Wojenne niebo
Głęboki wdech, wydech. I wychodzę na scenę razem z innymi baletnicami. Kłaniam się publiczności, i czekam na początek muzyki. Gdy wybrzmiewają pierwsze takty melodii, zaczynam tańczyć. Passe, krok, piruet, passe. Teraz podskok, wyrzut nogi do tyłu, cztery kroki w bok, dwa piruety, i tak dalej. Robię nowe kroki i ruszam delikatnie rękami, abym wyglądała delikatniej. Podskakuje a biała suknia rusza się razem ze mną i w rytm kroków. Gdy wybrzmiewają ostatnie akordy, robie ostatni piruet, podskok... I czuje ze ktos na mnie wpada. Upadam i pachowo akurat stałam na brzegu sceny spadam czując ostry ból w nodze. Widzę mroczki i zapada ciemność.
Gdy sie budzę, oślepia mnie jasne światło. Mrugam kilka razy i rozglądam sie po pomieszczeniu, jest dosyć ładne, i gdyby nie było tu tak dziwnie, to mogłabym poczuć sie jak w domu. Patrzę na moje ręce i nogi. W porządku gdyby nie to ze na jednej nodze mam bandaż.
- No, no. Obudziłaś się. - czyjś głos zwraca sie do mnie.
- Gdzie ja jestem?- zdezorientowana rozglądam sie dookoła.
- jak to gdzie? U Alberta Gispahio.
- Co?- u kogo do licha? Pytam się w myślach.
- Ech... Nie jestem jeszcze taki sławny jak bym chciał. Możesz mnie kojarzyć jako ,,Pirata mórz"
- Ach.. Słyszałam. Ale co u ciebie robie? Na byłam na scenie, a potem...
- potem spadlas ze sceny. Jako ze masz tylko skręconą kostkę, stwierdziłem ze sam cie wyleczę.
- Ale co u CIEBIE robie?!- krzyknęłam dość głośno.
- Już wyjaśniam. Nie wściekaj się.
- Jesteś mi potrzebna.
- Tak?- spytałam drwiąco.
- I do czego jestem potrzebna oficerowi Galishlei?
- Jest wojna
- Wiem- Czułam wściekłość ze,mówi do mnie tak jakbym juz wszystko wiedziała.
- No właśnie. Po pierwsze, nie mogłem cie tam zostawić. Jeżeli Hasingurowie by cie tam znaleźli, siedziałabyś teraz w zimnym lochu i błagała ich aby cie zabili.
A po drugie, wiem ze przed zrobieniem kariery baletnicy, miałaś stopień komandora.
- Tak, i nadal go mam.
- No właśnie. Zakładam że wiesz jak się prowadzi samolot i strzela z karabinu?
- Za kogo mnie masz? - spytałam ze złością.
- Za panią komandor.
- i dobrze. Może jesteś starszy stopniem ale to ja stałam na froncie odpierając ataki Hasingurów.
- I właśnie dla tego cie potrzebuje.
Musisz zabrać Hasingurskiej armii, Merlina. Ich największy statek powietrzny. Musisz dostać się do nich w niewolę i zabrać statek.
- Hola, hola. A kto tu mówił i tu cytuje ,,po pierwsze nie mogłem cie tam zostawić bo jesli by cie znaleźli to siedziałabyś w zimnym lochu prosząc aby cie zabili,,. Bardzo mnie to przekonuje wiesz?- stwierdziłam z sarkazmem.
- Potem o tym porozmawiamy. Teraz idź sie wykąpać i przecież ubrania.- mówiąc to rzucił mi ubrania.
Komentarze (8)
Pomijając nieścisłości logiczne takie jak kariera baletnicy po wojskowej służbie, to Twój najlepszy jak dotąd tekst. Jest początek jakiejś historii, być może z ciekawą kontynuacją. Narracja też nieco lepsza niż w pierwszej publikacji. Oczywiście są niedociągnięcia w edycji tekstu - np. zapis dialogów, no ale to są techniczne sprawy do poprawy.
Czekam czy baletnica buchnie ten statek :)
Dziękuję za opinię ?. Nieścisłości logiczne są, ale postaram się aby bylo ich coraz mniej ?. Pozdrawiam serdecznzie
W amerykańskiej popkulturze wszystkie agentki i zabójczynie z krajów byłego ZSRR trenują balet, więc czemu nie :)
Vespera Nie wiedziałam ? to się świetnie składa? ja akurat wracam z baletu?
.Ostwind. o.O i teraz nie wiem, czy gratulować, czy współczuć... Dla mnie to brzmi jak niezła męczarnia
Vespera ja akurat lubię balet :)
.Ostwind. I dobrze dla ciebie. Ze mnie to straszny kanapowy ziemniak jest.
Vespera oj, nie tylko z ciebie. Ja tez w sobotę lub niedziele albo chociaż w czasie wolnym uwielbiam położyć sie na łóżku i oglądać filmy, pisac książki jeść słodycze^_~
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania