Wspomnienia z Ponidzia

W małej wiosce na Ponidziu, gdzie czas płynął tak leniwie, że zegarom zaczęło się nudzić, dorastałem jako osobliwe połączenie dwóch światów. Z jednej strony była szkoła podstawowa, a z drugiej – kościół rzymskokatolicki. To było jakby życie w równoległych wszechświatach, gdzie jednym dniem byłem poetą, a drugim gorliwym katolikiem. Oczywiście, nie brakowało mi humoru w tej sytuacji.

 

Wiersze o Rewolucji i Ksiądz Janusz

 

Pierwsze wiersze o rewolucji październikowej recytowałem na szkolnej scenie. Byłem małym poetą, który wpatrywał się w tłum rodziców i nauczycieli, próbując wydobyć z siebie emocje, które wypełniały słowa. Moje wiersze były pełne pasji, a ja wierzyłem, że mogę zmienić świat, choćby tylko słowami. Kiedy jednak zacząłem rymować "rewolucja" z "konstytucja", nauczycielka zrobiła minę, jakby zjadła cytrynę. To był moment, w którym zrozumiałem, że moje ambicje literackie mogą być nieco kontrowersyjne.

 

W pewnym momencie moje zainteresowanie historią i polityką zderzyło się z religijną rzeczywistością. W niedzielne poranki, kiedy inni śpiewali psalmy, ja siedziałem na twardym drewnianym krześle, wsłuchując się w kazania księdza. Jego słowa były jak magiczne zaklęcia, które miały mnie uchronić przed złem i prowadzić ku zbawieniu. Czasami jednak moje myśli błądziły, a ja zastanawiałem się, czy te dwa światy mogą istnieć obok siebie.

 

Pewnego dnia, po mszy, spotkałem się z moim najlepszym przyjacielem, Tomkiem. Był on gorliwym katolikiem, który zawsze miał odpowiedź na każde pytanie dotyczące wiary. Usiedliśmy na ławce przed kościołem, a ja opowiedziałem mu o moich wierszach i fascynacji rewolucją. Tomasz spojrzał na mnie z politowaniem.

 

"Nie możesz łączyć tych dwóch światów," powiedział. "To jak próba zjednoczenia ognia i wody."

 

"Może jednak można?" zastanawiałem się głośno. "Czy nie możemy znaleźć wspólnego języka?"

 

Tomasz uśmiechnął się. "Wszystko jest możliwe, ale musisz wybrać. Albo będziesz poetą, albo gorliwym katolikiem. Nie możesz być jednym i drugim."

 

Wtedy do nas dołączył nauczyciel historii, pan Janusz. Był człowiekiem o szerokich horyzontach i otwartym umyśle. Usiadł obok nas i zaczął rozmawiać o rewolucji, o jej przyczynach i skutkach. Tomasz i ja słuchaliśmy go z zainteresowaniem, a ja zrozumiałem, że może istnieć miejsce, gdzie nauka, wiara i poezja się przenikają.

 

Kościoły, Wiersze i Ksiądz Janusz – Część Druga

 

W kolejnych latach moje zainteresowania ewoluowały. Zrezygnowałem z recytowania wierszy o rewolucji, ale nigdy nie przestałem być ciekawy świata. Dzięki nauczycielowi Januszowi odkryłem, że nauka i wiara nie muszą być w sprzeczności. Moje wspomnienia z tamtych dni na Ponidziu są pełne kontrastów, ale to właśnie one ukształtowały mnie na całe życie.

 

Poetycka Msza Święta

 

W pewną niedzielę, kiedy ksiądz Janusz wygłaszał kazanie o miłości bliźniego, moje myśli zaczęły błądzić. Czy można by było napisać wiersz o miłości, który by nie obraził nikogo? Postanowiłem spróbować. Wszystko działo się w mojej głowie, a ja zacząłem układać wiersz w myślach:

 

*"Miłość jest jak hostia, którą dzielimy na kawałki. Każdy kawałek jest inny, ale razem tworzą jedno całe. Tak samo jest z ludźmi – różni, ale razem tworzymy wspólnotę."*

 

Po mszy podszedłem do księdza Janusza i opowiedziałem mu o moim wierszu. Spojrzał na mnie z zaskoczeniem, ale potem uśmiechnął się.

 

"To piękne, młody człowieku," powiedział. "Może warto czasem łączyć te dwa światy – poezję i wiarę."

 

I tak zacząłem pisać wiersze o miłości, które recytowałem na lekcjach religii. Ksiądz Janusz był moim pierwszym krytykiem literackim, a ja zawsze czekałem na jego opinię. Czasami mówił, że moje wiersze są jak komunia – pełne symboli i tajemnic.

 

Ostatni Wiersz na Ponidziu

 

Gdy nadszedł czas pożegnania z Ponidziem, napisałem ostatni wiersz. Był to hołd dla wszystkich tych, którzy wpłynęli na moje życie – nauczycieli, księży, przyjaciół. Recytowałem go na szkolnej uroczystości, a łzy cisnęły mi się do oczu:

 

"Ponidzie, ziemia moich wspomnień,

Gdzie wiersze i modlitwy splatały się w jedno.

Dziękuję, żeście mnie ukształtowali,

Na zawsze pozostaniecie w moim sercu."

 

Ksiądz Janusz przytulił mnie po występie. "Niech Bóg cię prowadzi, młody poecie-katoliku."

 

I tak zakończyła się moja przygoda na Ponidziu – z wierszami w sercu i błogosławieństwem księdza na ustach. To były czasy, gdy łączyłem poezję z wiarą, a każda niedziela była jak magiczny wiersz. 🌟

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania