Weź mą duszę do domu
DZWON
Najpierw jest cisza.
Taka, która nie boli, tylko czeka.
Cmentarz jeszcze śpi. Kamień jest chłodny, ziemia ciężka od wilgoci, liście leżą dokładnie tam, gdzie spadły. Nikt się nie porusza. Nawet ptaki milczą, jakby znały porządek tego dnia.
Dzwon nie uderza od razu.
Zawsze daje chwilę.
A potem dźwięk rozchodzi się powoli, nisko, miękko. Nie wzywa — otwiera. Przechodzi przez kamień, przez drewno, przez ziemię. Dociera tam, gdzie nie dochodzi głos.
I wtedy dusze podnoszą się ze swoich miejsc.
Nie wszystkie naraz.
Niektóre ostrożnie, jakby sprawdzały, czy to na pewno ten dzień. Inne pewnie — bo pamięć nigdy ich nie zawiodła. Są i takie, które czekają jeszcze chwilę, aż dzwon zabrzmi drugi raz.
Tam, gdzie zapala się światło, robi się cieplej.
Znicz nie rozprasza mroku — on go oswaja. W jego blasku dusze stają się wyraźniejsze, jakby ktoś przypomniał sobie ich kształt.
Modlitwa przychodzi cicho.
Czasem jest tylko myślą, westchnieniem, imieniem wypowiedzianym bezgłośnie. Dla dusz to wystarcza.
Gdy dzwon cichnie, droga jest już otwarta.
Reszta należy do pamięci.
MARYSIA
Marysia pamięta ciepło.
Nie zna zimna ziemi ani ciężaru kamienia. Jej świat zaczął się wcześniej i skończył szybciej, niż zdążył mieć kształty.
Pamięta głosy.
Najpierw jeden — spokojny, zawsze blisko. Potem inne, nachylające się ku niej. Nie rozumiała słów, ale znała ich sens.
Gdy zabrzmiał pierwszy dzwon, nie przestraszyła się.
Dźwięk był znajomy. Jak bicie serca.
Światło znalazło ją szybko.
Mały płomień, drżący, a jednak pewny. W jego blasku poczuła się wyraźniejsza. Jakby ktoś przypomniał sobie, że była.
Szła powoli.
Nie wiedziała dokąd, ale wiedziała z kim. Ciepło prowadziło ją samo.
Było tam miejsce dla niej.
Choć nikt nie mówił jej imienia. Była obecna w ciszy, w zatrzymanym oddechu, w dłoni położonej na brzuchu.
Nie było smutku.
Tylko uważność.
Gdy zabrzmiał kolejny dzwon, wróciła spokojnie.
Do miejsca, gdzie się czeka.
NIEŻYJĄCY RODZICE
Przychodzą razem.
Zawsze razem.
Najpierw patrzą na świat, który toczy się dalej. Bez wyrzutu. Z ciekawością.
Dom poznają po ciszy.
Po zapachu, który już nie należy do nich, a jednak jest znajomy.
Dzieci są starsze.
Zawsze są starsze.
Nie mówią nic.
Nie poprawiają. Wiedzą, że ich rola się skończyła.
Słyszą swoje imiona czasem, mimochodem.
To wystarcza.
Odchodzą spokojnie.
Z tą pewnością, że wszystko się trzyma.
DZIADKOWIE
Siadają.
Słuchają.
Cieszą się opowieściami, które trochę się zmieniły, ale nadal są ich.
Nie potrzebują już niczego więcej.
SĄSIEDZI
Przychodzą nieśmiało.
Nie zawsze zapalano im światło.
Zaglądają przez chwilę.
Patrzą, czy ktoś jeszcze pamięta ich głos, ich krok, ich „dzień dobry”.
Potem wracają.
Bez żalu.
NN
Stoją dalej.
Tam, gdzie światło dochodzi słabiej.
Na kamieniu są tylko litery.
Znak, że ktoś tu był.
Gdy bije dzwon, oni też wstają.
Nie czekają, aż ktoś przyjdzie.
Czasem ogrzewają się cudzym światłem.
Czasem tylko ciszą.
Nie mają żalu.
Żal wymaga pamięci.
Wracają pierwsi.
Bo nie mają gdzie zostać.
I tylko dzwon pamięta,
że kiedyś byli.
OSTATNI DZWON
Cmentarz pustoszeje.
Znicze jeszcze się palą.
Dusze wracają powoli.
Każda osobno.
Nie wszystkie na swoje groby.
Potem nie ma już nic.
Tylko cisza.
EPILOG — DO ŻYJĄCYCH
Zapomnienie boli.
Cicho i cierpliwie.
Boli tych, którzy żyją,
i tych, którzy już odeszli.
Nie trzeba wiele
OSTATNI DZWON
Cmentarz pustoszeje.
Znicze jeszcze się palą.
Dusze wracają powoli.
Każda osobno.
Nie wszystkie na swoje groby.
Potem nie ma już nic.
Tylko cisza.
EPILOG — DO ŻYJĄCYCH
Zapomnienie boli.
Cicho i cierpliwie.
Boli tych, którzy żyją,
i tych, którzy już odeszli.
Nie trzeba wiele
Jednego światła
Jednej myśli,
Jednego imienia- nawet nieznanego.
Jeśli pamiętasz- ktoś jest.
Jeśli zapominasz- ktoś znika po raz drugi.
Dlatego zapal światło!
Także dla NN.
Bo pamięć nie jest obowiązkiem- jest wyborem.
I zawsze wraca...
Komentarze (1)
Bardzo dobry tekst chociaż nie lubię dzwonów ale tutaj są przydatne.
Cmentarze mają swoisty urok pomimo makabrycznej zawartości.
cul8r
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania