokcia ścierkę, którą zostawiła na skraju stołu.

— To też musi tu leżeć?

— Zapomniałam.

Zabrała ją i wstała, żeby odwiesić przy zlewie.

— Usiądź, mamo — powiedział Noah.

— Już.

Wracając, przesunęła garnek dalej od brzegu blatu. Ojciec śledził ją wzrokiem.

— Gdybyś odkładała rzeczy od razu na miejsce, nie byłoby problemu.

Clara usiadła. Przekroiła ziemniaka, przytrzymała go widelcem.

— Chciałam, żebyście mieli ciepły obiad.

— I dlatego nie można po sobie posprzątać?

Noah spojrzał na deskę stojącą przy zlewie. Na pustą już miskę po obierkach. Nawet nie zauważył, kiedy matka zdążyła ją umyć.

— Przecież posprzątała.

Daniel popatrzył na niego.

— Rozmawiam z mamą.

Clara położyła dłoń obok swojego talerza.

— Jedz, Noah. Wystygnie ci.

Wciąż mówiła tym spokojnym głosem. Jakby martwiła się tylko jego obiadem.

Odłożył widelec.

— Dlaczego ty mu na to pozwalasz?

Matka znieruchomiała.

— Noah…

— No co? Przecież słyszysz, jak on do ciebie mówi.

Głos podniósł mu się przy ostatnich słowach. Nie zamierzał krzyczeć na nią. Chciał, żeby choć raz odsunęła talerz i powiedziała ojcu, że wystarczy. Żeby nie próbowała już poprawiać wszystkiego, co on i tak za chwilę skrytykuje.

— Proszę cię — powiedziała cicho.

— O co? Mam też udawać, że wszystko jest w porządku?

Patrzył na nią, czekając na odpowiedź. Jeszcze kilka minut temu stała obok niego przy oknie i śmiała się z psa, któremu nie chciało się iść do domu. Uwielbiał, kiedy tak się śmiała. Zawsze chciał jej wtedy opowiedzieć coś jeszcze.

Teraz spuściła wzrok na talerz.

Noah zacisnął dłonie pod stołem. Złość nie ustępowała, ale nie mógł już patrzeć na mamę.

— W moim domu nie będziesz się tak odzywał — powiedział Daniel.

Noah podniósł na niego oczy. Ojciec siedział z nożem i widelcem opartymi o krawędź talerza, czekając.

Przez chwilę patrzyli na siebie.

Potem Noah odsunął krzesło. Wziął plecak i wyszedł z kuchni.

Na schodach usłyszał swoje imię. Nie zatrzymał się.

W pokoju postawił plecak przy biurku i zamknął drzwi. Usiadł na brzegu łóżka. Oddychał przez nos, powoli, ale z każdym oddechem coraz mocniej czuł ucisk w gardle.

Z dołu dochodziły przytłumione głosy. Nie rozróżniał słów, dopóki ojciec nie wyszedł do przedpokoju.

— Idę na piwo.

Zabrzęczały klucze. Chwilę później zamknęły się drzwi wejściowe.

Noah uniósł głowę.

W kuchni zadźwięczał talerz. Potem drugi.

Wyjął telefon z kieszeni. Odblokował go.

## Scena 8 — Na sobotę

Maya oparła teczkę o szafkę przy schodach. Torbę postawiła obok, ostrożnie, żeby kubek nie uderzył o podłogę.

Z salonu dochodził telewizor. Matka składała pranie na kanapie, odkładając ubrania na dwa osobne stosy. Ojciec siedział obok kosza z garścią skarpetek.

— To twoja? — zapytał, unosząc jedną.

Maya zajrzała przez drzwi.

— Jeśli druga też się znajdzie.

— Na razie jest tylko ta.

Podeszła i wyciągnęła drugą spod ręcznika.

— Proszę.

— Wiedziałem, że warto poczekać.

Podał jej obie. Matka dołożyła do nich złożoną bluzę.

— Ta już sucha. Chciałaś ją na jutro.

— Dzięki.

Maya usiadła na podłokietniku fotela, trzymając ubrania na kolanach. Ojciec wyjął z kosza następną skarpetkę i obejrzał ją z obu stron.

— Tato, dałbyś mi na papier do rysowania?

— Jasne. Ile potrzebujesz?

— Jeszcze nie wiem. Chciałabym trochę grubszy. Ten mój się przeciera od gumki.

— To wybierz taki, jaki będzie dobry.

— Myślałam, żeby w sobotę rano pójść do sklepu. A potem wziąć blok nad wodę.

Ojciec odłożył parę skarpetek na kosz.

— Teraz będziecie rysować na dworze?

— Nie, sama chciałam. Narysować coś poza domem.

Matka wygładziła rękaw koszuli.

— W sobotę jedziesz z nami.

Maya odwróciła głowę.

— Dokąd?

— Na zakupy. Mamy kilka rzeczy do załatwienia. Do sklepu z papierem też możemy zajrzeć.

Sięgnęła po kartkę leżącą na niskim stoliku. Pod zapisanymi już pozycjami dopisała jeszcze jedną.

— Zwykły blok?

— Chciałam sobie najpierw obejrzeć.

— To obejrzysz na miejscu.

Odłożyła długopis i wróciła do koszuli. Maya przesunęła ubrania na kolanach, żeby nie zsunęły się na podłogę.

— A o której wrócimy?

— Raczej późnym popołudniem. Wyjedziemy po śniadaniu.

— To może po tym sklepie zostanę? Wy byście pojechali dalej, a ja bym sobie porysowała.

— I potem mamy po ciebie wracać?

— Nie. Wrócę autobusem.

Matka złożyła koszulę na pół.

— Po co to komplikować? Pojedziemy razem i razem wrócimy.

— Ale nie musicie po mnie…

— Maya, mamy już plan. Rysować możesz później.

— W domu.

— W domu też można rysować.

Ojciec sięgnął po pilota i ściszył telewizor. Maya spojrzała na niego.

— Tato, przecież mogłabym wrócić sama.

Położył pilot na oparciu kanapy.

— Mama ma rację. Załatwimy wszystko przy okazji. Weźmiemy ci taki blok, jaki chcesz.

— Ja wiem, tylko…

— A po zakupach wstąpimy do McDonalda. Wybierzesz sobie to, co lubisz.

Uśmiechnął się do niej. Maya odwzajemniła uśmiech.

— Dzięki, tato.

Matka podniosła następny ręcznik.

— Zabierz jeszcze te rzeczy do pokoju. I sprawdź, czy nie potrzebujesz czegoś do szkoły, żebyśmy znowu nie jeździli dwa razy.

Maya wstała. Przez moment została przy fotelu, z ubraniami przyciśniętymi do brzucha.

Na kartce, pod pieczywem i proszkiem do prania, matka napisała „papier dla Mai”.

— Sprawdzę — powiedziała.

W przedpokoju przełożyła bluzę pod ramię, podniosła teczkę i zarzuciła torbę na drugie. Weszła po schodach, przytrzymując ją dłonią, żeby nie obijała się o biodro.

W pokoju położyła ubrania na łóżku. Wyjęła z torby czerwony kubek i postawiła go przy lampce. Teczka została oparta o biurko.

Usiadła na brzegu łóżka i sięgnęła po telefon.

Czekała na nią wiadomość od Liama.

*Jak pierwsze zajęcia?*

Otworzyła rozmowę. Jeszcze w drodze do domu chciała opowiedzieć swojemu chłopakowi o kubku i o tym, jak trudno było narysować cień pod jego uchem. Teraz przez chwilę patrzyła na pusty pasek wiadomości.

*Fajnie. Tylko w domu już zdążyli mi popsuć humor.*

Odpowiedź pojawiła się niemal od razu.

*Co jest?*

Maya podciągnęła jedną nogę na łóżko. Oparła telefon o kolano i zaczęła pisać.

*Chciałam w sobotę kupić papier i posiedzieć trochę nad wodą z blokiem. Mama stwierdziła, że jadę z nimi na zakupy. Do późnego popołudnia.*

*Nie możesz zostać po drodze?*

*Właśnie to powiedziałam. Wróciłabym autobusem. Ale mamy jechać razem i wrócić razem.*

Zobaczyła, że pisze. Rozluźniła palce na obudowie i poczekała.

*A tata?*

*Że mama ma rację. I że kupi mi papier, jaki będę chciała.*

*No to chyba dobrze?*

Maya przeczytała pytanie jeszcze raz.

*Tylko nie o papier chodzi. Chciałam, żeby chociaż zapytała, czy mam jakieś plany.*

Tym razem odpowiedź przyszła, zanim odłożyła telefon na kolano.

*Daj spokój, to tylko zakupy.*

Z salonu dobiegł krótki śmiech z telewizora. Maya poprawiła nogę, która zaczynała jej drętwieć.

Pod ostatnią wiadomością pojawiła się następna.

*A ja ci jeszcze nie mówiłem, co dzisiaj było w szkole.*

Zatrzymała wzrok na swoim zdaniu o planach. Potem dotknęła pola odpowiedzi.

*Co się stało?*

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania