Zwykły, szary dzień w szarej rzeczywistości
Budzę się późnym rankiem. Otwieram oczy. Zewsząd uderza mnie jasność wschodzącego słońca. Promienie radośnie tańczą na pościeli. Wbrew własnej woli uśmiecham się. Zaraz przypominam sobie jednak o szarej rzeczywistości. Uśmiech rzednie.
Wyczołguję się z łóżka i sięgam po leżący na nakastliku smartfon. Wyświetlacz pokazuje godzinę dziewiątą pięćdziesiąt. Sprawdzam powiadomienia. Znajduję w nich tylko maila od klienta.
– Zajmę się tym później – myślę i wygaszam ekran. Rozglądam się po pokoju. Nie jest duży. Szare ściany, szklany stolik kawowy przystawiony do wygodnego, przedpotopowego fotela, biurko z podłączonym do ładowarki laptopem i krzesłem obok – codziennie, dwadzieścia cztery godziny na dobę, od dziesięciu lat ten sam widok. Nie przeszkadzałoby mi to, gdyby nie samotność. Jedyną osobą która się do mnie odzywa, jest ekspedientka w osiedlowym sklepie. Podchodzę do dużej szafy. Wybieram jeansy i szarą bluzę. Ubieram się i idę do łazienki. Przemywam twarz lodowatą wodą. Rozprowadzam fluid i nakładam na niego puder. Kości policzkowe przyciemniam bronzerem, a powyżej rozjaśniam rozświetlaczem. Tuszuję rzęsy. Usta maluję czerwoną pomadką. Sama nie wiem po co, przecież od dziesięciu lat z nikim, prócz kasjerki się nie spotykam. Daje mi to jednak spokój duszy. Bez makijażu czuję się dziwnie, bardzo dziwnie. Wychodzę z łazienki. Sięgam po torebkę. Wkładam do niej portmonetkę i telefon. Zakładam kurtkę, adidasy i czapkę. Listopadowy mróz to nie byle co! Wychodzę z mieszkania i zamykam je na klucz. Idąc do sklepu myślę o sobie sprzed dziesięciu lat. Byłam szczęśliwą, dwudziestoletnią dziewczyną, studentką polonistyki, kierunku o którym marzyłam od zawsze. Razem z ukochanym mieszkałam w małym, ale własnym mieszkaniu. Zdobywałam medal za medalem w zawodach pływackich. Gdzie się podziała tamta kobieta sukcesu?
Pogrążona w rozmyślaniach nie zauważam, kiedy dotarłam do sklepu. Krążę między półkami, ciesząc się chwilą, w której mogę udawać, że jestem taka, jak wszyscy inni klienci. Ale nie jestem. Nie mam jak uciec przed samą sobą. Ciągle biję się z myślami, które nie pozwalają mi być normalną. I przegrywam.
Wybieram kilka produktów: chleb, jajka, ser i ulubione żelki. Z koszykiem kieruję się do kasy. Czuję skalpujący mnie wzrok ekspedientki. Nie przejmuję się tym zbytnio, choć mam wrażenie, że wszyscy są przeciwko mnie. Zmęczona życiem kobieta za ladą kasuje moje zakupy. Chowam je do bawełnianej torby, a resztę – do portmonetki.
Nienawidzę swojego życia. Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę. Nienawidzę od momentu, w którym dowiedziałam się, że w wypadku samochodowym zginął mój narzeczony.
Komentarze (14)
Co ma malowanie się do spotykania z kimś?
Za całość 3
To, że większość kobiet się maluje jak się chce z kimś spotkać.
Dzięki
Onyx No ale chyba nie tylko.
Targówek a według Ciebie co jeszcze?
Samotna na własne życzenie? Czy samotna wśród ludzi? Jeden moment i czas się zatrzymał w miejscu dla tej kobiety. Bo dalej mknie swoim tempem, tylko ona zamknęła dopływ powietrza dla siebie, a nie zamknęła przeszłości. Jednak jakaś w niej chęć drzemie skoro myśli i dba o swój wygląd, pracuje i nienawidzi.
Pozdrawiam
Świetnie powiedziane.
Tak, drzemie. Ale czy to zauważyła, to pozostawiam do dopowiedzenia czytelnikowi.
Dziękuję bardzo
Również pozdrawiam
Onyx
jeszcze popraw przeszkadzałoby... końcówkę -by z czasownikami w formie osobowej piszemy łącznie
pasja a, faktycznie. Dzięki
*nakastlik - w sumie jestem coraz bardziej pod wrażeniem słownictwa, które stosujesz, choć pewnie nie zdajesz sobie z jego niezwykłości ... Chyba powinnaś pomyśleć, czy nie wykorzystać jakoś znajomości takich regionalnych słówek, bo to może być duży atut w odpowiednio skonstruowanej narracji. A i znaczenia tego wyrazu dowiedziałem się z internetu: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/nakastlik;9191.html
*"Kości policzkowe przyciemniam bronzerem," - żeby przyciemnić kości bohaterka musiałaby nie mieć skóry na twarzy :)
Miałkie. Narracja, powiedziałbym, zbyt wyprana z emocji. Akurat tzw. pierwszoosobówka cechuje się głównie w tym, że w każdym praktycznie zdaniu czuć charakter bohatera. Tutaj jest do tego daleko. No i ogólnie ma być dramatycznie,życiowo, ale problem wydaje mi się dość błahy. Może jestem odrobinę nieczuły, ale śmierć bliskiej osoby to nie jest coś, co innych też przyciąga ku śmierci, a tutaj po prostu ku bezradności i niechęci do życia. Znaczy no, po pewnym czasie można sobiez tym poradzić, a tu bohaterka tkwi w stagnacji. Jeżeli naprawdę była "kobietą sukcesu" powinna gdzieś w niej być jakaś wola walki...
Pozdro
Eeee tam, regionalizmy. Normalka.
Pomyślę. Musiałabym stworzyć na końcu krótkie opisy, co dane słowo znaczy, żeby czytelnicy nie mieli problemu z zrozumieniem mnie ;)))
Dziękuję za koment
Schludnie napisane opowiadanie. Od strony technicznej naprawdę niezłe, przekaz też całkiem fajny, choć można by to jakoś bardziej rozbudować. Mimo to nie jest źle, ciekawe ukazanie osoby zatrzymanej w przeszłości, która nie chce ruszyć na przód i nie jest zadowolona z własnego życia, a to wszystko przez niemoc pogodzenia się z tragedią. To najgorszy stan, w jaki człowiek może wpaść - to nie życie, tylko powolny taniec śmierci.
Pozdrawiam.
Dziękuję bardzo.
"Powolny taniec śmierci" - świetnie pasujące określenie.
Również pozdrawiam
W sumie to bardziej niż opis nakładania makijażu, ciekawiłyby mnie relacje bohaterka-narzeczony. Trochę jednak czuję niedosyt co do tego ?
No i bohaterka zdecydowanie potrzebuje kota. Zostało naukowo udowodnione, że pomagają one pogodzić się ze stratą bliskiej osoby. Mam nadzieję, ze jakiegoś sobie przygarnęła i wróciła do ludzi ?
Oj tak, kotki są najlepsze na wszelkie smutki.
Bardzo dziękuję za odwiedziny
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania