Poprzednie części:  Wampirzy Afrodyzjak — Rozdział 01

Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Wampirzy Afrodyzjak — Rozdział 02

── ŻE CO PROSZĘ?! NIE STRUJCIE SOBIE TAKICH ŻARTÓW! TAEHYUNG NIE INTERESUJE SIĘ MNĄ POD TYM WZGLĘDEM! ── warknął po chwili Jungkook, podczas kiedy znaleźli się w jego pokoju, a Jimin skuwał międzyczasie Taehyng'a, co mu się jak wiadomo, nie podobało, ale nie mógł już nic na to na tę chwilę poradzić, i to go nieźle irytowało.

 

── Wybacz stary, ale jesteś kochany w poważnym błędzie! Jednakże sam nie mam bladego pojęcia, czemu on nadal nic ci nie powiedział. Możliwe, nie chciał cię stracić, dlatego to ukrywał, ale teraz nie ma już opcji, aby mógł to dalej ukrywać. To, co podała mu Rose, nazywa się Wampirzym Afrodyzjakiem, który mocno działa na, takich jak on. A doskonale znasz, co się dzieje, podczas jego odpowiednika dla ludzi, prawda? ── spytał na samym końcu Jimin, kiedy upewnił się, że Taehyung jest dobrze unieszkodliwiony.

 

Przez chwilę Jungkook'owi wydawało się, że źle usłyszał, ale po wyrazie twarzy Jimin'a dotarło do niego, że jednak dobrze usłyszał. Dlatego też trochę czasu mu zajęło, nim w końcu udało mu się, cokolwiek powiedzieć. Tym bardziej że owo słowo tak mocno siedziało mu w gardle, że trudno mu było je wypowiedzieć. Co poniekąd było zrozumiałe, bo każdy na jego miejscu, by miał taki sam problem jak on.

 

── Co?! ── tylko tyle udało się Jungkook'owi wydobyć z siebie, tuż po tym, co usłyszał z ust Jimin'a, a kiedy spojrzał się na Rose, ona tylko pokiwała głową na znak, że to, co Jimin powiedział, jest stuprocentową prawdą.

 

── Prawdę mówiąc, nie chciałam tego dawać Taehyung'owi, ale wyszło jak wyszło i serdecznie cię za to przepraszam. W porównaniu ze zwykłym afrodyzjakiem on nie przestanie działać po kilkunastu godzinach. Dopóki wampir, który został nim poczęstowany, nie zostanie zaspokojony. A widzę, że to będzie w waszym przypadku nie za ciekawie. Nawet nie myśl, że to zrobię za ciebie kochaniutki, bo to tak nie działa! ── odparła Rose na jego słowa i dodała po chwili, kiedy zauważyła, że chce coś Jungkook powiedzieć.

 

Zamarł Jungkook w tym momencie, i to nie na żarty! Spoglądał to na nią, to naj imin'a, a w pokoju nastała kompletna cisza. W zamian za to słychać było, jak Taehyung zaczynał się budzić. Co tylko pogorszyło sprawę pod tym względem. Jednak nie wiedzieć, czemu, ale coś w środku u niego skakało z radości, że jednak tak naprawdę Taehyung odwzajemniał jego uczucia.

 

O których jak do tej pory nie był co do nich w stu procentach, pewny. A teraz odwrotu już nie było, a to wcale mu na rękę nie było. Był poniekąd wściekły na nich, że sobie z niego robili jaja, ale wiedział, że nie zrobili tego celowo. Westchnął tylko cicho, spoglądając się na nich ze zrezygnowaniem wypisanym na twarzy.

 

Zdawał sobie sprawę z tego, że kiedyś nadejdzie ten moment. Gdy nie będzie miał innego wyboru, jak przyznać się do tego, co czuje do Taehyung'a. Jednak nie tak to sobie wyobrażał, a to, co zrobiła Rose, było nieczystym zagraniem z jej strony. Teraz już odwrotu nie było i jak dalej będzie udawał, że nic się nie stało.

 

To nic z tego nie będzie i tylko pod tym względem będzie się dalej pogrążał. Miał ochotę udusić, zamordować Rose, za to, co zrobiła. Może w jej oczach to było zabawne to, co zrobiła, ale dla niego tak wcale nie było. Przez dłuższą chwilę spoglądał w milczeniu na nią i na Jimin'a.

 

Mając nadzieję, że jednak wpadnie im do głowy coś, co by pomogło w jej zapobiegnięciu. A po ich minach mógł wywnioskować, że na to się wcale nie zanosiło. Co jeszcze bardziej doprowadzało Jungkook'a do obłędu i czuł się niczym jak śliwka w kompocie.

 

Gdyby przewidział, że coś takiego się wydarzy, to pewnie pilnowałby Taehyung'a jak oczka w głowie. Jednak było już po herbacie i musiał się jakoś z tego wyplątać. A po tym, co od nich usłyszał, jedyną opcją było wyjawienie tego, co do niego czuje.

 

Nieważne, czy, by tego chciał, czy nie, nie mógł tego w taki sposób wypowiedzieć. Jednak odwrotu już nie było i pozostało mu to jednak zrobić.

 

── Przysięgam Rose, że jeszcze porządnie oberwiesz i pożałujesz, za to, co zrobiłaś! Nieważne, czy zrobiłaś to specjalnie, czy też, czy nie! ── powiedział do niej po dłuższej chwili milczenia Jungkook, spoglądając się na nią z mordem w oczach.

 

Jimin natenczas kompletnie się nie odzywał, bo zdawał sobie chyba sprawę z tego, że nieważne, co by powiedział, to i tak niczego, by ono nie zmieniło. Westchnął tylko, mając nadzieję, że tę noc jakoś przebrnie Jungkook. Bo był tego pewny, że jutro Taehyung na pewno będzie miał porządnego kaca i ledwo, co będzie z niej pamiętał.

 

Czuł się Jungkook tak parszywie, że już chyba gorzej być nie mogło. Nie tak sobie wyobrażał, aby obaj wyjawiali to, co do siebie czują. Ale widać innego wyboru nie było, więc nie dziwił się, że Rose zrobiła, tak jak zrobiła. Chociaż powinna mu wcześniej powiedzieć, ale teraz już nic na to poradzić nie mogła.

 

Skonsultować się z nim, niż robić, co jej się wydawało za stosowne. Gdyby tylko Jimin upilnował Rose, to teraz, by tego nie było, był tego w stu procentach, pewny. Jednak już było po herbacie i musiał się z tym pogodzić. Rozszarpanie Rose na nic się teraz zda, bo i tak nic to nie zrobi, jeśli tego dokona.

 

Teraz najważniejsze było, aby jakoś ogarnięcie Taehyung'a który zapewne nie zdawał sobie sprawy z tego, co się działo wokół niego. I może to i tym lepiej, bo pewnie, by sam udusił Rose za to, co mu podała. Oczami wyobraźni widział, jak ją ukatrupia i pisk Jimin'a na ten widok.

 

Chociaż wcale, by się tym nie przejął, bo to była jej wina, a nie jego. A co za tym idzie, sama była sobie tego winna, że to zrobiła za ich plecami. Gdyby tego nie zrobiła, to teraz tego robić, by nie musieli, tego był w stu procentach, pewny. A teraz Jungkook powrócił do udzielania się w rozmowie, aby nie zapomnieli o jego istnieniu. Na co się właśnie zanosiło, więc musiał do tego nie dopuścić.

 

── Obyście mieli rację, bo jeśli nie to nie ręczę za siebie! ── warknął po chwili Jungkook, nie mając zamiaru im tego ot, tak wybaczyć.

 

Jimin tylko na dźwięk wypowiedzianych przez niego słów jedynie ciężko westchnął. A Rose zachowywała się tak m, jakby nic się nie stało i dalej zgrywała niewiniątko. Przez co miał ochotę przywalić jej z prawego sierpowego.

 

Chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że i tak nic, by jej nie zrobił, lecz i tak miałby z tego powodu satysfakcję. A po ich obecnym zachowaniu, mógł wywnioskować, że mieli ochotę jak najszybciej z tego miejsca się ulotnić. Co jak wiadomo było ich jedyną opcją ucieczki, nim będzie zupełnie za późno.

 

── Co się stało, to się nie odstanie, dlatego nie powinniśmy płakać nad rozlanym mlekiem. A poza tym, ty i Taehyung do końca byście nie wyjawili sobie tego, co do siebie czujecie. Więc, zamiast patrzeć się na Rose z mordem w oczach, powinieneś jej za to podziękować! A teraz lepiej, jeśli was zostawimy razem! ── oznajmił szybko po chwili Jimin, zarazem biorąc za frak Rose i pozostawiając ich samych w jego pokoju.

 

Skołowany tym Jungkook spoglądał przez krótką chwilę w miejscu, gdzie jeszcze oni byli. Nie bardzo rozumiejąc, co tak właściwie się naprawdę działo. Dlatego też spoglądał to na drzwi, a to na Taehyung'a który powoli zaczynał się budzić. Chociaż dla niego jego „budzenie", nie było takie, jak w jego przypadku.

 

A to dlatego, że Taehyung był wampirem, a nie śmiertelnikiem. Westchnął ponownie, nadal będąc porządnie zirytowanym zachowaniem tamtej dwójki. Jeszcze Rose, by zrozumiał, ale zachowanie Jimin'a było dla niego nie na miejscu. Tak jakby wcale nie miał zamiaru mu pomóc i miał niemały ubaw z tego, co się stało, co mu na rękę nie było.

 

Nawet nie miał bladego pojęcia, co będzie musiał zrobić następnego dnia, kiedy Taehyung'owi kompletnie przejdzie. Jednego był pewny, że zapewne będzie chciał zamordować Rose, a potem samego Jimin'a. Więc musiał zrobić coś, co pomoże mu, aby mógł tego uniknąć.

 

A jedyną opcją było, tak jak jego przyjaciel powiedział wraz ze swoją przyjaciółką. Chociaż wcale mu się to nie uśmiechało, nie w, takim jak to wydaniu. Jednak nie chciał, aby coś takiego robili, bez żadnych dodatków, ale teraz odwrotu już nie było. Wszystko jeszcze byłoby znośne, gdyby nie to, że on w, takich jak te sprawach był kompletny zielony niczym jak zielona trawka na wiosnę.

 

A co za tym idzie, nie miał bladego pojęcia, od czego miałby zacząć. I tak już się fatalnie czuł, mając wyrzuty sumienia, a to dlatego, że Taehyung mógł pomyśleć, że to on za tym stał. A nie Rose jak było naprawdę i że to on ją o to poprosił, chociaż tak wcale nie było.

 

Podszedł do okna, nie spoglądając na niego wcale. Nie musiał na niego patrzeć, żeby wiedzieć jak bardzo się irytował. Nie mogąc się ruszyć, ale tak było lepiej dla niego. Noc już od dawna zapadła, a księżyc w najlepsze sobie świecił. Jakby wcale nie miał pojęcia, co tutaj, w tym oto pokoju się wyprawiało. Może to im lepiej, bo jeszcze, by się przeraził, tego był w stu procentach, pewny.

 

── Jak śmiałeś mnie skuć, ty cholerny padalcu! ── usłyszał po chwili za sobą głos Taehyung'a, a kiedy się odwrócił w jego kierunku, ujrzał jak jego oczy, niebezpiecznie świeciły się na czerwono, nie wspominając o kłach, które również były widoczne.

 

── To nie ja cię skułem, tylko Jimin, jak już! A poza tym, zrobił to dla twojego dobra, bo Rose cię czymś paskudnym na szprycowała. Więc mógłbyś nie tylko mnie, ale i sobie zrobić krzywdę, a tego pewnie byś nie chciał, prawda? ── odparł po chwili Jungkook na jego słowa.

 

Słowa, które poniekąd go nieco wystraszyły, ale zdawał sobie sprawę z tego, że był on nie przy zdrowych zmysłach. Więc musiał mu te słowa wybaczyć, bo jakby miało być pod tym względem inaczej? Nie był przy zdrowych zmysłach, więc nic dziwnego, że mówił tak, a nie inaczej? Każdy na jego miejscu, gdyby był na jego miejscu, by tak mówił, gdyby był w takiej sytuacji jak on.

 

── Ta... Już to widzę?! Ciekawe, czym, bo ja czuję się tak wspaniale! ── rzekł po chwili Taehyung, spoglądając się na niego z jeszcze większym pożądaniem niż wcześniej, kiedy pierwszy raz się do niego odezwał po przebudzeniu.

 

Co według niego było poniekąd dziwne, ale pewnie była to wina tego, czym był aktualnie na szprycowany. Innego wytłumaczenia na to nie widział, ale i też myśleć więcej o tym nie miał ochoty. Im bardziej próbował, tym bardziej mu się z tego powodu mózg pasował, co nie napawało go zbytnio optymizmem. Jednak musiał coś wymyślić, bo co innego w takim momencie jak ten mógł zrobić?

 

── Ta... A kto patrzy się na mnie z jeszcze większym pożądaniem spowodowanym, pieprzonym, Wampirzym Afrodyzjakiem, którym cię Rose na szprycowała? Wybacz Taehyung, ale z tego, co wiem, normalnie patrzysz się na mnie tak, jakbyś chciał się na mnie rzucić i wyruchać tego jestem w stu procentach, pewny! ── odrzekł po chwili Jungkook, wcale, nie mając zamiaru owijać w bawełnę.

 

Ani tym bardziej i bawić się w kotka i myszkę z jego własnym lokajem. Nie chciał Jungkook w ten sposób do niego mówić. Ale sam on pod tym względem go sprowokował, więc nie miał innego wyboru. Zaczął również czuć jak jego pożądanie, które nim owładnęło przez ten afrodyzjak.

 

Nie pozwalało mu na logiczne myślenie jemu również. A co za tym idzie, Taehyung już myślał jedynie o jednym, nie zwracając na nic już uwagi. Co bardzo Jungkook'a jednak bolało, ale tego na głos powiedzieć nie mógł. Od momentu, kiedy zdał sobie sprawę, co tak naprawdę do niego czuł, wszystko diametralnie się zmieniło i nie pozwalało na traktowanie go, tak jak wcześniej.

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania