Wybrakowany algorytm. Odcinek 3: Cmentarzysko zapomnianych słów w Barcelonie

​Sześćdziesiąt cztery godziny po ucieczce z Seulu, ślad zaprowadził inspektora prosto do słonecznej, lecz spowitej ciężkim, morskim zaduchem Barcelony. Zamiast nowoczesnych wieżowców IT, algorytmy policyjne – podrasowane przez młodszego aspiranta Ziuta – wskazały punkt w historycznej dzielnicy El Born: labirynt wąskich, kamiennych uliczek prowadzących do legendarnego, ukrytego przed światem podziemia, które stare kroniki i mole książkowe nazywały Cmentarzyskiem Zapomnianych Książek.

​Inspektor Figa, wycierając pot z czoła w parnym, katalońskim powietrzu, szedł brukowaną aleją z dłonią zaciśniętą na rękojeści służbowego sig sauera. Tuż za nim stąpał Ziut, trzymający w ręku zmodyfikowany skaner sygnałów kwantowych.

​— Szefie, wilgotność tutaj niszczy optykę skanera, ale lokalny protokół wi-fi szaleje. Ktoś wewnątrz tego labiryntu właśnie przesyła gigantyczną paczkę danych – szeptał Ziut, omijając stertę rozpadających się, skórzanych tomów z dziewiętnastego wieku.

​Weszli do gigantycznej, sklepionej kolebkowo kryptowej sali. Dookoła, na miliony półek sięgających po mroczny sufit, piętrzyły się rzędy zakurzonych, zapomnianych przez Boga i czytelników książek. Pośrodku tej monumentalnej katedry słowa, przy oświetlonym blaskiem staromodnej lampy naftowej stole, siedziała Ona.

​Ciemny płaszcz spoczywał na oparciu krzesła. W świetle lampy połyskiwały refleksy na klawiaturze retro terminala, podłączonego przewodami wprost do stuleci ludzkiej pamięci skumulowanej w cyfrowych tomach. Na kolanach trzymała otwarty tomik poezji.

​— Barcelona... Spodziewałem się raczej Berlina albo jakiejś nory w Hongkongu, pani Arsène — powiedział twardo inspektor Figa, wychodząc zza kolumny i celując w jej stronę. — Koniec podróży. Kody z Seulu i tutejsze serwery zabezpieczone przez Ziuta są już w chmurze Interpolu. Nie masz dokąd uciec.

​Kobieta nawet nie drgnęła. Powoli zamknęła otwartą przed nią wiele razy czytaną książkę, wstała od stołu i odwróciła się twarzą do policjantów. W jej oczach nie było paniki – tylko głęboki, niezłomny spokój kogoś, kto dokonał wyboru.

​— Inspektorze Figa... Myli się pan, sądzząc, że uciekam — powiedziała niskim, dźwięcznym głosem, który niósł się echem po całym Cmentarzysku Książek. — Ja nie uciekam przed wymiarem sprawiedliwości. Ja go wyprzedzam. Prawdziwe cmentarzysko nie jest tutaj. Prawdziwe cmentarzysko budujecie wy, pozwalając maszynom pisać ludzkie sny i żałobę.

​W tym momencie ekran terminala błysnął na czerwono. Ziut wpadł w panikę, wpatrujący się w swój ekran.

— Szefie! To nie była próba wysłania danych do sieci! To... to była sekwencja samoniszcząca! Ona odcina zasilanie całego sektora!

​— Dokładnie tak, panie aspirancie — uśmiechnęła się lekko hakerka. — Algorytmy sztucznej inteligencji, które miały sklonować ludzką duszę, zostały skarmione własnym, toksycznym kodem. One właśnie przestają istnieć.

​Zanim Figa zdarzył oddać strzał ostrzegawczy, z sufitu starej kryptowej katedry – poruszonego przez ukryte ładunki akustyczne Ziuta – ruszyła lawina tysięcy tomów dawnej poezji, odcinając drogę policjantom. W tym samym ułamku sekundy gasnące światło lampy naftowej zalało pomieszczenie gęstym, pachnącym dymem.

​Kiedy dym opadł, a Ziut odepchnął z drogi opasłe tomiki Calderóna de la Barca, przy stole nikogo już nie było.

​Na blacie została tylko filiżanka gorzkiej kawy, pusta buteleczka po kultowych perfumach, które na moment zdominowały zapach starego papieru, oraz zatknięta między kartki nowa wizytówka z ręcznie dopisanym zdaniem:

„Do zobaczenia w kolejnym rozdziale, panie inspektorze.”.

​Figa schował broń, westchnął ciężko i poklepał Ziuta po ramieniu.

— No cóż, Ziut... Przynajmniej w Barcelonie dają dobrą kawę. Ruszamy za nią do następnego portu.

Nim zdążyli wyruszyć dalej, spadła im pod nogi niewielka książeczka, która z wdziękiem otworzyła się na wierszu

 

"Instrukcja obsługi świata

Miniatura sonetowa

 

Niech świat się kręci w trybach i tabelach,

niech sztuczny rozum pożera wspomnienia.

Ja mam w kieszeni garść nieba i ziela,

i kilka marzeń nie do przetworzenia.

Niech AI składa doskonałe zdania,

niech świat zachwyca się własnym odbiciem.

Ja stawiam kropkę wbrew przewidywaniom —

i piszę dalej. Na przekór. Z zachwytem."

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Diabelskie Muskuły godzinę temu

    https://zapodaj.net/plik-BO3NOAsjwb

  • Diabelskie Muskuły godzinę temu

    To spadam, też. Nincha w sanatorium, Grafi wyruszyła na pielgrzymkę, po schodach przeciwpożarowych na inne piętro, a Kaśka prawdopodobnie gdzieś się chłodzi 💀

  • Diabelskie Muskuły

    Cóż, trup pada gęsto. Jak to w kryminałach, ale są też dobre informacje, Cain wreszcie wziął się za porządną robotę, zatrudnił się w Mleczarni, taki bar mleczny, podaje jedzenie, dobrze mu idzie, klientów pełno. Mona jak zwykle wygląda przez okno biurowca, a Ali w lesie. Życie.

  • Diabelskie Muskuły

    To pa.

  • kigja

    Odczep się.

  • Diabelskie Muskuły

    :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania